Lektura na niedzielę:
Pomimo ciszy wyborczej kontynuujemy protest pod siedzibą premiera w Al. Ujazdowskich. Protest nie ma nic wspólnego z tymi lub innymi wyborami, lecz jest świadectwem obrazu państwa, w którym można bezprawnie pozbawiać i niszczyć miejsca pracy w imię interesów włoskiego banku, włoskiego dewelopera i włoskiej konkurencji na polskim rynku. Przyjdź, opowiemy ci historię Malmy.
Czwartek, 6.10.11
Będziemy dziś kontynuować protest pod kancelarią premiera od 14-tej. Przyjdź, opowiemy ci historię Malmy.
Środa, 5.10.11
W tym tygodniu Michel Marbot kontynuuje protest przed siedzibą Premiera (KPRM). Żąda ukrócenia bezprawnych działań syndyka i staje w obronie pracowników Malmy. Bank Pekao SA dąży bowiem, do przejęcia nieruchomości we Wrocławiu i Malborku bez uregulowania zobowiązań wobec pracowników.
Czwartek, 29.09.11
Michel Marbot protestował wczoraj pod siedzibą Premiera. Dzisiaj zamierza kontynuować protest. Żąda spotkania z Premierem.
LIST OTWARTY DO PREMIERA R.P. PANA DONALDA TUSKA
oraz prośba o spotkanie
Szanowny Panie Premierze,
Do Pana Premiera zwracam się jako założyciel i szef firmy Malma produkującej makaron w Malborku i we Wrocławiu o renomowanym we Włoszech znaku towarowym. Firma Malma jest przedmiotem dramatycznego sporu, w którym naruszono zasady sprawiedliwości.
Jestem Francuzem, absolwentem europejskiej uczelni INSEAD. Zaangażowałem się w Polską transformację już w czasach pierwszej Solidarności. W 1990 roku dokonałem historycznej prywatyzacji w trudnym sektorze przemysłowym na prowincji kraju. Do 1993 roku moja inwestycja (50 mln USD) zrealizowana z pomocą rządu francuskiego i UE była największą w sektorze spożywczym. W ciągu 20 lat zatrudniałem średnio 350 pracowników.
Żyję w ojczyźnie mojej żony Anny (mamy siedmioro dzieci) w znacznej mierze z racji ideowych. Razem działamy w duchu tradycji francuskich oraz z inspiracji społecznego nauczania Kościoła na rzecz Domów Dziecka, więźniów i bezdomnych oraz polskiej sztuki stosowanej i zamków nadbałtyckich. W Malborku wyjątkowy charakter tego zaangażowania uznano nadając mi tytuł Honorowego Obywatela Malborka, podczas gdy Francja nadała mi Narodowy Order Zasługi. Za stosunek do praw pracowniczych chwalił nas publicznie Jacek Kuroń. Szanuję Polskę i bardzo promuję ją za granicą.
Natomiast dzisiaj jestem ścigany, mimo że nigdy nie uciekałem od odpowiedzialności, nic nie ukradłem, a cały mój majątek osobisty jest w rękach Banku i Syndyków. Zarzucono mi, że pozwoliłem firmie wznowić produkcję po roku przerwy spowodowanej blokadą Banku i że uratowałem ponad sto miejsc pracy!
Od trzech tygodni, łamiąc ducha i literę prawa jakiś Syndyk blokuje całkowicie produkcję firmy Malma, która nie jest w upadłości. Wbrew dyrektywom europejskim, Syndyk ten odmawia zatrudnienia 140 pracowników, których nagle pozbawił ich narzędzi pracy.
Czy w momencie kryzysu ekonomicznego, Premier Polski, przewodniczący Europie, może pozostawać obojętny wobec aktu sabotażu i naruszenia prawa? Czy Polska ma za dużo zakładów przemysłowych gdzie inwestowano 50 mln USD? za dużo miejsc pracy w Malborku? za duże poparcie od podatników Unii?
Oto nasza historia : w 2003 roku Bank Pekao SA (należący do włoskiej grupy Unicredit) przejął od innych banków wszystkie kredyty Malmy w celu wejściu na GPW, by następnie spłacić zadłużenie. Niestety Bank po pół roku odstąpił od pierwotnego planu, przeciwnie zaczął nakręcać spiralę zadłużenia kredytowego: naliczał Malmie odsetki karne, które Bank finansował z nowych kredytów; jednocześnie wliczał spłacane odsetki do zysków Banku, co w nieuprawniony sposób zwiększało premie zarządu Banku.
Od 2004 roku w ciągu dwóch lat Pekao dusił firmę zamiast skorzystać z zabezpieczeń (hipotek i zastawów na całym przedsiębiorstwie Malma). To doprowadziło w marcu 2006 roku do całkowitego zatrzymania produkcji i utraty rynku oraz znaku towarowego wartego 42 mln zł, pomimo że w silosach firmy pozostawała pszenica na rok produkcji! Dlaczego?
W tym czasie Prezes UniCredit, Pan Profumo zasiadał w Zarządzie firmy Barilla (włoskiego konkurenta i do niedawna współwłaściciela Malmy) oraz w Zarządzie Grupy Pirelli, największego włoskiego dewelopera. Dnia 1 czerwca 2005 roku Pekao, Unicredit i Pirelli podpisali tajne Porozumienie Chopin dając Pirelli RE za darmo, na 25 lat (!) wyłączność do wykupu nieruchomości należących do Banku i jego trudnych klientów, w tym Malmy. Niszcząc Malmę, Pekao zyskuje pustą nieruchomość dla Pirelli (Malma posiada 6 ha w centrum Wrocławia) i otwiera polski rynek dla Barilla (Malma miała 20% rynku makaronu) bez ponoszenia wysokich kosztów likwidacji zakładu pracy. To jest głęboko nieuczciwe.
Jednak dzięki zaangażowaniu pracowników oraz umowie dzierżawy i użyciu ziarna narażonego na zepsucie, Malma znów ruszyła z produkcją makaronu w 2007 roku, po roku przerwy. Faktem jest, iż dzierżawca oraz poddzierżawca, Malma Trading Sp. z o.o., inwestując 10 mln zl, uratowali zakład pracy i znak towarowy. Bank nazywa to darmową umową dzierżawy!
Dopiero trzy lata później Sąd Gospodarczy w Gdańsku ogłosił upadłość starej Malmy (teraz VVQFDE Sp. z o.o.). Procedura upadłościowa jest prowadzona poza prawem przez SRR Annę Stankiewicz (Sąd Gosp. Gdańsk-Północ) oraz Syndyka Jacka Ryncarza i jego zastępczynię we Wrocławiu, Annę Łukaszun. Ich celem jest teraz zniszczenie poddzierżawcy - Malmy Trading, aby uzyskać puste nieruchomości i uniknąć odszkodowań dla pracowników, mimo, iż są oni według prawa uprzywilejowanymi wierzycielami. Sędzia-komisarz wydała szereg nieważnych (wobec prawa) postanowień na bazie których w dniu 30 sierpnia 2011 roku pod asystą komornika i policji, Z-ca Syndyka VVQFDE, wyprowadziła bez tytułu prawnego ruchomości i zamknęła hale produkcyjne poddzierżawione spółce Malma Trading.
Wrocławska prokuratura wszczęła śledztwo (Sygn. 2Ds.97/11/S) w sprawie przekroczenia uprawnień służbowych przez Sędziego Komisarza oraz Syndyka VVQFDE i jego zastępcę. Wskutek analizy Prokuratury Okręgowej, uznano, iż zachodzą podstawy do objęcia postępowania zwierzchnim nadzorem służbowym Wydziału III Prokuratury Okręgowej.
Rzetelność wymaga, aby Sędzia i Syndycy zostali odsunięci od sprawy z momentem gdy zaistniały poważne podstawy by ich działania zostały zbadane przez prokuraturę. Do tej pory nadzór Prezesa Wydziału Sądu Gospodarczego dla Gdańsk-Północ w Gdańsku nie spowodował żadnej poprawy co do rzetelności procesu, lecz odwrotnie: rozpatrywanie wniosku o odwołanie Sędziego Komisarza przeciąga się, a w tym czasie Sędzia Komisarz podejmuje postanowienia niezgodnie z prawem.
Dlatego uprzejmie proszę o natychmiastowe spotkanie, aby razem i zaraz znaleźć - przede wszystkim w interesie pracowników - wyjście z sytuacji, w której Malma jest nagle i brutalnie niszczona przez organy Państwa, które to (a stwierdzam to z głębokim ubolewaniem) naruszają porządek socjalny, gospodarczy, Prawo Europejskie jak i Prawa Człowieka.
Z poważaniem,
Michel Marbot, Prezes Malma Trading sp. z o.o.
Lektura na niedzielę:
Kto da Europie pieniądze?
Możliwe, że Grecja ogłosi lada moment bankructwo. Rynki finansowe poważnie brały pod uwagę ten scenariusz we wtorek (mijał wówczas termin spłaty przez Grecję niemal 700 mln euro odsetek od obligacji; w piątek będzie musiała z kolei wykupić zapadające obligacje za 2 mld euro), tymczasem zaskoczone zostały obniżeniem ratingu Włoch przez agencję S&P. Czy bankructwo Grecji oznacza, że kraj ten z dnia na dzień stanie się pariasem Europy? Skądże! Bowiem ponad pieniądze w sytuacjach kryzysowych urasta geopolityka. Rzut oka na mapę uzmysławia znaczenie Grecji w obliczu gwałtownych przemian w Afryce Północnej i coraz bardziej nabrzmiałej sytuacji wokół Izraela na Bliskim Wschodzie. Upadła czy nie, Grecja ze swoim strategicznym położeniem w basenie Morza Śródziemnego pozostanie na garnuszku Unii Europejskiej, będzie dalej hołubiona.
Jednak to nie Grecja tak naprawdę zaprząta głowy ekonomistów. Upadłość Grecji z finansowego punktu widzenia byłaby dla Unii Europejskiej korzystna. Dotąd ustępstwa wobec tego kraju powodowały analogiczne kroki wobec Portugalii, Irlandii czy nawet Hiszpanii i Włoch (vide wykup suwerennych obligacji Włoch i Hiszpanii przez Europejski Bank Centralny w ostatnich tygodniach). Granica zostałaby zatem wytyczona. Nie chcesz zaciskać pasa - droga wolna!
Co zatem przyprawia polityków o ból głowy i zachowania, które należy określić delikatnie jako nadpobudliwość (vide Rostowski)? Otóż kluczowym pytaniem jest bez wątpienia: "Kto i jaką drogą wyłoży pieniądze na ratowanie finansów Europy?". Udział i rola Chin, jako rozdającego karty z racji największych na świecie rezerw walutowych, jest niewątpliwa. Kto jeszcze? Rosja, Indie, Brazylia? Ostateczny wynik stanowić może o geopolitycznych aliansach na długie lata.
Idea euroobligacji
Przypomnijmy, że jest to dług, który miałyby zaciągnąć wspólnie kraje strefy euro, oczywiście, jeśli znajdzie się nabywca. Uzyskane pieniądze miałyby być wykorzystane do ratowania europejskiego systemu bankowego i krajów bankrutów, takich jak Grecja, Portugalia, Irlandia, czy potencjalnych bankrutów, jak Hiszpania i Włochy. Amerykanie forsują "standardowe" rozwiązanie. Namawiają kraje BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) by te zasiliły Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) kwotą co najmniej 700 mld dolarów. Inne konkurencyjne idee przewidują ustanowienie ogólnoeuropejskiego podatku na transakcje finansowe oraz znaczne zwiększenie tzw. Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF). Zastosowanie każdego z tych narzędzi oddzielnie zmieni pozycję Unii i układ sił na świecie.
Tymczasem System Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych (FED), banki centralne Japonii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii wraz z Europejskim Bankiem Centralnym (EBC) ogłosiły w zeszłym tygodniu wspólne pożyczki dla europejskich instytucji finansowych, które pozwolą im przetrwać do końca tego roku. Co wywołuje taką nadaktywność w kołach finansowych? Przede wszystkim perspektywa niewypłacalności Włoch. Ich dług przewyższa długi Hiszpanii, Portugalii, Irlandii i Grecji razem wzięte. Włochy są po prostu zbyt duże, by upaść, i zbyt duże, by je skutecznie ratować. Przykładowo, reperkusje upadku włoskiej grupy bankowej UniCredit rozlałyby się szeroko po Europie (poprzez Pekao SA również do Polski). Ucierpiałby zwłaszcza niemiecki HVB, który trzyma w swoich księgach greckie "aktywa" całej Grupy. Upadłość krajów eurostrefy może po prostu zbudzić uśpione w bilansach banków, ubezpieczycieli i instytucji finansowych egzotyczne instrumenty pochodne. Nie wiesz, Drogi Czytelniku, co to są te egzotyczne instrumenty pochodne? Nie szkodzi, najtęższe finansowe umysły też tak naprawdę nie wiedzą. Jedno jest pewne, kiedy upadł Lehman Brothers, amerykański ubezpieczyciel AIG (wystawca instrumentów pochodnych) musiał wypłacić ponad 150 mld dolarów odszkodowań. Obecne koszty ratowania banków europejskich mogą wynieść 10-20 razy więcej niż po upadku Lehman Brothers. Przed trzema laty AIG dostał pieniądze od rządu USA. Po trzech latach kryzysu rządy po obu stronach Atlantyku nie mają w swoich skarbcach dolarów i euro. Przeciwnie, są zadłużone po uszy. Tymczasem potrzeby gotówkowe na ratowanie krajów i banków europejskich w najbliższej perspektywie mogą sięgać od 1,5 do 3,5 bln dolarów, a to tylko początek.
Geopolityczna perspektywa
Projekt euroobligacji forsowany jest przez Komisję Europejską - ramię wykonawcze Unii Europejskiej. Ich gorącym zwolennikiem jest przewodniczący KE José Manuel Barroso. Nie lubią go Niemcy, a szczególnie Rosja. Nie w smak jej bezpośrednie zacieśnienie współpracy między Chinami (nabywcą) a Unią Europejską. Poczułaby się jak w kleszczach dwóch wschodzących kolosów. Pozostałoby jej przyłączyć się do projektu euroobligacji i robić dobrą minę do złej gry. Niemcy z kolei kręcą nosem ze względu na konsekwencje polityczne i procedurę podejmowania decyzji, która stanowczo osłabiłaby ich wiodącą pozycję. Wydanie euroobligacji musi też iść w parze ze zmianami w traktacie lizbońskim. Ten prosty fakt na krótką metę eliminuje euroobligacje jako właściwe narzędzie. Pozostają działania za pośrednictwem Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Preferowany przez USA scenariusz wydaje się najbardziej prawdopodobny, jeśli zajdzie potrzeba natychmiastowych działań. Jednak i w tym przypadku istnieją przeszkody. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której Chiny pompują setki miliardów dolarów na konta MFW bez koncesji, które w sposób adekwatny odzwierciedlałyby ten doniosły przecież fakt. Same obietnice stanowisk w MFW z pewnością nie wystarczą.
Polski punkt widzenia
Jeśli histeryczne wystąpienie ministra finansów Jacka Rostowskiego o możliwej wojnie ma stanowić polski punkt widzenia, to niestety szczerze wątpię w kondycję nie tylko ministra, ale również premiera Donalda Tuska i reszty ekipy rządzącej, która na to przyzwala. Chorobliwe ambicje i urojenia bez realnej wiedzy, przedkładanie własnego sukcesu wyborczego nad dobro ogólne, to tylko kilka z możliwych zarzutów. Mówiąc oględnie, stanowisko Polski powinno być dokładnie odwrotne niż to, co prezentują politycy Platformy. Machanie szabelką na forum UE, biorąc pod uwagę opisane wyżej uwarunkowania geopolityczne, wydaje się co najmniej żałosne i całkowicie nieskuteczne. Polska powinna apelować o zmianę architektury systemu finansowego, naprawę instytucji banków centralnych i rozdzielenie bankowości komercyjnej i detalicznej od bankowości inwestycyjnej, ograniczenie rynku instrumentów pochodnych do rozmiaru realnej gospodarki, tak by fundusze ratunkowe nie poszły na marne, jak miało to miejsce na przestrzeni trzech ostatnich lat, kiedy kupiony czas minął, niczym z bicza strzelił. Dla Polski z pewnością szczególnie pożądane byłoby zacieśnienie współpracy Unii Europejskiej z Chinami (euroobligacje). Splot wydarzeń spowodował niezwykle dla nas korzystną sytuację sprzyjającą konsolidacji naszych interesów z państwami w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Niemal wszystkie pozostają dziś poza strefą euro, co potęguje ich konkurencyjność. Polska może więc w najbliższych latach stać się liderem tego regionu i odcinać kupony od chwiejnej sytuacji w strefie euro.
Jerzy Bielewicz dla Nasz Dziennik
Środa, 21.09.11
Poniedziałek, 19.09.11
Niewidzialna ręka rynku, przypadek Wprost Przeciwnie
W artykule Zasady Współżycia Rafał Ziemkiewicz świetnie opisuje mechanizmy władzy w naszym kraju,
Zasady wspóżycia
Opisane fakty mają oczywiście swoje analogie również w innych dziedzinach życia, poza obszarem tej tzw. czwartej władzy. Choćby ostatnie hocki klocki z komitetami wyborczymi, PKW i wyborami. Czy, z innej beczki, stan finansów państwa i przewały finansowe PO. Od kilku dni Gazeta Polska (Codziennie) na próżno poszukuje zgubionych przez Rostowskiego i Ministerstwo Finansów 3 miliardów złotych.
Wyznaczamy nagrodę za znalezienie 3 mld złotych
Prawdę można zatem zadekretować wyrokiem sądu. Co więcej, istnieje inny niezawodny mechanizm władzy: "co było a nie jest nie pisze się w rejestr" wsparty na trzeciej zasadzie - omerty - gangsterskiej zmowie milczenia. Te zasady dotykają właśnie Wprost Przeciwnie. Dzisiaj nie kupicie w kioskach Wprost Przeciwnie. Może za tydzień. Sądzę jednak, że w ostatecznym rachunku tygodnik z mety zyska wielu, wielu czytelników. Przyświeca mu bowiem chwalebny cel - odciąć od kasy panujący nam establishment, nie jakoś tam w pokrętny sposób, lecz poprzez konkurencję na rynku.
Wprost Przeciwnie
Bo współczesny świat nie istnieje bez pieniędzy. Dopiero sukces finansowy zapewnia medialny byt, władzę... a wielu bezkarność. Tak, tak bezkarność. Trzymam więc kciuki za Wprost Przeciwnie i życzę mu sukcesu bo działa w myśl niezawodnego imperatywu: odciąć panujący nam establishment od kasy. Bez kasy będą bezbronni - wiedzą o tym - boją się tego - stąd taka a nie inna decyzja Ruch.
Środa, 14.09.11
Risk rises at ECB as European Banks loose deposits
Poniedziałek, 12.09.11
Mądry Tusk po szkodzie, a przed szkodą głupi?
Establishment przy współudziale mediów wmawia nam uparcie, że krytykowanie publiczne władzy jest niewłaściwe, by przypadkiem nie podważyć chwiejnej stabilności kraju w czasach kryzysu. Demokrację i debatę sprowadzono do zgodnego chóru piewców status quo. Głupota to czy ostateczne zaprzaństwo? W tym kontekście tematem no no, super tabu okazał się raz jeszcze stan finansów publicznych i w konsekwencji słabość polskiej waluty. Otóż, przy obecnych kursie złotego w stosunku do Euro (4,30 zł) i dolara (3,15 zł), opierając się na oficjalnych danych o strukturze i wielkości zadłużenia zagranicznego właśnie grubo przekroczyliśmy próg 55% długu do PKB. Co na to rząd? Liczy jak zwykle, że na koniec roku rozrachunkowego (budżetowego) zakupi swapy walutowe, pomniejszy w stylu grackim zadłużenie i napompuje sztucznie wartość złotego. Proceder ten przybiera z roku na rok coraz większe rozmiary, jest przewidywalny i sam w sobie stwarza zagrożenie ataku spekulacyjnego na złotówkę.
W styczniu 2010 roku budżet przewłaszczył na swoją rzecz składki OFE zapełniając na chwilę państwową kasę i oddalając ryzyko spekulacji na złotym, teraz trio Tusk, Bielecki, Rostowski planuje likwidację OFE z początkiem 2012 roku. Czy to wystarczy? Sytuacja w USA i w strefie Euro, a zwłaszcza spodziewane kolejne obniżki ratingów Włoch, Hiszpanii i Francji (w tej kolejności) mogą okazać się zabójcze dla systemów bankowych w tych krajach - nie ma chętnych i środków na dalsze dokapitalizowanie banków. Od trzech lat nad systemem bankowym niezmiennie wisi miecz Damoklesa w postaci rynku derywat (ponad 600 bilionów dolarów). Bankowcy w swych modelach wyceny CDS i CDO zapomnieli uwzględnić matematycznie coś co w kryzysie wydaje się oczywiste – efekt domina, który, w przypadku ziszczenia, postawi Niemcy w szeregu… z Irlandią, Portugalią i Grecją. W bez porównania lepszej sytuacji znajdą się Szwecja, Norwegia, Czechy czy Szwajcaria, kraje, które nie brały nigdy na poważnie euro-blichtru płynącego z Berlina i Brukseli. Gdzie w tym wszystkim Polska? Otóż, moim zdaniem w tym roku „rynek międzynarodowy” uprzedzi budżetowy cud Rostowskiego. Czy istnieje awaryjny plan „B”? Wątpię.
Wmówiono opinii publicznej, że „mądry Tusk po szkodzie, a przed szkodą głupi” jest COOL i OK, po co zatem martwić się o przyszłość. Taniec na Titanicu trwa w najlepsze. Nic to, że polskie CDS rosną w cenie z dnia na dzień, złoty od kilku tygodni wiedzie prym wśród nasjłabszych walut, a dług publiczny wg oficjalnych danych przekroczył właśnie 55% PKB.
Już po Grecji
Wtorek, 6.09.11
Grecja powinna opuścić strefę Euro
Swiss National Bank pledges unlimited currency purchases
SNB zadeklarowało, ni mniej ni więcej, nieograniczony dodruk i sprzedaż franków szwajcarskich by okiełznać wzrost jego wartości w stosunku do Euro. Wg. mnie można mówić o załamaniu się systemu bankowości centralnej na świecie po tej deklaracji oraz o spuszczeniu upiora globalnej inflacji z łańcucha!
Poniedziałek, 5.09.11
Pozostaje spytać co z Projektem Chopin w Polsce:
Tymczasem: Business says Italy's credibility on line
Mr. Profumo, główny architekt Projektu Chopin ma się zatem dobrze, ba ma dużą chrapkę na karierę polityczną! Świat stoi na głowie, jeśli bankowcy pozostaną bezkarni po przewałach, które wpędziły nas w permanentny kryzys finansowy. Słowo, prawo, praworządność (?) - co to takiego (?) - może ich śladu można doszukać się gdzieś w historii (?) - współcześnie szukaj wiatru w polu (?). Pozostaje jeszcze jedno retoryczne pytanie: "Czy pozwy wniesione w USA po trzech latach od poniesienia szkód (przez nas wszystkich) to tylko zagrywka pod publiczkę przed nadchodzącymi wyborami?" Jeśli tak to należy przestrzec, że poziom frustracji i niezadowolenia na świecie dawno przekroczył stan alarmowy.
Oczywiście, dowodów na powyższe stwierdzenia aż nadto przynosi każdy dzień. Ranek zaczynamy od głębokich spadków w Japonii.
Merkel's Euro gambit ends in defeat at home
Strefa Euro drży w posadach, bo wyraźnie widać, że politykom właśnie przestała się opłacać. Co dalej z Grecją, Portugalią, Irlandią, nie mówiąc o Hiszpanii czy Włoszech?
Poniedziałek 29.08.11
Wtorek, 23.08.11
Złoto dla zuchwałych, drożyzna dla reszty, Polska na sprzedaż
Lotos, rafineria w rękach Skarbu Państwa, jak złoto będzie trzymał wartość w czasach wysokiej inflacji – powinien pozostać w polskich rękach!
Ceny złota oszalały. Idą w górę bijąc z dnia na dzień kolejne rekordy wszech czasów. Wzrost cen złota przez wielu uważany jest jako miara przyszłej inflacji, nie bez przyczyny – do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku dolar posiadał zabezpieczenie i był wymienialny na złoto.
Cena złota w ciągu tylko trzech dni przekroczyła 1800 dolarów, podskoczyła o 70 dolarów (prawie 4%), zatrzymały się w weekend na poziomie 1850 dolarów za uncję, by w poniedziałek przekroczyć granicę 1900 złotych. Zabezpieczeniem na czasy inflacji są również surowce: ropa naftowa i gaz ziemny, rudy metali również żywność, ziemia, a w akcjach: elektrownie, elektrociepłownie, rafinerie, czy w sferze wpływów – kontrola nad bankami. Tymczasem rząd chce oddać w obce ręce rafinerię Lotos. Cenę jaką uzyska dzisiaj za Lotos będzie stanowiła nie więcej niż jednoroczny zysk tego koncernu za 5 lat. "Sprzedaż Lotosu za ułamek realnej wartości, bo wchodzimy przecież w okres wzmożonej inflacji, samo w sobie stanowić może wystarczający przesłankę, by w przyszłości pociągnąć premiera Tuska do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu."
Zróbmy tak jak w Japonii
Europe failure with bank crisis returns to haunt markets
Poniedziałek, 22.08.11
USA na rozdrożu, tonie w długach?
Stany Zjednoczone mają złą prasę. Krytykowani są politycy, procesy decyzyjne, wg wielu komentatorów szwankują mechanizmy demokracji. Nie udało się zaprowadzić porządku w Afganistanie i Iraku. Narastają konflikty w innych regionach świata. Jednak to kryzys gospodarczy i problemy wewnętrzne od bezrobocia po rosnący dług federalny przyprawiają tak naprawdę o prawdziwy ból głowy.
Ostatnio FED, amerykański bank centralny zrobił rzecz bez precedensu - zadeklarował, że do 2013 roku krótkoterminowe stopy procentowe pozostawi na zerowym poziomie. Innymi słowy FED nie zamierza reagować na potencjalny wzrost inflacji. Może wysoka inflacja jest na rękę rządzącym? Przy ujemnych stopach procentowych z jakimi mamy obecnie do czynieni, USA gdy pożycza na rynku 100 dolarów, to tak circa sześć z nich może od razu przeznaczyć bez uszczerbku na spłatę starego zadłużenia. Z całą pewnością Amerykanie będą podtrzymywać ten stan rzeczy dopóki znajdą nabywców na swój dług. Jednak są i złe strony zerowych stóp procentowych przy wysokiej inflacji. Oburzają się Chińczycy, rośnie napięcie a Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Okazuje się, że wzrost cen w USA, niczym w naczyniach połączonych wywołuje podobne zjawiska w innych krajach. Gdzie zatem rozwiązanie? Pokaże przyszłość.
Gmina w budowie
Lektura na niedzielę:
Poniedziałek, 8.08.11
Rynki chcą by FED dodrukował więcej dolarów
Ot, sobie tytuł – oczywista oczywistość po ostatnich wydarzeniach na rynkach finansowych - jednak świadczy o stopniu zaawansowania choroby toczącej świat polityki i finansów.
Tymczasem, USA traci AAA rating, gdyż podjęło program oszczędności na 2,1 biliona dolarów, podczas gdy oczekiwano cięć o co najmniej 4 bilionów dolarów. Włochy zbliżyły się niepokojąco blisko do stanu niewypłacalności wraz ze wzrostem rentowności ich dziesięcioletnich obligacji coraz bliżej do krytycznej granicy 7%.
Pytanie: „czy jedzie z nami kierowca?” - pozostanie retoryczne. Otóż, jeśli nawet jedzie, to na wpół ślepy, z pianą na ustach, pogrążony w drgawkach, bo niczym narkoman na haju pożąda kolejnego zastrzyku gotówki. Czy kolejna szpryca uwolni nas na kilka tygodni od spadków na giełdach? Z pewnością tak, nie rozwiąże jednak problemów narastających kredytów, zadłużenia oraz rynku derywat ciążących na globalnej gospodarce.
Podobnie decyzja agencji S&P o obniżeniu ratingu kredytowego USA z poziomu AAA do AA+ nie przyniesie otrzeźwienia. Chyba, że analogiczne kroki podejmą dwie inne agencje: Moody’s i Fitch. Bowiem podmiot gospodarczy jakim jest państwo w praktyce traci swój cenny rating tylko wtedy, jeśli trzy główne agencje ratingowe pozostaną jednomyślne. Nadto, wydarzenia ostatnich dni potwierdziły jeszcze raz twardą kryzysową regułę. Złe wiadomości z USA powodują napływ gotówki do… USA, umocnienie dolara i obniżenie rentowności amerykańskich papierów wartościowych.
W wywiadzie dla CNN nowy szef MFW, Francuzka, Pani ChristineLagarde stwierdziła, że wiarygodność dolara jako waluty rezerw cierpi w związku z kłopotami finansowymi USA. Przewiduje, że premia finansowa jaką czerpią Amerykanie z posiadania waluty rezerw z biegiem czasu będzie coraz niższa. W domyśle wzrosną rentowności amerykańskich papierów i obligacji skarbowych. Jeszcze dalej poszedł premier Putin, który w przemówieniu do młodzieży ogłosił, że USA pasożytuje na gospodarce światowej. Chińczycy wraz z utratą przez USA najwyższego ratingu zyskali argument, by żądać twardych decyzji, które podtrzymają w długim terminie wartość dolara.
Obniżenie ratingu USA przez amerykańską agencję ratingową uznane zostało niemal jako akt zdrady narodowej. Na marginesie warto przypomnieć, że tuż przed obniżeniem ratingu USA, w zeszły czwartek, włoscy prokuratorzy wydali nakaz i przeprowadzili rewizję w biurach Moody’s i S&P w Mediolanie - zajęli materiały, które miałyby świadczyć o intencjonalnym współudziale agencji ratingowych w wywołaniu spekulacje na włoskim rynku. Poza wzrostem rentowności obligacji skarbowych, ucierpiały ceny akcji Unicredit i innych włoskich banków. Nic to, że wartość akcji Unicredit systematycznie spada od dwóch lat – w sumie o… 75%. Stoimy oto skonfrontowani z sytuacją, w której klasa polityczna i brokerzy światowych finansów nie tylko bez umiaru szprycują światowy system finansowy, ale nie chcą poddać się terapii chroniącej przed uzależnieniami, ba, gotowi są uśmiercić terapeutę za diagnozę i twarde zalecenia.
Tani pieniądz w USA i Europie wciąga nas coraz głębiej w odmęty kryzysu gospodarczego. Dziś spekulacja opłaca się bardziej niż produkcja, czy praca. Rośnie ryzyko w międzynarodowej wymianie handlowej. Wzrost cen towarów przy stagnacji w produkcji może doprowadzić do syndromu pustych półek. Doświadczają tego już kraje Afryki Północnej. Strefa biedy i niepokojów społecznych będzie się poszerzać. Czy istnieje alternatywa. Oczywiście tak.
Przy czym jest to finansowe… abc. Kraje wysoko zadłużone muszą dążyć do odzyskania wiarygodności finansowej. Jedyną drogą pozostają programy naprawcze, które przyniosą natychmiastowe cięcia wydatków i wzrost wpływów podatkowych. Z kolei kraje nadmierne zadłużone powinny przejść przez procedurę kontrolowanej niewypłacalności i restrukturyzacji zadłużenia. Choć brzmi to banalnie, tylko odzyskanie wiarygodność finansowej przez głównych graczy może przywrócić gospodarkę światową na ścieżkę zdrowego, nie zaś sztucznego wzrostu. Inne warunki to reforma porządku monetarnego i zmiana architektury systemu finansowego, w którym waluty narodowe będą w sposób nieskrępowany konkurować o status pieniądza rezerw i wymiany handlowej (możliwości techniczne z pewnością istnieją). Rozwiązany powinien zostać problem globalnych instytucji finansowych „zbyt dużych by upaść”. Wyeliminować również należy permanentny konflikt interesów w bankach poprzez powrót do regulacji analogicznych do Paktu Glass – Seagall. Nieodzownym pozostaje okrojenie rynku derywat do rozmiary realnej gospodarki. Te zmiany powinny przywrócić wartość pieniądza i kredytu, uchronić nas przed widmem niekontrolowanego druku pustych pieniędzy i w konsekwencji globalnej hiperinflacji.
Czwartek, 4.08.11
Wczoraj frank, dzisiaj yen, jutro dolar
Jesteśmy świadkami skoordynowanej fali dodruku pustego pieniądza przez głównych graczy na rynku walutowym.
Oświadczenia i decyzje centralnych banków Szwajcarii i Japonii uprzedzają spodziewany dodruk pieniądza przez amerykański FED. Dane z amerykańskiej gospodarki wskazują na wzrost bezrobocia przy jednoczesnym obniżeniu konsumpcji wewnętrznej oraz produkcji przemysłowej. Prawdopodobieństwo ponownej recesji rośnie, a wg analityków przekroczyło właśnie 50%.
Kolejna fala luzowania monetarnego w USA, bez uprzedzającego ruchu ze z strony Szwajcarii i Japonii, mogłoby doprowadzić do gwałtownych zmian na rynku walutowym i wywołać panikę. Dodatkowo, rekordowe rentowności 10-latek Hiszpanii i Włoch w Europie wskazują na dramatyczny rozwój sytuacji na rynkach finansowych. Interwencja Europejskiego Banku Centralnego zdaje się więcej niż pewna.
Dodruk pieniędzy na skalę globalną spowoduje wzrost zagrożenia „kryzysową” inflacją, kiedy to coraz więcej pieniądza goni za coraz mniejszą ilością towarów. Jednocześnie rośnie ryzyko w międzynarodowej wymianie handlowej, co z kolei musi doprowadzić w sposób nieunikniony do pompowania kolejnych baniek spekulacyjnych, zwłaszcza na rynku żywności.
Japan follows Swiss in bid to damp currency
Galopada franka
Środa, 3.08.11
W kleszczach walutowych
Więcej pytań niż z odpowiedzi – limit zadłużenia USA
Prezydent Obama ogłosił porozumienie w sprawie podniesienia limitu zadłużenia i cięcia wydatków federalnych, które mają zostać zatwierdzone przez Kongres i Senat w trakcie obrad poprzez głosowania w obu izbach po godzinie 17 naszego czasu. Wieść o porozumieniu poprawiła nastroje na rynkach finansowych w Azji, które zwyżkowały o prawie 2% po tygodniowych, dotkliwych spadkach. Jednak co bardziej znaczące, dolar amerykański pozostał słaby w stosunku do japońskiego jena (77,6 jena).
Porozumienie między Republikanami, Demokratami a Prezydentem pozostawia więcej pytań niż daje odpowiedzi.
Po pierwsze, cięcia wydatków mają nastąpić dopiero w 2013 roku, by nie spowodować zachwiania, szczątkowego wzrostu gospodarczego. Otwarty pozostaje zatem sposób finansowania deficytu. Należy spodziewać się kolejnej rundy luzowania monetarnego (QE3)…, a to osłabi dalej wiarygodność finansową USA.
Po drugie, podniesienie limitu zadłużenia ma nastąpić w trzech fazach: 400 miliardów natychmiast, 500 miliardów jesienią za zgodą obu izb, i kolejne 1,1 do 1,3 biliona dolarów po przedstawianiu planu dodatkowych cięć przez połączoną komisję Demokratów i Republikanów w Kongresie. Podobnie jak miało to miejsce w Europie w przypadku Grecji i innych krajów nadmiernie zadłużonych, politycy tak naprawdę nie rozwiązali w sposób ostateczny i długoterminowy problemu długu i deficytu federalnego USA, a jedynie odłożyli decyzje na później.
Po trzecie, ustanowienie wspólnej komisji Republikanów i Demokratów w Kongresie w praktyce zwalnia Prezydenta z odpowiedzialności za cięcia wydatków federalnych – osłabia władzę wykonawczą w kluczowym w historii USA okresie. Jak tę nową rolę Prezydenta i Prezydentury ocenią Amerykanie pozostaje kluczowym pytaniem na najbliższy rok.
Porozumienie w kształcie przedstawionym przez Prezydenta Obamę, wg mojej oceny, zdaje się dotkliwą porażką całej amerykańskiej klasy politycznej. Politycy na naszych oczach rozmienili na drobne wiarygodność finansową USA, bowiem cięcia wydatków i podniesienie podatków powinno nastąpić tu i teraz nie zaś w nieokreślonej przyszłości. Kształt porozumienia wywoła jednoznaczny sprzeciw Tea Party i jej elektoratu. Kolejną odsłonę dreszczowca będziemy mogli oglądać już dziś wieczorem w Kongresie USA.