Lektura na niedzielę:
LNG na torze przeszkód CLICK
EBI oddaliśmy walkowerem CLICK
Pozwalam sobie przedstawić pełną treść oficjalnego pisma skierowanego na ręce Ministra Rostowskiego przez Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek. W mojej ocenie kwestie w nim poruszane mają charakter ponadpartyjny i odnoszą się bezpośrednio do zagadnień dotykających polskiej racji stanu. Wg naszego Stowarzyszenia, opinii publicznej należą się pilne wyjaśnienia.
Szanowny Panie Ministrze,
Z dniem 18 sierpnia 2010 roku, w związku z Pana stanowiskiem o wycofaniu poparcia dla Pani Marty Gajęckiej, Wiceprezes i Członka Zarządu Europejski Bank Inwestycyjny (EBI), Polska utraciła realny wpływ na decyzje podejmowane przez największą instytucję finansową Unii Europejskiej. Miejsce Pani Prezes Gajęckiej w Zarządzie EBI zajął przedstawiciel Słowenii.
Pani Prezes, Marta Gajęcka twardo reprezentowała interesy krajów członkowskich na forum EBI. W zakres jej kompetencji wchodziło finansowanie przez EBI projektów w sektorze energetycznym, takich jak gazociągi Nord i South Stream, Nabucco, czy terminal odbioru gazu w Polsce. Pani Prezes Gajęcka, w oświadczeniach prasowych, jak również w pracach zarządu EBI zajmowała stanowisko zgodne z Europejską Racją Stanu. Sprzeciwiała się finansowaniu przez EBI projektu gazociągu Nord Stream, łączącego Rosję z Niemcami po dnie Bałtyku, jako sprzecznego z ideą integracji europejskiej. Popierała projekt Nabucco, dostaw gazu z regionu Półwyspu Arabskiego w opozycji do gazociągu South Stream z Rosji. Przez 3 lata pracy w EBI skutecznie doprowadziła do zwielokrotnienia zaangażowania EBI w Polsce z 1 do 7 miliardów na koniec 2009 roku (wartość projektów grubo ponad 14 miliardów Euro).
Panie Ministrze, ze względu na wagę podejmowanych spraw dla bezpieczeństwa energetycznego Polski jak i zaniepokojenie obywateli wzrostem cen gazu i nośników energii, Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek, jako organizacja społeczna, zwraca się bezpośrednio do Pana z szeregiem pytań:
Ø Jak, jako członek Rady Gubernatorów EBI, uzasadnił Panoficjalne wycofanie swojego poparcia dla przedstawiciela Polski w Zarządzie tego banku?
Ø Czy swoją decyzję w tej sprawie konsultował Pan na forum Rady Ministrów?
Ø Czy znane było Panu stanowisko Słowenii w kwestii budowy gazociągu South Stream oraz rzeczywiste zaangażowanie tego państwa w projekt South Stream?
Ø Czy podjął Pan wysiłek wypracowania wraz ze Słowenią stanowiska w sprawie budowy gazociągu Nord Stream?
Ø Czy strony konstytuanty, którą reprezentowała Pani Prezes Gajęcka w EBI łączy jakakolwiek wiążąca umowa, porozumienie, czy protokół ustaleń?
Ø Jeśli tak, to jakie są zapisy tego dokumentu?
Ø Jeśli nie, jak mogło dojść do tak jaskrawego zaniedbania ze strony Ministerstwa Finansów?
Ø Czy wiadomo Panu, że strony innych konstytuant w ramach struktury EBI, wiążą przejrzyste umowy regulujące zarówno kwestie reprezentacji jak i długości kadencji?
Ø Czy wiadomo Panu, że w umowach innych konstytuant, kraje o nikłym wkładzie własnym do kapitału założycielskiego EBI, do Zarządu EBI z reguły desygnują najsilniejszego partnera w konstytuancie i nie roszczą sobie prawa do bezpośredniej reprezentacji?
Ø Jak po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego znoszącego zasadę jednomyślności w Radzie Gubernatorów EBI przy głosowaniu projektów, które wykraczają zasięgiem poza obszar Unii Europejskiej (Nord i South Stream), zamierza Pan chronić interes Polski, biorąc pod uwagę, że nie ma Pan już opcji samodzielnego veta?
Ø Czy jest Pan świadom, że wobec polityki Ministerstwa Finansów, Polska odzyska realny wpływ na decyzje finansowe EBI dopiero za 15 lat?
Ø Czy, wg Pana, fakt rezygnacji Pani Marty Gajęckiej z funkcji Wiceprezesa EBI ma wpływ na rysujące się trudności w finansowaniu Terminalu Gazowego w Świnoujściu?
Panie Ministrze, liczymy, że nasze stanowisko potraktuje Pan z pełną odpowiedzialnością i powagą, a następnie dołoży Pan niezwłocznie wszelkich starań, by strona społeczna uzyskała jasne odpowiedzi na sformułowane niniejszym pytania.
Za Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek:
Jerzy Bielewicz Paweł Pietkun
Pismo złożono z dniem 2.09.2010 CLICK
Strategia zaciskania pasa i samolikwidacji CLICK
Środa, 01.09.2010
Moja prywatna krucjata CLICK
Niemcy i Brytyjczycy wyliczyli ile da podatek bankowy CLICK
Solidarne niszczenie świętości CLICK
Szkic do raportu o stanie Państwa Polskiego
Trzydzieści lat po sierpniu 80
Polska w obliczu kryzysu światowego.
Tylko właściwa diagnoza obecnej sytuacji zarówno na poziomie globalnej gospodarki jak i stanu naszego Państwa może nam dopomóc w skutecznym poszukiwaniu dróg wyjścia. Nie jest to łatwe zadanie ze względu na wszechobecną ucieczkę w kreatywną księgowość i wątpliwe statystyki.
Wielce niepopularne w elitach władzy i organizacjach ponadnarodowych zdaje się holistyczne spojrzenie na obecne kłopoty. Tu i tam do opinii publicznej docierają strzępy informacji. I tak globalne PKB szacuje się na około 57 do 60 bilionów dolarów. Jednocześnie nominalne zobowiązania z tytułu pochodnych instrumentów finansowych osiągnęły niebotyczny poziom 615 bilionów (Timothy Geithner, lipiec 2010, Bloomberg).
Zadłużenie nazwijmy je „konwencjonalne”, a więc dług państw (bez ukrytych zobowiązań wobec przyszłych emerytów, służby zdrowia i rynku kredytów hipotecznych), sektora finansowego, przedsiębiorstw i konsumentów sięga w Stanach Zjednoczonych 300 , a w Japonii 360% PKB. W skali globalnej gospodarki dane o zadłużeniu są niestety niedostępne. Ostrożne szacunki mówią o 150 do 200% (120 bilionach dolarów). Jednak diabeł tkwi jak zwykle w sposobie liczenia oraz przyjętych jednostkach.
Określenie poziomu zadłużenia Chin stanowi prawdziwe wyzwanie. Rozwój i inwestycje, szczególnie w infrastrukturę, finansowane są zarówno przez państwowe fundusze stworzone w poszczególnych prowincjach jak i przez organa centralne takie jak przykładowo Ministerstwo Kolei. Dług zaciągnięty tylko przez samo Ministerstwo Kolei szacuje się na 1 bilion dolarów. Poziom zadłużenia rządów regionalnych może już sięgać nawet 1,6 biliona dolarów. Rzeczywista kondycja systemu bankowego też pozostaje niewiadomą. Rząd w Pekinie dokonał niedawno wykupu złych długów od największych graczy na rynku… Jedno jest pewne, chińskie banki zaangażowane są trwale na rynku kredytów deweloperskich i hipotecznych. Wartości nieruchomości, będących zastawem pod kredyty osiąga obecnie historyczne szczyty. Czy hossa na nieruchomości przetrwa prosperity związaną z organizacją Igrzysk Olimpijskich w Pekinie i trwającym do października Światowym Expo w Szanghaju? Przekonamy się wkrótce.
Obrazu globalnego zadłużenia dopełniają zobowiązania ukryte (unfunded liabilities), zaciągane przez państwa na całym świecie, a dotyczą przede wszystkim systemów emerytalnych, opieki zdrowotnej, ubezpieczeń społecznych, ale również rynku nieruchomości i kredytów hipotecznych (przykładowo Fannie Mae w USA).
Jak zademonstrował upadek Lehman Brothers, przypadek AIG, nasz rodzimy krach na opcjach walutowych, czy w końcu casus Grecji zobowiązania wynikające z instrumentów pochodnych powinny być traktowane jako dług. Stąd już tylko krok do stwierdzenia, że globalny dług dawno przekroczyły 1000% światowego PKB.
Bez cienia przesady można stwierdzić, że każdy wypracowywany w ciągu roku na świecie dolar obciążony jest co najmniej dziesięcioma dolarami zobowiązań. Nic też dziwnego, że dług wędrują od konsumentów, korporacji do systemu finansowego, później poprzez budżety do długu publicznego, by skończyć w bilansach banków centralnych. Ponieważ finansowa kołdra jest kusa i przykrótka prasy drukarskie, aż furczą produkując nieustannie nowiutkie $ czy Euro.
Przez wieki mechanizmy w gospodarce i ekonomii nie zmieniają się na jotę, choć w każdej epoce znajdą się tacy, którzy twierdzą, że tym razem dobrze skrojone regulacje i szczelny system finansowy uchronią nas przed najgorszym. Od tysiącleci po okresach nadmiernego zadłużenia, spekulacji, upadku gospodarki dochodziło do wybuchów wzmożonej inflacji, załamania wartości pieniądza, a tym samym ucieczki od historycznego zadłużenia.
Niespotykana zmienność na rynku walutowym utwierdza w przekonaniu, że za rogiem czekają nas niespokojne czasy, albowiem ciężar globalnego długu przekroczył próg, od którego nie ma już odwrotu. Czy jesteśmy przygotowani na czarny scenariusz?
Podatki, zadłużenie, siła robocza.
Szeroko rozumiane dochody podatkowe Państwa Polskiego stanowią nieco ponad 20% PKB. Poziom opodatkowania nie różni się wiele od innych krajów Unii Europejskiej i należałoby spodziewać się od kilku do kilkunastu procent więcej w dochodach. Gdzie z systemu ucieka kilkadziesiąt miliardów złotych? Można wymieniać bez końca. Od dystrybucji paliw bez akcyzy, nielegalnego handlu alkoholem i papierosami, po akty prawne pisane pod dyktando grup nacisku, bezprawny transfer zysków za granicę, dziurawy system bankowy i w końcu ustępstwa w wymianie handlowej z potężnymi sąsiadami. Ale to są przecież tematy tabu w naszym kraju.
Dziury w systemie podatkowym zwielokrotniają szybkość przyrostu długu publicznego. I nie mówimy tu tylko o zapaści w budżecie sięgającej 54 miliardów złotych, czy deficycie finansów publicznych rzędu 100 miliardów złotych, ale również o kreatywnej księgowości, czy zadłużających się na potęgę funduszach około-budżetowych, spółkach skarbu państwa, .służbie zdrowia, kolei itd. Wielkość raczkującego dopiero rynku obligacji (liczonego bez papierów Skarbu Państwa i samorządów) może przekroczyć jeszcze w tym roku 100 miliardów złotych. Królują na nim Fundusz Drogowy i spółki państwowe.
Rozwój wydarzeń w najgorszym niepożądanym kierunku prowadzi do sytuacji, w której Państwo Polskie nie stać na zagospodarowanie najcenniejszego bogactwa – swoich obywateli.
Młodzi ludzie co roku głosują nogami, uciekają z kraju, bo wolą „godne” życie na zmywaku niż kolejne gorzkie upokorzenia na rynku pracy w Polsce. To zjawisko nakłada się na zapaść w strukturze demograficznej kraju (Ku przestrodze) i na stały wzrost bezrobocia. ZUS już teraz nie może nastarczyć na wypłaty bieżących emerytur. Z każdym rokiem sytuacja będzie coraz gorsza, przy czym emigracja tylko stu tysiąca młodych Polaków dodaje jakieś 100 do 130 miliardów złotych do naszego długoterminowego długu. A przecież już dziś Polska przewodzi w rankingu krajów najbardziej zadłużonych wobec przyszłych pokoleń.
Dzisiejszy dwudziestolatek nie ma co liczyć na godne życie na emeryturze przy polityce gospodarczej obecnego rządu! Czy jest tego świadom?
Instytucje finansowe.
System bankowy w naszym kraju, oddany lekko w ręce obcego kapitału i uwolniony od realnego nadzoru, stworzył niezwykle silne lobby bez skrupułów żerujące na polskiej gospodarce. Co przyciąga kolejnych graczy pomimo kryzysu? Wystarczy przestudiować tabelę prowizji dowolnego banku. Płacimy za każdą czynność: od założenia konta, po opłaty za prowadzenie konta, prowizje przy wypłacie gotówki, przygotowanie wniosku kredytowego, postawienie środków do dyspozycji, wydanie zaświadczenia, wyciągu, po wezwanie do zapłaty, odsetki karne i wiele, wiele innych. Polski przedsiębiorca, traktowany jak dojna krowa, nie ma szans z konkurentem z Włoch czy Niemiec. Można mu bezkarnie wcisnąć opcje walutowe, inne derywaty, wypowiedzieć kredyt, ot, tak zabrać nieruchomości, czy unieważnić dzierżawę. Nie chroni go w żaden sposób rodzimy wymiar sprawiedliwości. Wręcz przeciwnie zapisy o bankowym tytule egzekucyjnym wprowadzone w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku przez reżim komunistyczny nadal konstytuują złowieszcze kuriozum na skalę światową. Często beneficjentem okazuje się zagraniczna spółka matka lub kapitał z nią powiązany.
Jakby tego było mało, nieuczciwy bankowiec cieszy się statusem świętej krowy. Czym lepiej umocowany politycznie, tym szersze ma pole do popisu. Nieodmiennie jaskrawym przykładem jest zarządzany przez Włochów Bank Pekao SA i prowadzony w ramach Grupy Unicredit Projekt Chopin (1). Przy czym bezprawny transfer zysków nie przeszkadza w wypłacaniu co rok sowitej dywidendy, wbrew stanowisku KNF (2), (3).
Zasoby Skarbu Państwa.
Przez ostatnie dwadzieścia lat Polska nie dorobiła się ustawy o zasobach skarbu państwa. Za to posiada wielce szkodliwą Ustawę o Poręczeniach i innych Państwowych Osobach Prawnych. Dzięki niej bez ograniczeń można mnożyć agencje i fundusze żerujące na zasobach państwa. Wokół Banku Gospodarstwa Krajowego stworzono ich ponad tuzin łącznie z najmłodszym dzieckiem Krajowym Funduszem Drogowym. Wszystkie one zaciągają zobowiązania, a transfery do nich nie są wliczane do deficytu budżetowego (4) czy długu publicznego wg definicji Rostowskiego.
Tymczasem politycy, którzy na potęgę zadłużają majątek narodowy, robią wszystko co w ich mocy, by czym prędzej wyzbyć się jego resztek w strategicznych sektorach. Główny doradca Premiera Tuska i były Prezes Pekao SA przeprowadza właśnie w sposób nieskrępowany nacjonalizację BZ WBK. Cena 10 miliardów złotych ma być pokryta w połowie z podniesienia kapitału, w drugiej zaś z emisji obligacji przez PKO BP. Przy czym należy bezwzględnie wskazać, że nowe dziecko Bieleckiego- PKO BP, wraz z podniesieniem kapitału wyprowadzono z pod bezpośredniej kontroli Skarbu Państwa i ograniczeń ustawy kominowej. W kolejce czeka energetyka, ubezpieczenia i zbrojeniówka.
W radosnym rozpasaniu koalicjant Platformy, PSL słowami Wicepremiera Pawlaka, deklaruje wolę sprzedaży ziemi i lasów z zasobów Państwa.
Czasy Saskie,odsłona druga.
Obecna ekipa rządząca za nic ma stan finansów państwa czy przyszły dobrobyt obywateli. Kupuje czas, nie by wygrać następne wybory, lecz by zawłaszczyć resztki majątku narodowego. Ba, swoje dążenia usprawiedliwia trudną sytuacją finansową budżetu... Działa tak przy aprobacie i poklasku mediów. Kreuje konflikty pokoleniowe, wzbudza światopoglądowe fobie, nie stroni od szantażu i przemocy. O dziwo, otumanione i manipulowane społeczeństwo, nieświadome w swej większości sytuacji, poprzez zaniechanie lub ze zwykłego strachu bierze w tym bierny, lub jak ostatnio pod Pałacem Namiestnikowskim, czynny udział.
Wymiar niesprawiedliwości z woli Tuska.
W Polsce usankcjonowano bezprawie (5) wraz z końcem prac komisji hazardowej. Raport komisji daje organom państwa jasny sygnał - wszystko można - bez zagrożenia karą. Przykład z góry przełoży się na setki niesprawiedliwych wyroków w sądach, pozorowane działań organów ścigania, i ostateczną destrukcję porządku publicznego.
Katastrofa pod Smoleńskiem.
Podmiotowość i przyszłość Państwa Polskiego zależy w dużej mierze od woli Polaków, by rozwikłać zagadki związanych z tragicznym wydarzeniem z 10 kwietnia. Od tego nie znajdziemy ucieczki. Szukać musimy wsparcia i rozgłosu na forum międzynarodowym, ale przede wszystkim wzmagać nacisk polityczny wewnątrz kraju. Ducha i honoru nam nie ukradną - pod żadnym pozorem.
Za Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek
Jerzy Bielewicz
Czarnecki: Kłopoty ze sobą ma Platforma CLICK
PiS idzie na gospodarczą wojnę z rządem CLICK
Tymczasem, rynki akcji na świecie wpadają w korkociąg spadków. Nikkei spadł wczoraj w nocy o 3,6%.
Czwartek, 26.08.2010
Z dedykacją dla świata prawników. Zawód biegły sądowy CLICK
Tusk więzień popularności tu i teraz CLICK
Bad news on homes, goods adds to air of recession CLICK
Roubini: 40% probability of recession CLICK
Środa, 25.08.2010
Tusk bla, bla o OFE, a jednocześnie... zabiera nasze pieniądze z rezerwy demograficznej - System emerytalny łata budżet CLICK
Niemcy będą sięgać po naszych CLICK
Jak pieniądze pacjentów zmieniają właściciela CLICK
Kary dla banków CLICK
PS Kary tylko symboliczne.
Lack of jobs, foreclosures CLICK
Wtorek, 24.08.2010
Wiceminister Kotecki, "Dobra Rada" CLICK
Rośnie awersja do ryzyka na rynku walutowym CLICK
Cztery bańki, kiedy pękną CLICK
Jedna uwaga: jeśli pękną 2 z wymienionych "baniek" lub choćby jedna z tych dwóch (Chiny, obligacje USA) wartość aktyw powiązanych do złoto może pójść do góry - i to mocno. No i jeszcze jedno pęknięcie jednej z dwóch kluczowych "baniek" wprowadzi światową gospodarkę w depresję.
Poniedziałek, 23.08.2010
Opara idzie na wojnę z Pekao SA CLICK
Ekonomiści: Polska nigdy nie przyjmie Euro CLICK
Bolszewicka broń CLICK
Natrętny spolegliwością Pan Migalski, czyli słowo o liście otwartym
Potok niedorzeczności, demagogii i wizerunek wiecznie krzywdzonego, poranionego to nowa/stara twarz euro-posła. Zakładam, że Palikot już pichci słowa pociechy. Albowiem obaj panowie uparli się kreować swój image w opozycji do Kaczyńskich.
Nasz drogi politolog z pewnością stanie się teraz gwiazdą licznych wywiadów, a szczególnie stałym gościem TVN. Poprzez swój list otwarty ostatecznie zgłosił chęć wstąpienia w szeregi establishmentu III RP. Na razie jako praktykant i aspirant. Zobaczymy czy się sprawi w praniu na antenie. Wstęp na salony przecież kosztuje.
Narracja listu ma wzbudzić współczucie. Słowotok przypomina histeryczne żale zdradzonej dziewicy, na której nieznani sprawcy z PiS dokonali zbiorowego gwałtu. Te po-kampanijne łkania Migalskiego przywodzą skojarzenie do strategii Sawickiej - "zgrzeszyłam bo mnie uwiedli". Może, jeśli dokona ostatecznej przemiany w szkle kontaktowym lub u Wojewódzkiego to do diet euro arystokraty establishment dorzuci uznanie w GW i wstęp na warszawskie salony. Michnik już się cieszy na nowe trofeum, jak znalazł na ścianę... w przedpokoju.
I tylko małe pytanie na koniec: Czy rzeczywiście warto było dla chwili poklasku i zainteresowania w wiecznie lewicowych mediach?
Lektura na niedzielę:
Nadzwyczajne posiedzenie rządu
GW: "Niemcy w końcu otwierają swój rynek pracy"
Od 1 września Niemcy otwierają szerzej swój rynek pracy dla polskich obywateli. Szczególnie zainteresowana powinna być nasza młodzież. Jeśli masz 18 do 25 lat i tylko wykształcenie średnie, możesz skorzystać z 3 letniego programu stypendialnego "Ucz się i pracuj w Niemczech" ogłoszonego właśnie przez rząd w Berlinie. Zarobisz nawet do 700 Euro miesięcznie dzięki dotacjom z Unii Europejskiej.
Nasz Dziennik: "Polska się wyludni"
Znany ekonomista związany z SGH ostrzega, że, wg jego szacunków, w najbliższych latach wyjedzie z Polski do Niemiec ponad 500 000 młodych ludzi. Po trzech latach pobytu w Niemczech zaledwie 2% z nich wróci do kraju. "Składki nigdy nie wpłacone przez nich do naszego systemu emerytalnego sięgną astronomicznej sumy 300 do 400 miliardów złotych. I o tyle wzrośnie zadłużenie naszego kraju, bowiem marne bo marne, ale emerytury trzeba wypłacać. Nie będzie tylko z czego" - ostrzega ekspert. "W Polsce zostaną tylko starzy gołodupcy, a kraj czeka bankructwo" - podkreśla zapalczywie i wyjaśnia, że rząd polski w żadnym wypadku nie powinien dopuścić do sytuacji, kiedy zatrudnienie Polaków w Niemczech dotowane jest z pieniędzy Unii Europejskiej.
Spiegiel: "Obniżona minimalna płaca dla obcokrajowców. Dotacje z Unii"
(...)"Bez nisko wykwalifikowanej siły roboczej nasz przemysł czeka stagnacja. Zaradzi temu napływ pracowników z Polski. Koszty ich zatrudnienia będą minimalne w stosunku do obecnego poziomu płac, dzięki obniżeniu minimalnej płacy dla obcokrajowców i dotacjom z Unii Europejskiej" (...)
Nadzwyczajne posiedzenie rządu:
Premier Tusk: "Czytaliście ten pasztet w Naszym Dzienniku. Młodzież tego nie kupi. Oni wolą goło, byle za granicą. Mohery znowu się wygłupiły. Możemy sobie pogratulować, mamy jak w banku 2% więcej w najbliższych wyborach w tej grupie wiekowej. Graś, oświadczenie prasowe n/t nowych perspektyw dla naszych milusińskich. Fedak, kilka słów w TV o mniejszych obciążeniach w zasiłkach dla bezrobotnych. I podkreśl, że niemiecki program wprowadzono z naszym poparciem w ramach spójności i polityki regionalnej Unii Europejskiej."
Graś: (...)
Fedak: (...)
Premier Tusk: "Ale, ale wracamy do tematu dnia: Prywatyzacja sektora energetycznego. Stan negocjacji z naszym niemieckim inwestorem zreferuje Grad."
PS. Jeśli myślisz czytelniku, że to wszystko fikcja to jesteś w błędzie.
Niemcy oferują młodym Polakom naukę zawodu, stypendia i miejsce pracy CLICK
Z maila. Stanisłąw Balcerac: Sukcesy prezesa TVN
Wobec narastajacych problemow finansowych i kryzysu w Sky Deutschland (gdzie dorabia do pensji prezes TVN i platformy "n" ) ktora od 20 lat nie zdolala zdobyc znaczacej pozycji rynkowej, niemiecka Bundesliga rozwaza swoj wlasny kanal TV z transmisjami meczow:
http://www.focus.de/sport/fussball/bundesliga1/bundesliga-bundesliga-denkt-nach-sky-krise-an-eigenen-kanal_aid_541840.html
Kurs Sky Deutschland polecial wczoraj w dol o 9.5 % i cena akcji Sky Deutschland spadla ponizej 1 Euro, akcja Sky Deutschland jest teraz tzw. "penny stock".
Prezesowi Tellenbachowi zyczymy dalszych sukcesow zawodowych, w Warszawie i w Monachium.
What the rest of Europe can learn from Germany CLICK
The erosion of America's midle class CLICK
Financial party on Wall Street. Like it's 1929 CLICK
Contest of the century. China versus India CLICK
Unicredit unit posts second - biggest loss among seven top Kazakh lenders CLICK
Piątek, 20.08.2010
Zapowiedź kłopotów na rynkach finansowych
Gracze na ryku chcieliby zamknąć za sobą rozdział p/t kryzys. Jednak złe wskaźniki ekonomiczne powodują, że rynki okazują niespotykaną wręcz nerwowość i bezprecedensową zmiennością kursów akcji z dnia na dzień i godziny na godzinę. Ukuto pojęcie "double dip", usprawiedliwiające wysoki poziom indeksów na całym świcie, bo zaraz już, już wpadniemy przecież "w drugi dołek".
Tymczasem kryzys finansowy nieprzerwanie trwa i mamy do czynienia z kolejnymi jego fazami. Wzrost PKB w USA, podparty hojnymi pakietami stymulacyjnymi, nie przełożył się na nowe miejsca pracy. Ostanie dane z rynku pracy w USA skłaniają do oceny, że w najbliższych miesiącach poziom bezrobocia, mimo finansowej kroplówki, ponownie wzrośnie.
W Niemczech wskaźniki ekonomiczne poszły w górę przy słabym Euro, i świetnych wynikach w eksporcie. Pozornie to dobra wiadomość. Jednak strefa Euro to nie same Niemcy. Pamiętać należy o Grecji, Portugalii, Hiszpanii. Na Euro ma też wpływ sytuacja na Węgrzech czy Rumunii. Dychotomia między zdrową gospodarką Niemiec, a krajami peryferyjnymi może nie wyjść zjednoczonej Europie na zdrowie.
Co jednak dzisiaj zwraca moją szczególną uwagę? Niezwykle niepokojący mechanizm. Pomimo złowróżbnych danych z USA, nazajutrz tzn. dzisiaj dolar amerykański umacnia się w stosunku do Euro. Analitycy powiedzą, że inwestorzy uciekają do dolara amerykańskiego przewidując kolejne tąpnięcie na giełdach. Jednak, o ile podczas zapaści Grecji umacnianie dolara w stosunku do Euro było logiczne i zrozumiałe, o tyle ucieczka w dolara dzisiaj po wczorajszych złych danych przypomina zachowanie tonącego, który chwycił się brzytwy.
W ostatnim okresie Chiny pozbyły się 20 miliardów dolarów w amerykańskim długu ze swych rezerw walutowych. FED tymczasem śpiesznie drukuje nowiutkie dolary, za które tenże dług skupuje z rynku. Po drugiej stronie stoją inwestorzy, którzy ciągle widzą bezpieczną przystań w dolarze amerykańskim. Co jednak stanie się w sytuacji, kiedy rynek przestanie traktować dolara amerykańskiego jako lekarstwo na każde zło?
Pomimo deklaracji na forum G - 20, prędzej czy później nie unikniemy kolejnej fazy kryzysu, która przyniesie załamanie wartości dolara amerykańskiego i przewartościuje mecahnizmy rządzące dzisiaj na rynkach finansowych.
Finanse bez tajemnic CLICK
Czwartek, 19.08.2010
Z maila. Stanisław Balcerac. Pismo prokuratury w sprawie TVN
W zalaczeniu pismo Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie z dnia 30 lipca 2010.
To ilustracja solidarnosci prokuratorskiej, niewazne istniejacy material dowodowy. I policzek dla ABW, ktora prowadzila postepowanie przygotowawcze. Trzeba bedzie znowu cierpliwie wioslowac pod prad.
Nowe watki dotyczace tranzakcji SBS / ITI oraz platformy "n" zostaly przekazane zgodnie z wlasciwoscia Prokuratorowi Okregowemu w Warszawie celem dalszego procedowania w tym zakresie w odrebnym postepowaniu. Poczekamy, zobaczymy.
Pismo prokuratury w sprawie TVN CLICK
Najłatwiej zaciskać komuś pasa CLICK
Oczywiście trudno się zgodzić z definicjami długu, które proponuje Pan Profesor. Pobierając od nas składki na ZUS rząd zaciąga zobowiązanie. Jak zwał tak zwał, ale w praktyce jest to dług. Chyba, że przypadek losowy lub choroba spowoduje, że nie dorzyjemy wieku emerytalnego.
Rząd puści nas z torbami CLICK
Polacy nie kupują, gospodarka padnie CLICK
Środa, 18.08.2010
Wrocław: Komornik wkroczył do fabryki makaronów Malma CLICK
Należy wskazać, że naruszono w tym przypadku prawa dzierżawcy. Tak czyniono nagminnie w hitlerowskich Niemczech i stalinowskiej Polsce. Nadużywano organów państwa by w imię ideologii osiągać korzyści materialne, przejmować biznesy i nieruchomości.
Dzisiaj trudno oprzeć się wrażeniu, że sędzia komisarz i syndyk działają na zlecenie włoskiego Pekao SA. Bank przelał na konto syndyka 2 miliony złotych, by ten mógł ogłosić i prowadzić postępowanie upadłościowe. Nie ulega też wątpliwości, że syndyk podjął się zadania w interesie tylko jedynego potencjalnego beneficjenta jakim jest właśnie włoskie Pekao SA. Pozostaje zatem zadać pytanie czy organa Polskiego Państwa działają zgodnie z duchem i literą obowiązującego prawa? Czy są bezstronne w obrocie gospodarczym, czy może mamy do czynienia z casusem równego i równiejszego uczestnika rynku?
Czy, aby organy państwa nie podjęły ryzykownej gry zachęcone przez byłego prezesa Pekao SA Jana Krzysztofa Bieleckiego, obecnie doradcę premiera Tuska? Naruszenie dzierżawy, która jest formą własności, zaprowadziłoby interweniującego pochopnie komornika czy policjanta przed sąd w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych, a administracje naraziłoby na kosztowne procesy cywilne i wysokie odszkodowania. Co będzie się działo wokół Malmy w Polsce należy pilnie obserwować.
W oczach fotoreportera CLICK
Spór o gazociąg jamalski. MSZ kontra Pawlak CLICK
Sprawy problematycznej dymisji Pani Marty Gajęckiej z funkcji Wiceprezesa EIB, należy również brać pod uwagę w rozważaniach nad Gazociągiem Jamalskim i Nord Streamem. Jaką strategię ma obecny rząd by zapewnić bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju? Czy, aby Rostowski nie bierze strony Pawlaka w rozgrywce o polski rynek gazu? Czy Tusk zamierza dołączyć się do realizacji projektu Nord Stream?
Rostowski okazał się ignorantem CLICK
Od budowy pomnika nie uciekniemy CLICK
Wtorek, 17.08.2010
Słabe państwo, bierne specsłużby
Po ataku na wieże w NY, wiele mówiono i czyniono, aby przeciwdziałać finansowaniu terroryzmu. Zamrożono konta bankowe, które mogły służyć temu celowi. USA wszedł w wieloletni konflikt ze szwajcarskim rządem i bankami. Żądało ujawnienia danych klientów, którzy wbrew prawu, nie płacą podatków w USA. Podobnie Niemcy dyscyplinują swoich obywateli.
Co jednak najważniejsze, dostęp do kapitału stanowi podstawą ekspansji ekonomicznej USA, Niemiec, Chin, Rosji. Stąd też zainteresowanie służb wywiadowczych wpływami w systemie instytucji finansowym osiągnęło w ciągu ostatnich 10 lat swoje apogeum. Przykładowo, w Polsce wieść niesie, że Wiceprezes Luigi Lovaglio z Pekao SA ma szczególne wsparcie włoskiego rządu. Niedawno za pracę w Pekao uhonorowany został wysokim odznaczeniem przez.... Prezydenta Włoch! Wiceprezes, w opinii polskich i włoskich współpracowników, okazał się już wielokrotnie niezatapialny, bo udanie chroni w Pekao SA interes Republiki Włoskiej. Warto pamiętać, że to właśnie Lovaglio wraz z Bieleckim podpisał przed czterema laty za Pekao SA umowę z włoskim deweloperem Pirelli. Umowę, która na następne 25 lat dała nieograniczone możliwości drenowania polskiej gospodarki.
Patrząc na świat finansów z tej właśnie perspektywy ze zdumieniem przeczytałem w RZ notatkę: Kontrowersyjna decyzja Rostowskiego CLICK. A dzisiaj kolejną: Rostowski okazał się ignorantem CLICK. I mam alarmujące pytania: Czy polskie służby wywiadowcze nie powinny lepiej pilnować interesów finansowych i gospodarczych Państwa Polskiego? Czy mają w tej dziedzinie kompetencje i fachowców? Czyż słabość państwa nie powoduje wielomiliardowych ubytków podatkowych?
Wracając do decyzji Rostowskiego pozbawienia Polski reprezentanta we władzach Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EIB). Czy stanowisko Pani Marty Gajęckiej, do niedawna Wiceprezes EIB, i fakty przedstawione przez nią nie powinny odbić się prawdziwą burzą w mediach i szybką dymisją ministra finansów? Czy doczekamy się reakcji na naruszenie przez ministra polskiej racji stanu? Warto pamiętać, że to właśnie Pani Gajęcka przeciwstawiała się skutecznie, jako Wiceprezez EIB, finansowaniu przez ten bank rurociągu północnego.
Agentura coraz groźniejsza CLICK
A może obniżyć VAT naliczany? CLICK
Finanse bez tajemnic CLICK
Poniedziałek, 16.08.2010
Po co pchacie się do władzy?
Ile można o finansach?! Dzisiaj, zacznę od wydarzeń z tej niedzieli. Nie widziałem tłumów na Pl. Piłsudskiego zapatrzonych z nadzieją w Prezydenta. Nawet panienki i estrada nie przyciągnęły gapiów. Za to przed pałacem cała masa ludzi – spacerują. Krakowskie Przedmieście zapchane. Nowy Świat już pusty. Reszta stolicy też pusta.
Czyż wszyscy, zmówili się, by upokorzyć Komorowskiego. I nie tylko upokorzyć, ale też być świadkami jego upokorzenia.
Bo Nowy Prezydent, aresztował przed Pałacem Namiestnikowskim krzyż. Tam daleko samotny krzyż, a tu jego obrońcy. Od krzyża dzielą ich barierki, kordon straży miejskiej i jeszcze jeden policji, i znowu barierki. Tu gapie, przechodnie i zwolennicy Platformy grający w piłkę, a tam, jak wyrzut sumienia, uwięziony krzyż.
Oczami wyobraźni widzę premiera, jak podbija plażową piłkę, żeby było weselej i lekko wszystkim na duszy. A chwilę później, po rozgrzewce rozgania wrogów państwa. Buch, krzyża nie ma.
W zasięgu wzroku telebim z żołnierzami. Dopada nas. Chcesz pod krzyż, oglądaj umundurowaną telewizję. Skojarzenia oczywiste, zagrodzony Plac Teatralny bo krzyż, i bojkot telewizji bo wojna jaruzelska. Oj, uczą się te nasze polityki. Chcesz demonstrować, to patrz. Ta wschodnie prostota – co za bezpośredniość przekazu i przykazu.
Trochę dalej dwudziesto metrowa, czerwona twarz Lenina. Tego nawet wielki przyjaciel Polski, Pan Orwell nie byłby w stanie wydumać. A jednak to on - Lenin - sam widziałem. I przez chwilę zastanawiam się, czy nowo upieczony prezydent już odsłonił pomnik czerwonogwardzistów, czy może dopiero ma zamiar.
I po co on pchał się do władzy? Bo przecież nie dla honorów.
Nabieram przeświadczenia, że nie tylko wojna o pomnik przed pałacem, ale też bałagan w finansach mają swój ukryty cel.
Oj, śpieszno wam było do rządzenia przez te trzy lata. Tylko po co?! - pytam.
A pomnik i tak wzniesiemy - jak ten krzyż. Bo przecież nie da NAM spokoju krzyk sumienia.
Finanse bez tajemnic CLICK
Rostowski okazał się ignorantem CLICK
Lektura na niedzielę:
Podatek Robin Hooda w Polsce!
W swoim czasie przeciwny byłem podatkowi od transferów kapitałowych. Dzisiaj jestem za podatkiem bankowym obliczanym jako procent od sumy bilansowej banków oraz od wielkości ich zobowiązań pozabilansowych. W polskich warunkach jest on ze wszech miar uzasadniony.
Banki na świecie od zawsze były uosobieniem świętych krów. Wg Włochów to prezesi banków konstytuują rzeczywistą władzę w Państwie. Jak na tym wychodzimy (?) - wiemy. Czyż nie banki sprowadziły na nas ogólnoświatowy kryzys? Pora tę sytuacje zmienić. Zwłaszcza, że w Polsce wpływy sektora bankowego przybrały wręcz karykaturalną postać. Rząd przymyka oko na „złodziejskie, asymetryczne opcje walutowe”, by użyć słów premiera Pawlaka. Pozwala na nieograniczony transfer kapitałów z polski poprzez sektor finansowy. Również ten nielegalny, jak choćby opisywane przeze mnie wielokrotnie sprzedaż Pekao Development czy tzw. Projekt Chopin przeprowadzony w ramach Grupy Kapitałowej Unicredit.
Adwersarzy podatku będzie wielu. Należy pamiętać, że samo włoskie PekaoSA trzyma na finansowym pasku dwie największe spółki medialne: ITI – TVN i Agorę. Te dobrze naoliwione machiny propagandowe robią co mogą, by utrzymać nas w przeświadczeniu, jakie to nasze banki są wspaniałe, rzetelne oraz przyjazne dla rodzimego klienta. Oczywiście, poddając się propagandzie czynimy sobie samym wielką szkodę. Nie przypadkiem umyka nam z przychodów podatkowych w porównaniu do PKB jakieś 5 do 7%.
Jaka jest prawda o działających w Polsce bankach? Porażająca. Przez długi okres koncerny międzynarodowe pożyczały nie w Londynie, czy Nowym Jorku, lecz w Warszawie. Tutaj najmniej płaciły za zaciągane kredyty. Jak to możliwe? Odpowiedź brzmi: drenaż kapitału i to co w innych dziedzinach gospodarki nazwano: cenami transferowymi. Poza kilkoma krajami afrykańskimi, tak naprawdę, mamy najdroższy na świecie system bankowy. Wyłącznie dla polskich firm i klientów indywidualnych. Płacić musimy za wszystko: konto, zaświadczenie, wyciąg, pobranie pieniędzy. Często wielokrotnie za tą samą rzecz. Spóźniłeś się płać odsetki karne, ale też 50 złotych za wezwanie do zapłaty.
Chcecie twardych dowodów. Proszę. Wynik z tytułu prowizji Grupy Pekao SA wyniosły 2,3 miliarda złotych w 2009 roku. Unicredit SpA, spółka matka Pekao, która działa we Włoszech, osiągnęła wynik z tego samego tytułu wysokości jedynie 190 milionów złotych w tym samym okresie. Niemiecki HVB, także z Grupy Unicredit, co prawda zarobił na prowizjach niespełna dwa razy więcej niż Pekao, jednak bank ten pod względem wielkości aktyw jest dziesięciokrotnie większy niż Grupa Kapitałowa Pekao SA. Aktywa Grupy Pekao stanowią zaledwie 3,5% aktyw Grupy Unicredit, jednak wynik na prowizjach Pekao daje aż 7,4 % kontrybucji do wyniku na prowizjach całej Grupy. Przy czym opieram się na oficjalnych danych ze sprawozdań finansowych HVB, Unicredit i Pekao. „Nieoficjalnie” należałoby wziąć pod uwagę chociażby wysokie prowizje zapłacone przez Pekao za pożyczki wysokości 500 milionów Euro każda udzielone Pekao w ramach Grupy Unicredit przez Unicredit Luksemburg i Bank of Austria w grudniu 2009, tuż przed zamknięciem rocznego okresu rozliczeniowego.
I właśnie tak to się kręci. Za cenę sowitych wynagrodzeń dla kilku byłych/obecnych polityków.
Drenowanie naszej gospodarki narodowej poprzez i na rzecz sektora bankowego trwa w najlepsze. KNF i rząd poprzez zaniechania podtrzymują ten stan rzeczy. Nie egzekwują podstawowej kontroli. Sądy uciekają w popłochu od orzeczeń w obronie rodzimego przedsiębiorcy czy akcjonariusza. Z prawdziwego zdarzenia organizacje obrony konsumentów nie istniały i nie istnieją. Stoją im na drodze wadliwe rozwiązania prawne.
I właśnie dlatego prosty do wyliczenia i ściągania podatek jako procent od wielkości aktyw i pozycji pozabilansowych banków wydaje się ze wszech miar pożądany i uzasadniony. Jednocześnie wzmocnić należy kontrolę nad sektorem finansowym, zmienić prawo bankowe i ochrony konsumentów tak by banki kosztów podatkowych nie przerzuciły jeszcze raz na barki swoich polskich klientów.
Czwartek, 12.08.2010
Z maila. Stanisław Balcerac. Co tam w TVN?
Nadszedl list Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie z data 30 lipca 2010 (jeszcze nie zeskanowany) podpisany przez pania prokurator Elzbiete Ciuka (ktora przygotowala w 2004 drugi akt oskarżenia dotyczacy slynnej sprawy Szeremetiewa czyli domniemanej korupcji w MON).
Pani prokurator Ciuka odrzuca hipoteze nieuzasadnionego umorzenia sledztwa V Ds 343/06 przez Prokurature Okregowa w Warszawie i nie widzi podstaw do skierowania sprawy V Ds 343/06 do innej prokuratury (jako ze brakuje wskazania negatywnych przeslanek z katalogu 40, 41 para 1 kpk).
Prokurator Ciuka stwierdza nastepnie ze aktualnie brak jest przeslanek do podjecia umorzonego sledztwa.
Kwestie dotyczace tranzakcji SBS Broadcasting SA / ITI / TVN oraz platformy "n"zostaly jednak przekazane Prokuratorowi Okregowemu w Warszawie celem dalszego procedowania w tym zakresie w odrebnym postepowaniu.
TVN "pod kreską czy "na fali" CLICK
Stock tumble, Treasuries rally on US growth concerns CLICK
Środa, 11.08.2010
Spór Fedak - Rostowski, a afera Rywina
Dyskusja publiczna o systemie emerytalnym ma swoje drugie dno. Strony sporu mają na ustach szczytne slogany, gdy tymczasem chodzi o pieniądze. Mało kto zauważa, że po jednej stronie stoi państwo po drugiej biznes. Podobnie było w aferze Rywina, czy hazardowej.
Państwo Polskie, choć skrzętnie ukrywa ten fakt, ponosi klęskę po klęsce. Przykładów można mnożyć bez końca. Choćby służba zdrowia, armia, inwestycje przeciwpowodziowe, stocznie itd. Jako obywatel, jeśli mam być szczery, nie wierzę w godną emeryturę z ZUS. System OFE należy wg mnie traktować jako swoiste ubezpieczenie przed nieporadnym rządem. Pieniądze gromadzone w OFE pomniejszają wszak ukryte zobowiązania i zadłużenie systemu emerytalnego (znakomita większość z owych 3 biliony złotych szacowanych przez Jabłońskiego z NBP, Instytut Sobieskiego, nie wspominając już o publikacji NY Times - Dług narodowy, alarm dla władz).
Na temat systemu emerytalnego często zajmuje stanowisko Cezary Mech, jego współtwórca. Wytyka słabości, skłania do naprawy OFE, lecz, podobnie jak ja, pozostaje zaciekłym przeciwnikiem przywracania sytuacji z przed reformy emerytalnej.
Jak pokonać kryzys
W praktyce, bowiem, zaprzestanie transferów do OFE równoznaczne będzie z re-nacjonalizacją systemu ubezpieczeń społecznych i przyśpieszonym wzrostem rzeczywistego zadłużenia Państwa.
Zastanawia, że z perspektywy interesu ogólnego, mając na uwadze efektywności finansowania długu publicznego, obecny rząd z ministrem finansów strzela sobie w przysłowiową stopę. Kto, jeśli nie OFE, będzie nabywcą obligacji skarbowych? O ile wzrośnie cena długu publicznego wymagana przez rynek?
Jakie by nie były ostateczne decyzje związane z przyszłością OFE, należy pamiętać, że obecna sztuczna debata ma swoje drugie dno. Rzeczywistymi adwersarzami są bowiem: z jednej strony organa i instytucje państwa, z drugiej zaś prywatne fundusze emerytalne. A taka sytuacja jak uczy doświadczenie i podpowiada zdrowy rozsądek jest niezwykle korupcjogenna.
Pocieszające (?) zdaje się, że może chodzi jedynie o korupcję polityczną?
To początek końca systemu emerytalnego CLICK
Drugi plan Balcerowicza CLICK
Pani minister odzyskuje CLICK
Fed worried about recovery, will buy US debt CLICK
Wtorek, 10.08.2010
Wall Street Journal: SWAP-y i kreatywna księgowość w Polsce CLICK
Po zielonej wyspie pozostanie ocean długów CLICK
Cud Rostowskiego CLICK
Polskie SWAP-y, czerwona wyspa CLICK
Rostowski udaje Greka CLICK
Poniedziałek, 9.08.2010
Państwo bezprawia usankcjonowane
Sposób zakończenie i historia prac komisji hazardowej jak w soczewce pokazują opłakany stan polskiego wymiaru sprawiedliwości, w którym argument siły bierze górę nad orzeczeniem w zgodzie z prawdą materialną. Politycy usankcjonowali ten stan - zademonstrowali jak wadliwa procedura prowadzi do wydawania orzeczeń całkowicie sprzecznych z podstawową logiką i stanem faktycznym. Pokrętna treść raportu komisji hazardowej odbija wszak, jak w lustrze, charakter i zawartość wyroków zapadających w sądach - w imieniu RP.
"Osąd nad sądem pozostawiam czytelnikom"
Nie poważyłbym się na podobne zarzuty wobec wymiaru sprawiedliwości bez konkretnych dowodów w ręku. Oto, w oparciu o ogólno dostępne źródła tak, by czytający tę notatkę mogli w sposób bezsporny zaświadczyć o sile moich zarzutów, przedstawię część materiału dowodowego w sprawach sądowych przeciw Bankowi Pekao SA ciągnących się od z górą czterech lat. Osąd nad sądem pozostawiam czytelnikom.
Od lat staram się udowodnić, że Unicredit drenuje na potęgę Bank Pekao SA. Jednym z kluczowych argumentów była sprzedaż spółki córki Banku Pekao SA – dewelopera Pekao Development Sp. z o.o. za kwotę 60 milionów złotych (po dopłacie 75 milionów złotych).
Komunikat Banku o sprzedaży Pekao Development Sp. z o.o.
Po przejęciu za kwotę 60 milionów złotych Pekao Development zmienia nazwę na Pirelli Pekao Real Estate Sp. z o.o. W sześć miesięcy później tenże Pirelli odkupuje z portfela Pirelli Pekao Real Estate Sp. z o.o. (dawniej Pekao Development Sp. z o.o.) 5 projektów za sumę 60 milionów Euro – kwota ta jest czterokrotnie wyższa niż pierwotna cena zakupu Pekao Development. Czyżby Pirelli zwariował? Otóż, Pirelli nie tylko wie co robi, ale chwali się tą transakcją na giełdzie w Mediolanie.
Komunikat Pirelli o zakupie 5 projektów z Pirelli Pekao Real Estate - wspólne przedsięwzięcie Pirelli z Cypress Grove International
Pirelli w komunikacie chełpi się, że oto kupił 3000 mieszkań (w trakcie realizacji) w Polsce po 820 złotych (205 Euro) za metr kwadratowy. Ocenia też, że mieszkania te będą warte 1,68 miliarda złotych (420 milionów Euro) wg ceny rynkowej po ukończeniu. Przyznaje również, że dotychczasowy deweloper Pirelli Pekao Real Estate będzie pełnił odtąd jedynie funkcję zarządzającego nieruchomościami.
Jakby tego było mało zadłużenie związane z realizacją owych 5 projektów pozostało przy Pirelli Pekao Real Estate…
Dla polskiego sądu i prokuratury przedstawione fakty są nieprzekonywujące, choć sprawca wszak w swym komunikacie na giełdzie w Mediolanie niewątpliwie przyznaje się do nabycia 3000 mieszkań za cenę sześć do dziesięciu razy niższą niż ty czytelniku musiałbyś zapłacić. Czy nie jest to kradzież w biały dzień? Osąd nad sądem pozostawiam czytelnikom.
Bowiem nie może być usprawiedliwieniem dla wymiaru sprawiedliwości, że swój podpis pod tą transakcją złożył znany polityk, obecnie szef Rady Gospodarczej przy premierze rządu, a wówczas prezes Pekao SA Pan Jan Krzysztof Bielecki. Bielecki po transakcji sprzedaży Pekao Development objął kolejną dobrze płatną funkcję tym razem w Radzie Nadzorczej Pirelli Pekao Real Estate Sp. z o.o.
Afera hazardowa sankcjonuje opłakany stan wymiaru sprawiedliwości
Z mojej perspektywy, politycy usankcjonowali właśnie wymiar niesprawiedliwości, tak naprawdę, rządzący kasą w naszym kraju. Bo czyż nie było listu Drzewieckiego do Ministerstwa Finansów i faktycznego uszczuplenia dochodów podatkowych państwa o wpływy za jednorękich. Czy komunikat Pirelli na giełdzie w Mediolanie, to przewidzenie, fatamorgana, którego treści polski sąd i prokuratura nigdy dostrzegą?
Jak szyderstwo brzmią słowa tego lub innego komentatora, dziennikarza powołującego się na niezależność wymiaru sprawiedliwości.
Przyjęcie raportu komisji hazardowej przez Sejm równoznaczne będzie z ostatecznym upadkiem wymiaru sprawiedliwości i pogrzebaniem przez polityków idei praworządnego państwa. Sekuła dał przykład i znajdzie naśladowców. A sędziowie zawsze od teraz będą mieli dobre usprawiedliwienie: przecież i politycy tak robią.
Apel Wassermana do Tuska CLICK
Raport komisji w piątek trafił do Marszłka Sejmu CLICK
Z dedykacją dla polskich prawników CLICK
Wieloletni plan finansowy państwa to niepoważny dokument CLICK
Żywność zdrożeje na świecie o 10% CLICK
US job report CLICK
Deflacja czy hiperinflacja w USA (ang.) CLICK
Kolejne wagony pieniędzy CLICK
Piątek, 6.08.2010
Gilowska: Czy czeka nas druga Grecja? CLICK
Panika chlebowa CLICK
Rośnie gospodarka cienia CLICK
Osłabienie złotego pogrąża wynik TVN CLICK
Czwartek, 4.08.2010
Dziecko prezesa TVN Tellenbacha nurkuje (ang.) CLICK
Goldman Sachs may spin off proprietory trading this month CLICK
Unicredit Q2 - crisis hangover CLICK
Środa, 4.08.2010
Rokosz finansistów, bo ryzyko spekulacji na złotym?
Nie ma choćby jednego ekonomisty, który by pochwalił podwyżkę VAT, tak jak zamierza ją wprowadzić Tusk - nie bez przyczyny.
Podwyżka podatku VAT, kiedy mamy do czynienia z zawirowaniami na rynku, będzie miała zwielokrotniony efekt. Jeśli chodzi o żywność ceny mogą wzrosnąć nawet o 6 do 10%. Przedsiębiorcy na każdym etapie produkcji podniosą swoje ceny, aby zniwelować ryzyko finansowe związane z przewidywanymi turbulencjami w gospodarce. Może wtedy wystąpić mechanizm samonapędzającego wzrostu cen. Każda nowa podwyżka wywołuje następną. W takim przypadku podwyżki cen żywności mogą sięgnąć choćby 25% w skali roku. Albowiem, choć gospodarka dąży do stanu równowagi nie wiadomo, gdzie się zatrzyma po nadmiernym impulsie inflacyjnym. I dlatego podwyższenie podatków bez jednoczesnych pro rozwojowej zmiany struktury wydatków publicznych, powodujące niebezpieczne wychylenie ze stanu równowagi, może wywołać niekontrolowane konsekwencje. Takie ryzyko podjął wczoraj w sposób nieodpowiedzialny rząd na czele z premierem Tuskiem.
Dodatkowo, ten mechanizm może się nałożyć na już przewidywany wzrost cen żywności w Polsce i na świecie związany z niższą podażą, nieurodzajem, klęskami żywiołowymi i trudnościami w wymianie handlowej na skutek dużej zmienności kursów walutowych i zatorów płatniczych. Przykładowo, susza i pożary w Rosji spowodowały blisko 50% zwyżkę cen pszenicy na światowych rynkach w ciągu zaledwie dwóch ostatnich tygodni.
Splot decyzji rządu ze złą sytuacją gospodarczą i zawirowaniami na świecie zwiększa niebezpieczeństwo spekulacji na złotówce. A taki scenariusz podważy zdolność Polski do spłacania zadłużenia i doprowadzi z dnia na dzień do zapaści gospodarczej, przekroczenia progów ostrożnościowych na koniec roku i drastycznego kryzysu społecznego.
Bankierzy zbiednieli. Ale nie Bielecki CLICK
Kuriozalna wypowiedź Tuska. Tusk mija się z prawdą CLICK
Rząd dobiera się do naszych kieszeni CLICK
Wtorek, 3.08.2010
Finanse w zadyszce CLICK
Rybiński: Dług publiczny rośnie szybciej niż za Gierka CLICK
Ekonomista kontra premier CLICK
Recesja się skończyła. Czy zacznie się kolejna? CLICK
Poniedziałek, 2.08.2010
Kto rządzi w TVN? CLICK
W co grają rządy, w co gra świat? Polityka kłamstwa CLICK
Produkcja przemysłowa w USA CLICK
Kontrowersyjna decyzja Rostowskiego CLICK
Kontrowersyjna ? Taka decyzja trąci zdradą stanu i rodzi podejrzenia o korupcji w aparacie władzy. Rostowski stanowczo powinien wytłumaczyć intencje jak i przedstawić skutki swojej decyzji. Prosta informacja bez śledztwa dziennikarskiego, wyjaśnień, konkluzji zakrawa na kpinę.
Platforma tylko mówi o reformach. Działań się boi CLICK
Niepokojące sygnały z Chin CLICK
Lektura na niedzielę:
Wraca recesja (?) gdy w Polsce finanse państwa w rozsypce
Przez świat finansów przetacza się fala złych informacji. Najpierw w Japonia przedstawiono przed sesją giełdy (2 nad ranem naszego czasu) alarmujące dane makroekonomiczne o bazowej deflacji wysokości 1%, wzroście bezrobocia i spadku produkcji przemysłowej. Potem przed otwarciem rynku w US (15-sta naszego czasu) poinformowano o drastycznym spadku dynamiki wzrostu PKB w USA z 3,7 do 2,4%. Ponieważ wzrost PKB słabnie drugi kwartał z rzędu, a przy tak niskim poziomie należy oczekiwać wzrostu bezrobocia, istnieje poważna obawa czy US w drugiej połowie roku nie wejdą ponownie w stan recesji. Nieco lepsze nastroje panowały w ciągu dnia w Europie za sprawą eksportu i polepszenia koniunktury w Niemczech. „Kraje peryferyjne” oczywiście pozostają w stanie głębokiego kryzysu. Jednak nawet w Niemczech należy oczekiwać już w najbliższym czasie spowolnienia gospodarczego związanego z cięciami w budżetach i wzrostem podatków niemal we wszystkich krajach Europy. Zwiastunem czarnych chmur na horyzoncie, pomimo optymistycznych wyników stress testów w sektorze bankowym, jest poziom oprocentowania pożyczek na rynku międzybankowym. Tzw. Euribor osiągnął wczoraj 0,899% - rekordowy od roku poziom.
Za sprawą złych danych ekonomicznych jesteśmy świadkami najwyższej zmienności w miesiącach letnio-wakacyjnych na rynkach finansowych w powojennej historii.
Tymczasem nasi politycy odbywają sabat nad finansami publicznymi demonstrując bezwstydnie całkowite dyletanctwo w dziedzinie finansów. Słyszymy o oszczędnościach w budżecie wysokości 16 miliardów złotych wynikających z lepszego zarządzania płynnością… Premier czaruje, że jakoby reforma systemu emerytalnego dałaby pierwsze benefity w 2025 roku (!), w domyśle - po co się trudzić i ryzykować wpadkę(?!). Trwają kolejne przymiarki nowej kreatywnej księgowości szytej na zmianach w sposobach obliczania poziomu długu i PKB. Nie słychać słowa komentarza o skandalicznym wykonaniu budżetu w 2009 i raporcie NIK na ten temat.
Panuje przeświadczenie, że jak będziemy szachrowali po cichu i w kącie to nikt tego może nie zauważy i jakoś przetrwamy.
W „reformatorskim” zapale premier Tusk zapowiedział dzisiaj 1% podwyżkę podatku VAT do 23%. Zapomniał, że VAT na żywność wzrośnie w tym samym momencie o co najmniej 2% by dostosować jego wysokość do wymaganego w Unii poziomu. Już teraz mamy do czynienia ze wzrostem inflacji spowodowanych głównie słabą podażą na rynku żywności. Do wysokiej inflacji na przełomie roku dodamy jeszcze efekt zwyżki poziomu podatku VAT. W następstwie wzrosną stopy procentowe, wystąpi spowolnienie gospodarcze, powiększą zatory płatnicze, poszerzy szara strefa, a w konsekwencji drastycznie spadną dochody do budżetu. Rzeczywisty deficyt budżetu w 2011 kolejny raz rzędu okaże się rekordowy w naszej historii.
Jednak finansowe dyletanctwo szczególnie obnaża brak strategii w kształtowaniu wydatków państwa i postępujący spadek efektywności w poborze podatków.
Żadnego z polityków rządzącej ekipy nie stać choćby na refleksję jak inwestować dostępne środki by zwiększyć dochody państwa. Dlaczego? Bo opór urzędników, bo regulacje unijne, bo bezwład administracji, bo prezydent – bo brak im po prostu woli i wiedzy. A taki stan rzeczy doprowadzi szybko do całkowitej degrengolady i marazmu gospodarczego. Rządzącym pozostaje siedzieć cicho, szachrować obywateli - a i liczyć na zmiłowanie niebios.
Zadłużenie Polski 1550% PKB ? (ang)
Signs of slowdown in Japanese recovery
US recovery loses speed
Don't get exited over Europe
Po zielonej wyspie pozostanie ocean długów
Czwartek, 29.07.2010
Boże (?) igrzysko w obiektywach mediów
(autorski przegląd prasy)
Od wyroku sankcjonującego bezkarność morderców Grzegorza Przemyka nie ma już drogi odwoławczej za sprawą bezskutecznej kasacji wniesionej przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Główny geolog kraju twierdzi, że Polska nie posiada złóż gazu łupkowego, w czasie gdy premier Pawlak tłumaczy jakim to dobrym interesem dla Polski okaże się długoterminowy kontrakt na dostawy gazu z Rosji. Rzeczywisty dług publiczny sięga 220% PKB, podczas gdy minister finansów Rostowski zaspekulował na rynku walutowym, opiera politykę państwa na twierdzeniu, że tenże sam dług to tylko marne 49,9% PKB i nigdy nie przekroczy 50%. Media oszalały i rezonują papką podawaną przez rząd ustami Palikota, Tuska, Rostowskiego i Pawlaka.
Gdy tymczasem celebryci wygrywają z policją 3:2.
O ile super-newsy w rodzaju gazu nigdy nie za dużo, czy jesteśmy zieloną wyspą stanowczo nudzą i wywołują mdłości to informacja o celebrytach, którzy znowu wygrali z policją alarmuje… Bo jakaż jest kondycja policji, jeśli pion gwardyjski przegrywa sromotnie z Bieleckim i Stalińską? Tak, tak szeregi celebrytów grających z policją zasilił ten którego imienia nie można wymieniać, czyli nie kto inny jak Jan Krzysztof Bielecki. A przecież były prezes Pekao SA gra w końcu swoją własną grę z wymiarem sprawiedliwości. Tajemnicą poliszynela niesie, że prezesura Bieleckiego sprowadziła na Pekao wykwit śledztw prokuratorskich i spraw sądowych. Policja po cichu mówi o kilkudziesięciu doniesieniach, w których powtarzają się te same nazwiska pracowników banku z prezesem na czele. Niezadowoleni są akcjonariusze i przedsiębiorcy, padają firmy od Malmy po Krośnieńskie Huty Szkła, w końcu klienci Pekao. Włoski kapitał przebiera nogami by za złotówkę wykupić z upadłości wszystko co się da. Czy w meczu celebryci - policja Bieleckiemu nie należy się czerwona kartka? Czy wynik 3:2 oddaje przebieg wydarzeń na boisku? Czy mecz nie powinien zakończyć się wygraną policji i prokuratury?
A tak na poważnie, Igor Janke postawił ostatnio celną diagnozę sytuacji w Polsce. Zestawił kilka wydarzeń, wyciągnął wnioski i nakreślił czarną dla obywateli scenariusz. Głównych winowajców, tak jak ja to rozumiem, wskazał wśród dziennikarzy. Jak dla mnie racja. Bowiem miarą polskiej mizerii są młodzi ludzie z TVN, Agory, ale też Rzeczypospolitej, którzy, za kilka srebrników, robią z Polski boże (?) igrzysko.
Celebs beat cops in charity football CLICK
Co Komorowski zrobi ze SKOK-ami CLICK
Zwodnicze megafony CLICK
Środa, 28.10.2010
Polska na skraju bankructwa CLICK
Poniedziałek, 26.07.2010
PO ZIELONEJ WYSPIE POZOSTANIE OCEAN DŁUGÓW
Raport NIK z wykonania budżetu za rok 2009 opisuje techniki kreatywnej księgowości zastosowane przez rząd Tuska i jego ministra finansów. Na dodatek. uważna lektura raportu wskazuje na drugie i trzecie dno owej księgowości niedostrzeżone przez NIK. Tak czy inaczej państwowy dług publiczny przekroczył 50% PKB, a wysokość rzeczywistego deficytu budżetu państwa łamie ustawę budżetową na rok 2009.
Dług publiczny powyżej 50% PKB
W raporcie NIK czytamy: „Utrzymanie stanu zadłużenia poniżej 50% PKB było możliwe wskutek finansowania potrzeb pożyczkowych budżetu państwa środkami z zaliczek z Unii Europejskiej oraz przeniesieniu finansowania części inwestycji drogowych z budżetu państwa do Krajowego Funduszu Drogowego. Wykorzystane środki z zaliczek Unii Europejskiej, pomimo iż muszą być zwrócone na odpowiedni rachunek w celu wykorzystania zgodnie z przeznaczeniem, nie są traktowane jako dług Skarbu Państwa. Formalnie po przekazaniu ich w formie zaliczki stały się one własnością Skarbu Państwa i w momencie wykorzystania na finansowanie potrzeb pożyczkowych budżetu państwa nie powstało zobowiązanie wobec innego podmiotu, które należałoby ująć w ewidencji długu. Gdyby zamiast środków, które na koniec 2009 r. pozostawały do zwrotu, analogiczna kwota została pozyskana na rynku skarbowych papierów wartościowych, poziom PDP do PKB na koniec 2009 r. wyniósłby ok. 50,1%.” (strona 153, raport NIK)
I dalej: „Natomiast Krajowy Fundusz Drogowy nie został ujęty w katalogu jednostek sektora finansów publicznych i w związku z tym jego zadłużenie nie jest zaliczane do państwowego długu publicznego (PDP). Jest on natomiast zaliczany przez Eurostat do sektora instytucji rządowych i samorządowych, jego zobowiązania są zaliczane do długu według metodologii unijnej. Gdyby zadłużenie KFD było zaliczane do PDP, przekroczony zostałby pierwszy próg ostrożnościowy, określony w art. 79 ust. 1 pkt 1 ustawy o finansach publicznych.” (strona 153)
W grudniu 2009 roku Rostowski zorientował się, że mimo opisanych zabiegów kreatywnej księgowości dług publiczny (PDP) przekroczy ostrożnościowy próg 50 % PKB na koniec roku. A przecież zarzekał się wobec premiera, że nie będzie to miało miejsca. Mógł stracić swoje stanowisko. Zrządzeniem losu (oczywiście przy czynnym zaangażowaniu ministra) objawia się tzw. „Cud Rostowskiego” – deficyt budżetu państwa i dług publiczny nieoczekiwanie spadają w IV kwartale 2010. Jak to możliwe?
Uważnie przeanalizujmy ciąg wydarzeń. Ministerstwo Finansów ogłasza, że dług publiczny na koniec III kwartału 2009 wynosił 49,9 % PKB. Czy zatem możliwe jest by na koniec roku zmniejszył się do 49,8%, skoro rząd w IV kwartale najlepsze zaciąga pożyczki i sprzedaje papiery wartościowe na rynku finansowym? Wytłumaczenie znajduje się pośrednio w raporcie NIK. Czytamy tam: „Minister Finansów przeprowadził także transakcje na instrumentach pochodnych (FX SWAP), polegające na wymianie dwóch walut (1.500 mln euro i 200 mln USD) na złote (6.834 mln zł) w grudniu 2009 r. z przyrzeczeniem ich odkupu w styczniu 2010 r(po zaledwie miesiącu (?!) - wskazanie autora). Operacja ta mająca charakter pożyczki zabezpieczonej środkami walutowymi pozwoliła na tańsze pozyskanie środków, niż przez emisję skarbowych papierów wartościowych. Średnia rentowność transakcji, uwzględniająca utracone korzyści z tytułu oprocentowania środków walutowych wynosiła 2,45%, podczas gdy oprocentowanie bonów krótkich wynosiło w 2009 r. ok. 4,4%. Pozyskane tą drogą środki zostały przeznaczone przede wszystkim na udzielenie pożyczki dla FUS (5,5 mld zł). W strukturze przychodów zrealizowanych w 2009 r., z wyłączeniem przepływów na rachunku walutowym, 59% stanowiły wpływy z obligacji, 24,9% środki pochodzące z kredytów zaciągniętych w międzynarodowych instytucjach finansowych, a 15,7% środki pozyskane w ramach transakcji FX SWAP.” (strona 128, Raport NIK)
Otóż NIK w cytowanym fragmencie błędnie sugeruje, że operacja „transakcja na instrumentach pochodnych (FX SWAP)” miała charakter ”pożyczki zabezpieczonej” czyli zgodnie z podstawową logiką zaliczona zostałaby do długu publicznego. Już w marcu tego roku w domenie publicznej znajdowała się informacja świadcząca, że owa ”pożyczka zabezpieczona” nie została wliczona do długu publicznego. W notatce p/t „Cud Rostowskiego” informowałem za Naszym Dziennikiem (zgodnie z udzielonymi ND wyjaśnieniami Ministerstwa Finansów), że instrumenty pochodne nie są traktowane jako dług publiczny zgodnie ze standardami Unii Europejskiej. Z tej furtki skorzystał Rostowski, a wcześniej Grecy, którzy oskarżani są obecnie o stosowanie kreatywnej księgowości i sztuczne zaniżanie oficjalnych danych o wysokości długu publicznego.
NIK wychwala oszczędności poczynione jakoby przez budżet państwa w wyniku zastosowania FX SWAP przyrównując koszt tego instrumentu do kosztu emisji „bonów krótkich”. Nic bardziej błędnego. Zamiast kupować drogie FX SWAP, Rostowski mógł przecież po prostu upłynnić Euro i dolary w prostej transakcji sprzedaży do NBP.
Tak oto dobre samopoczucie Tuska, Rostowskiego i wyborców Platformy kosztowało budżet 167 milionów złotych.
Bowiem gdyby, zamiast przeprowadzenia transakcja FX SWAP na kwotę 6.834 mln zł w grudniu 2009 roku, wyemitowano papiery dłużne, zgodnie ze słuszną sugestią NIK, to dług publiczny przekroczyłby ustawowy próg i sięgnął 50,3% PKB.
Deficyt budżetowy przekracza ustawowy próg
Kiedy w lipcu 2009 roku Sejm RP przyjął nowelizację budżetu na rok 2009 tym samym rząd i minister Rostowski zostali zobowiązani prawem, by deficyt budżetowy nie przekroczył zakładanego progu wynoszącego wg znowelizowanej ustawy 27,2 miliarda złotych.
Oczywiście nie obyło się bez kreatywnej księgowości. Wracając do raportu NIK czytamy: „Zgodnie ze standardami unijnymi do kwoty deficytu wlicza się między innymi koszty reformy systemu ubezpieczeń społecznych, tzn. środki z budżetu państwa przeznaczane na refundację składek, przekazywanych z FUS do otwartych funduszy emerytalnych. W 2009 r. wyniosły one 21,1 mld zł. Po ich uwzględnieniu deficyt budżetu państwa wyniósłby 44,9 mld zł, czyli 3,3% PKB. Z pominięciem wydatków (a więc bez wpływu na deficyt przyp. autor) budżetu państwa udzielona została także pożyczka na wypłatę przez FUS gwarantowanych przez państwo świadczeń w kwocie 5,5 mld zł i pożyczka dla PKP w kwocie prawie 0,5 mld zł.” (str. 13, Raport NIK)
I dalej: „Największą pozycję rozchodów, zarówno na etapie planu, jak i wykonania, stanowiło finansowanie ubytku składki przekazywanej do ZUS, powstałe w związku z reformą systemu ubezpieczeń społecznych. Na ten cel z rozchodów budżetu państwa wydano kwotę 21.086,0 mln zł, (co stanowiło 82,5% rozchodów). Finansowanie reformy ubezpieczeń społecznych w formie przekazywania do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych kwot pokrywających ubytek przychodów FUS, jaki następuje w związku z przekazywaniem części składek ubezpieczonych do otwartych funduszy emerytalnych, nie jest powiązane z wysokością wpływów z prywatyzacji. Od kilku lat kwoty przekazywane do ZUS znacznie przewyższają przychody z prywatyzacji. Transfery w kwocie przewyższającej wpływy z prywatyzacji są finansowane z emisji skarbowych papierów wartościowych (powodując wzrost długu Skarbu Państwa). Jednak kwoty te są ewidencjonowane jako rozdysponowanie przychodów z prywatyzacji, gdyż dzięki temu, zgodnie z przepisami, są ujmowanie poza rachunkiem deficytu budżetu państwa.”(strona 130, Raport NIK)
Jak już pisałem w grudniu 2009 roku sytuacja w finansach publicznych wymyka się z pod kreatywnej kontroli Rostowskiego. Wysokość deficytu budżetowy przekracza na początku grudnia mimo cudotwórczych zabiegów ustawowy próg o około 3 miliardów złotych. Nic to wszak Platforma wraz z PSL posiada w Sejmie większość i może przegłosować każde pokrętne prawo, które na papierze - nie w rzeczywistości, pomniejszy deficyt budżetowy. Tak też się dzieje.
NIK w swoim raporcie relacjonuje to wydarzenie w następujący sposób: „Pożyczka (5,5 miliarda dla FUS przyp. autor) została udzielona na podstawie ustawy z dnia 3 grudnia 2009 r. o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, która weszła w życie z dniem 22 grudnia 2009 r. W przypadku, gdyby została ona umorzona byłaby to kolejna operacja dokonywana poza rachunkiem deficytu. Bezzwrotne przekazanie środków do FUS na wypłaty świadczeń gwarantowanych nie byłoby wówczas, ujęte w wydatkach budżetu państwa, tak jak to ma miejsce, gdy przekazywane środki są ewidencjonowane jako dotacje.”(str. 123, Raport NIK).
Jeszcze raz NIK niepotrzebnie usprawiedliwia działania rządu: „Pożyczka dla FUS została sfinansowana ze środków na rachunku walutowym, czasowo zamienionych na złote, co spowodowało utrzymanie wysokiego stanu środków złotowych na rachunku budżetu państwa.” (str. 123, Raport NIK). Cóż w tym miejscu wypada przypomnieć, że wg tego samego raportu NIK, pożyczkę dla FUS sfinansowano ze środków pochodzących z transakcji FX SWAP.
Zdanie podsumowania:
„Gdyby nie grudniowe transakcja typu FX SWAP i ustawa o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych dług publiczny przekroczyłby ustawowy próg ostrożnościowy osiągając 50,3%, a rzeczywisty deficyt publiczny wbrew prawu byłby większy od zakładanych 27,2 miliarda złotych o kwotę 2,6 miliarda. Szkoda, że wniosek ten został pominięty w skądinąd rzeczowym raporcie NIK. Czy jednak rząd zasługuje na skwitowanie NIK z wykonania budżetu za rok 2009?”
Budżetowi naciągacze w Sejmie RP
Treść raportu, pomimo, że NIK unika jak może otwartej krytyki rządu, po prostu poraża. Wystawia też złą ocenę całej klasie politycznej. Gdzie okrzyki „rety gwałcą”, ostrzeżenia „pójdziemy z torbami” czy deklaracje „nie pozwalam”. Przeciwnie przedstawiciele narodu w Sejm przegłosowują pokornie ustawy, które mają wbić nam do głowy rojenia Tuska o „zielonej wyspie”, podczas gdy kreatywne zmiany w sposobie obliczania PKB dodały około 5% do wzrostu gospodarczego w ostatnich latach (temat na osobny artykuł).
Często jestem pytany jak to jest, że dług publiczny przyrasta rocznie wielokrotnie więcej niż wynosi deficyt budżetowy. By ta gorzka prawda zapadła głęboko w naszą świadomość warto poświęcić kilka godzin na uważną lekturę raportu NIK. Znajdziesz tam drogi czytelniku nie tylko drugie i trzecie dno, ale czwarte, piąte…, albowiem arogancja rządzącej ekipy i brak poszanowania dla interesu ogólnego nie znają granic. A na zachętę przytaczam jeszcze jeden kwiatek z dokumentu NIK: „Finansowanie reformy ubezpieczeń społecznych w formie przekazywania do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych kwot pokrywających ubytek przychodów FUS, jaki następuje w związku z przekazywaniem części składek ubezpieczonych do otwartych funduszy emerytalnych, nie jest powiązane z wysokością wpływów z prywatyzacji. Od kilku lat kwoty przekazywane do ZUS znacznie przewyższają przychody z prywatyzacji. Transfery w kwocie przewyższającej wpływy z prywatyzacji są finansowane z emisji skarbowych papierów wartościowych (powodując wzrost długu Skarbu Państwa).
Jednak kwoty te są ewidencjonowane jako rozdysponowanie przychodów z prywatyzacji, gdyż dzięki temu, zgodnie z przepisami, są ujmowanie poza rachunkiem deficytu budżetu państwa (podkreślenie autora).”
Ocean długu i dream team Bieleckiego
Wielokrotnie w minionym okresie wskazywałem, że obecny rząd powinien zostać odsunięty od władzy. Przytaczałem generalnie dwie przyczyny: brak dbałości o interes Państwa oraz aferalne zapędy głównych graczy z zespołu Tuska. Od lat moim ulubieńcem na scenie publicznej pozostaje były prezes Banku Pekao SA, a obecnie szef Rady Gospodarczej przy Premierze Rządu, Pan Jan Krzysztof Bielecki. Przed pół rokiem pisałem o planach Bieleckiego związanych z PKO BP, BZ WBK i PZU. Jak słyszymy i ten walec toczy się z nieubłaganie wbrew interesowi publicznemu. Przed czterema laty wpadłem na trop i opisałem tzw. Projektu Chopin – przekręt i drenaż Banku Pekao SA na wiele miliardów złotych z korzyścią dla włoskiego Unicredit. Sprawa trafiła do sądu i prokuratury. Warto też pamiętać, że Rostowski pochodzi z tej samej stajni co Bielecki. Przez kilka lat pełnił funkcję dorady Bieleckiego w Pekao. Dopóki do finansów Państwa dopuszczamy osoby za nic mające dobro obywateli i stabilność finansów publicznych oraz traktujące nas jako źródło nieuprawnionych zarobków, dopóty skazani będziemy na czytanie dokumentów w rodzaju Raportu NIK.
I na koniec proroctwo, które mam ciągle nadzieję nie spełni się nigdy:
„Jeśli ekipa Tuska dotrwa do końca kadencji zielona wyspa zmienni się w ocean długów przekraczający rozmiarem 1 bilion (1000 miliardów) złotych. A Państwo Polskie czeka krach porównywalny do zapaści w Grecji i na Węgrzech wziętych razem.”
Jerzy Bielewicz
Za Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek
PS Mam nadzieję, że niniejszy raport do raportu NIK roztrząsający jedynie wybrane aspekty wykonania budżetu za rok 2009 trafi na stół Marszałka, Prezydenta, posłów na Sejm RP polityków opozycji i jak najszerszego grona wyborców Platformy Obywatelskiej.
Raport NIK CLICK
Cud Rostowskiego CLICK
Spekulacja racją stanu CLICK
Lektura na niedzielę:
Energetyczny Pakt Ribbentrop-Mołotow?
W wielu mediach błędnie interpretowane są zastrzeżenia Unii w stosunku do Polski w sprawie europejskiego rynku gazu. A chodzi przecież o umowę gazową, którą wynegocjował Tusk z Putinem, a której treść znana jest w Brukseli. Kapitulacja rządu Tuska wobec Gazpromu i Rosji (podobną sytuację mamy z Janukowyczem i Ukrainą) spowodowała, że Unia (a przede wszystkim Niemcy) chce od Rosjan na własność kawałek z polskiego tortu. Bo nie chodzi przecież o transport gazu Gazociągiem Jamalskim z Unii do Polski -
rzeczywisty rewers - niemożliwy z punktu widzenia interesów Niemiec. A jedynie o
wirtualny rewers, czyli możliwość handlu na polskim rynku gazu ziemnego. Wygląda na to, że Polska jako kraj tranzytowy, będzie słono płacić za geopolityczne położenie i "przywilej" transportu gazu przez swoje terytorium. Polska racja stanu ginie właśnie w oparach absurdu. Dziękować należy tandemowi Tusk - Pawlak. Gdyby Rosja i Niemcy doszły do porozumienia w sprawie wirtualnego rewersu budowa fizycznych konektorów polskiej sieci gazowej z systemem europejskim może okazać się "finansowo nieuzasadniona". W rzeczywistości dojdzie do tego co w swoim czasie Sikorski nazwał
energetycznym Paktem Ribbentrop-Mołotow. A Gazociąg Północny może ostatecznie przekreślić nasze marzenia o niezależności i bezpieczeństwie energetycznym. Chyba, że Tusk zdecyduje się na renegocjacje umowy gazowej i nastąpi w najbliższych latach znaczący wzrost wydobycia z rodzimych złóż gazu łupkowego.
E.ON negocjuje zmniejszenie dostaw rosyjskiego gazu CLICK
Wirtualny rewers CLICK
Samolikwidacja CLICK
Węgry nie potrzebują MFW CLICK
Gospodarka USA odporna na cud Obamy CLICK
Hiperinflacja w Wielkiej Brytanii? (ang.) CLICK
Stage two of Europe's credit crisis CLICK
Środa, 21.07.2010
Rostowski politykuje, a finanse państwa trzeszczą w szwach CLICK
Warto dodać rewelacje byłego szefa GUS, który stwierdził, ni mniej ni więcej, że zmiany w sposobach obliczania dodały do wzrostu PKB około 5 % w ciągu kilku ostatnich lat. A także stanowisko przedstawiciela rządu o planach wliczania do PKB produktów i usług wytworzonych w szarej strefie.
Takie wypowiedzi jasno stawiają, że Konstytucję RP, która określa maksymalny stosunek zadłużenie budżetu do PKB, rząd i minister finansów traktują jak świstek papieru bez praktycznego znaczenia.
A co do długu należy Rostowskiego pytać o derywaty, które kupił w grudniu 2009 przed zamknięciem roku rozrachunkowego. A także, ile na koniec roku wyniósłby dług publiczny gdyby nie skorzystano z kontraktów na opcje? Jak również: kiedy te instrumenty zapadają i jakie jest z nimi związane ryzyko kursowe i stóp procentowych?
Senate advances jobless aid plan CLICK
Jakby tego faktu nie komentować, Amerykanie dodali właśnie do swojego deficytu kolejne ponad 30 miliardów dolarów. I pieniądze te nie trafiły w ręce bankierów. Czy bezrobotny na zasiłku spojrzy teraz przychylnie na Wall Street?
Czekamy na rządowy plan 2011 CLICK
Oby nie był prostą dodawanką, a wskazywał na strategię podtrzymania wzrostu gospodarczego oraz co najważniejsze strategię rozwoju Polski. A swoją drogą dziwią komentarze do prac rządu, które czynią z budżetu plusy i minusy bez słowa o reperkusjach gospodarczych. Wiele w swoim czasie mówiono o potrzebie budżetu zadaniowego. Czy obecny rząd wyznacza sobie jakiekolwiek zadania w gospodarce czy ciągle dryfuje w swej niewiedzy? A i jeszcze oby poprawa płynności nie polegała czasem na zakupie derywat. Ciągle nie znamy ekspozycji na zmianę kursów walutowych i stóp procentowych po zakupie przez Rostowskiego na nasze wspólne konto derywat w grudniu zeszłego roku.
Poniedziałek, 19.07.2010
Koniec wakacji, czas na kryzys
Czy w czasie kryzysu lub zawieruchy politycznej można mówić o wakacjach? Z pewnością nie w Polsce. W Stanach ostatni tydzień przyniósł dwa wydarzenia: reformę systemu finansowego i powstrzymanie wycieku ropy naftowej w Zatoce Meksykańskiej. Tymczasem w Europie węgierski rząd poszedł w zaparte w kwestiach nadmiernego deficyt i od poniedziałku należy spodziewać się perturbacji na rynkach walutowych. Co łączy te wydarzenia? Z pewnością nie okres wakacyjny, a czas ogólnoświatowego kryzysu.
Reforma systemu finansowego W USA nie spełnia oczekiwań. Zamiast jasnych rozstrzygnięć w rodzaju Aktu Glass Steagall otrzymaliśmy 2300 stron rozporządzeń. Zwycięzcami okażą się firmy prawnicze, które już liczą wpływy z interpretacji nowych przepisów. Nie wdając się w szczegóły, reforma przyszła za późno, a przede wszystkim nie rozwiązuje głównego problemu świata finansów: już podpisanych kontraktów na instrumenty pochodne o szacowanej wartości 615 bilionów (615 000 miliardów) dolarów amerykańskich (notabene przed miesiącem Timothy Geithner mówił jedynie o sześciuset). Instrumenty pochodne tzw. derywaty księgowane są poza bilansami instytucji finansowych, nie są więc traktowane jako dług i nie stanowią zobowiązań przy określaniu współczynników wypłacalności banków na całym świecie. Co prawda nowe przepisy zobowiązują amerykańskie instytucje finansowe do przeniesienia tych produktów do wydzielonych spółek w ciągu dwóch lat. Taka spółka mogłaby wtedy zbankrutować nie narażając instytucji macierzystej. To jednak niejasne sformułowania dzielą derywaty na te dobre i te złe. I tylko te złe należy przenieść... Konia z rzędem temu, kto rozstrzygnie, co dobre a co złe.
Jednak to o czym regulatorzy i politycy w USA zapomnieli lub nie chcą przyjąć do wiadomości, to to, że większość z owych 615 bilionów dolarów w kontraktach na derywaty nie ma najmniejszego sensu ekonomicznego, rodzi podstawowe wątpliwości co do rzetelności, jak i stoi w sprzeczności z prostą logiką i regułami matematyki. Bad boys derywat to tzw. CDS-y i CDO - instrumenty gwarantujące płatność w razie niewypłacalności dłużnika. Przy czym z matematycznego punktu widzenia niewypłacalność jednego dłużnika traktowana jest jako wydarzenie rozłączne od niewypłacalności innego. Tymczasem codzienność w kryzysie wskazuje, że korelacje w gospodarce są niezwykle silne. Nie bez powodu ciągle słyszymy o efekcie domina w strefie Euro, reakcji łańcuchowej na rynku akcji czy obligacji, czy choćby wpływie wydarzeń na Węgrzech na siłę polskiej złotówki. Jeśli kryzys dalej będzie się pogłębiał, a nic nie wskazuje by miało być inaczej, to wkrótce okaże się, że nie istnieją instytucje finansowe (łącznie z bankami centralnymi), które byłyby zdolne do spłacenia zobowiązań wynikających z podpisanych kontraktów na derywaty. By nie użyć staromodnego porównania do tonącego Titanica, a oddać skalę stojących przed nami problemów, należy mówić o czymś na kształt ostatniego balu żywych finansowych trupów.
Większość finansistów spodziewało się nawrotu kryzysu po wakacjach gdzieś w okolicy października tego roku. Epicentrum miało wystąpić w Chinach na rynku nieruchomości. Jednak kryzys nie przestrzega czasu wakacji, puka do naszych drzwi już dzisiaj wywołując niespotykane w miesiącach letnich wstrząsy na rynkach finansowych.
Piątek. 16.07.2010
Reforma finansowa w USA CLICK
Wtorek, 13.07.2010
Federal Reserve worry list gets longer CLICK
Giganci rezygnują z BZ WBK CLICK
Co rządzący mają na sumieniu w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem CLICK
Poniedziałek, 12.7.2010
Budżet mało realistyczny CLICK
Lektura na niedzielę:
Polska a problemy finansowe świata CLICK
Poniedziałek, 5.07.2010
Spekulacyjna bańka wyborcza
W polityce tak jak w świecie finansów często mamy do czynienia ze sztucznym pompowaniem wyników. Balon wyborczy Komorowskiego i PO został nadmuchany do granic wytrzymałości.
Komorowski i PO nie powinno wygrać tych wyborów. Nie, bo afery w rodzaju stoczniowej i hazardowej. Nie, bo powódź i obojętność rządzących. Nie, bo katastrofa smoleńska i obnażona słabość państwa. W końcu nie, bo sam kandydat PO nie dorósł do tej funkcji.
Dlaczego zatem Komorowski i PO wygrały?
Dla rządzącej partii te wybory były bez przesady kwestią życia i śmierci. Przegrana oznaczała koniec koalicji z PSL, nieprzejednaną niechęć SLD oraz ożywienie upiora komisji śledczych. Co więcej następstwem wygranej Kaczyńskiego byłaby również zmiana pokoleń w krajowej polityce. Młode wilczki w głównych partiach zgodnie dążyły do wypchnięcia z kręgów decyzyjnych resztki dinozaurów z epoki okrągłego stołu.
Przegrała w tych wyborach Polska za sprawą establishmentu III RP, który napompował do granic wytrzymałości bańkę wyborczą Komorowskiego. Bez opamiętania przez 24 godzinę na dobę sprzedawano papkę wyborczą p/t „bój się kaczyzmu”. Bez skrupułów posunięto się do manipulacji wyborczych w rodzaju sondaży PBS DGA dla Gazety Wyborczej w przeddzień pierwszej tury wyborów, czy do bezprecedensowego użycia organów i środków finansowych państwa na rzecz jednego z kandydatów. Mówiąc krótko establishment III RP gra jak hazardzista, który po każdej przegranej podwaja stawkę by wyjść z długów.
Nieczyste wyborcze zagrywki stawiają pod znakiem zapytanie rzetelność samych wyborów. Wątpliwości i pytania nie powinny zostać bez odpowiedzi. Przede wszystkim budzi zastrzeżenia rozluźnienie dyscypliny wyborczej. Prawo do głosowania zapewnia łatwy do powielenia dokument z miejsca zamieszkania. Ostrzeżeniem było już sławetny nadmiar kart do głosowania w Komisji Wyborczej w Brukseli. Między mity należy włożyć również tzw. „Państwowość” Komisji Wyborczej. Organ ten zatrudnia prywatne firmy do przekazywania i kontroli wyników wyborczych. Sama Komisja nie ma środków i mocy sprawczej by wyniki wyborów samodzielnie zweryfikować. Co jeśli właściciel prywatnej firmy zatrudnionej przy wyborach zainteresowany byłby wygraną wyłącznie jednej ze stron? Czy nad casusem Gazeta Wyborcza/PBS DGA/DGA można przejść do porządku, jeśli DGA realnie wpłynęło na wynik pierwszej tury, a jednocześnie robi ze Skarbem Państwa interesy życia?
W polityce tak jak w świecie finansów mamy do czynienia ze sztucznym pompowaniem wyników. Balon wyborczy Komorowskiego i PO został nadmuchany do granic wytrzymałości. Wkrótce też pęknie ze względu na mizerię finansów publicznych. Czy gotowi jesteśmy sprostać nadchodzącemu wyzwaniu? Czy tonący w długach establishment III RP znowu podwoi stawkę?
Nie będzie końca politycznej wojny CLICK
Sobota, 3.07.2010
Gwarancje bezpieczeństwa
Dzisiaj w Krakowie podpisano niezwykle ważny dokument regulujący współpracę Polski ze Stanami Zjednoczonymi oraz ze strukturami NATO w budowie systemu obrony przeciwrakietowej. Lecz nie sam akt podpisania dokumentu okazał się najważniejszy, a jednoznaczne stanowisko Stanów Zjednoczonych, przedstawione przez Sekretarz Stanu Panią Hillary Rodhan Clinton, wg którego USA gwarantują bezpieczeństwo Polski.
Należy również podkreślić, że administracja amerykańska wskazała w sposób jednoznaczny w języku dyplomacji, że wizyty Pani Clinton nie należy traktować jako wsparcia tej czy innej strony w wyborach prezydenckich. Sekretarz Stanu nie spotkała się z Premierem Rządu, czy Marszałkiem Sejmu zaangażowanymi w kampanię wyborczą. Godzinę ceremonii podpisania przesuwano dwukrotnie. Minister Spraw Zagranicznych Pan Radek Sikorski powstrzymał się od wygłoszenia przemówienia, które mogłoby stać się przedmiotem takich czy innych interpretacji. Pytania dziennikarzy ograniczono również do minimum.
W pierwszym z dwóch przemówień wygłoszonych w Krakowie, Hillary Clinton wskazała między innymi na trwający ból po katastrofie w Smoleńsku. Stwierdziła również, że eksploatacja złóż gazu łupkowego stanowi niezwykle ważny element bezpieczeństwa energetycznego Polski.
W drugim mówiła o pluralizmie poglądów w demokracji i roli pozarządowych organizacji (NGO) w budowie społeczeństwa obywatelskiego. Niezwykle mocno zabrzmiał fragment, o partiach politycznych i władzy wykonawczej, że nie powinny one rościć sobie prawa do jedynie słusznych poglądów i rozstrzygnięć. Mówiła o demokracji między kolejnymi wyborami, samym akcie wyborczym i o przekazywaniu władzy w państwie.
A przedtem, w pierwszym przemówieniu, podkreśliła, że Stany Zjednoczone pozostaną sprzymierzeńcem i przyjacielem Polski niezależnie od wyniku wyborów prezydenckich.
Piątek, 2.07.2010
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po pierwszej debacie prezydenckiej, kiedy obaj kandydaci na fotel prezydenta zlekceważyli ekonomie i gospodarkę, wartość złotówki gwałtownie spadła. Od wczoraj złoty umacnia się zarówno do franka szwajcarskiego jak i dolara amerykańskiego.
Czy to wynik zwrotu w kampanii i sondażach? Czyżby międzynarodowy rynek finansowy wolał Kaczyńskiego ponad Komorowskim?
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Platforma nie ma czego szukać na wsi
Piętą achillesową Komorowskiego jest gospodarka
Z Jerzym Bielewiczem, finansistą, prezesem Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek", rozmawia Małgorzata Goss, Nasz Dziennik
Czy debata między Bronisławem Komorowskim a Jarosławem Kaczyńskim pokazała różnice w podejściu kandydatów do gospodarki?
- Obaj kandydaci przetłumaczyli gospodarkę na język grup społecznych. Przekaz był taki: jeśli w gospodarce dzieje się dobrze, tort do podziału jest większy. Trudno się z tym nie zgodzić. W pierwszej debacie obie strony starały się do siebie upodobnić, aby minimalizować straty; w tej natomiast Kaczyński zmienił taktykę, punktując różnice. I tę różnicę udało mu się uwypuklić. Główną bolączką państwa jest proces zawłaszczania instytucji państwowych przez Platformę. Jeśli przeanalizujemy np. mechanizmy przekazywania pieniędzy z UE dla przedsiębiorców, to okaże się, że aby otrzymać dotacje, trzeba mieć właściwe poglądy. Przetestowała to na sobie np. Geotermia Toruńska czy Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej. Do Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek" zgłasza się wielu przedsiębiorców, którzy dokumentują takie sytuacje. W mojej ocenie, Komorowski jako "prezydent z PO" proces zawłaszczenia państwa mógłby jeszcze pogłębić.
Różnice w poglądach kandydatów na gospodarkę można by w skrócie przedstawić następująco: Kaczyński stawia na wolność gospodarczą, na straży której stoi silne państwo - organizator życia społecznego i nadzorca rynku. Komorowski także opowiada się za wolnością gospodarczą, ale za państwem słabym, "nieobecnym" w życiu społecznym, które ma tylko "nie przeszkadzać" obywatelom, przedsiębiorcom i rodzinom. Pierwszy z kandydatów podkreśla suwerenność Polski i konieczność zabiegania o własne interesy, drugi natomiast kładzie nacisk na wspólnotę interesów w ramach Unii Europejskiej. Kaczyński dobrze, moim zdaniem, zdiagnozował główny problem, a mianowicie, że dzisiaj państwo jest "zwrócone tyłem do obywateli". Widać to było podczas klęski powodzi. To niesłychane, by obywatele musieli kierować pozew przeciwko własnemu państwu, że nie zbudowało wałów przeciwpowodziowych. Tę bierność organów państwa obserwowaliśmy też w kwestii likwidacji - na polecenie Unii - polskich stoczni czy w sprawie przeniesienia produkcji fiata pandy z bardzo konkurencyjnej fabryki w Tychach do Włoch. Tymczasem w najbardziej rozwiniętych krajach UE mechanizmy państwowe wspierają rozwój gospodarczy. Państwo pilnuje przestrzegania reguł gry na rynku, zaś same reguły są przejrzyste i jednakowe dla wszystkich. Jeśli państwo nie spełnia roli organizatora w gospodarce, to obywatele - zdani sami na siebie - dostają po kieszeni.
Obaj kandydaci wyraźnie zabiegali o głosy wsi, które mogą rozstrzygnąć o wyniku wyborów...
- PO nie ma czego szukać na wsi, ponieważ dopuściła do drastycznego pogorszenia opłacalności produkcji rolnej. Wieś biednieje. Ceny skupu są wyjątkowo niskie nawet jak na czasy kryzysu, dopłaty bezpośrednie są niższe niż na zachodzie Europy, mimo że obie strony konkurują na wspólnym rynku. Nieprawdą okazały się słowa Komorowskiego z poprzedniej debaty, jakoby do 2013 r. poziom dopłat miał się wyrównać, co Kaczyński skwapliwie wytknął kontrkandydatowi. Marszałek zmuszony był przyznać, że dyskryminowanie polskich rolników w Unii Europejskiej przeciągnie się poza rok 2013. Mimo to nic nie wskazuje na to, by rząd zabiegał o podwyższenie dopłat dla rolników do poziomu obowiązującego w starej Unii - nie ma takiego priorytetu w agendzie polskiej prezydencji w UE.
Jak ocenia Pan kompetencje kandydatów w sprawach gospodarczych?
- Debata pokazała, że gospodarka to pięta achillesowa Komorowskiego. Kaczyński reprezentował nieporównywalnie wyższy poziom wiedzy i trzymał się faktów, czego nie można powiedzieć o kontrkandydacie. Odnosząc się do roli prezydenta, przedstawił go jako arbitra pomiędzy rządem a społeczeństwem. Widać było, że wie, o czym mówi. Przyłapał też kilkakrotnie konkurenta na mówieniu nieprawdy, np. gdy ten przypisywał PO obniżenie podatków, które w istocie obniżyło PiS, albo gdy zarzucał Kaczyńskiemu, jakoby jego rząd, korzystając z ówczesnej prosperity, nie zredukował deficytu budżetowego, a przecież to właśnie rząd Kaczyńskiego zredukował go do kilkunastu miliardów. Dla porównania - dziś deficyt budżetu sięga 60 mld zł, a wkrótce dojdzie do 100 mld złotych.
Czego w debacie zabrakło?
- Przede wszystkim odniesienia do obecnej sytuacji gospodarczej w Polsce na tle sytuacji w świecie. Wszystkie kraje europejskie redefiniują swoje potrzeby, starając się ciąć koszty. Oszczędności będzie musiał też przedstawić rząd Tuska. Założenia budżetowe na rok 2011 mają być przedstawione w przyszłym tygodniu. Jak na cięcia zareaguje przyszły prezydent? Żaden z kandydatów nie odniósł się do ponad 7-procentowego deficytu finansów publicznych ani do rosnącego w błyskawicznym tempie długu publicznego. W okresie rządów Platformy nasz dług wzrósł o 250-300 mld złotych. Jeśli tak dalej pójdzie, to pod koniec kadencji tego rządu dług może przekroczyć bilion złotych. Wprowadzenie programu, który uchroni nas przed kryzysem, wymaga wiarygodnego dla społeczeństwa partnera w Pałacu Prezydenckim; w przeciwnym wypadku ciężar kryzysu może być przeniesiony na najuboższych i tych, którzy nie mogą się bronić - emerytów, bezrobotnych, najniżej uposażonych. Wrażliwość społeczna jest cechą bardzo pożądaną u prezydenta, o ile nie chcemy mieć do czynienia z tym, co dzieje się w Grecji, Hiszpanii czy Włoszech, gdzie ludzie wyszli na ulice.
Czwartek, 1.07.2010
Po debacie: Kaczyński na prezydenta, Komorowski co najwyżej
na ambasadora
Środowa debata kandydatów na urząd prezydenta była emocjonująca, nie nudna jak starcie niedzielne. Obu pretendentów pokazało wolę walki i zwycięstwa. Jednak to Jarosław Kaczyński podniósł poziom rozgrywki i poprzeczkę. Pewności Kaczyńskiemu dodały pierwsze pytania niezwykle kłopotliwe dla Bronisława Komorowskiego.
Przewagą kandydat PiS uzyskał jednak dopiero wtedy, kiedy jasno zdefiniował, a następnie narzucił oś dyskursu - między fałszem a prawdą. Przygotowane argumenty, odniesienia do liczb i danych były celne i niezwykle bolesne dla Komorowskiego. Kaczyński dobrze określił co różni go od kandydata Platformy i niezwykle zręcznie wyznaczył rolę prezydenta jako arbitra między rządem a narodem. Nieźle wytrzymał też kondycyjnie całą rozgrywkę. "Gdyby wybory odbyły się" zaraz po debacie, Kaczyński bez wątpienia zająłby już dzisiaj fotel w pałacu prezydenckim.
Tymczasem Komorowski zasłużył co najwyżej na rolę ambasadora no n/p w Brukseli. Zaimponował opanowaniem z jakim przyjął swoją porażkę. Nie wygłupiał się jak kilku jego pomagierów. Zabawnie cieszył z podpisu przyszłego prezydenta na kopii Konstytucji. Z pewnością wysoka suma pieniędzy uzyskana na szczytne cele za ten niewątpliwy rarytas kolekcjonerski skompensuje przynajmniej w sferze moralnej wydatki z budżetu rządu na kampanie kandydata PO.
Do wyborów pozostało jeszcze trzy dni. Obecnie faworytem pozostaje Jarosław Kaczyński, który po pojedynku sam na sam zdobył niewielką przewagę punktową.
Na pochwałę zasługuje też trójka arbitrów zadająca pytania. Ściągali obu kandydatów skutecznie na ziemie "z klinczu" do rzeczowej wymiany.
I tyle dobrego, albowiem pozostaje wiele do zrobienia. Obu kandydatów jeszcze raz uciekło od palących kwestii gospodarczych. Żaden z nich nie odniósł się do problemu deficytu finansów publicznych na poziomie ponad 7% w tym roku. Obaj zapomnieli o progach wysokości zadłużenia czy o słabej i chwiejnej złotówce.
Czy obaj, aby nie myślą, że sytuacja Polski jest lepsza od tej w Niemczech czy Francji. Jeśli tak, to biada nam i kto zostanie prezydentem w niedzielę nie ma większego znaczenia z perspektywy zasobności naszych portfeli. A ucierpią jak zwykle ci najmniej zasobni niezależnie od retoryki wyborczej.
Jednak to Jarosław Kaczyński jako prezydent może przeprowadzić nas przez trudny okres kryzysu światowego bo jest wiarygodny, wrażliwy społecznie i chce państwa skutecznego zwróconego do obywateli.
Wygra wybory przy wysokiej frekwencji, jeśli do urn ruszą powodzianie, rolnicy i ci wyborcy, którzy dotychczas nie wierzyli w sprawczą rolę aktu głosowania.
Rynki z nosem na kwintę CLICK
Środa, 30.06.2010
Przed debatą: Komorowski i Platforma mają zielono w głowie
Dotychczas obaj kandydaci zastosowali strategię minimalizowania ewentualnych strat i utrzymania status quo na scenie politycznej. A w praktyce powielali niemal przez kalkę swoje kroki w kampanii prezydenckiej. Dzisiejsza debata, przeciwnie, posłuży do podkreślenia rzeczywistych różnic programowych. Kandydaci zwrócą się też do swoich żelaznych elektoratów.
Komorowski czarować będzie tych wyborców, którzy czują beneficjentami obecnego układu i status quo politycznego. Kaczyński złamie dotychczasową konwencję i napiętnuje proces zawłaszczania państwa przez ludzi Platformy. W ciągu ostatnich kilku dni niemal wszystkie organa państwa i rządu wykorzystywano instrumentalnie w kampanii Komorowskiego. Tusk, przecież urzędnik państwowy, posunął się aż do listu-agitki skierowanego do żołnierzy i policjantów i nakazał swoim ministrom wyjść na ulicę z ulotkami. Platforma w sposób oczywisty i bezceremonialny narusza ustawę o finansowaniu partii politycznych.
Urząd prezydenta w przypadku zwycięstwa Kaczyńskiego pozostanie praktycznie jedynym bastionem opozycji i kontroli nad poczynaniami PO.
Bliźniacza strategia PO i PiS szczególnie jaskrawo wyszła na jaw, kiedy kandydaci prześliznęli się przez tematy gospodarcze podczas pierwszej niedzielnej rundy. PO jeszcze raz pokazała, że ma zielono w głowie, wbrew głosom z UE (wykorzystanie funduszy europejskich) i stanowisku agencji ratingowych (Polska straci swój dobry rating jeśli nie podejmie reform). Kaczyński o dziwo nie zakwestionował mitu o zielonej wyspie, a mógłby w ten sposób zyskać setki tysięcy zwolenników związanych z rynkiem i instytucjami finansowymi. Przecież jeśli wziąć wypowiedź Komorowskiego poważnie, to Polska jest w lepszej sytuacji niż np. Niemcy, bo te właśnie wprowadzają głębokie cięcia budżetowe, a my wg Komorowskiego nie musimy. Wg obserwatorów i komentatorów mamy w tym przypadku do czynienie z jaskrawą aberracją i oderwaniem Comorry od realiów rynku.
Jakże widoczny był w pierwszej rundzie brak merytorycznego wsparcia ze strony śp. posłanek Aleksandry Natalli-Świat i Grażyny Gęsickiej dla kandydata PiS. Gdzie słowa rozsądku o długu i deficycie finansów publicznych? Gdzie odniesienie się do planów nacjonalizacji BZ WBK? Gdzie wskazanie na szarą sferę między biznesem i polityką?
Po pierwszej niedzielnej rundzie debaty doszło do gwałtownego osłabienia złotego w ciągu zaledwie kilku dni.
Gospodarka jest piętą achillesową Komorowskiego i Platformy. W tej sferze doszło przecież do najbardziej jaskrawych aktów psucia państwa. Jeśli Kaczyński zdecyduje się na jasne stanowisko w kwestiach gospodarczych bezapelacyjnie wygra debatę i niedzielne wybory.
Debata: Nie zapomnieć o gospodarce CLICK
Znowu bredzą o Euro CLICK
Wtorek, 29.06.2010
Komorowski i rząd łżą o sytuacji gospodarczej w Polsce
Po debacie prezydenckiej, w której Komorowski zadeklarował, że Polski nie dotyczą kłopoty gospodarcze z jakimi zmagają się wszystkie kraje Europy złotówka osłabiła się o 20 groszy do franka szwajcarskiego.
Komorowski udaje idiotę czy liczy na niewiedzę wyborców?
Tymczasem koszt i wartość kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich z dnia nadzień gwałtownie wzrosły. Przy kursie ponad 3 (obecnie 3,14) złote wielu z wyborców, którzy zaciągnęli pożyczki we frankach nie będzie w stanie ich spłacić. Sytuacja ta stawia pod dużym znakiem zapytania stan finansowy banków działających w Polsce.
Komorowski posunął się do powielenia kłamstwa serwowanego od dawna przez rządzącą PO wbrew jasnemu stanowisku agencji ratingowych, które w zeszłym tygodniu bez ogródek zapowiedziały, że jeśli Polska nie podejmie reform to straci swój dobry rating. Tym samym wzrosną koszty obsługi zadłużenia publicznego.
Podobnie Komisja Europejska przed 10-ciu dniami wskazała na brak wykorzystania środków unijnych na inwestycje przeciwpowodziowe. O dziwo, Komorowski przyznał, że na te inwestycje nie było pieniędzy w budżecie. A chodziło o projekty wysokości 12 miliardów złotych, których koszty zostałyby pokryte w dużej mierze z budżetu Unii.
Trzecim twardym dowodem na złą rzeczywistą sytuację finansów państwa był alarmujący raport NIK z zeszłego miesiąca. W 2009 roku rząd wbrew zapisom konstytucji „zaoszczędził” na wojsku blisko 2 miliardy złotych. Żołnierze i dowódcy już głosują nogami i masowo składają dymisje, bo na drzwiach od stodoły jednak latać się nie da.
Symptomów złej sytuacji gospodarczej było w ciągu ostatnich dwóch lat niezwykle dużo. Rządowa recepta na kłopoty finansowe to notoryczne kłamstwa, kreatywna księgowość i lawinowo wzrastające długi publiczny. Tym bardziej para Tusk - Komorowski jest zapowiedzią katastrofy gospodarczej w Polsce.
Od dwóch dni możemy mówić o ostrej reakcji rynków finansowych na deklaracje polityków. Ich bierność, nieudolność i brak profesjonalizmu powodują, że coraz głębiej będą sięgać do kieszeni podatników, a zaniechanie reform gospodarczych pogrąża właśnie polską złotówkę.
Inflacja pod kontrolą. Dług i złoty już nie CLICK
Intesa, Unicredit urged to review conflict of interest CLICK
Poniedziałek, 28.06.2010
Komorowski jak Tymiński
Kolejny raz nie samo wydarzenia lecz hałas w mediach wokół debaty okazał się celem samym w sobie. Media uznały, że lud chce igrzysk, a wypowiedzi i zachowanie kandydatów potraktowano jako drugorzędne. Chór komentatorów rozpisany na głosy ciągle wierzy, że ma wpływ na opinię publiczną. Tak nie jest.
Otóż Komorowski już w tej debacie stracił stracił szansę na wybór na fotel prezydenta. Lud rzymski wskazałby kciukiem w dół.
Od kibiców piłki nożnej a.d. 2010 dostanie, moim skromnym zdaniem, czerwoną kartkę.
Po pierwsze, zachowywał się jak watażka z trzeciorzędnego filmu szpiegowskiego. Zadrukowana kartka wręczana na końcu debaty Kaczyńskiemu przywodziła w pamięci i obraz Miodowicza pokazującego do kamer w świetle fleszy sfałszowany "dokument Jaruckiej", ale też "teczkę Tymińskiego" z kampanii 1990 roku.
Po drugie, dyskwalifikuje go brak umiejętności słuchania zademonstrowany wobec kontrkandydata jak i co gorsza wobec zadających pytania. Ten Pan w trakcie debaty mówił do nas z innej planety, na której króluje dyktat, brak reguł i prawa, a oponentów politycznych można zakrzyczeć pomówieniem i kłamstwem. Aa, i skąd ta agresja-nienawiść? Czy aby kandydat Komorowski nie był na dopingu? Może jeden raz za dużo wysłuchał przemówienia Tuska i tak przedawkował pigułkę nienawiści?
Po trzecie, u Komorowskiego kolejny raz zadziałał odruch bezwarunkowy, kiedy padło słowo Rosja. Co dziwne powielony przez kilku komentatorów. W matriksie sprzedanym opinii publicznej Białoruś to suwerenny kraj leżący poza strefą wpływów Rosji, a Łukaszenko nobliwy demokrata stojący na straży praw narodu białoruskiego i broniący kraju przed rozbiorem. Przeciwnie poruszenie tematu dyskryminacji mniejszości polskiej na Białorusi w rozmowach z Prezydentem Miedwiediewem byłoby politycznym majstersztykiem, bowiem to właśnie Rosja rozgrywa karty w tym kraju.
Jednak to czego zabrakło w debacie niepokoi najbardziej. Obu kandydatom słowa jak dług czy deficyt finansów publicznych nie przechodzą przez gardło. To bardzo źle wróży Polsce na przyszłość.
Czy stanowisko UE o niewykorzystywaniu przez Polskę funduszy na inwestycje przeciwpowodziowe, czy ostrzeżenia ze strony agencji ratingowych o braku reform w naszym kraju, a także raport NIK o sytuacji w wojsku można było ot tak pominąć w debacie prezydenckiej?
Panie Premierze Kaczyński, w środę proszę już nie okazywać miłosierdzia i bez pardonu pozbawić Platformę wszelkich złudzeń. Wyborcy muszą zobaczyć Pana determinację.
Kogo przyszły prezydent obciąży CLICK
Wojsko dostało za mało pieniędzy CLICK
Czwartek, 24.06.2010
Wybory prezydenckie przysłaniają wydarzenia na świecie. Dwa z nich wymagają szczególnej uwagi. Pierwsze to przewartościowanie sposobu postrzegania sytuacji ekonomicznej na świecie. Drugi to zmiana strategii i dowódcy w Afganistanie.
Jeśli mowa o ekonomii warto zapoznać się ze stanowiskiem z poza finansowego mainstreamu:
Meltup CLICK
Deflation versus inflation CLICK
Poza debatą prezydencką w Polsce... dojdzie też do spotkania G-8 i G-20 w Kanadzie.
Five ways to tame financial market monster CLICK
W przypadku Afganistanu mamy do czynienia z dychotomią między realną sytuacją a celami jakie wyznaczyły USA i NATO w tym kraju. Dochodzi do zmiany na stanowisku dowódcy sił koalicji.
Replacing McChrystal CLICK
Z całą pewnością należy oczekiwać od przyszłego Prezydenta RP, że potrafi odnieść sytuację w Polsce do wydarzeń gospodarczych na świecie jak i coraz bardziej skomplikowanej sytuacji międzynarodowej.
Obawa: Przede wszystkim od przyszłego prezydenta oczekuję świadomości nowej sytuacji na świecie, z której wg mnie wynika regionalizacja sytuacji politycznej jak i potrzeby przewartościowanie w polityce zagranicznej. USA nie stać już na to by być policjantem świata. Polsce w tej sytuacji zagraża przede wszystkim wzrost wpływów Rosji. Polaryzacja życia i partii politycznych zaciera sferę polskiej racji stanu. Niepokoi np. wieloletnia umowa na dostawy gazu z Rosji. Boję się, że przyszły prezydent w swej niewiedzy poprowadzi nas drogą Białorusi i Ukrainy.
Agencja ratingowa ostrzega CLICK
Środa, 23.06.2010
Kiepski interes CLICK
Tusk tchórz
Tusk stchórzył i nie wystartował w wyborach prezydenckich. Bał się porażki. Na stracenie wystawił Bronisława Komorowskiego. Kiedy Komorowski ostatecznie przegra wybory prezydenckie, działacze Platformy obwinią Tuska za tę strategię. Tusk nosić też będzie znamię tchórza wytykane mu przez oponentów politycznych.
Sytuacja Platformy jest nie do pozazdroszczenia z wielu względów.
Z wypowiedzi działaczy SLD, zarówno starych jak Kwaśniewski, Oleksy i Miller jak i tych młodych wynika, że będą chcieli pogrążyć Platformę i przejąć jej wyborców. Tak się też stanie, jeśli PO i Komorowski poniosą dotkliwą porażkę w drugiej turze wyborów prezydenckich.
Jednak nie porażka wyborcza będzie gwoździem do trumny PO.
Platformę czeka przeprawa przez głębokie wody komisja hazardowej, gdzie poseł Arłukowicz już czyha by dopełnić zniszczenia.
Na rozliczenie czekają również zaniedbania w wojsku i Katastrofa w Smoleńsku. Należy spodziewać się kolejnej Komisji Śledczej. Wróci obraz gry Tuska z Putinem, dwóch uroczystości w Katyniu i nienawiści szerzonej w mediach wobec nieżyjącego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
A że PO nabroiła wiele, zdaje się więcej niż pewne, że PSL, nieskore do zejścia ze sceny politycznej, wyjdzie już wkrótce z koalicji. Czy tonąca PO może liczyć na pomocną dłoń ze strony SLD? Na pewno nie z Tuskiem i Schetyną jako przywódcami Platformy.
Jednak to słaba koniunktura gospodarcza, rosnące bezrobocie, bierność decyzyjna rządu jak i refleksja, że na Tuskowej zielonej wyspie dana nam jedynie bieda okażą się prawdziwym osikowym kołkiem dla PO.
Po wyborach scenę polityczną w Polsce czeka ozdrowieńcze tsunami. A Platforma, która zaniechała inwestycji przeciwpowodziowych będzie bezbronna wobec żywiołu.
W co gra Napieralski, w co gra PO (Salon 24) CLICK
Dlaczego Kaczyński wygra z Komorowskim (Salon 24) CLICK
Sondaże, sprawa dla prokuratury? CLICK
Czego Jaś się nie nauczył, czyli metamorfoza Bieleckiego (Salon 24) CLICK
Wtorek, 22.06.2010
22.06. Warszawa (PAP/media) - Wynik pierwszej tury wyborów prezydenckich w Polsce nie spowodował praktycznie żadnej reakcji na rynkach finansowych - informuje "Nasz Dziennik"
Zdaniem cytowanego przez gazetę Jerzego Bielewicza, finansistę, prezesa Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek", dzieje się tak, gdyż obaj główni kandydaci sprawiają wrażenie, jakby nie interesowały ich sprawy gospodarcze. Żaden z pretendentów nie poruszał w kampanii kluczowych dla kraju zagadnień, takich jak np. dług publiczny, deficyt finansów publicznych, zapaść służby zdrowia.
Drugą przyczyną braku reakcji rynków na wybory prezydenckie jest jego zdaniem fakt, że czynnikiem determinującym nasz rynek walutowy jest sytuacja międzynarodowa, czyli wahania dolara i euro, mające silny wpływ na złotego. Tylko przedstawienie realnego projektu uzdrowienia finansów publicznych może zainteresować rynki i wzbudzić ich pozytywną reakcję - czytamy w "Naszym Dzienniku". (PAP)
Rynek nie zauważył polskich wyborów CLICK
Słowo na temat juana: jak to zwykle bywa brokerzy walutowi znowu podsuwają nam teorię, że juan się "na bank" umocni. Wiedzą, że na takim "pewnym" trendzie można dobrze zarobić. Otóż, nie ma tak dobrze. W mojej ocenie juan równie dobrze może się osłabiać do dolara i Euro. Powiem więcej ten scenariusz jest o wiele bardziej prawdopodobny. I z tego też powodu Chińczycy uwolnią juana. Zwyczajnie w świecie kryzys finansowy już jesienią zawita na dobre w Azji. Gdzieś około października (po zakończeniu Expo) pęknie bańka na chińskim rynku nieruchomości.
Poniedziałek, 21.06.2010
Historia jednej prywatyzacji a JK Bielecki
Jan Krzysztof Bielecki zajmuje dzisiaj stanowisko szefa Rady Gospodarczej przy Premierze Rządu RP. Czy tak wysokie stanowisko zawdzięcza swoim dokonaniom jako polityk, czy też wysokiej rangi menadżer z sektora finansowego? Czy wieczne wędrówki z polityki do biznesu i z powrotem tej znanej osoby publicznej są dobre dla Polski? Czy nie tworzą konfliktu interesów?
Niewiele osób wie, że przez niemal całą karierę w polityce i biznesie, JK Bielecki w ten czy inny sposób wpływał na życie znanej spółki makaroniarskiej Malma. A jak to było (?):
- Firma doradcza, której współwłaścicielem był Pan Jan Krzysztof Bielecki na zlecenie zarządu działającego w porozumieniu ze związkami zawodowymi Malmy (wówczas nazwa firmy była inna), przygotowuje wycenę spółki, która ma posłużyć do jej prywatyzacji.
- Jako Premier RP JK Bielecki przeprowadza prywatyzację Malmy. Uczestniczy w uroczystościach związanych z tym wydarzeniem szeroko relacjonowanych przez ówczesne media.
- Jako Dyrektor Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) z rekomendacji polskiego rządu nadzoruje inwestycje i prywatyzacje EBOR w Polsce. Jedną z nich była inwestycja w Malmę (wtedy Danuta). Drugą inwestycja EBOR w Bank Pekao SA.
- Jako Prezes Banku Pekao SA nie interweniuje przez dwa lata kiedy Bank udziela Malmie kolejnych kredytów na spłatę starych, a Malma pogrąża się pod ciężarem długów w spirali zadłużenia. Tak "zarobione" odsetki wliczane są do zysku, a także mają wpływ na wysokość bonusów dla zarządu Banku. Grupa Unicredit stara się w tym czasie o przejęcie nienieckiego HVB i demonstruje świetne wyniki finansowe.
- Po przejęciu przez Unicredit niemieckiego HVB, Pekao SA, decyzją zarządu i JK Bieleckiego, wypowiada kredyty spółkom z Grupy Malma. Pół roku wcześniej Bank Pekao SA i JK Bielecki osobiście podpisują z włoskim deweloperem Pirelli 25-cio letnią umowę, wg której Bank Pekao oddaje prawo wyłączności na odkup przez Pirelli trudnych kredytów Banku.
- Po wypowiedzeniu kredytów JK Bielecki angażuje się osobiście w poszukiwanie nowego inwestora dla Malmy.
- Przed kilku tygodniami Bank Pekao SA ogłasza upadłość Malmy. Dochodzi do bezprawnej próby wejścia na teren zakładu Malmy w Malborku przez syndyka i przedstawiciela Pekao SA wbrew stanowisku miejscowego sądu i bez udziału lokalnego komornika. W akcji bierze udział policja. Z tym aktem użycia organów państwa w dochodzeniu prywatnych roszczeń, JK Bielecki już chyba nie ma nic wspólnego, bo przecież przestał być prezesem Pekao SA, a pełni teraz rolę szefa Rady Gospodarczej przy Premierze Tusku?
Warto powiedzieć, że JK Bielecki nie do końca był i jest politykiem i nie do końca menedżerem sektora bankowego. Powszechnie wiadomo, że za czasów jego prezesury w Pekao pierwsze skrzypce w zarządzaniu Bankiem Pekao SA grał Wiceprezes, Dyrektor Generalny Banku, Włoch - Pan Luigi Lovaglio.
Dzisiaj, informacje prasowe o intencji rządu zakupu BZ WBK przez spółki kontrolowane przez Skarb Państwa mają niezwykła wręcz wymowę polityczną. Czy dotąd liberalny rząd Tuska zmienia front i zamierza właśnie podjąć nacjonalizację sektora bankowego? Jak sugerują media za projektem stoi szef Rady Gospodarczej - JK Bielecki? Czy to możliwe?
Malma walczy i oskarża Jana Krzysztofa Bieleckiego CLICK
Jest interes do zrobienia CLICK
Nowa jeszcze wspanialsza prywatyzacja CLICK
Jan Krzysztof Bielecki zwariował? CLICK
Piątek, 18.06.2010
Chcę Kaczyńskiego na Prezydenta. Już w pierwszej turze
Będę głosował na Jarosława Kaczyńskiego w pierwszej turze wyborów. Wierzę, że wyraźna wygrana Kaczyńskiego już w pierwszej turze będzie impulsem do dla partii parlamentarnych do odsunięcia od władzy rządu PO.
W obecnej sytuacji ekonomicznej kraju wobec lawinowo rosnącego deficytu finansów publicznych, pęczniejącego długu publicznego i pogarszającej się sytuacji gospodarczej i politycznej na świecie imperatywem dla Państwa Polskiego są wiarygodny prezydent i rząd gotowe wziąć na siebie ciężar niespotykanych dotąd wyzwań.
Przez z górą dwa lata Tusk i Komorowski prowadzili nas od afery do afery poprzez wiele pomniejszych do stoczniowej i hazardowej. Rząd pochłonięty ochroną interesów ludzi z ferajny zapomniał o swoich obowiązkach. Znakomicie udowodnił, że i w przypadku państwa ryba psuje się od łba.
A ostatnio, nieupilnowanie prezydenckiego samolotu, nieudolna pomoc dla powodzian w sposób alarmujący udowodniły, że Państwo Polskie wymaga natychmiastowej naprawy.
Wybrać musimy przywódców, którzy powiedzą nam o potrzebie wyrzeczeń, zaciskania pasa, przeprowadzą przez trudny okres ,szybko wyznaczą drogę rozwoju kraju, zapewnią nieodzowną sprawność państwa.
Jako współobywatel zwracam się do dotychczasowych zwolenników i reprezentantów Platformy by wolni od dekretowanego nakazu lojalności zagłosowali za Polską ponad interesem Platformy.
Jerzy Bielewicz
Będziemy słono płacić za Euro CLICK
Wtorek, 15.06.2010
Komorowski: Prywatna TVP czy Publiczna TV
Kampania wyborcza o prezydenturę dla PO idzie zgodnie z biznes planem. Jednak na próżno szukać wydatków i dochodów w budżecie państwa czy partii. Bowiem jest to biznes plan TVN.
Otóż wczoraj TVN wydało w tej sprawie specjalne oświadczenie, w którym czytamy bądź słyszymy na antenie: "Od przeszło miesiąca konsekwentnie sygnalizowaliśmy obu sztabom, że jesteśmy zainteresowani przeprowadzeniem debaty przez dwóch głównych kandydatów." (...) "Taka debata najlepiej służyłaby pokazaniu realnych różnic w programach i postawach polityków. Przyjęcie innej formuły, w innym terminie, możemy rozważyć pod warunkiem, że zostanie ona wcześniej zaakceptowana przez obu głównych kandydatów".
A kilka linijek wyżej: "Do tej pory nie otrzymaliśmy oficjalnej odpowiedzi na wysłane przez nas zaproszenie od jednej z zaproszonych stron, choć z przyczyn technicznych termin na odpowiedź upłynął dziś o godzinie 15. Zamiast oficjalnej odpowiedzi padają natomiast nowe pomysły na debatę" - czytamy.
To ci buta. Niech mi spróbuje "jedna z zaproszonych stron" nie przyjść!
Tak oto przy okazji wyborów prezydenckich trwa w najlepsze kampania marketingowa pod hasłem: „Jeśli debata prezydencka to tylko w TVN”, a kandydat Komorowski bez zażenowania gra w niej pierwsze skrzypce. Dzielnie od miesiąca wspierają go inni urzędnicy państwowi i posłowie: Nowak, Mucha, Graś, Tusk.
Znaczącym akordem w akcji marketingowej TVN było wejście smoka, czyli Marszałka, p.o. Prezydenta i kandydata na ten urząd w jednej osobie - Bronisława Komorowskiego do Telewizji Publicznej na debatę (3+1) czterech. P.o. prezydent od wejścia wygrażał TVP przed kamerami TVP! Twardym głosem mówił coś o gnieździe os. Łaskawie nie przypomniał, że przecież decyzja o rozwiązaniu KRRiT już zapadła i idą nowe porządki. Takie zachowanie Komorowskiego, poza swoją gburowatością i oczywistą agresją, niosło ze sobą przesłanie nie spotykane w cywilizowanych i demokratycznym kraju: ma być po mojemu w mediach albo won. To trzeba powiedzieć: sytuacja wykreowana przez Komorowskiego trąciło „hrabiowskim” sobiepaństwa skrzyżowanym z azjatycką zaciekłością.
Po tym występie p.o. Prezydenta żadna, ale to żadna debata nie powinna mieć miejsca w którejkolwiek z telewizji prywatnych. Co więcej natychmiast należy uchwalić prawo, które pozwolić Telewizji Publicznej stanąć finansowo na nogi, by mogła ponosić koszty wystąpień Marszałka. Interesująco brzmi propozycja Waldemara Pawlaka o drobnej opłacie dołączonej do miesięcznych lub rocznych rozliczeń.
A co z TVN? Akcja marketingowa trwa i trwa mać. Z dobrze poinformowanych źródeł wiadomo, że nawet jeśli debata w TVN nie odbędzie się to i tak stacja na kampanii marketingowej/prezydenckiej będzie do przodu. W końcu reklama jest dźwignią handlu.
Poniedziałek, 14.06.2010
Demagog, Czaruś i dwóch polityków
Demagog, Czaruś i dwóch polityków, tak można podsumować debatę czterech kandydatów na urząd Prezydenta RP.
Komorowski nieświadomie pokazał jak destrukcyjną rolę odgrywa Platforma Obywatelska w polskiej polityce. Personalne ataki na Kaczyńskiego i Napieralskiego pobrzmiewały Palikoktem i Niesiołowskim. Arogancja, przeświadczenie o własnej nieomylności, nienawiść do przeciwników politycznych. No i insynuacje. Kto mógłby spodziewać się zarzutu, że PiS chciał prywatyzacji służby zdrowia. Marszałek dzierżył dzielnie dowody w ręku!
Jednak w całej debacie najciekawsze były wypowiedzi kandydatów na temat polityki zagranicznej. Przy czym należy tu mówić raczej o rozłożeniu akcentów, bo cała czwórka użyła tego samego klucza: Unia, USA, Rosja. Komorowski zganił USA, zlekceważył Unię i podkreślił wagę stosunków z Rosją. W wypowiedzi Kaczyńskiego przykuło uwagę zróżnicowanie między krajami europejskimi sugerujące grę interesów narodowych wewnątrz Unii. Kaczyński i Pawlak podobnie nadali dużą wagę roli i pozycji Polski w regionie Europy Centralnej. Napieralski sprowadził swoją wypowiedź do wdzięcznego bla, bla.
W debacie zaskoczyła ostra rywalizacja Komorowskiego z Napieralskim o głosy "postkomunistycznych" wyborców uwieńczona apelem Napieralskiego przeciw IV RP. Może Napieralski wierzy, że to on a nie Komorowski wejdzie do drugiej tury? Chwała mu za to.
Czego zabrakło w debacie? Wskazania, że choć jeden z kandydatów świadom jest trudnej sytuacji gospodarczej w Polsce, spadku dochodów podatkowych, lawinowego wzrostu zadłużenia i zagrożeń jakie niesie ze sobą ogólnoświatowy kryzys. A także choć słowa o długoterminowym kontrakcie na dostawy gazu z Rosji/Gazpromu. Ale też nikt ich o to nie spytał.
Lektura na niedzielę:
Drugie dno recesji w USA CLICK
Italy's financial resilience eroding CLICK
ECB new loans CLICK
Kandydat Komorowski
Nie jestem politologiem, znawcą systemów politycznych, jednak pozwolę sobie wyrazić niepokój o stan i przyszłość polskiej demokracji. Równowagę na scenie politycznej określa nie tylko akt wyborczy w wyborach do Sejmu i Senatu RP, lecz również szereg innych procedur. Gdy tymczasem rządzący tworzą właśnie niezwykle groźny dla demokracji precedens. Komorowskiego z racji stanowiska i okoliczności odsadzono w roli głównej.
Czas i okres powołania na najwyższe stanowiska w państwie nie pokrywa się z kadencją Sejmu i Senatu. W ten oto sposób zwycięska partia po wyborach musi zmierzyć się z zastanym porządkiem, który oczywiście ma prawo z biegiem czasu zmieniać, jednak wyłącznie wg procedur wcześniej uznanych za demokratyczne. Tak rozumiana procedura zapewnia, że struktury polityczne państwa znajdują się w stanie quasi-równowagi, przy zachowaniu ciągłości władzy. Władzy rozumianej, nie jako ten czy inny premier lub ta lub tamta partia, lecz władzy sprawowanej w systemie demokratycznym.
W Polsce ciągłość i równowaga w systemie sprawowania władzy zostały brutalnie złamane. Tragedia w Smoleńsku spowodowała, że w jednej chwili główne urzędy państwa straciły wybranych w procedurach demokratycznych przywódców. I co się dzieje.
Rządzący tworzą właśnie precedens, który będzie ważył na przyszłości naszego kraju i jego ustroju. Wprowadzają w życie rozwiązania będące zagrożeniem dla systemy demokratycznego. Rządząca partii korzysta z sytuacji tragedii, która dotknęła oponentów politycznych - rozdaje w pośpiechu stanowiska, uzurpuje niemal absolutną władzę, zawiera wieloletnie nieformalne sojusze. Jak złodziej wykorzystuje nadarzającą się okazję i to na dziesięć dni przed wyborami prezydenckimi,
I choć odbywa się rytuał głosowań w sejmie i senacie, jednak duch i sens demokracji jest w sposób karygodny i brutalny łamany.
W psuciu polskiej demokracji pierwsze skrzypce gra Bronisław Komorowski, marszałek sejmu, p.o. prezydent i kandydat na stanowisko prezydenta w jednej osobie. Jak pokazuję wydarzenia ostatnich dni nie dorósł do żadnej z tych funkcji. Żenują braki podstawowej wiedzy, dojrzałości, godności. Śmieszy zachowanie słonia w sklepie z porcelaną. Wzbudza niesmak i pogardę poczucie partyjnej misji z jakim niszczy kanony demokratycznego państwa prawa. W świecie Komorowskiego wystarczy dochować jedynie pozorów demokracji, bo liczy się głównie partyjny interes.
Na "imć pana Komorowskiego" po prostu nie wolno głosować.
Kogo popiera Generał Skrzypczak CLICK
Piątek, 11.06.2010
Dzień z życia blogera
Godzina 13, czwartek
W polityce, źle się dzieje gdy wygrywa argument siły, tej fizycznej. Powstaje takie zagrożenie, gdy organy władzy biorą stronę polityczną i przyzwalają na łamanie prawa. Taka sytuacja miała bez wątpienia miejsce w Lublinie.
Artykuł. 249 kodeksu karnego: "Przestępstwa przeciwko wyborom i referendum" mówi: "Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem przeszkadza:1) odbyciu zgromadzenia poprzedzającego głosowanie, 2) swobodnemu wykonywaniu prawa do kandydowania lub głosowania, (...) podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5."
Palikot nie krył swoich intencji. Jego celem była prowokacja wobec zgromadzonych zwolenników PiS i zakłócenie wiecu wyborczego Jarosława Kaczyńskiego. Aby osiągnąć cel, wprowadził władze Lublina w błąd. Kontrolowane przez niego Stowarzyszenie uzyskało zgodę na happening, który jakoby miał propagować wartości sprzyjające rozwojowi rodziny. Rzeczywistość wyglądała zgoła odmiennie. A jak - każdy widział. Palikot przedstawił siebie kolejny raz jako demagog polityczny, wiecowy krzykacz przywodzący skojarzenie z politykami brylującymi w Niemczech lat trzydziestych. Prowokacja polityczna spełza na niczym. Pozostaje poczekać na reakcję, jeśli będzie, władz Lublina.
O prowokacji politycznej możemy również mówić w przypadku debaty kandydatów na Uniwersytecie Warszawskim. Okazuje się, że widownia owej debaty była wyselekcjonowana. Do auli bocznymi drzwiami wpuszczano jedynie zwolenników Komorowskiego. Inni pocałowali klamkę. Nietrudno w tej sytuacji o reakcje przychylne dla jednego z góry wskazanego kandydata. I dobrze, że Kaczyński z Napieralskim nie wzięli udziału w przedstawieniu, które za cel miało manipulację. Szkoda innych kandydatów. Wg mnie media, gdyby zrelacjonowały to wydarzenie, powinny wskazać aspekt stronniczości politycznej organizatorów.
O atmosferze świadczą również tytuły prasowe. "Prezes Belka i już" - tak GW widzi decyzję Sejmu w sprawie wyboru Marka Belki na Prezesa NBP. To nic, że Konstytucja wyraźnie mówi, że kandydata na szefa NBP wskazuje Prezydent, nie p.o. prezydent. Za nic też okoliczność, że już za niespełna miesiąc kandydata mógłby wskazać wybrany w demokratycznych i powszechnych wyborach Prezydent RP. "Belka i już". Tak, tak mamy do czynienia z faszyzacją życia politycznego.
Godzina 16
Faszyzacja, bez tego słowa w tytule, nie byłoby mojego dzisiejszego wpisu. Mimo, że Salon24 zobowiązuje niektórych określeń nie da się zastąpić, a owijanie w bawełnę byłoby chybione. Albowiem słowo faszyzacja właściwie oddaje kierunek zaostrzenia jaki obserwujemy w kampanii wyborczej. Co więcej, w niespełna dwie godziny po napisaniu oryginalnej notatki, oto, dano mi kolejny dowód na postawioną tezę.
PAP upublicznił właśnie apel lekarzy z poparciem dla Komorowskiego. Pomijając, fakt, że jednym z sygnatariuszy jest minister zdrowia co nadaje temu dokumentowi raczej formę deklaracji lojalności, zwracam uwagę na ukryty szantaż, na który wystawiono wyborców. Lekarze zwracają się do swoich pacjentów (!). Nie do wiary. Oto dowód: "Apel ten kierujemy do wszystkich obywateli, a szczególnie do naszych pacjentów." O zgrozo, czy, aby stać się pacjentem lekarza, który podpisał taki dokument, nie należy mieć jedynie słusznych poglądów politycznych? Dalej w tym przedziwnym dokumencie czytamy: "Nie chcemy powrotu do koncepcji IV Rzeczypospolitej, w której bezpodstawnie krzywdzono obywateli naszego kraju, w tym także naszych kolegów lekarzy" Czy chodzi o doktora G.? Bo ja jako obywatel nie czułem się krzywdzony. Czy w tej okrutnej IV RP nie goniono przypadkiem lekarzy, którzy za leczenie brali łapówy? Czy CBA nie dokonało podobnych aresztowań już za rządów Tuska?
Po przeczytaniu "apelu" zadzwoniłem do znajomego lekarza. Już wiedział. Ze względu na miejsce (Salon) nie zacytuję jego komentarza. Cieszy, że pod tym pożal się boże apelem nie podpisałaby się znakomita większość przedstawicieli środowisk służby zdrowia.
Nie wiem czy ma to związek z postawioną tezą, ale warto pamiętać, że kandydat Komorowski był w swoim czasie zagorzałym zwolennikiem reprywatyzacji lasów państwowych. Warto by go spytać jaki dzisiaj ma pogląd w tej kwestii?
Czy jako prezydent nie będzie przypadkiem zezwalał na wizyty w "pańskim" lesie jedynie w celach leczniczych za zaświadczeniem wiadomych lekarzy?
Po "apelu" "lekarzy" wyobraźnia płata niesforne figle.
Godzina 21
To jeden z tych dni, w których złowieszcze newsy nie mają końca. Pod tym samym tytułem zamieściłem dzisiaj już dwie notatki. Niestety spadły ze Strony Głównej Salonu w tempie rekordowym, a szkoda, bo poruszają pierwszorzędny dla nas temat - uzurpacji przez PO władzy w Polsce. Platforma bez opamiętania korzysta z sytuacji, która jest następstwem katastrofy smoleńskiej. Politycy tej partii zachowują się jak hieny cmentarne.
Aby zyskać poparcie rozdają w przyśpieszonym tempie najwyższe stanowiska w państwie. Belka na szefa NBP, Kwaśniewski przewodniczącym Komitetu Olimpijskiego. Kogo by tu dać do Rady Radiofonii i Telewizji. Wyścig szczurów trwa. A wszystko to przy zapewnieniach, że śpieszą się tak bardzo dla dobra kraju czy zapewnienia stabilności złotego.
Oczywiście prawda jest odwrotna. Działania Tuska i Komorowskiego wywołują sprzeciw, emocje i podbijają napięcie społeczne. Destabilizują sytuację w kraju. I to na tydzień przed wyborami prezydenckimi.
Zachodzi obawa, że ci panowie zapędzą się tak daleko, że bez drogi odwrotu, za wszelką cenę - nawet fałszerstwa będą chcieli przypieczętować swoje trofea wygraną w nadchodzących wyborach.
Obym się mylił.
Czwartek, 10.06.2010
Z powodzi pod prysznic inflacji
Z Jerzym Bielewiczem, Prezesem Stowarzyszenia Przejrzysty Rynek rozmawia Małgorzata Goss, Nasz Dziennik
Minister rolnictwa Marek Sawicki podał, że z powodu powodzi ucierpiało ponad 50 tys. gospodarstw rolnych i 400 tys. ha użytków rolnych, a straty mogą przekroczyć miliard złotych. Twierdzi, że nie wpłynie to na cenę żywności. Czy zgadza się Pan z tym?
- Odpowiedź jest oczywista: ceny wzrosną. Co ważniejsze - klęska żywiołowa dotknęła nie tylko uprawy, ale i samych rolników, a przecież i bez tego znajdują się oni w gorszej sytuacji niż rolnicy na Zachodzie, ponieważ są nierówno traktowani w ramach wspólnej polityki rolnej, m.in. mają mniejsze dotacje do hektara. Na klęskę żywiołową trzeba też spojrzeć w kontekście niestabilnej sytuacji gospodarczej na świecie. Chodzi o to, żebyśmy - w sytuacji kryzysu światowego - nie uzależnili się od importu żywności. Rolnikom należy się ochrona, aby bilans żywnościowy Polski zamykał się na plusie. Rynek żywności powinien być oczkiem w głowie rządzących, ponieważ wzrost cen produktów spożywczych lub niedostatki na tym rynku przekładają się bezpośrednio na portfele obywateli, zwłaszcza najuboższych, co grozi wzrostem napięć społecznych.
Światowy kryzys wchodzi na kolejny etap?
- Kryzys zaczyna się od załamania na rynkach finansowych, później - poprzez kryzys w systemie bankowym - przenosi się do realnej gospodarki, a na koniec - poprzez wzrost inflacji - zaczyna zbierać żniwo wśród obywateli. Prędzej czy później należy oczekiwać tej ostatniej fazy, to jest wzrostu cen i inflacji, zwłaszcza wobec szczodrych pakietów stymulacyjnych w ostatnich dwóch latach na świecie. Jeśli na ten naturalny trend inflacyjny nałożą się dodatkowe czynniki, takie jak zaniżone dopłaty dla polskich rolników w ramach UE oraz za kilka miesięcy obniżona podaż żywności związana z klęską powodzi - wzrost inflacji w Polsce może okazać się większy niż gdzie indziej.
Jak wzrost inflacji wpłynie na gospodarkę, a także kondycję naszej waluty?
- Dochodzi tu do sprzężenia - inflacja wpływa na stopy NBP, a stopy wpływają na gospodarkę. NBP cały czas monitoruje wskaźniki inflacji, aby utrzymać ją w ryzach. Jeśli inflacja wystrzeli nagle w górę - przełoży się to na podniesienie stóp procentowych, a więc zwiększenie kosztu kapitału w gospodarce i wyższe oprocentowanie kredytów. To zawsze hamuje tempo wzrostu gospodarczego. Wysoka inflacja oczywiście osłabia nie tylko gospodarkę, lecz także walutę danego kraju.
Podwyższenie stóp procentowych mogłoby wręcz zahamować wątły wzrost, jaki notujemy. Jak zmniejszyć presję inflacyjną, aby nie zdusić gospodarki?
- W tym miejscu należy pamiętać o nadmiernym zadłużeniu większości krajów europejskich, a także o gwałtownym wzroście deficytu finansów publicznych w Polsce. Aby uporać się i z tym problemem, wiele krajów ogłasza plany oszczędnościowe polegające na cięciu wydatków i podwyżce podatków. Chodzi o ściągnięcie nadmiaru pieniędzy z rynku, zmniejszenie deficytów budżetowych i zadłużenia publicznego. Sądzę, że od tego i w naszym przypadku nie można uciec. Jednocześnie rządy zdają sobie sprawę, że nie mogą sobie pozwolić na zaprzestanie stymulacji popytu, aby gospodarka znowu nie wpadła w dołek. Na czym to polega? Na przykład mamy ostatnio w kraju propozycję podniesienia podatku VAT - gdyby do tego doszło, trzeba równolegle pomyśleć o ulgach czy dodatkach dla najniżej uposażonych, żeby podtrzymać konsumpcję. Grupa ta, ze względu na swoją dużą liczebność, najsilniej wpływa na popyt krajowy, a ten trzeba za wszelką cenę utrzymać. Podnosząc podatki i obcinając wydatki budżetowe, należy wprowadzać ulgi dla tych, którzy całość dochodów przeznaczają na podstawowe produkty.
Takiej polityki raczej trudno się spodziewać po rządzie PO. Rząd neoliberalny z założenia odrzuca ingerencję w gospodarkę, licząc, że rynek wszystko załatwi...
- To właśnie problem - że w obliczu tak wielkich wyzwań w gospodarce globalnej mamy rząd skupiony wyłącznie na własnym wizerunku, który boi się podjąć jakiekolwiek kroki wyprzedzające, które usunęłyby zagrożenia stojące przed Polską. Brak działań w obecnej sytuacji może nas bardzo drogo kosztować.
Jak zachowuje się nasze otoczenie - inne kraje UE?
- Racjonalnie. Doświadczenie z restrukturyzacji przedsiębiorstw wskazuje, że gdy organizm gospodarczy jest chory, trzeba ciąć wydatki, przygotować plan naprawczy i startować z niższego poziomu. Programy cięć zapowiadają kolejne kraje europejskie: Hiszpania, Portugalia, Włochy, Niemcy, Wielka Brytania - wszystkie kluczowe państwa ogłosiły pakiety cięć. Gdyby Europa kontynuowała dotychczasowe programy pomocowe i pakiety wsparcia dla gospodarki, oddalałaby tylko załamanie finansowe, które i tak musiałoby w końcu nastąpić. Dlatego członkowie starej UE doszli do wniosku, że na obecnym etapie trzeba ograniczyć wydatki publiczne i wdrożyć plan naprawczy. Im szybciej to nastąpi, tym lepiej. Dla sytuacji globalnej podtrzymywanie programów pomocowych jest teraz większym zagrożeniem niż cięcia oszczędnościowe. Inaczej postępują Amerykanie, którzy zamiast oszczędzać, planują kolejny pakiet 200 mld dolarów na ratowanie gospodarki. Wydaje się, że to błąd. Jesteśmy w sytuacji odwrotnej niż podczas kryzysu w latach 30. XX wieku, kiedy właśnie w Stanach Zjednoczonych prezydent Herbert Hoover ukrócił spekulacje na rynkach finansowych. Wówczas pozwoliło to zapobiec eskalacji kryzysu w Stanach Zjednoczonych na taką skalę, jak to nastąpiło w Europie. Niemcy dobrze jeszcze pamiętają czasy hiperinflacji, znają cenę, którą zapłacili, i zrobią wszystko, by dzisiaj do podobnej sytuacji nie doszło.
Jeszcze niedawno Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzegał, że nagłe ściągnięcie polityki fiskalnej może pogrążyć gospodarkę realną, która wciąż nie jest w stanie funkcjonować bez rozrusznika w postaci środków publicznych...
- Wracamy do pytania: co było najpierw, jajko czy kura, na które nie ma odpowiedzi. Gdzieś trzeba zacząć proces naprawy finansów, nie można bez końca go odkładać, bo - jak się okazuje - to nic nie daje. Zwróćmy uwagę na zachowanie sektora finansowego w USA - mimo że znalazł się na skraju zapaści i został odratowany dzięki olbrzymiej pomocy publicznej - menedżerowie, jak w dawnych dobrych czasach nadal pobierają wysokie bonusy. Perturbacje na rynkach finansowych nie ustają. Tani pieniądz z FED i budżetu federalnego jest przeznaczany na spekulacje, co jeszcze pogarsza sytuację. Pakiety pomocowe pozwoliły "kupić czas", ale ten czas nie jest wykorzystywany do naprawy. Zaciśnięcie pasa poprzez cięcia wydatków publicznych powinno być ogłoszone już w momencie, gdy "kupowano czas" za pakiety pomocowe dla sektora bankowego. Winny być wprowadzone w życie plany naprawy finansów publicznych, deficytów i zmniejszania długu.
Czy zaciskanie pasa zwykłym ludziom ma sens, gdy nierozwiązane pozostają problem niekontrolowanej spekulacji na instrumentach pochodnych, która kreuje pieniądz bez pokrycia, oraz problem instytucji finansowych - zbyt dużych, by upadły, a więc ratowanych za pomocą środków publicznych?
- Pierwsza idea Keynesa to pchać pieniądze bez względu na efekt. Okazuje się jednak, że to nie działa. Mimo rekordowej płynności w systemie bankowym (depozyty dobowe w EBC sięgnęły 400 miliardów euro, co oznacza olbrzymią nadpłynność gotówki) banki nadal nie podejmują swojej roli. Po pierwsze, nie istnieje rynek międzybankowy w dolarach i euro, bo banki nie ufają i nie pożyczają sobie nawzajem, lecz oddają środki do banku centralnego. Po drugie, nie chcą one pożyczać pieniędzy przedsiębiorcom, bo boją się, że ci popadną w kłopoty i nie zwrócą długu. Gdy system finansowy, mimo ogromnej pomocy publicznej, nie spełnia funkcji przekaźnika pieniędzy do gospodarki - narasta tzw. nawis inflacyjny, a ciągle nie ma inflacji, która musi w końcu nastąpić. Dlatego też ostatnią fazą kryzysu, którą nasi dziadkowie dobrze zapamiętali z lat 30., jest hiperinflacja, kiedy bochenek chleba kosztuje dzisiaj 5 zł, a jutro wyniesie 10 złotych... Wtedy dla zwykłego obywatela kryzys zaczyna się naprawdę. Będzie mu brakować pieniędzy, by nakarmić rodzinę. Dlatego absurdem jest dalsze pompowanie pieniędzy w system finansowy, gdy gospodarka ich nie przyjmuje. Program naprawczy polega na tym, że trzeba uporządkować kwestie wydatkowe, żeby nie wpadać w spiralę zadłużenia, a więc ciąć wydatki publiczne oraz zadbać o wpływy do budżetu, podwyższając podatki, przy jednoczesnym podtrzymywaniu popytu i inwestycji. Strumienie pieniędzy publicznych muszą być kierowane w sposób uzasadniony, tj. tam, gdzie przyniosą największe korzyści z punktu widzenia dochodów budżetowych i rozwoju gospodarki. Jestem przekonany, że reakcja rynków na aktualne cięcia będzie inna, niż spodziewają się niektórzy ekonomiści: spowoduje to wzrost wiarygodności euro i europejskiego systemu finansowego, zmusi instytucje finansowe do podjęcia akcji kredytowej i z czasem przyniesie ekonomiczny boom.
Czy "kotwica wydatkowa" ministra Jacka Rostowskiego jest właściwym instrumentem redukcji wydatków publicznych obecnie?
- "Kotwica wydatkowa" jest narzędziem mechanicznym, które tnie na ślepo, gdzie popadnie. Tymczasem dobra polityka powinna być polityką inteligentnych cięć i przekierowywania środków na cele, które w przyszłości zwiększą wpływy do budżetu. Na dodatek rząd, reklamując swój plan naprawy finansów publicznych, osiągnął szczyt hipokryzji: mówi o "kotwicy wydatkowej", a jednocześnie prowadzi wirtualne finanse i wirtualny budżet. Co z tego, że będzie "kotwica", jeśli wskaźniki, na których jest oparta, są zakłamane? Na przykład zadłużenie publiczne jest ukrywane w swapach, do których minister Rostowski się przyznał, nie podając, w jakiej skali się to odbywa... Albo problem wypychania wydatków poza budżet państwa - do Funduszu Drogowego, do ZUS i innych. Rząd robi wszystko, by formalnie utrzymać się poniżej progów zadłużenia publicznego, ale jest w tym kompletnie niewiarygodny. To nie są rzeczywiste działania, lecz pozorowane. Na przykład 2 mld na pomoc dla powodzian mają pochodzić... z rezerwy na współfinansowanie projektów europejskich. A przecież podtrzymanie napływu środków z UE to nasze być albo nie być. Za rządów PO obcięto ok. 6 mld zł na inwestycje w ochronę przeciwpowodziową, a teraz wydatki na usuwanie skutków klęski żywiołowej sięgną 15 mld złotych. To świadczy o tym, jak krótkowzrocznie, nieroztropnie rząd steruje strumieniami pieniędzy publicznych. O stopniu zadłużenia kraju przez obecny gabinet nawet nie wspomnę.
Tymczasem kluczowe jest, aby nasza strategia odnosiła się do sytuacji globalnej. Trzeba przewidywać kierunek, w jakim pójdzie świat. Newralgiczny jest obecnie stan rolnictwa. Inflacja, która nastąpi, może być u nas wyższa, jeśli zaniedbamy rolnictwo i dopuścimy do powstania niedoboru na krajowym rynku żywności. W ostatniej fazie kryzysu bardzo silnie daje też o sobie znać zjawisko protekcjonizmu. Na rynkach żywności prowadzi ono do ogromnych napięć. Przyjmując wśród możliwych scenariuszy także ten najgorszy - niekontrolowanego wzrostu inflacji - trzeba mieć odpowiednie plany na wypadek, gdyby on się zmaterializował. Ten rząd robi odwrotnie. Nie przewiduje, płynie na fali, myśli w perspektywie dni, a nie miesięcy i lat. Zbliżają się kolejne wybory, a więc następna eksplozja niepotrzebnych wydatków ze strony rządu, kolejna fala szkodliwych prywatyzacji, czyli sprzedawania przyszłych wpływów budżetowych, byle tylko zapchać bieżące dziury.
Dziękuję za rozmowę.
Środa, 9.6.2010
Ceny CDS europejskich banków (ang.) CLICK
Zdumienie budzi, że CDS-y niemieckich firm są tańsze niż CDS największego niemieckiego banku. Czy jest to efekt rzeczywistej sytuacji, czy też spekulacji finansowych?
Wtorek, 8.06.2010
Para dolar/Euro, walutowy rollercoaster
z hiperinflacją w tle
Komentarze na temat pary dolar/Euro oderwane są od rzeczywistości. Nic dziwnego, komentatorzy reprezentują brokerów walutowych, a tym zależy na jasnych sygnałach inwestycyjnych. Twój broker walutowy chciałby byś uwierzył, że trend osłabienia się Euro ma podstawy fundamentalne.
Tak nie jest. Tym czym dla Europy są Grecja, Węgry, Portugalia Hiszpania czy Włochy tym dla USA są Kalifornia, Floryda, inne zadłużone stany czy miejskie kolosy jak Los Angeles czy Nowy Jork. Co więcej wobec zacieśniania polityki fiskalnej w Europie to miejscowa waluta ma większe szanse na relatywne wzmocnienie w średnim okresie.
Relatywne, bo zarówno dolar jak i Euro szybko tracą swą rzeczywistą wartość nabywczą. Bowiem niezależnie czy w kieszeni masz Euro czy dolara coraz trudniej o dobre decyzje inwestycyjne. Ich wartość niezmiennie spada w stosunku do złota. A trzymanie walut naraża szczęśliwego posiadacza na straty, wobec niskich stóp procentowych.
Zawirowania na rynku walutowym mają kolosalny wpływ na realną gospodarkę. Hamują wymianę handlową. Powodują ograniczenie produkcji. Stają się naturalną barierą nie do przebycia dla przedsiębiorców. Wielu z nich zbankrutuje, bowiem przy ograniczonej produkcji niemożliwym będzie pokrycie kosztów stałych i utrzymanie płynności.
Gdzieś niedaleko w przyszłości może się okazać, że w wielu dziedzinach występują niedobory towarów, a nie ma komu ich wytwarzać. Wkraczamy w świat niekontrolowanej inflacji. Ale to temat na inne opowiadanie.
Jaki sposób na nie-rząd?
Na czele rządu i Sejmu RP mamy do czynienia z grupą pożytecznych idiotów , dyletantów czy może osób świadomie działające wbrew polskiej racji stanu. Przyjrzyjmy się sytuacji w kraju.
W ministerstwach siłowych: obrony i spraw wewnętrznych podejmowane są decyzje dezintegrujące struktury państwa. Dowody: 5 tysięcy rezygnacji w siłach zbrojnych, ostatnie wypowiedzi Generała Skrzypczaka, Polko, Petelickiego i co najbardziej przejmujące - nieuchronienie samolotu prezydenckiego.
Przez kraj przechodzą kolejne fale powodzi. Tymczasem premier rządu mówi ni miej ni więcej: „mamy klęskę żywiołową, stanu klęski nie będzie”. To odkrywcze novum strategii państwa jako takiego. Odrzucamy wypracowane na świecie przez dziesięciolecia procedury. Powódź dotknęła Węgry i Słowację, w których natychmiast ogłoszono stan klęski żywiołowej. My idziemy z motyką, „na żywioł” - zobaczymy co będzie. Dotychczasowe skutki są więcej niż katastrofalne. Ogłoszenie stanu klęski żywiołowej natychmiast usprawnia strategię zarządzania w kryzysie. Powoduje, że decyzje podejmowane przez urzędy centralne natychmiast mogą być wprowadzane w życie, a środki zarówno techniczne jak i finansowe dostępne są ad hoc. W prowizorce uprawianej przez PO i rząd mamy do czynienia z biurokratycznym łańcuchem decyzyjnym i rozpaczliwym wołaniem władz miejskich i samorządów o pomoc. Szef rządu odpowiadając łaskawie na apele zdaje się raczej władcą z zamierzchłej epoki, nie zaś nowoczesnym politykiem godnym wyzwań XXI wieku.
W potoku wydarzeń umyka wiele skandalicznych decyzji i oświadczeń prominentnych polityków. Autorem najbardziej bulwersujących okazuje się p.o. prezydent i kandydat na to najwyższe stanowisko. Odznaczenie kilkunastu rosyjskich milicjantów „za wybitne zasługi i zaangażowanie w działania podjęte przez stronę rosyjską po katastrofie polskiego samolotu specjalnego pod Smoleńskiem” jest niczym innym jak przejawem kretynizmu politycznego, konformizmu wobec sąsiada i przyzwolenia na głoszenie przez rosyjski rząd jedynej słusznej wersji wydarzeń. Po niespełna miesiącu od wręczenia odznaczeń coraz więcej komentatorów, także w Rosji, zmienia pogląd na przyczyny śmierci 96 ofiar zdarzenia pod Smoleńskiem.
Równie wymowne były dywagacje p.o. prezydenta na temat złóż gazu łupkowego w Polsce. Wg. niego gra nie warta świeczki ze względu na koszty zawiązane z ekologią! A przecież, to naturalne bogactwo może uniezależnić nas od eksportu z Rosji, zapewni bezpieczeństwo energetyczne i da zatrudnienie oraz dobrobyt wielu z naszych rodaków. Komorowski bez wątpienia nie nadaje się na jakiekolwiek stanowisko w aparacie państwowym. Powinien zarejestrować działalność jako lobbysta i szukać pracy w radzie nadzorczej Gazpromu, razem z byłym kanclerzem Niemiec.
Pasmo plag i nieszczęść jakie sprowadza na nas bierność tego rządu powinno zostać jak najszybciej przerwane. Należy apelować do polityków, posłów na Sejm RP i senatorów o roztropność i odpowiedzialność za kraj. Jednym z rozwiązań mogłaby być wielka koalicja PiS, SLD, PSL. W obecnej sytuacji wybory prezydenckie schodzą na drugi plan. Należy przede wszystkim zapobiec kryzysowi państwa i trwającej dezintegracji jego struktur.
Polska źle dowodzona CLICK
Jak to było z podwójną uroczystością w Katyniu CLICK
Sobota, 5.06.2010
Kim dla mnie jest Ksiądz Jerzy
Dla młodego człowieka, studenta, domorosłego konspiratora Msze za Ojczyznę były czasem odprężenia, wytchnienia i ładowania akumulatorów. Nie były pretekstem do demonstracji (ksiądz nie pozwalał). Wracaliśmy do naszych domów spokojni, pewni swoich racji i wolni. Bo taki właśnie był Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Był wolny. I przekazywał to poczucie wolności nam w swoich kazaniach.
I jeszcze jeden dar nieodmienne wynoszony z Kościoła na Żoliborzu za sprawą Księdza Jerzego. Poczuciu wspólnoty. Ludzkiej, narodowej. Solidarności z prześladowanymi. Jedności w przekonaniach.
Napływają też wspomnienia napięcia wewnętrznego wywołane jego śmiercią. Czas czuwania. Trauma złej wiadomości. Msza, pogrzeb. Skupienie stolicy, gdy odprowadzała go w ostatniej drodze.
I to poczucie sprzeciwu wobec zła, niesprawiedliwości. Tak jak na wieść o zamachu na Jana Pawła II. Podobna trauma dotknęła duszy znowu niedawno, 10 kwietnia, rano.
W niedzielę zatem na mszy beatyfikacyjnej pamiętać będę o ofiarach złożonych w Katyniu. Tak chce Ksiądz Jerzy.
Zabójcza propaganda CLICK
Inwigilować, zastraszać, mordować CLICK
Święty Jerzy ze Smoleńska CLICK
Piątek,4.06.2010
Fala wyprzedaży w Europie. Akcje Banku Unicredit w połowie dnia spadają o blisko 7%. Inne banki z południa Europy stanowią najsłabsze ogniwo na giełdach europejskich. Euro dobija do granicy 1,20. Złoty blisko 3,50 i 4,20 za USD i Euro. Futures na amerykański rynek wskazywały na głębokie blisko dwuprocentowe spadki - dane o zatrudnieniu gorsze od oczekiwań. Po otwarciu rynek amerykański pogłębia straty do ponad 3 %. Kolejnej fali spadków na światowych giełdach należy oczekiwać w poniedziałek.
Nowy Jork, Kalifornia, Floryda rating w dół CLICK
Stock off sharply CLICK
Zamach stanu (?) pyta Amelka222 CLICK
Poniedziałek - Czwartek, 31.05.2010 - 03.06.2010
PKO Bank Polski rusza po BZ WBK CLICK
Dlaczego JK Bielecki szarogęsi się w spółce publicznej?
Media aż huczą z zachwytu nad projektem przejęcia BZ WBK przez PKO BP. Oczywiście za projektem stoi JK Bielecki, były prezes Pekao SA, który też wkrótce może sięgnąć po prezesurę PKO BP. Warto pamiętać, że podobna transakcja fuzji Pekao SA z BPH skończyła się fiaskiem i stratami dla akcjonariuszy mniejszościowych. Pekao SA przepłacił wg naszych szacunków 10 miliardów złoty. Beneficjentem była spółka matka Pekao SA - włoski Unicredit. W popyt na polski bank wśród zachodnich inwestorów strategicznych należy powątpiewać, wystarczy przejrzeć informacje prasowe o stanie sektora bankowego. W tej sytuacji pozostaje pytanie czy BZ WBK zostanie kupione po zawyżonej cenie podobnie jak to miało miejsce z aktywami BPH przejętymi od Unicredit przez Pekao SA? Za tamtą transakcję odpowiedzialny jest ten sam JK Bielecki. Konkurencja PKO BP jest z pewnością niezwykle zainteresowana osłabieniem pozycji finansowej największego polskiego banku. Diabeł tkwić może i tym razem w cenie transakcji i w szczegółach kontraktu. Warto pytać skąd wzięła się cena 10,5 miliarda złotych i jakim prawem JK Bielecki szarogęsi się w niezależnej spółce notowanej na rynku publicznym?
Pazerność nie popłaca
Za mały wzrost za duży spadek inwestycji
Chińskie subprimes?
Można bez ryzyka pomyłki stwierdzić dzisiaj, że Chiny czeka kryzys finansowy związany z pęknięciem bańki na rynku nieruchomości. Koszt obligacji wydawanych przez deweloperów sięga już kilkunastu procent. W tym samym czasie rząd chiński podąża za rynkiem i zwiększa wymagane rezerwy dla banków, jak i wymogi dla pożyczkobiorców.
Ostatnie dane finansowe to tylko pochodna pompowanej do granic wytrzymałości banki spekulacyjnej na rynku nieruchomości w Chinach. Rynek nieruchomości lubi dodatkowe dopalanie. Tym była Olimpiada i tym są trwające właśnie targi Światowego EXPO w Szanghaju. Przy czym ta ostatnia impreza okazała wielce kosztowna. Szacunki wahają się od 50 do 150 miliardów dolarów (w zależności co wliczamy). Górna granica jest chyba tą realną, gdyż bez Expo nie byłoby wielu innych inwestycji infrastrukturalnych. Oczywiście, w koszty Expo nie wliczono inwestycji mieszkaniowych skonsumowanych przy tej okazji. W ten oto sposób Expo okazało się kilkukrotnie droższe kapitałowo niż Olimpiada w Pekinie...!
Tymczasem w ciągu ostatniego roku ceny za metr kwadratowy mieszkania podwajają się. Zaczyna brakować nabywców. Z drugiej strony właściciele już nabytych nieruchomości z trudem spłacają kredyty przy rosnącym oprocentowaniu pożyczek. Expo kończy się w październiku. Jednak wszystko wskazuje na to, że zimny prysznic, który czeka rynek chińskich nieruchomości, ostudzi euforię spekulacji już dużo wcześniej. Niewiadomą pozostaje skala reperkusji na rynku pracy.
Chińskie subprimes (ang.) ?
China real estate bubble burst in bond market
China manufacturing expends at slower pace as economy cools
Hedge Funds Post Biggest Monthly Losses Since Lehman Aftershock
Commodities’ Biggest Drop Since Lehman Bear Signal
Z dedykacją dla polskich prawników
W ciągu zeszłego tygodnia akcjonariusze mniejszościowi Banku Pekao SA złożyli jak co roku od z górą czterech lat pozwy przeciwko uchwałom kolejnego Zgromadzenia Akcjonariuszy. Niestety, sądy nie chcą pochylić się nad zarzutami akcjonariuszy. Przytaczamy końcową część argumentacji podjętej przez Stowarzyszenia Przejrzysty Rynek. W tym roku Stowarzyszenie, jako akcjonariusz Pekao, po raz pierwszy złożyło swój własny pozew, by zaznaczyć wagę społeczną zarzutów stawianych przez akcjonariuszy.Oskarża właściciela większościowego Unicredit o systematyczny drenaż finansowy Pekao SA. Przytaczamy końcowe fragmenty tego dokumentu. Rozpatrzeniem sprawy zajmą się sędziowie XX Wydziału Gospodarczego Okręgowego Sądu w Warszawie.
PODSUMOWANIE POZWU
Meritum niniejszego pozwu jest niezwykle proste. Bank Pekao zawarł w 2005 i 2006 roku niekorzystne umowy z włoskim deweloperem Pirelli, które doprowadziły do systematycznych strat i drenażu finansowego Banku na przestrzeni od 2005 roku do chwili obecnej. Umowa Wspólników podpisana z Pirelli ma obowiązywać do 2031 roku i do tego czasu Bank niezmiennie ponosić będzie dalsze straty. Transakcje przelewu wierzytelności dokonane w 2008 roku przekraczają swoją wartością 1,2 miliarda złotych tj. 20 % kapitału zakładowego Banku. Możemy więc mówić o transakcjach wielkiej wartości mających kluczowe znaczenie dla sytuacji finansowej Banku. Transakcje te podlegają bez wątpienia zapisom Umowy Wspólników. Umowy z Pirelli, decyzją Sądu, zostały przekazane w ręce akcjonariuszy, a następnie przedstawione zespołowi ekspertów. Opinie ekspertów nie pozostawiają wątpliwości: zarzuty akcjonariuszy oparte są na solidnych podstawach.
Pierwsze zarzuty sformułowane zostały przez akcjonariuszy w 2007 roku i dotyczyły wydarzeń z 2006 roku. Wniesiono pozwy do tut. Sądu. Rozstrzygnięcia powinny zapaść bezzwłocznie z racji wagi spraw jak i wymiaru finansowego zarzutów - zgodnie z ideą Sądu Gospodarczego. Procedura sądowa przedłuża się w nieskończoność. W tym samym czasie oddawane są kolejne pola działania zarządowi i nadużywającemu prawo akcjonariuszowi większościowemu. Truizmem będzie stwierdzenie, że upływający bez efektów czas gra na rękę osobom, które podpisały niekorzystne umowy.
Ponadto, opisane fakty przedstawiają w sposób dobrze udokumentowany, mechanizmy drenażu finansowego dokonywanego na Banku Pekao SA przez spółkę matkę Unicredit na przestrzeni lat 2005 do 2009. Dzieje się to ze szkodą dla Banku Pekao SA, ale też zagraża stabilności rynków finansowych w Polsce w obliczy kryzysu światowego.
Sprawy toczące się przed tut Sądem wywołują żywe zainteresowanie polityków i opinii publicznej. Sam Projekt Chopin był przedmiotem zarówno licznych artykułów prasowych jak i interpelacji poselskich oraz interwencji RPO. Ostatnio Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek skierowało zapytanie do KNF w sprawie między innymi Projektu Chopin. Sygnatariuszami byli w tym przypadku Poseł Sejmu RP Pan Zbigniew Kozak, Poseł Parlamentu Europejskiego Pan Ryszard Czarnecki i były Przewodniczący Komisji Bankowej Pan Artur Zawisza.
DRENAŻ PEKAO SA PRZEZ UNICREDIT
Na opisany proceder składa się:
- Sprzedaż po zaniżonej cenie Pekao Development – 1,5 mld zł.
- Umowy Wspólników i oddanie praw na 25 lat – 4 mld zł.
- Nadużycia podczas podziału BPH i przyłączenia BPH 280 – 10 mld zł.
- Wypłata dywidendy za rok 2006 na rzecz Unicredit w sytuacji gdy właściciel większościowy dopuszcza się sprzecznego z prawem drenaży spółki córki – 0,8 mld zł.
- Bezprawna wypłata nadmiernej dywidendy (przykracających zysk netto) bez zgody KNF z czego na rzecz Unicredit za rok 2007 – 1,5 mld zł..
- Umowy finansowania ze spółkami celowymi należącymi do Pirelli, na zlecenie których Pirelli Pekao Real Estate Sp. z o.o. prowadzi projekty deweloperskie w Polsce.
- Umowy kredytowe z końca 2009 roku podpisane na niekorzyść pozwanego ze spółkami z Grupy Unicredit: Unicredit Luxemburg i CAIB z siedzibą w Wiedniu, obie na kwotę 500 milionów Euro.
Wg konserwatywnego przybliżenia straty poniesione przez pozwany Bank na rzecz firm powiązanych z Unicredit przekraczają w latach 2005 do 2010 18 miliardów złotych.
NA MARGINESIE - KOMPROMITUJĄCE WYNIKI UNICREDIT
Fragment wpisu na stronie internetowej Unicreditshareholders.com : "Bank Pekao SA określa swój udział w sektorze bankowym na nieco ponad 12%. Należy wskazać, że począwszy od przejęcia Banku przez włoski Unicredit udziały Pekao w rynku systematycznie spadają. Przez moment po przejęciu aktyw BPH wydawało się, że Pekao SA wyprzedził na trwałe swojego najgroźniejszego konkurenta Bank PKO BP. Jednak już w kilka miesięcy po nieudanej fuzji z BPH sytuacja wróciła do normy. PKO BP niepodzielnie króluje na polskim rynku. Dzisiaj kapitalizacja Pekao SA na GPW to jedynie 44 miliarda złotych (jest niższa niż przed fuzją z BPH!), podczas gdy PKO BP aż 53 miliarda złotych. Zwrot na kapitale własnym wynosi 14 do 23% na korzyść PKO BP. Suma bilansowa Pekao SA zmniejszyła się z końcem 2009 roku do jedynie 127 miliardów złotych podczas gdy PKO BP wzrosła do 154 miliarda złotych. Pekao przegrywa w każdej kategorii. Jednak to co najbardziej bolesne - Pekao SA traci klientów zarówno korporacyjnych jak i detalicznych. Wpływa na to zła reputacja Banku i coraz dalszy dystans od klienta. Szczególnie zaszkodziły nieudaczna fuzja z BPH i niejasności związane ze strategicznym powiązaniem i utajnionymi umowami z włoskim deweloperem Pirelli (Projekt Chopin). Przypomnijmy, że pod presją spółki matki, Pekao zawarło długoterminową (25 lat) umowę z Pirelli, wg której Pirelli ma prawo pierwokupu i wyłączności na odkup trudnych kredytów zabezpieczonych na hipotekach klientów banku."
Ostatnia Belka ratunku? CLICK
MFW skrzętnie skorzystał z pretekstu, że Belka zgodził się kandydować na szefa NBP i zdymisjonował go ze stanowiska. Nie świadczy to dobrze o wkładzie Belki w prace tej instytucji. Belka w świecie finansów demonstracyjnie określa swoją pozycję poprzez członkostwo w tzw. The Trilateral Commission, do której należą z Polski również Olechowski i Palikot. Przynależność do tej prywatnej organizacji, naszym zdaniem dyskwalifikuje jego kandydaturę na szefa NBP. Albowiem NBP winien pozostać instytucją niezależną i samodzielną nie tylko w kontekście wewnętrznym, ale również międzynarodowym.
The Trilateral Commission CLICK
Kaczyński jak Mitterand CLICK
Hrabia Spłynie-Komorowski CLICK
Czwartek, 27.05.2010
Środa, 26.05.2010
Wtorek, 25.05.2010
A jednak druga fala światowego kryzysu
Dzisiaj skończyły się rozmowy US-Chiny, bez porozumienia w sprawie aprecjacji waluty chińskiej. Jako przyczynę Chińczycy wskazują kryzys w strefie Euro. Clinton i Geithner odwiedzą teraz stolice europejskie.
W Hiszpanii bank centralny przejął jeden z banków regionalnych, który popadł kłopoty finansowe i utracił płynność. Cztery inne banki ogłosiły połączenie i zamierzają wspólnie wystąpić do rządu hiszpańskiego/banku centralnego o pomoc.
Korea Północna postawiła swe wojska w stan gotowości. Zatonął okręt południowo-koreański z 40 marynarzami na pokładzie. Być może padł ofiarą ataku torpedowego.
W południe akcje Unicredit spadają na giełdzie w Mediolanie o ponad 7%. Banki z południa Europy mogą czuć się dzisiaj zagrożone.
Za US $ o godzinie 12-tej trzeba było płacić aż 3,42 złotego.
Poniedziałek, 24.05.2010
Druga fala światowego kryzysu (?)
Ekonomiści postawili na głowie problemy zaprzątające ich umysły. Przykładem ucieczki od faktów w zawiłą analizę jest raport MFW, pierwszy z serii zatytułowanej Monitor Fiskalny. Choć analiza nieodparcie wskazuje na postępujące załamanie w światowych finansach, a przedstawione liczby potwierdzają dramatyzm sytuacji, to na dodatek autorzy zdają się nie wierzyć w skuteczność zalecanych przez siebie rekomendacji. Otóż, dług państw wysoko uprzemysłowionych, tzw. Grupy 7 przekroczył rekordy odnotowane po zakończeniu II Wojny Światowej i rośnie dalej w szybkim tempie. Co więcej, proponowane cięcia w finansach publicznych, nie gwarantują powrotu do stanu zadłużenia z przed kryzysu. Wymagane do tego stopy wzrostu gospodarczego są nieosiągalne z uwagi na trend demograficzny i narastające zobowiązania państw wobec przyszłych emerytów.
Uprośćmy, spojrzenie na nasze współczesne problemy finansowe do trzech najważniejszych: (i) globalne zadłużenie, którego korzeni należy szukać w niekontrolowanej ekspansji monetarnej związanej z rozwojem rynku derywat (instrumentów pochodnych, (ii) zachwianie równowagi między światem polityki a finansów, spowodowane agresywną strategią instytucji finansowych zbyt dużych by upaść wraz niezaprzeczalnym wpływem ich zarządów na decyzje polityków oraz wreszcie (iii) chroniczny brak równowagi w wymianie handlowej i bilansach płatniczych poszczególnych krajów, a w szczególności Stanów Zjednoczonych.
Oczywiście kolejność przedstawienia zagadnień nie jest przypadkowa. Bez uporządkowania i przywrócenia właściwych proporcji należnej instrumentom pochodnym i wskazania miejsca i roli instytucją finansowym nie ma co liczyć na uporządkowanie wymiany handlowej na świecie, a tym bardziej na ograniczenie wzrostu zadłużenia w skali globalnej. Co więcej chaos w gospodarce będzie narastał, by w sposób nieubłagany przerodzić się z zabawy w puste krzesła na rynkach finansowych w protekcjonizm, inflację, wzrost cen żywności i wreszcie konflikty militarne.
Derywaty
Dotąd nikt nie zna wielkości rynku derywat. W ostatnim interview dla Bloomberg News (14 maja 2010 roku) Timothy Geithner, Sekretarz Skarbu USA, mimochodem określił wielkość tego rynku na 600 bilionów dolarów (600 000 miliardów dolarów), co niestety stanowi zapewne dolną granicę wielkości tego potworka. Warto, wiedzieć, że derywaty stanowią zobowiązania, które wg międzynarodowych standardów księgowości nie są traktowane jako dług, a co najważniejsze ich księgowanie wyrzucono poza bilanse finansowych kolosów. Ostatni raport MFW ucieka od podania bezwzględnych wielkości GDP i zadłużenia poszczególnych krajów w dolarach czy Euro. Zapewne nie bez przyczyny. Otóż, wielkość GDP Stanów Zjednoczonych, największej ekonomii na świecie określa się zaledwie na 14 bilionów dolarów w 2010 roku, co stanowi zaledwie 2,3 % rynku derywat ! Porównanie z globalnym rynkiem złota, którego wielkość szacuje się na jedynie 6,5 biliona dolarów, jest równie wymowne.
W takim też świetle należy rozważać restrykcje ogłoszone przez Kanclerz Angelę Merkel już w środę wprowadzające tymczasowy zakaz sprzedaży bez pokrycia obligacji skarbu państwa Republiki Federalnej, jak również 10 najważniejszych banków i towarzystw ubezpieczeniowych (w tym Deutsche Banku, Allianz i Commerzbanku). Zakaz dotyczy też słynnych CDS-ów (Credit Default Swaps). Z całą pewnością rynek derywat należy ograniczać do momentu powstania ścisłych uregulowań. W USA trwa dyskusja czy banki amerykańskie powinny wydzielić handel derywatami do oddzielnych spółek. Prawo to może zachwiać bilansami potentatów jak Goldman Sachs czy JP Morgan. Rzecznicy tych rozwiązań napotykają na krytykę nie tylko ze strony bankierów inwestycyjnych, ale też Sekretarza Skarbu Timothy Geithnera i innych przedstawicieli administracji Białego Domu.
Inicjatywy nakierowane na podział instytucji zbyt dużych by upaść należy ze wszech miar popierać.
Takie stanowisko prezentują również wielu zarządzających prywatnymi funduszami inwestycyjnymi. Jeden z nich wskazuje na narastający chaos na rynkach i potrzebę interwencji rządów, aby zapanować nad wzrastającym na rynkach niepokojem. Nowe regulacje w jego mniemaniu nie zagrażają wolności handlu na rynkach finansowych, lecz przyczynią się do wyznaczania jasnych reguł gry i wzmocnią nadwątloną wiarygodność instytucji finansowych.
Instytucje i państwa zbyt duże by upaść
Amerykański ekonomista Nouriel Roubini trafnie określił instytucje „zbyt duże by upaść” jako te które są również „zbyt drogie by ratować”. Przy obecnym stanie prawnym pęknięcie bańki na rynku derywat spowoduje przeniesienie strat na podatników, którzy poprzez rządy gwarantują wypłaty depozytów z kont bankowych. Idea wydzielenia handlu derywatami do oddzielnych spółek wydawać by się mogła zbawienna dla budżetów państw, które na przestrzeni ostatnich dwóch lat już zdążyły wydać biliony dolarów i Euro na ratowanie banków. Następnego załamania na rynkach finansowych może pogrążyć ostatecznie budżety nie tylko outsiderów jak Grecji, ale przede wszystkim potentatów jak USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii czy Francji. W tej sytuacji nadmierna siła przetargowa sektora finansowego po prostu zagraża stabilności globalnej gospodarki i finansów.
Warto przypomnieć, że informacja o pakiecie pomocowym wysokości 750 miliardów Euro z UE, deklaracje Europejskiego Banku Centralnego o wykupie zagrożonych obligacji Grecji Portugalii i Hiszpanii uspokoiła rynki na niespełna dwie doby po czym Euro dalej kontynuuje trend spadkowy wobec dolara. Gwałtowne kilkuprocentowe dzienne wahnięcia na parze dolar/Euro świadczą o skali niepokojów na rynkach finansowych.
Banki europejskie, nie tylko te z południa Europy, napotkały na utrudniony dostęp do krótkoterminowego finansowania na rynku amerykańskim. Natychmiast interweniował Fed udostępniając linie swap-ów dolarowych. Rośnie również koszt kapitału na europejskim rynku międzybankowym, co żywo przypomina sytuację na chwilę przed upadkiem amerykańskiego Lehman Brothers w 2008 roku.
W tak krytycznej sytuacji nie pora mówić o rozpadzie strefy Euro czy niewypłacalności poszczególnych członków Unii Europejskiej. Podobnie jak w październiku 2008 roku sytuacja wymaga ustabilizowania. Gdy nie stać nawet najbogatszych na kolejne pakiety pomocowe ostatnią redutą stają się regulacje rynków finansowych. Dlatego z pełnym zrozumieniem należy podchodzić do kroków podjętych przez Kanclerz Niemiec, wysiłków na rzecz wyodrębnienia rynku derywat w kongresie i senacie USA, czy cieć fiskalnych proponowanych przez konserwatystów w Wielkiej Brytanii.
Wymiana handlowa
Sekretarz Skarbu USA, Timothy Geithner ma się udać w najbliższych dniach z wizytą do Chin. Argumentować będzie za wzmocnieniem wartości juana w stosunku do amerykańskiego dolara, co w dłuższej perspektywie mogłoby poprawić bilans handlowy USA. Jego misja wydaje się z góry skazana na niepowodzenie, gdyż równie dużym partnerem dla Chińczyków w handlu zagranicznym jak USA jest Unia Europejska. A przy słabnącym Euro eksport z Chin do Unii staje się nieopłacalny. Błędne koło i tu się zamyka.
Na załamaniu Euro cierpią również wielkie amerykańskie firmy. 500 największych z nich zgrupowanych w indeksie giełdowym S&P 500 jedną czwartą swoich przychodów czerpie z właśnie z eksportu do Europy. Indeks S&P 500 spadł na giełdzie w Nowym Jorku w ostatni czwartek aż o 4 %, najwięcej od lutego 2009 roku, a w ciągu ostatniego miesiąca aż o 12 %.
W miniony czwartek kilka banków centralnych (Szwajcaria, Japonia) podjęło interwencje na rynkach których efektem było umocnienie Euro. Czy wsparte nieco Euro przekona Chińczyków do wzmocnienia juana? Zobaczymy w nadchodzącym tygodniu.
Potrzeba regulacji prawnych
W czwartek Senat USA przegłosował pakiet zmian wprowadzający nowe regulacje sektora finansowego. Za nim Prezydent podpisze ten dokument musi nastąpić uzgodnienia pomiędzy wersjami przegłosowanymi w Kongresie i Senacie. Nie przeszły poprawki przywracające Pakt Glass Steagall zniesiony w 1999 roku, który prawnie zabraniał łączenia bankowości inwestycyjnej z komercyjną. Nadal rozważany jest zakaz handlu przez instytucje finansowe na własny rachunek. Nowe regulacje odzwierciedlają kompromis zawarty z sektorem finansowym co rzuca się w oczy ze względu na brak sankcji finansowych w przypadku gdy bankowcy nie zastosują się do nowych reguł gry. Pozostaje pytanie czy odtrąbione zwycięstwo Prezydenta Obamy nad lobby finansowym przyniesie nową jakość w zarządzaniu instytucjami finansowymi.
Niemcy w swej walce o wzmożenie kontroli sektora finansowego mogą czuć się osamotnieni. Ogłoszony zakaz krótkiej sprzedaży spotkał się z dezaprobatą ze strony Francji i Wielkiej Brytanii. Angela Merkel apeluje o międzynarodową współpracę, wprowadzenie podatku od transakcji finansowych i utworzenia puli kapitału przeznaczonej na ewentualną pomoc instytucją finansowym, które popadną w kłopoty. Ostateczne decyzje odkładane są do spotkania G20 w czerwcu bieżącego roku.
Minęło dwa i pół roku od początku kryzysu finansowego zapoczątkowanego upadkiem wielkiego banku amerykańskiego Lehman Brothers. Niestety, hojnym pakietom pomocy dla sektora finansowego nie towarzyszyły plany naprawcze i zmiany legislacyjne. Ustawa wprowadzana właśnie w USA jak i wysiłki Niemiec w UE mogą okazać się spóźnione i niewystarczające.
Market panic time CLICK
Merkel's fight to tame the markets CLICK
Geithner visit to China CLICK
LIBOR shows strain CLICK
Loopholes in the US new financial rules CLICK
Fiscal Monitor CLICK
Piątek, 21.05.2010
Italian banks spared 800 million - Euro bond loss CLICK
Stock plunge in the US CLICK
Wtorek, 18.05.2010
Staniszkis: O komitecie honorowym Komorowskiego CLICK
Pałac na Wodzie: demonstracja i informacja CLICK
Kto dzieli Polaków? CLICK
Sprzedam Polskę - msp.gov.pl
Ogłoszenie polskiego Ministerstwa Skarbu Państwa w 'The Economist', 8-14 maja 2010 r.
Pod ręką Platformy Obywatelskiej Polska od trzech lat żyje z wyprzedaży majątku poprzednich pokoleń i zaciągania długów na koszt przyszłych. Ekonomiści biją na alarm: sprzedaż strategicznych sektorów gospodarki na rzecz zagranicznych inwestorów nie zasypie dziury budżetowej, za to zwiększy finansowy drenaż Polski i narazi nasz kraj na "wrogie przejęcie". Prywatyzowanie w kryzysie jest nieracjonalne m.in. dlatego, że firmy prywatne mają teraz znacznie gorszy dostęp do kapitału niż państwa, które są w ocenie rynków bardziej wiarygodnym partnerem w czasach kryzysu.
Gorączkowo szukając pieniędzy na łatanie dziur budżetowych, rząd sprzedaje, co się da, bez względu na to, czy prywatyzacja firmy ma uzasadnienie gospodarcze, czy też nie ma. Wpływy ze sprzedaży majątku państwowego zaplanowano w tym roku na 25 mld zł, ale minister Aleksander Grad licytuje w górę, utrzymując, że sięgną nawet 30 mld złotych. Miliard w górę czy w dół nie zmienia jednak obrazu sytuacji: mimo totalnej wyprzedaży majątku rząd nie zdoła ograniczyć dziury budżetowej do zaplanowanych rozmiarów, czyli 52 mld złotych.
- Szacujemy, że już dziś rzeczywisty deficyt budżetu wynosi 90 mld złotych. Pod koniec roku dług publiczny sięgnie 780-800 mld zł - ocenia główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak.
- Prywatyzacyjny rozmach rządu doszedł do punktu, gdy trzeba powiedzieć - nie! Ludzie są zgorszeni beztroską, z jaką rząd wyprzedaje majątek publiczny budowany przez pokolenia - mówi poseł Gabriela Masłowska (PiS), ekonomistka.
Po giełdowym debiucie PZU, za sprawą którego udział Skarbu Państwa w naszej największej ubezpieczeniowej spółce spadł z ponad 50 proc. do 46 proc., rząd przymierza się do sprzedaży zakładów wielkiej syntezy chemicznej. Pod młotek pójdą Zakłady Azotowe Puławy i Zakłady Chemiczne Police. W ostatnich dniach Ministerstwo Skarbu Państwa wystosowało zaproszenie do składania ofert. W obu spółkach rząd zamierza pozbyć się na rzecz inwestora strategicznego większościowych pakietów akcji. Niewykluczone, że jeden nabywca przejmie oba przedsiębiorstwa lub sprywatyzowane zostanie jedno z nich. To tzw. druga grupa chemiczna. Po niej przyjdzie kolej na pierwszą grupę, tj. Ciech, Zakłady Azotowe w Tarnowie (ZAT) i Zakłady Azotowe w Kędzierzynie (ZAK), których w pierwszym podejściu nie udało się sprywatyzować. Niemiecka grupa PCC, która miała wyłączność na negocjacje kupna ZAK i ZAT, zaoferowała tak niekorzystne warunki zapłaty, że strona polska zmuszona była zamknąć ten etap bez rozstrzygnięcia.
Do sprzedaży przeznaczona jest energetyka. Rząd chce zbyć udziały w największych grupach energetycznych - PGE i Tauron. Dotąd była mowa o zachowaniu w rękach Skarbu Państwa strategicznych pakietów akcji, ale minister Aleksander Grad wycofuje się rakiem z tych obietnic. Według ostatnich informacji, w Tauronie ma być sprzedane nie 20 proc., a... 52 proc. akcji. W ręce inwestora trafi też w całości grupa energetyczna Enea. To drugie podejście do prywatyzacji, w pierwszym - prowadzonym w dołku kryzysu - nie wyłoniono nabywcy. Na sprzedaż trafi też pakiet 13 proc. akcji w koncernie naftowym LOTOS, 10 proc. akcji w KGHM "Polska Miedź", mniejszościowe pakiety w spółkach paliwowych, część spółek związanych z sektorem obronnym, firmy farmaceutyczne oraz dalsze 65 proc. akcji lubelskiej kopalni węgla kamiennego Bogdanka, która zadebiutowała na giełdzie w połowie ubiegłego roku.
Do końca roku ma rozpocząć się sprzedaż warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych - najważniejszej instytucji infrastruktury rynku kapitałowego. Akcje giełdy mają zadebiutować na jej własnym parkiecie. W ubiegłym roku w ostatniej chwili udało się powstrzymać ministra Grada przed wyjątkowo niekorzystną dla gospodarki i samej giełdy sprzedażą GPW inwestorowi branżowemu - niemieckiej Deutsche Boerse.
- Rząd sprzedaje strategiczne dziedziny gospodarki, nie bacząc na kryzys, bo jedyne, co go zaprząta, to narastające kłopoty z płynnością budżetu. Ten gabinet kompletnie nie rozumie, w jakim kierunku rozwija się sytuacja na świecie, i źle nas pozycjonuje - uważa Jerzy Bielewicz, prezes Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". - Katastrofa finansowa Grecji to zaledwie czubek góry lodowej, zwiastun kolejnej fali globalnego kryzysu finansowego, który tym razem uderzy najsilniej w Europę, grożąc jej rozpadem - ostrzega finansista.
- Na razie trwa cisza przez burzą, ale musimy mieć świadomość, że brak gruntownej reformy globalnego systemu finansowego spycha świat w kierunku konfliktu. W takiej chwili finanse, obronność, energetyka - to dziedziny, które rządy innych państw mocno dzierżą w ręku - podkreśla Bielewicz.
Zwraca też uwagę, że prywatyzowanie w kryzysie jest nieracjonalne także z tego powodu, że firmy prywatne, w tym największe korporacje, mają obecnie znacznie gorszy dostęp do kapitału niż państwa, które są w ocenie rynków bardziej wiarygodnym partnerem w czasach kryzysu.
- Kredyt korporacyjny obecnie nie istnieje, z wyjątkiem Azji. Banki, w obawie przed stratami, nie chcą pożyczać wielkim korporacjom, a jeśli oferują kredyt, to na bardzo wysoki procent. Tymczasem polskie obligacje rządowe są oprocentowane na poziomie 5 proc., dostęp do kapitału jest więc dla sektora państwowego łatwiejszy - ocenia Bielewicz. - Wejście na giełdę to jednorazowy zastrzyk kapitału, potem prywatny inwestor musi drożej płacić, gdy pożycza na rynkach finansowych - zauważa.
Drenaż kapitału i rynku pracy
- Prywatyzacja na rzecz zagranicznych inwestorów wypycha miejsca pracy z Polski - zwraca uwagę inny finansista związany z Narodowym Bankiem Polskim. Jak tłumaczy, gdy zagraniczny inwestor nabywa akcje w polskiej spółce, dokonując wymiany miliardów środków walutowych na złote, podbija tym samym kurs złotego, czyniąc nasz eksport mniej opłacalnym. Dlatego rezultatem masowej prywatyzacji z udziałem kapitału zagranicznego jest zjawisko przesuwania się miejsc pracy z Polski za granicę.
- Zamieniamy aktywa kapitałowe, które dawałyby nam wieloletnie dochody w kraju, na jednorazową konsumpcję. I to ma być interes? - pyta retorycznie. O ile prywatyzacja na rzecz kapitału zagranicznego niesie negatywne konsekwencje, to prywatyzacja w warunkach kryzysu jest - zdaniem naszego rozmówcy - szkodliwa w dwójnasób.
- Kryzys ma to do siebie, że powoduje zasysanie środków z peryferii globalnych korporacji do centrali, a więc w kierunku odwrotnym niż w czasach prosperity, gdy kapitał dokonuje ekspansji i inwestuje za granicą - wyjaśnia. Oznacza to, że środki finansowe wypracowane w polskich spółkach z chwilą wejścia zagranicznego inwestora strategicznego będą transferowane za granicę poprzez wypłatę zysków, ucieczkę przed podatkami, stosowanie cen transferowych etc. Szczególnie jaskrawo proceder ten widoczny jest w spółkach o charakterze finansowym, tj. bankach i firmach ubezpieczeniowych - np. ING w kryzysie dokonało wielomiliardowej lokaty w zagranicznym banku-matce, jeden z banków wypłacił akcjonariuszom dywidendę przekraczającą zysk itp. Z kolei ceny transferowe to sposób na wyprowadzanie zysków przez zagraniczne sieci supermarketów i firmy, których produkty cechuje wysoki "wsad importowy".
Premier Donald Tusk i minister Aleksander Grad upatrują "cudownego lekarstwa" w prywatyzacji poprzez giełdę, gdy miejsce zagranicznego inwestora strategicznego zajmuje mniej lub bardziej rozproszony akcjonariat. Wygląda jednak na to, że pokusa drenażu finansowego bynajmniej nie omija spółek giełdowych, tyle że beneficjent się zmienia.
- Spółki o rozproszonym akcjonariacie stają się de facto własnością menedżerów, a akcjonariusze pozostają bez wpływu na zarządzanie. Na przykład włoski UniCredit kontrolowany jest przez kilka fundacji posiadających większe pakiety akcji, a te fundacje kontroluje... zarząd - tłumaczy Bielewicz.
- Amerykańskie banki, które zdefraudowały ogromne pieniądze i zostały wzięte na garnuszek podatników, to przecież... spółki giełdowe - przypomina. Dowodem na to, że menedżerowie firm giełdowych stają się quasi-właścicielami, są np. astronomiczne wynagrodzenia zarządów, niezależne od wyników firmy. - Jak wyliczono w Stanach Zjednoczonych, dochody głównych menedżerów Goldman Sachs przekraczają kwoty dywidend na rzecz akcjonariuszy - podaje przykład.
- Twierdzenie, jakoby prywatyzacja w każdym wypadku gwarantowała szybszy wzrost, jest gołosłowne - twierdzi dr Gabriela Masłowska, ekonomistka, poseł PiS. - Dowodem jest szybki rozwój krajów Dalekiego Wschodu, które - w przeciwieństwie do Polski - odrzuciły plan totalnej prywatyzacji zalecany przez tzw. Konsensus Waszyngtoński [ultraliberalny program gospodarczy MFW i BŚ dla krajów słabo rozwiniętych przedstawiony w 1989 r. - przyp. red.].
Prywatyzacja to nie panaceum
- Najpierw warto zapytać rząd, gdzie się podziało ponad 100 mld zł z dotychczasowej prywatyzacji prowadzonej od początku transformacji. Czy dzięki wyprzedaży tego majątku mamy wyższe emerytury? Czy za te pieniądze zbudowano autostrady? Czy Polacy stali się właścicielami fabryk? Czy budżet ma wyższe wpływy podatkowe? - pyta retorycznie Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. - Powiedzmy wreszcie otwarcie: to była od początku koncepcja pozbawiona perspektywy, ograniczona do doraźnego zatykania luk w finansach publicznych dochodami z wyprzedaży majątku pokoleń - zaznacza.
- Totalna prywatyzacja nie jest panaceum na problemy gospodarcze, przeciwnie - w wielu wypadkach może zaszkodzić - twierdzi Jerzy Bielewicz. Każda dziedzina gospodarki wymaga - jego zdaniem - odrębnej strategii, jeśli chodzi o status własnościowy.
- Po co sprzedawać energetykę inwestorom zagranicznym? Wiadomo, że środki na niezbędne inwestycje będą pozyskiwać na polskim rynku przez zawyżanie cen energii, co narazi polską gospodarkę na utratę konkurencyjności. Po co pozbywać się kontroli nad PZU, PKO BP czy GPW? Inwestorzy przejmują dochodowe spółki finansowe po to, by z nich czerpać zyski, a nie dokładać. Na Zachodzie zaledwie 20 proc. tego sektora znajduje się w rękach zagranicznych, gdy tymczasem w Polsce - 70 proc. - zwraca uwagę Bielewicz.
Małgorzata Goss
Poniedziałek, 17.05.2010
P.o. prezydent nie przeszkadza, a reform brak
P.o. Prezydent i Marszałek Sejmu RP naprędce i bez skrupułów podpisuje dokumenty i rozdaje nominacje, których jedynym celem jest zawłaszczenie kolejnych instytucji państwa przez Platformę Obywatelską. Rządzący establishment czuje się tak pewny siebie, że ogłosił ostatnio ustami znanego reżysera stan wojny domowej. Tymczasem dług publiczny właśnie podwoja się - wzrośnie z 520 miliardów złotych do ponad 1 biliona złotych w trakcie obecnej kadencji Tuska. I choć grozi nam w każdej chwili zapaść fiskalna i kryzys finansów publicznych, na próżno oczekiwać jakiejkolwiek troski o sprawy Państwa ze strony rządzących. Choć p.o. prezydent, wszak od ponad miesiąca nie przeszkadza, nie przedłożono mu jednak do podpisu ani jednej ustawy z myślą o reformie finansów publicznych.
Przepaść między realnymi działaniami rządu, a wirtualnym wizerunkiem tworzonym na użytek obywateli, przybrała wymiar groteski. Rząd jakże sprawnie wypełnia rolę narzuconą mu przez lobby finansowe. Mało kto wie, że głównym beneficjentem upublicznienia akcji PZU było Eureko. Sprzedano około 30% akcji ubezpieczyciela, z czego aż 20% należało do Eureko, a tylko 10% do Skarbu Państwa. Koszt emisji i zatrudnienia Goldman Sachs ponieśliśmy my wszyscy. Rząd jak mógł, przy współudziale zaprzyjaźnionych mediów, podbijał bębenek cenowy, podczas gdy indywidualni inwestorzy mieli tylko 1 dzień na przeczytanie 700 stron prospektu emisyjnego. Jednocześnie, Eureko, w zaciszu gabinetów, zwolnione zostało z obowiązku zapłaty podatku od kilkunastokrotnego zysku na sprzedaży akcji. Kto jest odpowiedzialny za brak dbałości o interes Państwa i prawa 250 tysięcy małych inwestorów?
Prywatyzacyjny walec toczy się nieprzerwanie dalej. W zeszłym tygodniu ogłoszone, że Skarb Państwa sprzeda na giełdzie kontrolny pakiet energetycznego konglomeratu Turon, ponad dwa razy więcej niż planowano pierwotnie. Bez echa przeszła informacja o wyjściu PKO BP z pod tzw. ustawy kominowej. A co ważniejsze, po cichu bez reakcji ze strony mediów, Ministerstwo Skarbu przekazało swoje prawa poboru do planowanej emisji akcji PKO BP na rzecz Banku Krajowego. Państwo w razie emisji formalnie utraci kontrolę nad największym polskim bankiem. W połowie czerwca minie okres karencji (pół roku) po którym Jan Krzysztof Bielecki będzie mógł zająć stanowisko prezesa PKO BP. Co czeka ten bank i jego klientów? Łatwo przewidzieć biorąc pod uwagę rolę Bieleckiego przy prywatyzacji, zarządzaniu i drenażu aktyw Pekao SA. Gwoli ścisłości, przypomnijmy, że były premier, jako prezes Pekao SA, podpisał z włoskim deweloperem Pirelli długoterminowy, 25-letni kontrakt, wg którego prawo pierwszeństwa i pierwokupu (bez przetargu) zakupu zagrożonych kredytów zabezpieczonych na nieruchomościach klientów banku posiadają za darmo Włosi.
W Europie i na świecie aż huczy od komentarzy o konsekwencjach hojnej pomocy finansowej dla Grecji, Hiszpanii, Portugalii i Włoch oraz o zagrożeniu kolejną odsłoną globalnego kryzysu finansowego. Przy tej okazji polski złoty okazał się w minionych dwóch tygodniach jedną z najsłabszych walut na świecie. W przeciwieństwie n/p do czeskiej korony stracił do słabnącego Euro, bagatela 7%. Jakie są tego przyczyny? Odpowiedzi należałoby się spodziewać od Ministra Finansów.
Tusk i Rostowski przestrzegają tymczasem przed patem decyzyjnym w razie przegranych wyborów prezydenckich. Brzmi to zabawnie biorąc pod uwagę fakt, że ci panowie po raz kolejny udowadniają, że interes Państwa i polskich obywateli jest im wszak obojętny. Gdyby choć część energii i sprawności organizacyjnej jaką wykazali przy sprzedaży akcji PZU należących do Eureko wykazali w reformowaniu kraju z pożytkiem dla nas wszystkich…. Przecież p.o. prezydent od ponad miesiąca w żaden sposób nie przeszkadza.
Sprzedam Polskę, msp@gov.pl CLICK
Scenariusz węgiersko-grecki CLICK
Greek leader considers action against the US banks CLICK
China's bubble wainting to burst CLICK
Lektura na niedzielę:
Papierowa wojna
Była zimna wojna, gorąca, światowa, futbolowa, teraz pora na walutową, czy może papierową. Papierową (?), tak na papiery wartościowe. Reguły pozostały te same – wojenne: propaganda, decepcja, zmasowany atak, obrona na wykrwawienie przeciwnika. Podobnie jak wcześniej chodzi o terytorium, wpływy i zasoby. Główni przeciwnicy to Euro i dolar amerykański. Trofeum wojenne stanowi dostęp do finansowania przy jak najniższym koszcie.
W ciągu kilku lat konfliktu, Euro niczym barbarzyńca, uzurpowało sobie szybko coraz większe terytorium w handlu międzynarodowym i zasobach rezerw walutowych krajów na całym świecie. Czy były ku temu powody? EU przewyższa Stany Zjednoczone zarówno jeśli chodzi o liczbę ludności jak i PKB. Dolar znalazł jednak najmniej oczekiwanych sojuszników: Chiny i Brazylię. Kiedy mogło się wydawać, że „mighty dollar” upadnie na kolana, oto, ci właśnie nowi pretendenci do supremacji gospodarczej podsunęli mu pomocną dłoń.
Dziś, po kryzysie w Grecji i porażce na rynku, Euro nie rezygnuje z planów podboju. Naprzeciw siebie stają dwie najpotężniejsze instytucje finansowe: amerykański FED i Europejski Bank Centralny. ECB zadeklarował właśnie, podobnie jak FED wcześniej, że wykupi obligacje państwowe i korporacyjne o wątpliwej wartości w razie ataku na któryś z sojuszniczych krajów. Prasy drukarskie obu banków centralnych aż furczą by nadążyć z drukiem pieniądza, współczesnej amunicji.
Przebieg działań wojennych stanowi pełne zaskoczenie dla obserwatorów. Amerykanie, pomimo ofensywy, bezsprzecznie utracili kontrolę nad swoją walutą, a tym samym gospodarką. I choć wydawać by się mogło, że odcinają i będą odcinać kupony od supremacji dolara, to jednak ich bilans handlu zagranicznego osiągnął właśnie przedkryzysowe rekordy, a dług zarówno publiczny jak i kraju rośnie w zastraszającym tempie.
Europa uczy się szybko brutalnych reguł gry wojennej. Chce własnych agencji ratingowych, instytucji kontroli, wskazuje na fakt, że tym czym dla Europy są Grecja, Portugalia, Hiszpania i Włochy tym dla Ameryki jest Kalifornia, Floryda i inne stany na progu bankructwa. Jednak żołnierze Euro stanowią ciągle jeszcze pospolite ruszenie, źle zorganizowane, narażone na dezercję.
Kto wygra tę wojnę? Jak to zwykle bywa obie strony wykrwawią się we wzajemnych zmaganiach. I choć pozornie jedna z nich ogłoszona zostanie zdobywcą, prawdziwy mocarzem okażą się dostawca obu zwaśnionych konkurentów. Może juan (?) wraz z regulacjami skrojonymi na miarę nowego Bretton Woods?
Gdzie nasza rola? Tak na poważnie, Polska znajduje się w niezwykle korzystnej sytuacji. Neutralność, przywództwo z wyobraźnią i strategia godna wyzwań czasu wojny. Z tym przywództwem mamy oczywisty kłopot. Niestety, zachowuje się jak pies szukający pana, czyta sytuacje na świecie na opak, dba jedynie o własne przetrwanie. To się jednak bardzo szybko zmieni. Pierwszy krok już 20 czerwca.
US trade deficit widens CLICK
Who will bail out the countries that bailed out the world's corporations? CLICK
Grzechy i grzeszki w strefie Euro (ang.) CLICK
Czwartek, 13.05.2010
Brawo Torysi! Gratulacje za sformowanie rządu!
PZU, zawyżona cena, Eureko zadowolone CLICK
Rząd bardzo się starał, by Eureko dobrze sprzedało swoje akcje (ang.) CLICK
Tłusta kura poszła w las CLICK
Kryzys ominął Kasy
Z Grzegorzem Biereckim, prezesem Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej, rozmawia Małgorzata Goss, Nasz Dziennik
Banki wciąż dochodzą do siebie po kryzysie finansowym. A jak przetrwały kryzys SKOK-i?
- Nie jest tajemnicą, że do globalnego kryzysu doprowadziła beztroska działalność banków komercyjnych, i dlatego to właśnie w banki ów kryzys uderzył ze zdwojoną siłą. Stąd rozlał się na całą gospodarkę poprzez ograniczenie akcji kredytowej, co z kolei mocno uderza w zwykłych konsumentów, zwłaszcza tych mniej zamożnych. Na szczęście SKOK-i nie są powiązane kapitałowo z zagranicznymi bankami ani innymi instytucjami kredytowymi, co w warunkach zawirowań na globalnych rynkach ma znaczenie. Z racji swej specyfiki Kasy oparły się kryzysowi i bardzo dobrze się rozwijają. Obecnie w Polsce działa ich 61, zrzeszają przeszło 2 mln członków i liczba ta stale rośnie. To dowód, że Kasy cieszą się wysokim zaufaniem społecznym.
Teraz, gdy banki ustępują z rynku, SKOK-i mają szansę na ekspansję...
- Ekspansja nie jest ideą ani intencją spółdzielczości. Nie dążymy do wyeliminowania z rynku konkurencji świadczącej podobne usługi. Naszym celem jest zabezpieczenie potrzeb społecznych. Misja spółdzielczych Kas nie ogranicza się do oferowania usług finansowych na godziwych warunkach. Przynależność do Kasy to swego rodzaju uczestnictwo w procesie integracji społecznej, która sprzyja rozwojowi i daje poczucie bezpieczeństwa. To nie przypadek, że odpowiedniki SKOK-ów w USA - tzw. unie kredytowe, w czasach wielkiego kryzysu lat 20. i 30. ubiegłego wieku odnotowały niezwykle dynamiczny rozwój. Po prostu żadna inna instytucja finansowa w tych trudnych czasach nie poświęcała tyle uwagi sytuacji społecznej swoich członków. Do dzisiaj amerykańskie unie kredytowe nie są nastawione na zysk. Naszym celem jest niesienie pomocy ludziom oraz edukacja finansowa. SKOK-i jako jedyna chyba instytucja podjęły realną walkę z wykluczeniem finansowym Polaków.
Panuje opinia, że dla SKOK-ów niezwykle korzystne jest wydanie przez Komisję Nadzoru Finansowego rekomendacji T, która nakazuje przy udzielaniu kredytów bardzo rygorystyczną ocenę zdolności kredytowej klientów...
- W rekomendacji T chodzi o kontrolę nad rozprzestrzenianiem się kryzysu finansowego przez ograniczenie osobom o niższych dochodach możliwości popadnięcia w spiralę zadłużenia. Odnoszę wrażenie, że to ze strony KNF krok trochę spóźniony...
Rekomendacja T nie dotyczy Kas spółdzielczych, ponieważ nie podlegają one rygorom Komisji Nadzoru Finansowego, co rzeczywiście może oznaczać, że odprawieni z kwitkiem klienci banków skierują kroki w naszą stronę. Spółdzielcze Kasy mają inne niż banki zasady pożyczania pieniędzy: stawiają przed członkami takie wymagania zdolności kredytowej, na jakie pozwala charakter ich działalności opartej na zasadzie non profit. Dzięki temu otwierają dostęp do tańszych pożyczek i kredytów osobom, które ze względu na niezbyt wysokie dochody nie mogą otrzymać ich w bankach. Gdyby nie SKOK-i, tacy ludzie w sytuacji podbramkowej skazani byliby na lichwę.
Z pożyczaniem pieniędzy zawsze wiąże się ryzyko niewypłacalności dłużnika. Czy państwo gwarantuje depozyty w SKOK-ach?
- Ustawa o Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo-Kredytowych wprowadza w Kasach odrębny system ochrony oszczędności, oceniany przez specjalistów jako równie skuteczny jak bankowy. Odrębny od banków system gwarancji depozytów ma tę zaletę, że ewentualne koszta upadłości banków nie będą dotyczyć członków Kas. Tworzony jest on w sposób analogiczny do bankowych funduszy gwarancyjnych. Istnieje fundusz ryzyka, zwany funduszem stabilizacyjnym. Gdyby któraś z Kas znalazła się w kłopotach - ten fundusz pozwoli jej, mówiąc kolokwialnie, wyjść na prostą. Drugim rodzajem zabezpieczenia jest ubezpieczenie depozytów, które kwotowo daje takie same gwarancje dla oszczędności jak bankowy fundusz gwarancyjny. Osiągamy to dzięki własnemu towarzystwu ubezpieczeń, które jest nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego. System ten sprawdził się doskonale. Przez ponad 18 lat istnienia w Polsce SKOK-ów żadna z naszych Kas nie zbankrutowała. Nikt nie stracił złotówki.
Wahania kursu walutowego mają wpływ na finanse SKOK-ów?
- SKOK-i, w przeciwieństwie do ban ków komercyjnych, nie są podatne na chwiejność kursu walutowego z uwagi na swą spółdzielczą specyfikę i dbałość o bezpieczeństwo prowadzonych inwestycji. Nie udzielamy kredytów hipotecznych w walutach obcych.
Ale otoczenie gospodarcze z pewnością ma dla Kas znaczenie. Jak Pan ocenia rządowy "Plan rozwoju i konsolidacji finansów publicznych"?
- Plan ten będzie kosztowny społecznie i szkodliwy gospodarczo, a co za tym idzie - nieskuteczny w ratowaniu finansów publicznych, ba, może spowodować utratę kontroli nad nimi! Stan polskich finansów publicznych, zwłaszcza rosnący deficyt tego sektora i zadłużenie Skarbu Państwa, budzi poważne obawy. Coraz bardziej brakuje dochodów budżetowych. Za dużo pożyczamy i importujemy, za mało oszczędzamy i eksportujemy. Na tę politykę nakładają się skutki kryzysu, które będziemy odczuwać jeszcze przez lata. Rosną zatory płatnicze, bezrobocie, liczba upadłości i kredytów zagrożonych... Tymczasem rządowy plan oparty jest na cięciach wydatków publicznych, drastycznych oszczędnościach, ograniczeniach socjalnych i budżetowych, których realizacja może mocno zaszkodzić wciąż wątłej koniunkturze gospodarczej. Dopóki nie uda się zwiększyć konkurencyjności i innowacyjności gospodarki, eksportu i dochodów budżetowych, w tym też podatkowych, walka z deficytem i zadłużeniem finansów publicznych jest pozbawiona jakichkolwiek szans.
Ustawa rozciągająca nadzór KNF nad Kasami została zaskarżona przez SKOK-i do Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego?
- Ponieważ zawiera ona bardzo poważne błędy legislacyjne oraz cały szereg zapisów niekonstytucyjnych, które narażają Skarb Państwa na odszkodowania, m.in. narusza prawa nabyte spółdzielni i członków SKOK-ów, dyskryminuje spółdzielcze Kasy wobec innych instytucji finansowych, zwłaszcza banków komercyjnych, ogranicza możliwości konkurowania Kas na rynku usług finansowych... Ta regulacja wyraźnie godzi w ostatni polski element sektora finansowego w Polsce, jakim są SKOK-i. Wprowadzenie jej w życie mogłoby spowodować ograniczenie możliwości dalszego rozwoju Kas i doprowadzić do zmonopolizowania rynku przez banki. To naruszyłoby zasadę swobody konkurencji i zakaz dyskryminujących praktyk wobec jednego z uczestników rynku.
SKOK-i, podobnie zresztą jak cała spółdzielczość, nigdy nie miały szczęścia do przyjaznej polityki ze strony państwa polskiego. To zasmucające, że zamiast pielęgnować i propagować rodzime, sprawdzone rozwiązania, na które jest zapotrzebowanie społeczne, uprawiany jest legislacyjny wandalizm.
Panie Prezesie, po co zawarł Pan " spektakularną" i "tajną" - jak napisała jedna z gazet - umowę o współpracy z CBA?
- Wbrew sugestii autorów publikacji porozumienie to nie jest "tajne" ani też "bezprecedensowe". Sami autorzy przyznali, że informację o nim zaczerpnęli po prostu z Dziennika Urzędowego Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Podpisanie tego porozumienia związane jest z realizacją ustawy o CBA. Nie ma w nim nic wyjątkowego. Zarówno Kasy, jak i banki przekazują organom państwa informacje o rachunkach klientów w ramach obowiązującego porządku prawnego, tj. na podstawie ustaw i w ściśle określonym zakresie. Podobnie, a więc za pośrednictwem Kasy Krajowej, Kasy przekazują także pewne dane do Ministerstwa Finansów, Narodowego Banku Polskiego czy Głównego Urzędu Statystycznego.
Na czym ma polegać ta współpraca?
- Współpraca między CBA a instytucjami rynku finansowego - bankami, towarzystwami funduszy inwestycyjnych, domami maklerskimi - polega na przekazywaniu przez te instytucje informacji, do których podawania są prawnie zobowiązane, w zakresie wskazanym we wniosku CBA, pod warunkiem, że osoba, której wniosek dotyczy, wyrazi na to zgodę. O tę zgodę występuje CBA. Członkowie SKOK-ów nie podpisują w tym zakresie żadnych ogólnych upoważnień w Kasach. Wnioski CBA dotyczą z reguły sprawdzenia oświadczeń majątkowych radnych, posłów i senatorów, a nie przypadkowych członków SKOK-ów.
Może konkurencji zależało, żeby przypiąć łatkę właśnie SKOK-om... Właściwie czym różnią się SKOK-i od banku komercyjnego?
- Praktycznie wszystkim. Jedyne podobieństwo to fakt świadczenia usług finansowych, a cała reszta - począwszy od idei i celów, po umocowanie prawne i funkcję społeczną - jest kompletnie odmienna. Banki, w Polsce przeważnie zagraniczne, są instytucjami komercyjnymi, to znaczy nastawionymi wyłącznie na zysk. Zysk ma maksymalnie wzbogacić właścicieli, toteż ceny oferowanych przez nie produktów bywają często tak wygórowane, że stają się barierą dla części potencjalnych klientów. Natomiast SKOK-i to spółdzielnie, a więc zrzeszenia ludzi, członków Kas, w których nadrzędną zasadą jest nastawienie nie na zysk, lecz na człowieka. To właśnie zrzeszeni członkowie są właścicielami tej spółdzielni, sami decydują o jej polityce gospodarczej, wchodzą w poczet władz i prowadzą przedsiębiorstwo tak, aby zapewnić członkom jak największe korzyści. Pierwowzorem dla nas były Kasy Stefczyka, które tak doskonale sprawdziły się przed ponad wiekiem jako instytucje oferujące tanią bankowość dla wszystkich.
Dziękuję za rozmowę.
Papierowa wojna CLICK
Kryzys się jeszcze nie skończył CLICK
Roubini: Greece may lead Euro exodus, Slow down i China CLICK
Poniedziałek, 10.05.2010
Tusk idzie drogą Grecji i Węgier
Spadek dochodów państwa, lawinowo wzrastający dług, wzrost jego kosztu, opłakana płynność budżetu z jednej strony, z drugiej zaś całkowita bierność rządu, zakłamany optymizm na użytek publiczny, wirtualna księgowość w finansach publicznych, ukrywanie rzeczywistej wysokości długu publicznego poprzez wyrzucanie go za bilans z zastosowaniem derywat, upychanie długu po funduszach około-budżetowych itd. Można wyliczać niemal bez końca.
Czy jednak uprawnione są porównania do Grecji czy Węgier? Niestety tak. Choć zadłużenie Grecji przekroczy w tym roku aż 125% PKB, a Polski jedynie 55% - wielkości te jakże często zestawiają politycy PO i gadające głowy w mediach – to jednak nie przyrównanie długu do PKB stanowi główny element świadczący o zagrożeniu katastrofą finansową. Wiedzą o tym rynki finansowe.
W ciągu zeszłego tygodnia złoty osłabł o 8 do 10% w stosunku do głównych walut. Jakie są tego przyczyny (?) skoro wg wykładni Tuska i Rostowskiego „Polska jest zieloną wyspą”. Gdyby wziąć za dobrą monetę to co mówi Tusk i Rostowski złoty powinien się wzmacniać. Gadające głowy w mediach przebąkują coś o „worku wschodzących gospodarek” do którego nas jakoby wrzucono.
Prawda jest niestety inna. Polski złoty w minionym tygodniu był jedną z najsłabszych walut na świecie podczas gdy czeska korona umocniła się w stosunku do Euro.
Po krawędzi
O ryzyku wypłacalności danego kraju stanowią przede wszystkim czynniki krótko i średnio terminowe. Gdyby było inaczej Japonia z długiem publicznym (jednak niemal wyłącznie w stosunku do własnych obywateli) przekraczającym dobrze ponad 200% byłaby dawno bankrutem. Zwróćmy uwagę, że zagraniczne media w minionych tygodniach epatowały nas informacjami, ile to w ciągu tygodnia, czy miesiąca Grecja będzie musiała pożyczyć, by spłacić stare długi.
Podobnie, Tuska i Rostowskiego o ból głowy przyprawia pytanie czy na aukcji obligacji państwowych pojawią się inwestorzy i za jaką cenę. Gdyby z powodu zamieszania na rynkach finansowych, Polskę odcięto od kredytu po rozsądnej cenie, natychmiast wpadniemy w pułapkę nadmiernego zadłużenia. Niestety płynność Skarbu Państwa uzależniona jest nadmiernie od rynków finansowych i instytucji zagranicznych. To z tego, a nie innych powodów, na skutek kłopotów z płynnością Skarbu Państwa, Rostowski zabiega o zgodę NBP na wznowienie elastycznej linii kredytowej w MFW.
Kolejnym ważnym czynnikiem wskazującym na zagrożenie niewypłacalnością kraju stanowi procent dochodów państwa przeznaczanych na regulowanie bieżących kosztów zadłużenia. Dług Wielkiej Brytanii sięga obecnie 1,3 biliona dolarów, jednak spłata kosztów długu publicznego to jedynie 16% dochodów państwa. W tej kategorii Polska ledwo zipie przy spadających dochodach i wzroście kosztów długu. A liczy się tu głównie trend, który źle wróży Tuskowi w spółce z Rostowskim. Otóż dochody i wydatki państwa powinny być dla nich polem do popisu. Czemu więc wykazują całkowitą bierność w tej dziedzinie? To karygodne!
Portugalia zadłużona jest niemal w całości za granicą (w przeciwieństwie do Japonii). W przypadku Polski około 50% zadłużenia jest w rękach zagranicy. Oceniając trend należy zwrócić uwagę na bilans płatniczy Polski oraz środki w walutach dostępne by spłacać bieżące zobowiązania całego kraju. I tu również tendencje są niekorzystne. Długi denominowane w obcych walutach narastają szybko zarówno w odniesieniu do sektora bankowego jak poza-finansowego. Zarówno banki jak i przedsiębiorcy będą z roku na rok rolować swoje zadłużenie. W przypadku zachwiania na rynkach koszt tych operacji znacznie wzrasta.
Uderzającą słabością i bezpośrednim zagrożeniem polskich finansów publicznych w przeciwieństwie do USA, WB, czy Japonii, jest to, że niemal wszystkie polskie długi, to długi krótkoterminowe. Aby je spłacać w sytuacji kryzysu, zaciągamy następne długi na jeszcze krótszy termin i po wyższej cenie. I z tego właśnie powodu jesteśmy łatwym celem dla spekulantów i mediów by epatowały opinie publiczną, ile to mamy do spłacenia w najbliższym tygodniu, miesiącu czy roku.
Tusk, Rostowski i…
Ich strategia - "jakoś to będzie", byle do wyborów prezydenckich, kolejnych, później polskiej prezydencji i dalej do następnych wyborów - wpędzi nas szybko w poważne kłopoty i zapaść finansową państwa. Tak, naprawdę nie znamy prawdziwego zadłużenie publicznego, bo choć Rostowski po komunikacie Komisji Europejskiej przyznał się do wykorzystania swapów walutowych, to zapomniał wskazać jaki wpływ miały te transakcje na poziom zadłużenia publicznego. 1, 2, a może 6% PKB? Czyż nie jest to podstawowa informacja należna nam biorąc pod uwagę konstytucyjne ograniczenie długu publicznego? Brak profesjonalizmu i bierność ekipy rządzącej poraża finansistów, ekonomistów i obserwatorów życia gospodarczego. Jedni mówią o tym wprost inni, choć wiedzą, wolą przemilczeć.
A prawda jest prosta: nie stać nas na ekipę Tusk, Rostowski, Bielecki, Komorowski bo nie reprezentują oni w sposób wiarygodny, profesjonalny i przede wszystkim godny naszego zaufania interesów Państwa Polskiego.
ECB crafts $962 bilion show od force CLICK
FED joined ECB and EU rescue initiative CLICK
Wirtualne sukcesy, a wspólna waluta CLICK
Lektura na niedzielę
Kroczymy grecką drogą CLICK
Grecja wg posłów w czasie trwania zamieszek w Atenach CLICK
W tym materiale znajdziecie również nietuzinkowy wywiad z Napieralskim, który twierdzi, że afery Rywina nie było! Cóż, zuch nauczył się od obecnej ekipy, co robić w przypadku afer - twierdzić, że ich nie ma.
ECB paralysis' rattles the markets, scare in Italy CLICK
EU faces demands to broaden crisis fight as G7 meets CLICK
Czy Polska powinna wejść do strefy Euro CLICK
Mother of all bubbles - huge national debts CLICK
Whether oil sleek or financial crisis, those who caused catastrophes should pay CLICK
Wtorek, 4.05.2010
Unicredit bez z strategii i przywództwa
Na początku Walnego Zgromadzenia Unicredit w Rzymie jeden z akcjonariuszy, emerytowany pracownik banku zaapelował do zebranych, by pozostawić Prezesa Unicredit Pana Alessandro Profumo na stanowisku, gdyż jego odejście będzie równoznaczne z rozpadem Grupy Unicredit.
W ciągu tygodnia odbyliśmy niezliczoną liczbę rozmów z przedstawicielami kluczowych akcjonariuszy Unicredit (włoskie fundacje, kapitał libijski), kluczowymi menadżerami tego banku jak i akcjonariuszami mniejszościowymi. Obraz, który wyłania się z obrad walnego zgromadzenia Unicredit w Rzymie i Pekao SA w Warszawie jest alarmujący.
Nasi rozmówcy nie ukrywali strachu przed najbliższą przyszłością banku i grupy kapitałowej Unicredit. Po pierwsze, rzuca się w oczy bezwład organizacyjny i brak wiary w obecne struktury zarządcze. Słowa krytyki płyną przede wszystkim ze strony Austriaków i Niemców, którzy bez mała z pogardą wyrażają się o sposobach zarządzania praktykowanych przez Włochów. Jeden z nich mówi wprost : ”biorę pieniądze za nic – mimo swojej pozycji nie podejmuję żadnych decyzji. Zapadają one poza mną, są często sprzeczne bądź ich celem jest utrzymanie status quo.” Inny, tym razem Włoch pełniący kluczową funkcję w strukturze Grupy, wskazuje na fasadowość struktur zarządczych, jako przykład podając rozdętą strukturę Board of Directors czy sztuczny twór jakim są Executive Management Comittee czy Management Comittee. Ciała te jego zdaniem są sposobem na utrzymanie pozycji przez Prezesa Alessandro Profumo, nie mają najmniejszego wpływu na zarządzanie i strukturę Grupy, co więcej zwiększają drastycznie koszty. Dopóki Profumo będzie dobrze płacił poplecznikom, dopóty może liczyć na oportunistyczne poparcie. Jednak żaden z członków tych gremiów nie chce brać najmniejszej odpowiedzialności za to co dzieje się w Grupie Unicredit.
Pekao SA, za przykładem spółki-matki, popadło w organizacyjny bezwład. Rola prezesa banku została okrojona do funkcji czysto administracyjnych. Wiceprezes Pan Lovaglio wziął na siebie decyzje we wszystkich strategicznych kierunkach działalności od korporacji po detal i zarządzanie ryzykiem. Oczywistym jest, że nawet przy nadprzyrodzonych zdolnościach nie będzie w stanie podołać tak dużemu wyzwaniu.
Nie chodzi jednak o skuteczność, lecz o utrzymanie pozorów panowania nad sytuacją, a przede wszystkim o jednoosobową kontrolę nad najcenniejszym aktywem w Grupie jakim wg Profumo jest Bank Pekao SA.
Grupa jak Titanic nie wie co w nią uderzy
Zadziwiający jest poziom oficjalnej wiary w „strategię” prezentowaną przez Prezesa Profumo. Acz mamy do czynienia raczej z chciejstwem niż strategią. Otóż, ponieważ prezes nie mógł pochwalić się wynikami i perspektywą rozwoju we Włoszech, Austrii i Niemczech, stwierdził na forum zgromadzenia w Rzymie, że to Nowa Europa (wg nomenklatury Unicredit: Europa Centralna i Wschodnia) uratuje Grupę. Jako przykład stawia niezmiennie Polskę i Pekao. Zupełnie zapomina o tym, że Pekao SA z kwartału na kwartał traci rynek, klientów i reputację, obciążony jest zabójczą inwestycją na Ukrainie i ciąży na nim utajniony przed rynkiem „Projektem Chopin”.
Prezes nawet nie zająknął się na temat dramatycznej sytuacji banków w Bułgarii, Rumunii, Kazachstanie. W jego obrazie Grupy przekazanej zebranym w Rzymie istnieje tylko Polska… W Sprawozdaniach Finansowych Unicredit za rok 2009 możemy przeczytać następujący jakże buńczuczny, irracjonalny i kuriozalny passus: „Rosja i Turcja i jedna z najstabilniejszych ekonomi w UE, Polska – konstytuują obecnie część światowej ekonomi równoważną w swej skali Niemcom czy Chinon (Russia and Turkey, and one of the EU’s most stable and promising markets, Poland - currently account for a share of the world economy similar in size to Germany or China., str. 15). Nic to, że w Rosji Unicredit posiada zaledwie 1,8 % rynku bankowego, a Turcja przeżywa groźne turbulencje polityczne! Polska ma więc urosnąć w oczach włoskiego akcjonariusza do roli zbawcy i mocarstwa. Czyż nie jest to czysta manipulacja? Nie wierzycie przeczytajcie sami.
Aby wykładnia Profumo znalazła poparcie w liczbach, rynek polski został wydzielony w sprawozdaniach finansowych do oddzielnej kategorii. Znaczeniu Polsce ma dodać analiza EVA (Economic Value Addend), wg której Pekao SA (polski rynek) jest najważniejszą i najcenniejszą jednostką biznesową (strona 47 i 49, Sprawozdania Skonsolidowane), w której wykreowano daleko większą wartość dodaną (value added) niż w bankowości detalicznej we Włoszech, Austrii i Niemczech razem wziętych… Warto przypomnieć, że aktywa Pekao SA sięgają jedynie zaledwie około 3,5% aktyw Grupy Kapitałowej Unicredit. Zderzając ten fakt z wiarą Profumo w polski rynek i obrazem Grupy jaki kreuje na użytek włoskich akcjonariuszy można bez przesady stwierdzić, że oto Prezes Profumo odgrywa właśnie jeden z walców Straussa na pokładzie tonącego Tytanica.
A w Polsce?
Rolę nieomylnej wyroczni pełni Wiceprezes Zarządu Pan Luigi Lovaglio. Tak jak słów Profumo we Włoszech, tak w Polsce jego zdania nie można pod żadnym pozorem kwestionować. O dziwo, zaprzeczył on w takcie Zgromadzenia o istnieniu zastrzeżeń/nie-zastrzeżeń w opinii KPMG do sprawozdań finansowych banku. Od dwóch lat czytamy tam niezmiennie: „Nie zgłaszając zastrzeżeń do wyrażanej opinii zwracamy uwagę na notę 28 do sprawozdania finansowego, potwierdzając ocenę Zarządu Banku dotyczącą niepewności związanej z szacunkiem wartości odzyskiwalnej inwestycji kapitałowej na Ukrainie, ze względu na niepewność perspektyw dla otoczenia makroekonomicznego Ukrainy.” Warto odnotować, że ekspozycja Pekao SA do Ukrainy sięga ponad 3,1 miliardów złotych, na co dokonano dotychczas ledwie 80 milionów rezerwy (na koniec 2009 roku). Lovaglio w trakcie Zgromadzenia nie omieszkał pochwalić się, że ukraiński bank należący do Pekao SA jako jedyny w tym kraju odnotował zysk i nie był zobowiązany przez nadzór finansowy do podniesienia kapitału.
Do prawdziwej sensacji doszło jednak podczas głosowań nad absolutorium dla członków zarządu. W trakcie zgromadzenia głosowało 202,2 milionów głosów ogółem z czego Unicredit dysponował około 155,5 milionami. Przeciwko absolutorium dla Jana Krzysztofa Bieleckiego i innych członków zarządu głosowało 12,6 miliona głosów, a 1,9 miliona wstrzymało się zajęcia stanowiska. Zatem 26% (31% włączając wstrzymujących się) głosów nie powiązanych z Unicredit było przeciwnych udzieleniu absolutorium zarządowi za rok 2009.
Akcjonariusze jasno wskazali w głosowaniach, że zarząd Pekao SA jest bezwątpienia najsłabszym ogniwem tego Banku.
Kompromitujące wyniki Pekao
Bank Pekao SA określa swój udział w sektorze bankowym na nieco ponad 12%. Należy wskazać, że począwszy od przejęcia tego banku przez włoski Unicredit jego udziały w rynku systematycznie spadają. Przez moment po przejęciu aktyw BPH wydawało się, że Pekao SA wyprzedził na trwałe swojego najgroźniejszego konkurenta Bank PKO BP. Jednak już w kilka miesięcy po nieudanej fuzji z BPH sytuacja wróciła do normy. PKO BP niepodzielnie króluje na polskim rynku. Dzisiaj kapitalizacja Pekao SA na GPW to jedynie 44 miliarda złotych (jest niższa niż przed fuzją z BPH!), podczas gdy PKO BP aż 53 miliarda złotych. Zwrot na kapitale własnym wynosi 14 do 23% na korzyść PKO BP. Suma bilansowa Pekao SA zmniejszyła się z końcem 2009 roku do jedynie 127 miliardów złotych podczas gdy PKO BP wzrosła do 154 miliarda złotych. Pekao przegrywa w każdej kategorii. Jednak to co najbardziej bolesne - Pekao SA traci klientów zarówno korporacyjnych jak i detalicznych. Wpływa na to zła reputacja banku i coraz dalszy dystans od klienta. Szczególnie zaszkodziły nieudaczna fuzja z BPH i niejasności związane ze strategicznym powiązaniem i utajnionymi umowami z włoskim deweloperem Pirelli (Projekt Chopin). Przypomnijmy, że pod presją spółki matki, Pekao zawarło długoterminową (25 lat) umowę z Pirelli, wg której Pirelli ma prawo pierwokupu i wyłączności na odkup trudnych kredytów zabezpieczonych na hipotekach klientów banku.
Wbrew prawu
Lista nagannych działań Unicredit jest wyjątkowo długa i nie sprowadza się bynajmniej do zatajenia umowy z Pirelli w Polsce. Podobny przypadek miał miejsce podczas przejęcia HVB -zawarto tajną umowy dotyczącej transferu własności Bank of Austria. Unicredit może przegrać wyrokiem sądu ponad 20 miliardów Euro. Dotychczasowa propozycja ugody zaproponowana przez niemiecki sąd federalny pierwszej instancji (5 miliardów Euro) została odrzucona przez obie strony. W swych tegorocznych sprawozdaniach Unicredit tłumaczy, że od ostatecznej wykonalnej decyzji dzieli go jeszcze 4 lata. Należy rozumieć, że każde wcześniejsze roztryśnięcie spowoduje natychmiastową niewypłacalność obwinianego banku.
Jednak najbardziej głośny interes Unicredit zrobił we współpracy z Pirelli. Przez 6 lat poprzez spółkę Olimpia współ-zarządzał narodowym włoskim operatorem telefonii stacjonarnej i komórkowej - Telecom Italia. We władzach Olimpii zasiadał w tym czasie sam Prezes Unicredit Alessandro Profumo. Jak się okazało w ciągu tego krótkiego czasu wyprowadzono ze spółki aktywa (głównie nieruchomości) na około 30 miliardów Euro i dodatkowo zadłużono spółkę na kolejne 30 miliardów. W aferę zamieszani byli politycy, wywiady, a stanowisko Premiera stracił socjalista Prodi. Włoska prokuratura dotychczas nie może znaleźć winnych doprowadzenia na skraj upadłości najzasobniejszej i największej włoskiej firmy.
Wydaje się, że menadżerowie Unicredit pod wodzą Profumo zwykli nagminnie popadać w konflikt z prawem: od naciągania samorządów na niekorzystne derywaty, po unikanie podatków (operacje dokonywane za pośrednictwem Barclays Bank), pranie brudnych pieniędzy (fakturowanie za nieistniejących klientów poprzez spółkę córkę Telecom Italia). Każdy z trzech przytoczonych w tym akapicie przykładów dotyczy wielomiliardowych kwot i tylko ostatnich kilku miesięcy.
Profumo niezmiennie tłumaczy, że o żadnej z tych afer nie wiedział. Trudno w to uwierzyć. Korzystanie z przewlekłych procedur sądowych i liczenie na nieefektywność prokuratury we Włoszech, Polsce, Austrii, Niemczech i innych krajach, to realnie rzecz traktując, kluczowy element strategii Unicredit pod wodzą Alessandro Profumo.
Rozpad
W przeciwieństwie do cytowanego na wstępie pracownika banku, uważamy, że tylko głębokie zmiany w zarządzie, a także w sposobie zarządzania bankami Grupy mogą uratować Unicredit przed dezintegracją i rozpadem. Podobnego zdania wydaje się być przedstawiciele Centralnego Banku we Włoszech, którzy wskazują, że strategia Unicredit pozostała bez zmian pomimo wszechogarniającego kryzysy. Włoski nadzór przygląda się właśnie sekurytyzacji aktyw w Unicredit, ekspozycji do derywat i prawidłowości tworzenia tzw. SPV (spółek specjalnego przeznaczenia). Śledztwa prokuratorskie trwają w Polsce, Niemczech, Austrii i Włoszech.
Jedno nie ulega naszej wątpliwości, pod tym zarządem Grupa Unicredit jak Titanic nie wie co w nią uderzy, bowiem zarząd nie stara się w żaden sposób zapobiec nadchodzącej katastrofie.
Perspektywy rozwoju w krajobrazie kryzysowym CLICK
Wtorek, 27.04.2010
Masz kredyt, Platforma puści cię z torbami CLICK
EBC ostrzega, RPP udaje Greka CLICK
Czy rząd sięgnie po kasę NBP? CLICK
Jutro odbędzie się ZWZ Pekao SA. Sprawozdania ze zgromadzeń Unicredit (właśnie wróciliśmy z Rzymu) i Pekao już w najbliższych dniach na naszej stronie.
20.04.2010 do 26.04.2010
Modlitwa za nich, Leszek Długosz CLICK
Bałagan w Grupie Unicredit
W tym tygodniu planujemy wziąć udział w Walnym Zgromadzeniu Unicredit w Rzymie. Zapowiada się gorąca dyskusja i spór o przyszłość Prezesa Profumo i całej Grupy. Na ostatnim Zgromadzeniu na naszą uwagę o kiepskiej sytuacji finansowej Grupy Prezes odpowiedział "to tylko Grupa" - "it's just a holding", sugerując że Grupa może się rozpaść (np. zbankrutować) z czego jednak poszczególne banki już jako niezależne wyjdą obronną ręką. Struktura Grupy miała być wentylem bezpieczeństwa na kryzys. A przecież od tego czasu (5 miesięcy) sytuacja Unicredit nie zmieniła się na lepsze, wręcz przeciwnie. Jednak Prezes Profumo będzie bronił swojego planu konsolidacji włoskich banków w jeden organizm. Przeciw planom obecnego prezesa po raz pierwszy wystąpią kluczowi akcjonariusze.
Rządzi Pekao!
6 dni później zawitamy na ZWZ Pekao SA. Dumni z nowego zarządu i naszego banku, bo, oto niczym matka, Pekao zamyka ciąg zgromadzeń całej Grupy Unicredit. To u nas zapadną więc kluczowe decyzje, które przypieczętują przyszłość Unicredit... Zapytamy nieśmiało o plany konsolidacji Pekao, czy jak ktoś sprytnie wymyślił "dywizjonalizacji". Czyżby co złe we Włoszech miało się okazać dobre w Polsce? Spytamy pokornie co zarząd zamierza zrobić z nagromadzonym kapitałem. Czy go przypadkiem w ciągu roku rozliczeniowego nie trzyma na kontach Unicredit? Bo jak wytłumaczyć, że bank z najwyższym w Polsce współczynnikiem adekwatności kapitałowej oddaje miejsce konkurencji na każdym niemal polu, ba, kurczy się z kwartału na kwartał. Spytamy oczywiście o inwestycje na Ukrainie, Projekt Chopin, rolę prezesa banku w rzeczywistym zarządzaniu i wiele innych spraw. Wierzymy, że nowy zarząd odpowie na nasze pytania. Choć niejako z rozpędu, jak co roku, złożymy zapewne pozwy, bo pragniemy przecież dla Pekao rozwoju, a nie zastoju, niepewności i ciągłego regresu. Albowiem dotychczas poza roszadą w zarządzie nic nie zapowiada zmiany na lepsze.
Za Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek
Jerzy Bielewicz
Zaprezentowane w TVP wypowiedzi Polaków skupionych wokół Pałacu Prezydenckiego były czymś do głębi wzruszającym, szczerym i ozdrowieńczym. Godziły nas z POLSKOŚCIĄ. Cóż za szaleńcy mogą chcieć cenzurować przekaz naszych myśli, odczuć i zachowań. Jakże skażone są ich umysły. Można zaryzykować twierdzenie, że ich charaktery padły niegdyś ofiarą systemie totalitarnego, a oni sami w żaden sposób nie pojęli zmian, które zaszły w Polsce. Upiorne i chore wizje kilku demagogów propagandy dekretowane naprędce za rzeczywistość nie zmienią w najdrobniejszy sposób oblicza Polski.
Lektura na niedzielę:
Wybrane komentarze prasowe wraz z krótką analizą
Pierwsza z powyższych informacji pochodzi z "Moscov Times". Uchyla rąbka tajemnicy na pytania zadane w notatce z 12.04.2010: "Czy, aby byliśmy tam (w Smoleńsku przyp. autor) mile widziani właśnie 10-tego?" i "Czy lotnisko tego dnia było przygotowane na przyjęcie tak dużej jednostki?". Przyznanie przez oficjalne rosyjskie źródło, że rozmontowano system nawigacyjnego po 7 kwietnia. a przed przylotem Polaków wskazuje na prawdopodobne przyczyny katastrofy. Co więcej, kompromituje premiera Putina i może świadczyć o tym, że w Rosji trwa wewnętrzna brutalna walka o władzę, a pozycja premiera nie jest aż tak silna jak się wydawało jeszcze wczoraj. Analiza i sekwencja wydarzeń w Azji - Kirgizstan, Gruzji, na Ukrainie i Białorusi (trzeci artykuł) potwierdza tezę o ekspansywnej polityce rządu rosyjskiego - umożliwionej przez zmianę priorytetów strategicznych USA. Czy Polska jest przedmiotem gry rządu rosyjskiego? Oczywiście tak. Jednak to my sami i siły polityczne w naszym kraju powinny wyznaczyć granicę, której nie wolno przekraczać.
Robił to dotychczas Prezydent Lech Kaczyński. Sądzę i głęboko wierzę, że Jarosław Kaczyński gotów jest podjąć posłannictwo po swoim bracie.
Tak, oto wyszedł na światło dzienne problem polskich swapów, problem na który wskazywaliśmy kilkukrotnie na niniejszych stronach w ciągu ostatnich tygodni (komunikaty z 24, 25 i 29 marca).
Środa, 14.04.2010
Pomóżmy Rosjanom rozliczyć się z historią
Morderstwo na tysiącach polskich obywateli na osobisty rozkaz Stalina powinno zostać uznane przez społeczność międzynarodową za zbrodnię wojenną. Ofiarom zbrodni należy się pełna rehabilitacja zarówno przed rosyjskim jak i międzynarodowym sądem, a ich rodzinom zadośćuczynienie.
W uroczystościach pogrzebowych pary prezydenckiej na Wawelu wezmą udział Prezydent Stanów Zjednoczonych, Premier Wielkiej Brytanii, Kanclerz Niemiec i Prezydent Rosji, głowy państw, które decydowały o losach naszego kraju w trakcie i po zakończeniu II Wojny Światowej. Uznanie Polaków straconych w Katyniu ( i innych miejscach kaźni) za ofiary zbrodni wojennej może stać się katharsis dla społeczności międzynarodowej, poprawką do historii współczesnej i dopełnieniem werdyktów Trybunału w Norymberdze.
Taki obrót zdarzeń pozwoli Narodowi Rosyjskiemu uporać się z demonami komunizmu. Albowiem, nie można zapomnieć o milionach Ukraińców, Białorusinów i samych Rosjan zgładzonych przez totalitarny reżim w latach 1937 - 41.
Taki właśnie testament napisał napisał swoim życiem i tragiczną śmiercią Prezydent Lech Kaczyński.
Znowu płacimy więcej za nasz dług niż Grecja
Elastyczna linia kredytowa Polski w MFW oprocentowana jest na poziomie 6 %, tymczasem pomoc dla Grecji w formie pożyczki (kombinacja pożyczek z EU i MFW) na poziomie 5%. Równocześnie z przyznaniem Grecji pożyczki na preferencyjnych warunkach obniżyła się znacznie rynkowa cena greckich obligacji skarbowych. W przypadku elastycznej linii kredytowej Polski dochodzą rozmaite prowizje, jak choćby związane z wymianą dolara na złotego. Brak jakichkolwiek działań MF w celu obniżenia kosztu polskiego długu wart jest publicznego napiętnowania.
Wtorek, 13.04.2010
Poniedziałek, 12.04.2010
Aleksandra Natalli-Świat, Sławomir Skrzypek, Cześć ich pamięci
Wśród ofiar Drugiej Tragedii Katyńskiej są wiceprzewodnicząca Komisji Finansów Publicznych, Pani Aleksandra Natalli-Świat i Prezes Narodowego Banku Polski, Pan Sławomir Skrzypek, kluczowe osoby w Państwie z jednej strony odpowiedzialne za kontrolę polityki fiskalnej rządu z drugiej za politykę monetarną Państwa Polskiego. Pamiętamy szereg pytań, które na ostatniej sesji parlamentu i na posiedzeniu Komisji Finansów Publicznych zadała Pani Posłanka. Pytań, które pozostały bez odpowiedzi, bowiem odpowiedź na nie mogła obnażyć błędy i brak działań naprawczych ze strony rządzącej partii. Prezes Skrzypek w ciągu ostatnich dwóch tygodni stanął na straży integralności NBP. Został zaatakowany przez rząd i nowo wybranych członków RPP o wypłatę dodatkowych 4 miliardów złotych do budżetu. Nie ugiął się pod presją, bronił swojej instytucji. Już teraz odzywają się głosy, że p.o.prezydenta, Bronisław Komorowski wyznaczy w sposób arbitralny jego następcę. Nie można do tego dopuścić, gdyż narzucenie swego kandydata przez partię rządzącą zniszczy wiarygodność finansową Polski. NBP nie może utracić funkcji niezależnego arbitra w polityce monetarnej. Chrońmy dorobek Posłanki Natalli-Świat i Prezesa Skrzypka. Cześć ich pamięci.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chcemy znać prawdę
Jakkolwiek złożona i niejednoznaczna byłaby prawda o locie Prezydenta do Katynia, chcemy poznać jak najwięcej szczegółów, które nas do niej przybliżą. Nie znamy przebiegu zdarzeń na pokładzie prezydenckiego samolotu. Jakie były ostatnie chwilę pasażerów? Czy z samolotem nie było łączności? Czy nie działały telefony, połączenia satelitarne? Jaki jest odczyt z czarnych skrzynek? Chcemy to wiedzieć.
Jakie były warunki pogodowe? Podstawa chmur? Wiatr? Nagrania filmowe, zdjęcia satelitarne nie są jednoznaczne. Film nakręcony przez polskiego montażystę i jego komentarz wskazują na dobrą widoczność i niemal bezwietrzną pogodę.
Dlaczego z góry wykluczono problemy techniczne? Z jakich przyczyn samolot podchodził do lądowania na tak niskim pułapie? Czy był przechylony na jedną stronę i ścinał drzewa tylko jednym skrzydłem? Czy podwozie było otwarte? Czy przed lądowaniem zrzucono paliwo? Czy można wyeliminować ponad wszelką wątpliwość awarię układu sterującego? Czy istnieją nagrania filmowe z tego zdarzenia? Chcemy to wiedzieć.
Czy ciała ofiar, jak szczątki samolotu rozrzucone były na dużej przestrzeni? Czy kadłub samolotu uległ całkowitemu zniszczeniu? Chcemy to wiedzieć.
Z jakich przyczyn na pokładzie tylko tego samolotu znajdowała się cała delegacja? Czy składano wnioski o udostępnienie innych samolotów? Czy lotnisko tego dnia było przygotowane na przyjęcie tak dużej jednostki? Chcemy to wiedzieć.
Uroczystość, która się nie odbyła
10-ty kwietnia miał być dniem upamiętnienia 70-tej rocznicy zbrodni katyńskiej na Polakach. Czy, aby byliśmy tam mile widziani właśnie 10-tego? Czy organizacja tych obchodów napotkała na utrudnienia, ograniczenia czy niechęć z jakiejkolwiek ze stron? Chcemy to wiedzieć.
Lech Kaczyński pragnął odbudować świadomości historyczną Polaków, etos patrioty, pamięć o minionych czasach i bohaterach. Przypłacił to życiem. Jesteśmy mu winni odpowiedź na zadane pytania. W imię tych, którzy wyruszyli z Prezydentem w ostatni lot do Smoleńska i Katynia. Ich ofiara nie może pójść na marne.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Odszedł od nas Prezydent RP Lech Kaczyński, jego małżonka, dowódcy Wojska Polskiego, posłowie, senatorowie, przedstawiciele najwyższych organów Państwa, krewni pomordowanych w Katyniu Polaków, pracownicy BOR, załoga samolotu. Zginęli w katastrofie w Smoleńsku w drodze na uroczystości upamiętniające pomordowanych w Katyniu Polaków. Łączymy się w modlitwie, smutku i w bólu z rodzinami ofiar.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lektura na niedzielę:
Czwartek, 8.04.2010
Nudne posiedzenie Komisja Finansów Publicznych
n/t Rekomendacji T
Zostałem zaproszony ma posiedzenie Komisji Finansów Publicznych, na którym reprezentanci KNF przedstawiali tzw. Rekomendację T. Posiedzenie trwało kilka godzin, a posłowie zarówno koalicji jak i opozycji nie uzyskali rzeczowych odpowiedzi na swoje pytania.
Jaki jest KNF, każdy widzi
Zebrani chcieli wiedzieć jaka będzie skuteczność Rekomendacji T i czy nie wprowadzono jej zbyt późno. Czy istnieją luki prawne, które pozwolą obejść tę rekomendację? Czy nie lepiej zamiast wydawać rekomendacje dotyczącą całego sektora bankowego, zająć się nadzorem poszczególnych banków, tzn. tych, które wg KNF naruszają dobre praktyki lub podejmują nadmierne ryzyko? Zabrakło jakichkolwiek rzeczowych odpowiedzi ze strony Przewodniczącego Kluzy i innych reprezentantów KNF. A niektóre z nich jak ta na temat opcji walutowych i złych przedsiębiorców, którzy spekulowali na złotym trąciła wręcz lobbingiem na rzecz banków… Niestety nie dopuszczono mnie do głosu jako przedstawiciela Stowarzyszenia Przejrzysty Rynek, w końcu organizacji społecznej. Może moja wypowiedź byłaby kolejnym dysonansem i stratą czasu, bo jaki jest KNF każdy widzi.
Przemowa, której nie wygłosiłem
Panie Przewodniczący, Panie i Panowie Posłowie. Wysłuchaliśmy wystąpienia szefa Komisji Nadzoru Finansowego na temat Rekomendacji T.
Przechodząc od razu do meritum sprawy, chciałem przytoczyć treść mojej rozmowy z jednym z zaprzyjaźnionych członków zarządu dużego banku działającego na polskim rynku. Rozmowa dotyczyła po części właśnie Rekomendacji T. Dla oddania wymowy zacytuję dosłownie jej treść. „A co to jest ta T?” - zapytał ów bankowiec. „No, rekomendacja” – odpowiedziałem. „Właśnie, właśnie rekomendacja, my dalej (w domyśle banki) będziemy robić swoje niezależnie od rekomendacji KNF”. Tu kilka przekleństw, aby pokazać co oni - bankowcy myślą o KNF – nie przytoczę z uwagi na szacunek do Posłanek i Posłów. „A jakby KNF przyszło do nas z pretensjami to zadamy podobne pytanie jak ja tobie: co to jest ta T? To tylko RE-KO-MEN-DA-CJA.”
Panie i Panowie, przytoczona rozmowa dotyka sedna sprawy. Ów bankowiec to nie jakieś złe, krwio-pijcze, żądne zysku, pozbawiony morale indywiduum. Nie, to zatroskany bankowiec, podobnie jak wiele z jego koleżanek i kolegów, którzy starają się przekazać prostą i alarmującą informację: KNF nie spełnia celów do jakich zostało powołana. Oficjalne stanowisko KNF jest lekceważone przez sektor bankowy. KNF nie cieszy się w środowisku estymą należną Nadzorowi Finansowemu.
Zastanówmy się dlaczego mamy do czynienia z takim stanem rzeczy. Przed kilku tygodniami poseł do euro-parlamentu Pan Ryszard Czarnecki otrzymał odpowiedź od Komisji Europejskiej na swoją Interpelację, w której Komisja wskazuje na KNF jako właściwy organ nadzoru finansowego nad sektorem bankowym w Polsce. Stowarzyszenie „Przejrzysty Rynek” wraz z posłem Czarneckim, posłem obecnej kadencji sejmu Panem Zbigniewem Kozakiem i posłem ubiegłej Kadencji Panem Arturem Zawiszą wystosowało 23 lutego tego roku oficjalne i krótkie zapytanie do KNF. Oto pierwszy akapit: „W ramach Projektu Chopin w Grupie Unicredit, do której należy Bank Pekao SA, naruszono zasady konkurencji i transferów kapitałowych UE. Chodzi o zmowę i wykorzystanie pozycji dominującej przez Unicredit. Unicredit i deweloper Pirelli, działając wspólnie i w porozumieniu przymusiły Pekao SA w czerwcu 2005 roku do podpisania tzw. Porozumienia Chopin – o czym mimo wymogu informacyjnego nie poinformowano rynku i nadzoru finansowego. W konsekwencji, w kwietniu 2006 roku Unicredit, właściciel dominujący, doprowadził Pekao do zawarcia niekorzystnej długoterminowej (25 lat) umowy wspólników z Pirelli.”
Dla nadzoru finansowego sprawa Projektu Chopin powinna być prawdziwą gratką. Oto polski sąd zmusił Pekao SA do udostępnienia akcjonariuszom banku umów, które kompromitują tenże bank. Umowy te świadczą o wielomiliardowym drenażu Pekao SA przez spółkę matkę Unicredit. Akcjonariusze banku alarmują nadzór. Nadzór , o dziwo, ignoruje doniesienia, ba stara się zamieść całą sprawę pod dywan. Zapytam wprost: Panie Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego dlaczego instytucja Państwa, którą Pan zarządza działa na rzecz właściciela większościowego Pekao SA, włoskiego Unicredit i pomaga mu zatuszować skandaliczne nadużycia, zatajenie przed rynkiem finansowym podpisanych umów, nielegalny drenaż spółki córki Unicredit, Banku Pekao SA. Panie Przewodniczący mija półtora miesiąca od złożenia pisma Stowarzyszenia w KNF. Czy fakt, że organizacja społeczna wraz z posłami zwróciła się do KNF nie zasługuje na szybką reakcję?
Wracam do sprawy Rekomendacji T. Rekomendacja T ma dotyczyć milionów Polaków klientów sektora bankowego. Podobnie, umowy podpisane w ramach Projektu Chopin dotyczą milionów Polaków klientów Pekao SA. Panie i Panowie, Prawo Bankowe obowiązujące w Polsce jest tak skonstruowane, że kiedy zaciągacie kredyt n/p na zakup mieszkania podejmujecie zobowiązanie do spłaty całego kredytu, a nie spłaty kredytu do wysokości zabezpieczenia. Umowa wspólników podpisana przez Pekao SA z włoskim deweloperem Pirelli pozwala na to, że wasz kredyt hipoteczny zaciągnięty w Pekao SA zostanie odkupiony od Pekao przez Pirelli po cenie wyznaczonej przez Pirelli – dodajmy po niskiej cenie, niskiej także w stosunku do wartości zabezpieczenia, jakim jest wasze mieszkanie. Różnicę będzie i tak musiał zapłacić kredytobiorca, czyli wy. Oto interes Pirelli i Pekao spotykają się. Pirelli kupuje kredyt i nieruchomość poniżej ceny rynkowej. Bank Pekao pozbywa się części ekspozycji kredytowej do złego klienta, dalej z prawem do windykacji. Panie, Panowie gdzie tu miejsce na Rekomendację T? Biznes będzie się kręcił dalej waszym, jako obywateli, kosztem. Co więcej, nie dość, że stracicie mieszkanie, to dalej będziecie musieli spłacać kredyt, a Pirelli może przenieść Was wraz z rodziną, niezależnie od pory roku, do wybudowanego przez siebie lokalu komunalnego, za który wlepi wam wysoki czynsz.
W świetle opisanych uwarunkowań Rekomendacja T to czysta fikcja, gra PR-owska, gra prowadzona do społu z sektorem bankowym. Panie Przewodniczący, w swym wystąpieniu na łamach prasy n/t wypłaty dywidendy z Pekao SA w 2008 roku stwierdził Pan, że bank dokonał wypłaty dywidendy przekraczającej zysk netto bez wymaganej prawem zgody KNF. Na próżno jednak w dokumentach KNF szukać takiego właśnie oficjalnego stanowiska Komisji. Pana wystąpienie w prasie było jedynie pustym PR-em bez konsekwencji prawnych. Podobnie z Rekomendacją T. Jeśli ma ona mieć jakikolwiek wpływ na sektor bankowy należy wyjaśnić i ujawnić umowy podpisane w ramach Projektu Chopin. Zająć tym powinien się KNF.
Panie i Panowie, osobą która złożyła swój podpis na Umowie Wspólników z Pirelli jest ówczesny prezes Pekao SA a obecnie szef Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów Pan Jan Krzysztof Bielecki. Czy sądzicie, że będzie tak samo gorliwie dbał o interes obywateli Polski jak o interesy włoskiego Banku Unicredit?
KNF za chude w uszach by nadzorować sektor bankowy
Prezes Związku Banków Polskich, który wziął udział w posiedzeniu Komisji nie pozostawił posłom cienia złudzeń. Stwierdził, że jeśli chodzi o Rekomendacje T to między KNF i ZBP nie istnieje różnica zdań, którą starały się podkreślać media. Tak, oto mamy przedziwny przypadek symbiozy wilka z owcą. Owcą bez wątpienia jest niestety Komisja Nadzoru Finansowego. Jaki jest KNF (?) – każdy przecież widzi.
Wtorek, 6.04.2010
Po co Kowalskiemu dwa Euro w kieszeni - wystarczy jedno
Utrata niezależności NBP doprowadzi do głębokiej dewaluacji złotego i w konsekwencji do wejścia do strefy Euro po choćby 6 zł za Euro. Po co szukać taniej siły roboczej w Chinach za niewolnicze stawki skoro będzie do dyspozycji w Polsce - pod bokiem Unii.
Kiedy przed rokiem za Euro Kowalski zmuszony był płacić niemal 5 zł, nasi rodzimi politycy z premierem rządu Donaldem Tuskiem na czele ogłosili nasz akces do strefy Euro do 2011 roku. Cel wymagał niemal natychmiastowego wejścia do węża walutowego. Minister Gospodarki i wicepremier Waldemar Pawlak stwierdził nawet, że do Euro należy przystąpi przy słabym złotym - po niskim kursie, bo będzie to korzystne dla przedsiębiorców. Rodzimi politycy chcieli oddać Kowalskiego, cenę jego pracy, wartość jego emerytury, a także majątek skumulowany przez polskich przedsiębiorców za bezcen. Obecnie ubezwłasnowolniając NBP wyznaczyli sobie podobny cel. Po co Kowalskiemu dwa Euro w kieszeni - wystarczy jedno.
Oczywiście wejście po niskim kursie złotego do Euro byłoby niekorzystne również dla polskich przedsiębiorców. Postawiłoby ich w roli nadzorców taniej siły roboczej wykorzystywanej do najprostszych prac na zlecenie i w podwykonawstwie. Niskie zyski nie pozwoliłyby na akumulacje majątku i inwestycje w rozwój. Polscy menadżerzy podobnie zdani by byli wyłącznie na nadzór, a nie zarządzanie przy pensjach należnych nadzorcom i nadzorowanym. Nie wspominając o długach zaciągniętych przez Kowalskiego w Euro i franku. Wartość tych długów wzrośnie gwałtownie w stosunku do zarobków Kowalskiego powodując w konsekwencji w wielu przypadkach niewypłacalność i wykluczenie finansowe obywateli. Infantylizm i szkodliwość strategii wejść do euro po niskim kursie złotego powinny być oczywiste. Tak byłoby w Niemczech i we Francji. Co w takim razie z naszą klasą polityczną? Czy to głupota, lenistwo, a może nielojalność w stosunku do własnych obywateli?
W sporze o NBP chodzi o pryncypia ustrojowe. Niezależność NBP jest lub jej nie ma. Jeśli Skrzypek i zarząd NBP ugną się raz przed rządem, w tej samej chwili Kowalski i jego pracodawca pożegnają z ochroną jaką daje im konstytucyjna niezależność NBP. Zdani będą na pogardę ludzi pokroju Winieckiego i na kalkulacje Tuska, Rostowskiego i Bieleckiego. Ci zaś dbają wyłącznie o swoje przyszłe kariery (w UE) jak udowadnia historia ostatnich dwóch lat. W walce o NBP stawką nie jest wyłącznie tegoroczny zysk i ratowanie budżetu, ale również wypłaty z zysku w przyszłych latach, a w konsekwencji zasobność, zdolność i integralność NBP do obrony złotego.
Paradoksalnie gra rządu na silną złotówkę teraz w warunkach kryzysu wpycha nas w coraz większe tarapaty finansowe i zwiększa ryzyko przyszłej dewaluacji złotego. Podczas gdy inne kraje wychodzą z kryzysu, nasz wzrost gospodarczy spada wraz z konsumpcją i wzrostem bezrobocia. Dochody państwa topnieją, a zadłużenie rośnie w coraz szybszym tempie. Przedsiębiorcy uciekają w szarą strefę, kwitnie korupcja, a organy ścigania i wymiar sprawiedliwości zdają się bezradne jak nigdy. Autorytet Państwa upada z każdym miesiącem. Miary dopełnia zamach na NBP.
W najbliższych tygodniach okaże się czy Estonia mimo fatalnej sytuacji finansowej i gospodarczej zostanie przyjęta do strefy Euro. Jeśli tak się stanie, Tusk, Rostowski i Bielecki będą chcieli pchnąć Polskę jej śladem.
Interes Polski i Polaków różni się od interesów biurokratów z Unii Europejskiej. Nie można o tym zapominać. Należy pamiętać, że w dobie najcięższej zapaści gospodarczej kiedy w naszym regionie brakowało Euro i franka szwajcarskiego na spłatę zadłużenia, Europejski Bank Centralny odmówił bankom centralnym Polski, Węgier czy Krajów Bałtyckich współpracy i dostępu do linii swapów walutowych. Niezbędne środki uzyskiwaliśmy drogo za pośrednictwem zagranicznych banków komercyjnych. Czy po takim doświadczeniu, osłabianie pozycji NBP nie należy traktować jako prawdziwie niedźwiedzią przysługę klasy rządzącej wobec Kowalskiego, jego rodziny i polskich przedsiębiorców?
Utrata niezależności NBP może doprowadzić do głębokiej dewaluacji złotego i w konsekwencji do wejścia do strefy Euro po choćby 6 zł za Euro. Po co szukać taniej siły roboczej w Chinach za niewolnicze stawki skoro będzie do dyspozycji w Polsce - pod bokiem Unii.
Za Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek
Jerzy Bielewicz
Życzymy pełnych pojednania, radości i zdrowia
Świąt Wielkiej Nocy i radosnego Alleluja
Czwartek, 1.04.2010
Rząd dobiera się do skarbca NBP CLICK
Wtorek, 30.03.2010
Wywiad z Jadwigą Staniszkis CLICK
Jak zwykle Pani Profesor wnosi bardzo wiele do debaty publicznej. Z pewnością jej bezkompromisowy sposób opisu sytuacji politycznej i zagrożeń nie pozwala przejść ze wzruszeniem ramion. Niezwykle cenne jest zaznaczenie uwikłań lobbystycznych obecnego rządu. PO szło do wyborów z jednym hasłem: odsunąć PiS od władzy. Na ironię odsunąć PO od władzy, a raczej koterię rządzącą w PO okazać się może świetnym hasłem jednoczącym całe spectrum polityczne przeciw kandydaturze Komorowskiego i zakusom Tuska, Rostowskiego i Bieleckiego. Dalsze poszerzanie domeny PO pogrąży naszą gospodarkę na wiele lat. Zaniechania PO w ciągu dwóch latach rządzenia, łamanie umów społecznej na jakiej opiera się praworządne państwo, ucieczka przedsiębiorców w szarą strefę, wykluczenie społeczne i finansowe obywateli, dramatyczny spadek dochodów państwa, spirala zadłużania budżetu - te szkodliwe dla gospodarki zjawiska powinny być jak najszybciej zahamowane. Także do samych platformersów powoli zaczyna docierać, że przykłady Grasia, Palikota, Sawickiej, Misiaka, Sobiesiaka, Chlebowskiego, Drzewieckiego oraz wielu innych, bezradność wymiaru sprawiedliwości wobec nadużyć skutkują psuciem państwa w zastraszającym tempie - stąd chyba niska frekwencja w prawyborach. Odsunąć rządzącą koterię od władzy bo ciągnie polską gospodarkę w dół. O dziwo hasło to nie ma zabarwienia politycznego, bowiem przewiny rządzących mają przede wszystkim wymiar nadużyć gospodarczych - i w wielu przypadkach po prostu kryminalny charakter.
Żakowski o PO: Platforma jest półpusta CLICK
Poniedziałek, 29.03.2010
Polskie SWAP-y, czerwona wyspa?
To czego nie wie opinia publiczna, wiedzą rynki finansowe. Grecy podnoszą wielki krzyk na Europę i świat o za wysokim koszcie kolejnych przyznawanym im kredytów. My tymczasem udajemy Greka i cieszymy się, że nasze obligacje idą jak świeże bułeczki, choć ich koszt znacznie przewyższa koszt np. suwerennych obligacji portugalskich. Co tu ukrywać płacimy jak Grecy. Może minister Rostowski w końcu wyjaśni dlaczego?
Casus Grecji powinien być potraktowany jako przestroga dla rządów, które coraz częściej sięgają po skomplikowane instrumenty pochodne. Również we Włoszech za główną przyczynę trudnej sytuacji finansowej samorządów lokalnych, miast i w rezultacie całego państwa upatrywane są derywaty, które spowodowały olbrzymie straty finansowe i zadłużenie, którego nie da się spłacić. Poszkodowane samorządy we Włoszech ruszyły do sądów, by tam bronić się przed agresją ze strony banków. Wartość derywat , zagrażających płynności lokalnych samorządów to bagatela 24 miliardy Euro wg Banku Centralnego, czy oszałamiające 35 miliardów Euro wg. szacunków lokalnej prasy.
Należy bezwzględnie wskazać, że agresywne techniki sprzedaży instrumentów pochodnych są ze wszech miar korupcjogenne. Przedstawiciel banku, wystawcy instrumentu, otrzymuje za sprzedane opcje, SWAP-y, CIRS-y, CDS-y nawet do kilku procent od wartości umowy. Tworzy to olbrzymią pokusę dla decydentów po obu stronach transakcji, by podzielić między sobą sowitą prowizję. Interes państwa, miasta, samorządu, organizacji czy przedsiębiorstwa schodzi wtedy na drugi plan. Przy czym jak w przypadku Włoch okazuje się, że nabywcy instrumentów pochodnych tak naprawdę nie wiedzieli lub nie chcieli wiedzieć co kupują i jak duże ryzyko podejmują w imieniu podatników.
Polska również może okazać się "czerwoną wyspą" instrumentów pochodnych. Dotarliśmy do raportu NIK opisującego między innymi aktywność Ministra Finansów na rynku instrumentów pochodnych. Raport pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi, a szacunek zysków/strat jest cokolwiek enigmatyczny. Pomijając inne aspekty wykonania budżetu, dowiedzieliśmy się, że: "W 2008 r. wskutek wyższych stóp euro w stosunku do dolara w czerwcu, wrześniu i grudniu oraz silniejszego umocnienia złotego w stosunku do dolara niż do euro przez pierwsze siedem miesięcy roku ujemny wynik płatności, dokonanych ramach transakcji swap, wyniósł 74,6 mln zł. Operacja swap będzie trwała do 2015 r.
i dopiero wówczas będzie możliwe pełne podsumowanie jej wyników." A w innym miejscu: "ograniczenie w stosunku do planu wydatków na finansowanie samolotu wielozadaniowego na skutek zmiany harmonogramu zrekompensowało wzrost kosztów obsługi tego programu, wynikający z rozliczenia transakcji swap, którą objęto część płatności odsetkowych." Pomijając język raportu, który łączy w jednym zdaniu wyrazy o sprzecznej konotacji, widzimy, że budżet państwa podjął długoletnie zobowiązania na rynku instrumentów pochodnych, których zasadność będzie można ocenić dopiero w 2015 roku, czy to, że zwiększenie kosztów obsługi SWAP-ów zahamowało wydatki na samolot wielozadaniowy. Jednak co niepokoi najbardziej to informacje dotyczące struktury nabytych instrumentów. Budżet, wg przytoczonych cytatów, wystawiony jest na ryzyko zmian na parze Euro/dolar, a także różnic w stopach procentowych między tymi walutami. Należy zadać zatem pytanie: czy Ministerstwo Finansów nie wpadło w pułapkę spirali uzależnienia od instrumentów pochodnych, gdzie nabywa się kolejne derywaty by kompensować ryzyko podjęte przy zakupie poprzednich? Koszty takiego uzależnienia mogą być niezwykle wysokie i trudne do przewidzenia.
4 stycznia 2010 roku, Ministerstwo Finansów poinformowało o zawarciu w grudniu 2009 roku transakcji typu SWAP z kilkoma instytucjami finansowymi. Warunki tych umów, terminy zapadalności jak i potencjalna wysokość zobowiązań nie są również znane. Wg wyjaśnień Ministerstwa dla Naszego Dziennika owe SWAP-y polegają na zastawie środków walutowych w posiadaniu Skarbu Państwa za natychmiastowy zastrzyk gotówki w złotych. Niepokoją wielce informacje przekazane ostatnio przez ministra Rostowskiego, że zadłużenie państwa spadło w IV kwartale z 49,9% PKB do 49,5% PKB. Mogłoby to świadczyć, że realne zadłużenie wypychane jest poza dług publiczny poprzez zakup instrumentów pochodnych. Wyjaśnienia Ministerstwa dla Naszego Dziennika nie pozostawiają złudzeń: "Transakcje swap polegające na okresowej zamianie walut nie są zaliczane do długo publicznego zarówno według metodologii polskiej, jak i unijnej".
Plotki na rynkach finansowych niosą, że Ministerstwo wymienia kolejne środki pozyskane z euroobligacji na złote na rynku Forex i ma tak robić do połowy roku. Gdyby takie były rzeczywiste plany pozostaje pytanie: co potem? Aby ukrócić podobne spekulacje, które bezsprzecznie zwiększają koszty zadłużenia jak i eskalują ryzyko walutowe naczelną zasadą finansów publicznych powinna być ich całkowita przejrzystość. Rostowski zdaje się być przeciwnego zdania racząc nas coraz to nowymi obietnicami bez pokrycia, przemilczając jednocześnie swoje decyzję, za które możemy wszyscy w przyszłości słono zapłacić.
Nasuwają się oczywiście podstawowe pytania: "Jaki sens miały długoterminowe kontrakty na opcje walutowe zawarte w pierwszej połowie 2008 roku i czy miały one związek z planami wejścia do strefy Euro? Skoro obecnie wiadomo, że do strefy Euro nie wejdziemy w planowanym terminie czy przypadkiem nie zaaplikowaliśmy sobie "sztywnego kursu" złotego zawierając owe długoterminowe kontrakty? Jeśli ten "sztywny kurs" złotego nie zostanie utrzymany jakie poniesiemy straty? Czy wypychanie zadłużenia poza budżet ma miejsce? A jeśli tak jakie jest rzeczywisty dług publiczny?"
Oczywiście to czego potencjalnie nie wie opinia publiczna, wiedzą rynki finansowe. Grecy podnoszą wielki krzyk na Europę i świat o za wysokim koszcie kolejnych przyznawanym im kredytów. My tymczasem udajemy Greka i cieszymy się że nasze obligacje idą jak świeże bułeczki, choć ich koszt znacznie przewyższa koszt np. suwerennych obligacji portugalskich. Co tu ukrywać płacimy jak Grecy. Może minister Rostowski w końcu wyjaśni dlaczego?
Forget Greece: Italy derivatives bomb is also ticking CLICK
Raport NIK CLICK
Spekulacja racją stanu CLICK
Czy strefa Euro jest ekonomicznym przeżytkiem CLICK
Jak świat walczy z kryzysem? CLICK
Oba artykuły z GF doktora Cezarego Mecha pokazują między innymi różnice interesów pomiędzy poszczególnymi krajami i strefami ekonomicznymi jak logiczne strategie konkurencyjne oraz drogi wyjścia z kryzysu. Pozostaje refleksja: czy, aby na pewno Polska posiada własną strategię i drogę wyjścia z kryzysu? Czy może lecimy na autopilocie? Dlaczego koszty kapitału dla Polski są tak wysokie? I czy mamy jeszcze szanse na spłatę zadłużenie w przyszłości? Bowiem plan konwergencji z pewnością na to nie wskazuje.
Transakcja REPO 105, czyli jak Lehman Brothers wygrywał konkursy piękności CLICK
Parkowanie niewygodnych aktyw na chwilę przed końcem okresu sprawozdawczego znane jest od wielu lat (niezależnie od techniki) i stosowane również w Polsce. Jeśli nawet instytucja, która tego dokonała informuje o tym w sprawozdaniach to w sposób trudny do uchwycenia dla inwestorów.
Czwartek, 25.03.2010
Dług publiczny, ryzykowne akrobacje na linie
Dług publiczny okazał się tematem nr. 1 w ostatnich dniach, a to za sprawą cudu dokonanego przez Rostowskiego. Udało mu się ... obniżyć wysokość długu o ponad 5 mld złotych w IV kwartale 2010 roku. W naszej ocenie minister powinien wytłumaczyć opinii publicznej jak tego dokonał. W grudniu 2009 roku Ministerstwo Finansów ogłosiło, że weszło w transakcje typy SWAP z kilkoma zagranicznymi bankami. Jakie są terminy zapadalności tych instrumentów pochodnych? Jakich dotyczą kwot ? Jaki mają wpływ na poziom zadłużenia wg. Rostowskiego? To ważne pytania, nie tylko ze względu na twarde prawa rządzące światem finansów, ale też z uwagi na nadchodzące nowe regulacje w UE. Istnieje wielce prawdopodobny scenariusz, że zobowiązania wynikające z instrumentów pochodnych będą traktowane jako dług (dotychczas księgowano je poza bilansem). Może się okazać, że nasze zadłużenie wzrośnie skokowo z dnia na dzień przekraczając kolejny próg konstytucyjny. Wiedza o realnym zadłużeniu Polski, także tym związanym ze SWAP-ami, powinna znajdować się w domenie publicznej. Inne stanowisko to ryzykowne akrobacje na linie.
Dług publiczny zmierza śmiało do 1000 miliardów zł CLICK
SWAPs ban to to spur sovereign debt bubble CLICK
Środa, 24.03.2010
Cud Rostowskiego
Wg ministra finansów dług publiczny na koniec 2009 roku wyniósł 664,3 mld zł i stanowił 49,5 % PKB. Tenże sam minister jeszcze nie tak dawno w oficjalnym stanowisku stwierdził, że na koniec III kwartału 2009 roku dług publiczny wynosił aż 49,9% PKB. Przy założeniu, że wszystkie inne zmienne pozostają constans, wynika, że nasz dług publiczny zmniejszył się w IV kwartale o drobnostka jakieś 5,2 mld zł (0,4% różnicy). Czyż nie jest to kolejny z zapowiadanych przez Tuska cudów, tym razem cud Rostowskiego.
Wg Rzeczpospolitej Ministerstwo Finansów nie chce wyjaśnić jakie działania doprowadziły do zmniejszenia się długu publicznego w stosunku do PKB.
Przyczyną na pewno nie było wzmocnienie złotego, bowiem w czwartym kwartale wg kursu NBP złoty umocnił się zaledwie o 4 i 9 groszy w stosunku do dolara i Euro.
Jakie są więc przyczyny cudownego zmniejszenia długu publicznego. Otóż Rostowski wyrzucił zapewne część zadłużenia poza budżet stosując transakcje typu SWAP. Ministerstwo weszło w te transakcje w grudniu 2009 tuż przed zamknięciem roku rozrachunkowego.
Wg prawa UE, zgodnie z informacjami zamieszczonymi w Naszym Dzienniku, derywaty nie są klasyfikowane jako zobowiązania budżetowe i dlatego dług zastąpiony SWAP-ami wypada poza bilans. Co ciekawe, obecnie w trakcie przesilenia finansowego w Grecji, włodarze Unii zamierzają zmienić te przepisy tak by derywaty traktować jednak jako zobowiązania budżetowe - zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Cud Rostowskiego może się więc okazać powtórką z greckiej tragedii.
Wydawać by się mogło, że w imię racji stanu Rostowski powinien uchylić rąbka tajemnicy i przedstawić strukturę, skalę transakcji SWAP jak i ich wpływ na poziom zadłużenia na koniec zeszłego roku - za nim tego odkrycia dokonają rynki finansowe. Bowiem wtedy z pewnością będzie się to wiązało z gwałtowną dewaluacją złotego.
Dług jednak powyżej 50% CLICK
Spekulacja racją stanu CLICK
SWAPs ban to to spur sovereign debt bubble CLICK
Senat passes sweeping financial-regulation bill CLICK
Jedno zdanie komentarza: Amerykanie wbrew lobby bankowemu zrobią jednak porządki u siebie.
Poniedziałek, 22.03.2010
Co dzieje się w Grupie Unicredit?
Jeszcze nie tak dawno sensację wzbudziła rezygnacja JK Bieleckiego z funkcji prezesa Pekao, gdy już po niespełna czterech miesiącach jego losy może podzielić prezes całej Grupy Unicredit, Alessandro Profumo.
Doniesienia prasowe wskazują na konflikt w łonie akcjonariuszy Unicredit. Prezes, banku grozi złożeniem rezygnacji, jeśli jego strategia konsolidacji organizacyjnej banku i Grupy napotka na opór akcjonariuszy. 13 kwietnia Rada Banku ma wstępnie zdecydować o dalszych losach prezesa i Grupy.
We Włoszech podnoszone są również sprawy tak drażliwe dla Unicredit jak jego zaangażowanie w proceder prania brudnych mafijnych pieniędzy, czy sprzedaż derywat na rzecz włoskich samorządów.
Również mniejszościowi akcjonariusze Unicredit w Polsce wyrazili swoje zaniepokojenie sytuacją banku. Niedawno Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek wraz z europosłem Ryszardem Czarneckim i posłem na Sejm RP, Zbigniewem Kozakiem złożyło zapytanie do KNF o wyjaśnienie nagannych praktyk biznesowych Unicredit w Polsce. Przygotowywane jest podobna petycja do nadzoru włoskiego, której sygnatariuszami mogą okazać się europosłowie z Włoch, Austrii, Bułgarii i Rumunii.
Tymczasem niejasna jest przyszłość i stan inwestycji Unicredit w Europie Środkowej i Wschodniej. Przed kilku tygodniami Unicredit przekazał 2 z 4 miliardów z podniesienia kapitału do swojej austriackiej spółki córki Bank of Austria, czym oczywiście dał kolejny powód do niezadowolenie włoskich akcjonariuszy. Kapitał ma zostać przeznaczony na ratowanie inwestycji na Ukrainie, w Rosji, Rumunii i Bułgarii.
Na 22 kwietnia wyznaczono termin ZWZ Unicredit, gdy aktywa Grupy kurczą się, zyski maleją, a ryzyko rośnie z każdym miesiącem. Tegoroczne zgromadzenie akcjonariuszy może okazać najbardziej burzliwym w historii Unicredit. Oczywiście weźmiemy w nim udział w interesie polskich klientów i akcjonariuszy tego banku.
Za Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek
Jerzy Bielewicz
Komisja bierze stronę silniejszego CLICK
Pieniądze mafii w banku wspólników Bieleckiego CLICK
Neokolonialne interesy Włochów od Bieleckiego CLICK
Forget Greece: Italy derivatives bomb is also ticking CLICK
Zapytanie KNF CLICK
Zapytanie KNF cdn CLICK
Wystąpienie Prezesa Stowarzyszenia Przejrzysty Rynek na
Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy Unicredit, Rzym, 16.11.2009 CLICK
Wtorek, 16.03.2010
Reformy systemu bankowego i rynków chyba nie będzie (ang.) CLICK
Tags of war over derivatives reform CLICK
Is China's politbiuro spoiling for a shut down with America CLICK
Global demand for US assets slowed in January CLICK
US AAA rating comes under pressure ? CLICK
UK rating view as safe ? CLICK
Zestawienie powyższych artykułów wskazuje z jednej strony na przeszkody w przeprowadzeniu zmian i reform w sektorze bankowym i na rynku derywatów, z drugiej rosnące napięcie w relacjach Stanów Zjednoczonych z Chinami. Na tym tle ryzyko podejmowane na rynkach finansowych stale rośnie. Filary współczesnej ekonomi i finansów, USA i WB mogą w perspektywie kilku lat pożegnać się ze swoim ratingiem finansowym na poziomie AAA. Miarę utraty wartości nabywczej głównych walut i zwiększonego ryzyka inwestycji na rynku akcji i długu stanowi oczywiście gwałtowny wzrost ceny złota, obecnie w okolicach $1100 za uncję. Retoryka między USA a Chinami wskazuje na zagrożenie protekcjonizmem we wzajemnych relacjach, włączając kontrolę przepływu kapitału. Ostatni raz USA posunęły się do takiego kroku w 1933 roku decyzją Prezydenta Roosevelta.
Poniedziałek, 15.03.2010
Czy Bieleckiemu należy się skwitowanie za pracę w Pekao SA
W zeszłym tygodniu JK Bielecki stanął na czele Rady Gospodarczej przy premierze rządu. Zanim jednak objął to stanowisko, powinien rozliczyć się ze swoich dokonań w Banku Pekao SA. Bank ten w kolejnym kwartale odnotowuje spadek przychodów, traci klientów, wstrzymuje publikacje sprawozdań finansowych, podczas gdy jego konkurent PKO BP rozwija się dynamicznie pomimo kryzysu. Jakie są tego przyczyny? Przede wszystkim, przyczyną był zły, nieprofesjonalny zarząd - na co wskazują akcjonariusze mniejszościowi od z górą 4 lat. Oto tylko jeden wycinek jego działalności.
JK Bielecki złożył swój podpis na umowie sprzedaży spółki Pekao Development w lutym 2006 roku. Dwa miesiące później podpisał jako prezes Pekao SA umowę wspólników z włoskim deweloperem Pirelli i zasiadł w radzie nadzorczej spółki w której Pekao posiadało już tylko 25% udziałów. Spółka Pekao Development została sprzedana do Pirelli za cenę nieco tylko wyższą niż jednoroczny zysku netto. Jak wspomniano, strony transakcji podpisały 25-cio letnią umowę wspólników, w której bank oddał na wyłączność prawo do zakupu przez Pirelli nieruchomości należące do Grupy Kapitałowej Pekao SA oraz prawo wyłączności do zakupu trudnych kredytów banku zabezpieczonych hipotecznie (na nieruchomościach klientów banku). W ramach tej umowy Pekao zobowiązało się również do finansowania przyszłych projektów deweloperskich prowadzonych przez Pirelli. W 2007 roku akcjonariusz banku założył w sądzie gospodarczym sprawę podważającą uchwałę o skwitowaniu działalności Bieleckiego za rok 2006. Sąd właśnie powołał dowód z wyceny Pekao Development. Przedstawiam poniżej ostatnie pismo akcjonariusza (13.03.2010) w tej sprawie.
"Na ostatnim posiedzeniu Sąd powołał dowód z wyceny Pekao Development Sp. z o.o.
Powód niniejszym wskazuje na pożądane cechy i warunki rzetelnej wyceny Pekao Development jak i odwołuje się do materiałów dowodowych oraz do twierdzeń pozwanego banku odniesionych do wartości Pekao Development.
Po pierwsze, rzetelna wycena Pekao Development powinna uwzględniać warunki sprzedaży zawarte w umowie sprzedaży, bowiem strony transakcji zgodnie i z pełną świadomością na nie przystały, określając przy tym niezwykle precyzyjnie przedmiot i zakres umowy i transakcji. Wg Umowy Sprzedaży z 15 lutego 2006 roku warunkiem dokonania transakcji było podpisanie przez strony tzw. Umowy Wspólników, co też miało miejsce 3 kwietnia 2006 roku. Zobowiązania obu stron zawarte w Umowie Wspólników powinny być zatem oszacowane i uwzględnione w wycenie Pekao Development. W tym kontekście znaczenie mają przede wszystkim prawa oddane na rzecz Pirelli na okres 25 lat do nieruchomości i trudnych kredytów pozwanego banku jak i zobowiązania pozwanego do finansowania na określonych warunkach przyszłych przedsięwzięć deweloperskich.
Po drugie, Umowa Sprzedaży akcji Pekao Development z 15 lutego 2006 roku daje cząstkowe dane do szacunkowego określenia wartości poszczególnych projektów stanowiących o wartości spółki Pekao Development. Analiza tych danych wskazuje, że pozwany zapłacił mniej niż środki już zainwestowane (poniesione) na projekty. Co więcej, wartość pojedynczych projektów (oczywiście uwzględniając zadłużenie) przewyższa wartość transakcji sprzedaży całej spółki. Fakty te, jeszcze raz przemawiają za uwzględnieniem zapisów i treści Umowy Sprzedaży i Umowy Wspólników w wycenie Pekao Development.
Po trzecie, wiarygodny i wszechstronny szacunek wartości spółki przy założeniu dobrej woli nabywcy i sprzedającego zawiera w sobie kilka elementów, z których najważniejszym jest wycena porównawcza z podobnymi transakcjami na rynku zawartymi w tym samym okresie czasu. Jako przykład transakcji, która poprzedziła sprzedaż Pekao Development należy wskazać upublicznienie spółki Dom Development przeprowadzone przez spółkę zależną pozwanego. Dostępny jest prospekt emisyjny Dom Development przygotowany przez pozwanego, w którym pozwany uzasadnia cenę emisji i dokonane wyceny, prospekt, który umożliwił upublicznienie spółki na korzystnych, bo rynkowych warunkach. Warunki upublicznienia Dom Development były i są więc powszechnie znane. Podobny sposoby wyceny przy tych samych założeniach należałoby poczynić przy wycenie Pekao Development, bowiem obie transakcje miały miejsce w tym samym czasie podczas hossy na rynku nieruchomości.
Po czwarte, wartość spółek deweloperskich kształtuje się różnie w różnych okresach w zależności od koniunktury. Pekao Development zostało sprzedane jak wspomniano wyżej w środku hossy na rynku nieruchomości i spółek deweloperskich. Rynek publiczny z tamtego okresu daje kolejne pole do wyceny porównawczej metodą wskaźnikową. Metoda ta niezwykle prosta pozwala określić ile inwestorzy giełdowi gotowi byli w danym czasie – na miesiąc czy nawet w przeddzień transakcji - zapłacić za spółkę o profilu deweloperskim takim jak Pekao Development. W 2006 roku są już dostępne dane do takiej wyceny – na giełdzie znajduje się wiele spółek deweloperskich, również prowadzone są indeksy spółek deweloperskich i budowlanych. Na marginesie należy podkreślić, że wartość tych spółek mimo obecnego kryzysu na rynku nieruchomości nigdy nie spadła poniżej jednokrotności czy dwukrotności rocznego zysku, a za taką właśnie cenę pozwany sprzedał Pekao Development w środku hossy na rynku nieruchomości.
Po piąte, wyceny porównawcze przedsiębiorstw dają podstawy do rozważań o utraconych korzyściach – szczególnie po dokonanej transakcji. Na tej podstawie, posługując się właśnie wycenami porównawczymi można podważyć (lub nie) rzetelność danej ceny transakcji.
Po szóste, innym elementem powszechnie stosowanym wiarygodnego szacunku wartości spółki jest wycena tzw. metodą DCF (Discounted Cash Flows) – wolnych strumieni gotówkowych. W metodzie tej zakłada się wskaźnik przyszłego wzrostu wolnych strumieni gotówkowych. Można go oszacować w dwojaki sposób – uśredniając historyczne wzrosty (przykładowo, zyski Pekao podwajały się w ciągu trzech lat przed transakcją) lub też przyjmując stopy wzrostu analogiczną do wzrostu w sektorze spółek deweloperskim. Jednocześnie warto nadmienić, że metoda DCF byłaby praktycznie bezwartościowa (niemożliwa do weryfikacji) bez wskazania podjętych założeń (takie przykładowe założenia zawarte są we fragmencie pisma procesowego powoda z 8 listopada 2007 roku – w załączeniu). Oczywiście wycena DCF polega na określeniu wartości przyszłych przepływów gotówkowych pomniejszonych o zadłużenie spółki, ale też uwzględnia plan rozwoju tejże spółki.
Po siódme, pozwany sam przekazał do akt sprawy informację o wysokości wyceny dokonanej przez stronę trzecią – Biuro Maklerskie Citibank (karta 736) . Wycena dokonana po sprzedaży ze spółki 5 projektów mieści się w zakresie wycen porównawczych dokonanych przez powoda (fragmenty pisma procesowego powoda z 1 października 2007 roku – w załączeniu). Wycena dokonana przez Citibank wskazuje na bez wątpienia nierzetelny charakter transakcji z Pirelli. Co więcej, wycena ta dokonana została bez wiedzy o Umowie Wspólników, bowiem kontrakt ten został zatajony przed rynkiem publicznym i nadzorem finansowym.
Po ósme, „wycena” przekazana przez pozwanego (karta 637 do 640) – wydruk z komputera C:\Projekty\Wycena Pekao Development Sp – opis.doc datowany na 24.02.2004 – bez podania autora i źródła, założeń i celu jej dokonania nie mogła stanowić podstawy do określenia wartości przedsiębiorstwa i podstawy transakcji z 15 lutego 2006 roku. Szacunek ten ma charakter oceny wartości likwidacyjnej Pekao Development (nie zakłada pozyskania nowych projektów) i był dokonany dwa lata przed właściwą transakcją. W tym czasie (w ciągu dwóch lat) jak pozwany sam przyznaje ceny nieruchomości wzrosły o 60%, a zyski netto spółki zwielokrotniły się!
Po dziewiąte, pozwany przedstawia w materiałach Memorandum Informacyjne Pekao Development z grudnia 2002, które z racji upływu czasu (ponad trzy lata) nie może być w żadnym sposób traktowane jako materiał do rzetelnie przeprowadzonej transakcji w lutym 2006 roku.
Po dziesiąte, pozwany nie przeprowadził rzetelnego przetargu na spółkę Pekao Development. Oferty, które przedstawił do akt sprawy mają charakter niewiążący i są formułowane na długo przed właściwą transakcją. Przedstawiony materiał wręcz pokazuje mechanizm manipulacji i brak profesjonalizmu ze strony pozwanego.
Po jedenaste, pozwany wielokrotnie w toku sprawy mataczy i posługuje się argumentami fałszywymi z punktu widzenia analizy finansowej i sztuki wycen przedsiębiorstw w tym spółek i projektów deweloperskich. Przykładowo, gdy twierdzi, że sprzedał tanio Pekao Development bo później dopiero pozyskał ten naprawdę cenny projekt. W swej argumentacji pozwany notorycznie zapomina o uwzględnieniu perspektyw rozwoju Pekao Development. Jako praktyk, powód za każdym razem szczegółowo tłumaczył przekłamania i próby manipulacji.
Przykładowo,
- w piśmie z 1 października 2007 roku powód przedstawia żmudny i długotrwały proces przygotowania projektu deweloperskiego. W tym kontekście sugestie pozwanego, że oto w okresie od kwietnia do października 2006 roku pozyskał wyjątkowo cenny i nowy projekt są po prostu śmieszne. Warto pamiętać, że po 6 miesiącach po zakupie 75 % udziałów w Pekao Development z portfela tej spółki sprzedano 5 projektów deweloperskich za kwotę 4-krotnie wyższą niż cena 75% spółki,
- w piśmie z 8 grudnia 2007 roku powód odnosi się do absurdalnych wręcz twierdzeń pozwanego banku na temat struktury finansowania projektów deweloperskich i aspektu zadłużenia.
Po dwunaste, Pirelli w swym komunikacie (w aktach sprawy) dla giełdy w Mediolanie chwali się, że w październiku 2006 roku nabył 5 realizowanych już projektów od Pekao Development po cenie 205 Euro za m2 powierzchni użytkowej, co stanowiło jedną dziewiątą ówczesnej ceny rynkowej w Polsce. Pozwany i tym razem w sposób nieprofesjonalny próbuje tłumaczyć komunikat Pirelli sprzecznie z wszelkimi kanonami finansów oraz z podstawową wiedzą o rynku nieruchomości (fragment pisma powoda z 19 lutego 2008 roku - załączeniu).
Po trzynaste, należy podsumować, że cena sprzedaży 75% Pekao Development była wielokrotnie zaniżona na co wskazuje nie tylko analiza powoda, ale również transakcja przeprowadzona po sześciu miesiącach, w której dokonano sprzedaży 5 projektów z portfela Pekao Development za kwotę 4 krotnie wyższą. Jednocześnie cena transakcji kupna 5 projektów wynosiła wg nabywcy tylko 205 Euro za m2 powierzchni użytkowej (z pewnością po uwzględnieniu zadłużenia na poszczególnych projektach) – ponownie wielokrotnie poniżej cen na rynku. Także, wycena Pekao Development przeprowadzona przez stronę trzecią – Dom Maklerski Citibanku – w pełni potwierdza stanowisko strony powodowej.
W związku z powyższym z tych i innych względów podtrzymuje swoje zarzuty zgodnie z pozwem i pismami procesowymi."
Czy Bieleckiemu należy się skwitowanie?
Należy wskazać, że jest to jedyna sprawa z wielu przed tym samym sądem, w której sędzia prowadząca miała odwagę dopuścić dowody z Umowy Sprzedaży, Umowy wspólników i wyceny Pekao Development. O dalszych rozstrzygnięciach nie omieszkamy poinformować.
Jerzy Bielewicz
Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek
Dla wytrwałych: Załączniki do pisma akcjonariusza CLICK
Lektura na niedzielę:
Forget Greece: Italy derivatives bomb is also ticking CLICK
European's banks brace for UK debt crisis CLICK
Eurozone eyes IMF-style fund CLICK
Kryzys grecki ma towarzystwo CLICK
Bank Centralny Szwajcarii ostrzega CLICK
Tym razem KNF i NBP zareagowały natychmiast wydając odpowiednie oświadczenia. Szkoda, że te same instytucje zlekceważyły ostrzeżenia Banku Szwajcarii przed kryzysem finansowym i atakiem na polską złotówkę. Oczywiście na niniejszej stronie przestrzegamy przed kredytami w obcych walutach od jej powstania. Wypada przypomnieć, że biorąc taki kredyt przyjmujemy na siebie ryzyko walutowe i ryzyko stóp procentowych. Nie mamy żadnych gwarancji, że w ciągu 30 lat trwania kredytu nie będziemy przechodzić przez okres jednoczesnego wzrostu inflacji i osłabienia złotego. Co może spowodować zwielokrotnienie wartości kredytu i płaconych rat. Jako nację banki ubrały nas w szaty szalonych spekulantów.
Znalezione w internecie: Wzrost PKB - para w gwizdek CLICK
Środa, 9.03.2010
Wczoraj Premier powołał Radę Gospodarczą przy swoim urzędzie, na której czele stanął JK Bielecki - do niedawna prezes Pekao. Od dzisiaj JK Bielecki będzie mógł zupełnie oficjalnie spotykać ministrów rządu i urzędników państwowych - wpływać i opiniować ich decyzje. A warto przypomnieć, że jako prezes Pekao SA dał się poznać jako bardzo zręczny lobbysta, dbając o interes swojej instytucji. Doprowadził między innymi do ustawowych zmian w Prawie Bankowym umożliwiających, mówiąc krótko, kreatywną księgowość i korzystny dla Unicredit odkup aktyw Banku BPH, nie bacząc na miejscowe prawo w środku kryzysu wypłacił bez zgody KNF dywidendę przekraczającą zysk netto banku za 2007, złożył swój podpis na umowie wspólników z włoskim deweloperem Pirelii, która przyzwala na nieograniczony wręcz drenaż aktyw Pekao przez Włochów. Czy w Radzie JK Bielecki będzie równie skutecznie stawał za gospodarką kraju jak dzielnie bronił do niedawna interesów włoskich pracodawców? Czy wędrówki od polityki do biznesu i z biznesu do polityki to właściwa recepta na polskie kłopoty? Sądzimy, że nie.
Jerzy Bielewicz
Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek
Neokolonialne interesy Włochów od Bieleckiego
Rok temu pisaliśmy, że za groźnym atakiem spekulacyjnym na polską walutę mogły stać amerykański bank JP Morgan i włoski UniCredit. Dziś analizy giełdowe potwierdzają nasze przypuszczenia, a niektórzy politycy opozycji oskarżają bankierów z UniCredit (właścicieli m.in. Pekao SA) o prowadzenie „neokolonialnej” strategii wobec Polski.
W wyniku handlu opcjami walutowymi i ataku na kurs złotówki, a także pokaźnym dywidendom wypłacanym przez banki, z Polski wypłynąć mogło od 2008 do 2009 r. nawet 20–30 mld zł – alarmowaliśmy kilkanaście miesięcy temu. W wyniku niekorzystnych umów na opcje walutowe i gwałtownego spadku złotówki wniosek o upadłość złożyło wiele znanych firm (m.in. Krośnieńskie Huty Szkła), a tysiące ludzi straciło pracę. „Najważniejsi sprzedawcy opcji walutowych w Polsce to JP Morgan i UniCredit – główny akcjonariusz Pekao SA” – pisaliśmy w lutym 2009 r.
Kto zarobił na Polakach
Trzy tygodnie temu portal internetowy Bankier.pl opublikował analizę, dotyczącą inwestorów zagranicznych w obrocie kontraktami na giełdzie w 2009 r. Opierając się na danych ujawnionych niedawno przez Giełdę Papierów Wartościowych, autor artykułu doszedł do wniosku, że dwaj tajemniczy inwestorzy, którzy rok temu skupiali w swoich portfelach kilkadziesiąt procent wszystkich kontraktów terminowych na WIG20 (indeks 20 największych spółek akcyjnych notowanych na giełdzie w Warszawie), to najprawdopodobniej... włoski UniCredit i amerykański JP Morgan. Oznacza to ni mniej ni więcej, że oba te podmioty – jeśli oczywiście hipoteza Bankier.pl jest prawdziwa – przejawiały wyjątkową, trudno wytłumaczalną aktywność na polskiej giełdzie.
Portal dodaje, że teza o wpływie zagranicy na rynek finansowy w Polsce „mogłaby być bardziej prawdopodobna, jeżeli przyjąć że dwa omawiane portfele [UniCredit i JP Morgan – przyp. red.] posiadały pozycje uśpione, które były potrzebne jedynie do zabezpieczenia innych instrumentów np. do wygenerowania pochodnych oferowanych klientom docelowym.” A – jak wiadomo – do instrumentów pochodnych (rodzaj produktów finansowych wykorzystywanych głównie w spekulacji) zalicza się m.in. właśnie opcje walutowe. Czy informację o wyjątkowej aktywności na giełdzie UniCredit i JP Morgan można traktować więc jako potwierdzenie udziału obu tych podmiotów w handlu opcjami walutowymi i w ataku na kurs złotówki?
– Są to istotne poszlaki – potwierdza Janusz Szewczak, analityk ekonomiczny. – Atak na walutę związany jest zwykle z góry ukartowaną wysprzedażą na giełdzie i rynku obligacji. Wysokie pozycje na kontraktach terminowych na WIG20 wręcz wskazywały na zagrożenie atakiem spekulacyjnym. Chodziło o wzbudzenie paniki, by do inicjatorów ataku przyłączyli się instytucjonalni i drobni inwestorzy. Cały rynek miał uznać, że są realne podstawy do dramatycznej przeceny waluty – mówi „GP” Jerzy Bielewicz, były doradca amerykańskiego banku inwestycyjnego Goldman Sachs, obecnie prezes Stowarzyszenia „Przejrzysty Rynek”.
„Gazeta Polska” już rok temu zauważyła, że masowemu oferowaniu polskim firmom opcji walutowych towarzyszyła cyniczna manipulacja kursem złotówki. Z jednej strony – tuż przed wybuchem kryzysu i gwałtownym spadkiem wartości złotego – banki przepowiadały ustami swoich analityków umocnienie się polskiej waluty. Z drugiej – dopuszczały do działań, które na złotówkę działały negatywnie. Wystarczy wymienić tu tzw. fixing cudów na warszawskiej giełdzie zorganizowany przez JP Morgan (sprawą zajęła się prokuratura i ABW) czy raport UniCredit, którego analitycy bezpodstawnie obniżyli w listopadzie 2008 r. cenę docelową akcji Lotosu (jednej z kilku strategicznych grup kapitałowych w Polsce) z 25 zł do... zera. Andrzej Szcześniak, ekspert paliwowy, powiedział wówczas, że raport ten jest typowym atakiem spekulacyjnym.
Bielecki pod lupą Komisji Europejskiej
Jeśli międzynarodowa finansjera faktycznie chciała zarobić na Polakach, to miała ułatwione zadanie. Przypomnijmy, że szefem bankowości inwestycyjnej JP Morgan na Europę Środkowo-Wschodnią jest Cezary Stypułkowski – słynny eksprezes Banku Handlowego, związanego z aferą FOZZ. Bankowi JP Morgan doradza również Anatolij Czubajs – „ojciec” kariery politycznej Władimira Putina, oligarcha doskonale zorientowany w polskich realiach (to on, jak pisał „Wprost”, uchodzi za autora koncepcji, według której mocarstwową pozycję Rosja zdobyć może dzięki uzależnieniu ościennych państw od dostaw strategicznych surowców). W polskich spółkach należących do UniCredit pracuje lub pracowało z kolei wielu ludzi związanych z Kongresem Liberalno-Demokratycznym i Platformą Obywatelską, m.in. obecny minister finansów Jacek Rostowski i Jan Krzysztof Bielecki.
Ten ostatni był do niedawna szefem banku Pekao SA, należącego do Włochów; zasiadał także – co niezmiernie istotne – w Komitecie Zarządzającym Unicredit. To właśnie za „kadencji” Bieleckiego wybuchła sprawa opcji walutowych i skandalicznego raportu na temat Lotosu. Ale wiadomo już, że oprócz prawdopodobnego udziału UniCredit w działaniach na rzecz destabilizacji polskiego systemu walutowego i finansowego, Włosi – za wiedzą Bieleckiego – przeprowadzali w Polsce inne niejasne operacje.
W lutym 2010 r. europoseł PiS Ryszard Czarnecki zwrócił się do Komisji Europejskiej z prośbą o interwencję w sprawie „zmowy i wykorzystania pozycji dominującej przez UniCredit”. Chodzi o okrywane dziwnym milczeniem tzw. Projekt Chopin, przymuszające Pekao SA do zawarcia niekorzystnej długoterminowej (na 25 lat!) umowy z włoskim Pirelli (spółką powiązaną z UniCredit). – Pirelli kupił spółkę Pekao Development należącą do Pekao SA za 20 mln euro. Według naszej wyceny oddano ją poniżej ceny rynkowej ze stratą dla Pekao SA sięgającą co najmniej 1,5 mld zł. Następnie Pekao i Pirelli podpisały umowę, w której polska spółka bez żadnej kompensacji finansowej oddała za darmo prawo wyłączności do swoich nieruchomości i do nieruchomości klientów banku, które są zabezpieczeniem ich kredytów. Można więc w skrócie powiedzieć, że prezes Bielecki oddał w praktyce 20 proc. rynku nieruchomości w Polsce Włochom – tłumaczy Jerzy Bielewicz.
O tej bulwersującej sprawie informowały dotąd nieliczne media („Gazeta Polska”, „Nasz Dziennik”, „Gazeta Bankowa”), tym razem jednak – gdy trafiła ona na forum Komisji Europejskiej – tajemniczego Projektu Chopin nie da się tak łatwo zamieść pod dywan.
Neokolonializm po włosku
W marcu 2010 r. Ryszard Czarnecki zwrócił się do Komisji z kolejnym zapytaniem. „Polskie Pekao SA pod naciskiem Unicredit wspomaga finansowo swoją ukraińską spółkę-córkę UniCredit Bank, nie tworząc na ten cel odpowiednich rezerw. Złe długi, wbrew prawu bankowemu, są rolowane kosztem pożyczek z Pekao” – napisał europoseł. Dodajmy, że Czarnecki w swoim zapytaniu do Komisji Europejskiej nazwał postępowanie UniCredit „neokolonialną strategią”. Dlaczego? Bo Włosi, wykorzystując bierność nadzoru bankowego, finansują swoje inwestycje kosztem spółek ulokowanych w Polsce. „Nie może być tak, że w Unii są równi i równiejsi, że instytucje finansowe starej UE są w sytuacji uprzywilejowanej, a organy UE patrzą na ich działania przez palce” – napisał eurodeputowany.
Określenie „neokolonialny” w stosunku do działań UniCredit zostało użyte także w oświadczeniu Stowarzyszenia „Przejrzysty Rynek”, pod którym podpisali się cytowani już Jerzy Bielewicz i Ryszard Czarnecki, a także poseł PiS Zbigniew Kozak oraz były parlamentarzysta, eksprzewodniczący sejmowej komisji śledczej ds. banków i nadzoru bankowego – Artur Zawisza. – Proszę mi powiedzieć, jak nazwać inaczej strategię Unicredit? Przecież mieszkania są często naszym jedynym bogactwem. Teraz jeśli klient Pekao spóźnia się z zapłatą raty hipotecznej, prawo do jego mieszkania (hipoteki) jest w rękach Włochów – mówi Bielewicz.
Według informacji „Gazety Polskiej”, na umowach zawartych w ramach Projektu Chopin widnieją podpisy samego Jana Krzysztofa Bieleckiego. Jest to zresztą jedna z głównych przyczyn, dla których mainstreamowe media objęły temat porozumienia absolutną cenzurą (innym istotnym powodem milczenia są zapewne pokaźne kredyty zaciągnięte w Pekao m.in. przez ITI i Agorę).
Jeszcze w listopadzie 2009 r. zwróciliśmy się do byłego premiera z pytaniami o umowy Pekao z UniCredit i firmą Pirelli, nie otrzymaliśmy jednak żadnej odpowiedzi. Nie było to zresztą wielkim zaskoczeniem, bo gdy podczas pracy nad artykułem o opcjach walutowych zapytaliśmy rzecznika Pekao SA o charakter umów opcyjnych zawieranych przez spółki UniCredit, usłyszeliśmy, że „kształt i konstrukcja transakcji zabezpieczających są objęte tajemnicą bankową pomiędzy bankiem i firmą-klientem”.
Grzegorz Wierzchołowski, Gazeta Polska
Rada lobbystów przy premierze CLICK
Pieniądze mafii w banku wspólników Bieleckiego CLICK
Credit swap ban to spur sovereign debt bubble CLICK
Wtorek, 9.03.2010
Memento moris
Kiedy spytasz dziennikarzy pracujących w GW, zapewnią cię, że u nich istnieją nieprzenikalne ściany oddzielające dział finansów od redakcji. Czy tak jednak jest w codziennym życiu? Niedawno z Pekao SA odszedł JK Bielecki. Zarówno Agora, GW jak i ITI oraz TVN po uszu zadłużone są w Pekao SA. Co więcej akcje TVN i jej wszystkie aktywa zastawione są w tym banku. Po rezygnacji Bieleckiego TVN zmienia front i pozbywa się programów publicystycznych ze swego sztandarowego kanału... Zaangażowanie polityczne nie przełożyło się na wpływy finansowe.
W prasie ukazały się ostatnio informacje, że również TVP, niczym ćma światła pożąda kredytu w Pekao SA. Czy to roztropna decyzja? Czy Pekao SA jest jedynym bankiem gotowym zaangażować się w telewizję publiczną? Przestrzegamy, memento moris, tej w aspekcie ducha i niezależności programowej. Bowiem o ile polityczni harcownicy mogą mieć wpływ na ten lub inny program od czasu do czasu, to twarda finansowa rzeczywistość uczyni z misji publicznej karykaturę, a z TVP może zrobić gadzinówkę podobną do tej za komuny. Nie bez przyczyny przytaczam więc dzisiejszy artykuł z Naszego Dziennika.
Jerzy Bielewicz
Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek
Od kogo pożyczy TVP?
Kredyty w Pekao SA zaciągnęły już główne komercyjne grupy medialne - ITI (właściciel telewizji TVN) oraz Agora (wydawca "Gazety Wyborczej"). Teraz kolej na TVP. Czy telewizja publiczna weźmie kredyt w banku, którego włoski właściciel zamieszany jest w międzynarodową aferę dotyczącą prania mafijnych pieniędzy? Zdecyduje o tym minister skarbu. Warto by wziął pod uwagę wpływ uzależnienia kredytowego na misję informacyjną TVP.
Według agencji AFP, włoska mafia w latach 2005-2007 wyprała w bankach około 2 mld euro. Postępowanie w sprawie afery prowadzą prokuratura włoska oraz austriacka. Wczoraj światowe media obiegły sensacyjne informacje na temat śledztwa. - Mafijne pieniądze przepływały przez 14 rachunków w austriackich bankach, wśród których był Bank Austria należący do grupy UniCredit - podała wczoraj "The Sydney Morning Herald Tribune". Przepływy były organizowane przez spółki zależne włoskiego operatora Telecom Italia. Prokuratorzy podejrzewają, że poprzez dwie kontrolowane spółki - Fastweb i TIS (Telecom Italia Sparkle) - Telecom Italia rozliczyła fikcyjnie nieistniejące usługi telefoniczne i internetowe na astronomiczną kwotę 1,8 mld euro. Na tle afery zarzut, iż mafia nie odprowadziła od tych transakcji kilkuset milionów euro podatku, brzmi nieco groteskowo.
We Włoszech aresztowano już w związku z tą sprawą 56 osób, w tym założyciela Fastweb. Jak informuje "New York Times", włoska prokuratura zajęła w tych dniach 300 mln euro na kontach włoskiego operatora. Śledztwo zatacza coraz szersze kręgi.
Tymczasem, jak podały media, TVP, przyciśnięta brakiem pieniędzy z abonamentu, ubiega się w Pekao SA, banku należącym do włoskiego UniCredit, o ogromny kredyt na kwotę 100 mln złotych. Bank miał, według tych doniesień, zażądać zabezpieczenia w postaci hipoteki na gmachu głównym TVP przy ul. Woronicza w Warszawie. Zgoda na zaciągnięcie kredytu zależy od ministra skarbu Aleksandra Grada.
- Z uwagi na napływające informacje o ewentualnym uwikłaniu UniCredit w międzynarodowe śledztwo dotyczące prania pieniędzy przez mafię zadłużanie telewizji publicznej w spółce zależnej UniCredit jest bardzo ryzykowne - uważa Jerzy Bielewicz, prezes Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek". - Ponadto jeżeli kredyt z Pekao SA dla TVP dojdzie do skutku, to prawo wyłączności i pierwokupu w stosunku do nieruchomości TVP uzyska włoski deweloper Pirelli, o ile kondycja finansowa TVP się nie poprawi - ostrzega szef stowarzyszenia. Chodzi o to, że nieruchomości TVP objęte zostaną automatycznie tzw. Porozumieniem Chopin i zawartą na jego podstawie umową z 2006 r. pomiędzy Pekao SA a włoską spółką deweloperską Pirelli, na mocy której polski bank na 25 lat oddał stronie włoskiej prawa do swoich złych kredytów, nieruchomości i hipotek.
Stowarzyszenie "Przejrzysty Rynek" zwróciło się do Komisji Nadzoru Finansowego o wyjaśnienie sprawy Projektu Chopin i umowy Pekao SA z Pirelli w związku z podejrzeniem działania na szkodę polskiego banku i jego klientów. Przygotowywana jest też skarga do włoskiego organu nadzoru nad rynkiem finansowym. Projekt Chopin jest przedmiotem interwencji europosła Ryszarda Czarneckiego w Komisji Europejskiej oraz interwencji rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego w Prokuraturze Krajowej. - Pirelli wraz z UniCredit współzarządzały do października 2006 r. włoską spółką Telecom Italia - przypomina Jerzy Bielewicz.
Spółka Pirelli, w czasie gdy podpisywała umowę z Pekao SA dotyczącą jego nieruchomości, była powiązana z włoskim UniCredit, właścicielem polskiego banku, przez spółkę Olimpia, w której prezes Aleksandro Profumo pełnił funkcję wykonawczą. Otóż w tejże Olimpii doszło w tym samym czasie do asymetrycznej transakcji - wykupu przez Pirelli od UniCredit bezwartościowych opcji na akcje Telecom Italia. - Prawdopodobnie umowa z Pekao SA, niekorzystna dla polskiego banku, dostarczyła Pirelli środków na wykup opcji na akcje Telecom Italia od UniCredit - twierdzi Bielewicz.
Małgorzata Goss, Nasz Dziennik
TVN to za mało dla prezesa tej stacji CLICK
Poniedziałek, 8.03.2010
Jestem za protekcjonizmem, w pozytywnym tego słowa znaczeniu
W Grecji, państwie członkowskim UE, doszło do strajków i zamieszek ulicznych. Na fali społecznego uniesienia, wysoki urzędnik greckiego rządu, wicepremier Theodoros Pangalos skrytykował Niemcy za zwlekanie z pomocą finansową, twierdząc, że Ateny nigdy nie otrzymały od Berlina należnej rekompensaty za zniszczenia wywołane inwazją nazistowskich Niemiec. Jednak bezpośrednią przyczyną zamieszek były cięcia budżetowe spowodowane wysokim zadłużeniem Grecji i niemożnością spłaty wymagalnego długów bez pomocy z zewnątrz. Co więcej, to nadmierne zadłużenie przez wiele lat było skrywane przez władze Grecji, które próbują teraz przerzucić ciężar własnej niefrasobliwości finansowej na barki obywateli.
W Niemczech, znakomita większość obywateli uważa, że Grecji nie należy się pomoc finansowa. Nie zdają sobie sprawy, że ich dobrobyt zbudowano pod pożyczki udzielane Grecji przez niemieckie i francuskie banki. Co więcej na pożyczki udzielane przez np. francuski sektor finansowy niemieckie banki wydawały gwarancje (tzw. SWAP-y) i vice versa. Dzięki życiu nad stan Grecji, Portugalii, Hiszpanii czy Włoch niemiecki przemysł zyskiwał rynki zbytu na swoje dobra, a Niemcy mogą się dziś pochwalić najwyższą nadwyżką handlową na świecie. Załamanie finansowe Grecji byłoby dla Niemiec katastrofą. Tak czy inaczej to oni poprzez swoje banki zapłaciliby najwyższą cenę.
W USA, prezydent Obama a za nim szef Rezerwy Federalnej Bernanke wskazują, że kraje jak Niemcy, Chiny i Japonia powinny zrobić więcej by stymulować popyt wewnętrzny, zaś kraje jak USA, Wielka Brytania czy Grecja muszą produkować i eksportować znacznie więcej by wydobyć swoich obywateli ze spirali zadłużenia. Prawda, że proste. Czy jednak tak się stanie? Popyt wewnętrzny w Japonii i Niemczech pozostanie z pewnością na niezmienionym poziomie, a to z racji starzejącej się populacji, tradycji i wyśrubowanych wskaźników ekonomicznych.
W Chinach, zmniejszony eksport zastąpił właśnie popyt wewnętrzny, a stopa wzrostu gospodarczego pozostaje na niebotycznym dla Europy czy Stanów poziomie. Jednak Chiny z pewnością nie staną się znaczącym importerem dóbr konsumpcyjnych. Mogą je wytwarzać na swoje potrzeby póki co same. Z drugiej strony warto pamiętać, że w kraju środka nagminnie łamane są prawa obywatelskie,
W Rosji, Instytut Rozwoju Współczesnego (INSOR), ciało doradcze przy Prezydencie Miedwiediewie, wydał raport "Wizerunek Rosji XXI wieku. Obraz jutra, którego sobie życzymy". Doradcy Prezydenta chcą wprowadzenia Rosji do UE i NATO. Czego się boją? Gdy my parliśmy do Unii i NATO, uciekaliśmy przed sąsiadem ze wschodu. Cóż to za mocarstwo rośnie i aż zagraża Rosji. Doradcy Prezydenta Miedwiediewa postulują także głębokie zmiany w systemie politycznym, chcą powrotu do wyborów na stanowiskach gubernatorów regionów i senatorów. Raport zbiegł się z rozruchami w Kaliningradzie, Moskwie i innych dużych aglomeracjach miejskich.
W Unii, politycy uczą się dopiero skutecznie zagrywać w globalnej grze. Na razie mówią nam Polakom, że rozgrywka idzie o dużo większą stawkę niż prawa człowieka czy mniejszości narodowych. Ponoć właśnie pozbawiamy się przynależnej nam części białoruskiego tortu występując przeciwko konfiskatom nieruchomości należących do Związku Polaków.
Naczynia połączone
Dzisiaj banałem będzie powiedzieć, że globalizacja, czyli wolne przepływy finansowe i dóbr konsumpcyjnych niosą za sobą widoczne zagrożenia. Czyż nie jest tak, że kupując tanie towary z Chin importujemy ukradkiem bezrobocie, przyzwalamy na obniżanie standardów życia i w końcu godzimy się by naszych własnych obywateli pozbawiać w ostatecznym rozrachunku należnych im praw? Czy dla Prezydenta Obamy spotkanie z Dalajlamą stanowiłoby takie polityczne wyzwanie, gdyby nie dług w dolarach zaciągnięty w Chinach?
Przykładów bezradności świata polityki wobec współczesnych wyzwań można mnożyć bez końca.
Niedawno ugrzęzła w Senacie Stanów Zjednoczonych ustawa, której celem miało być ukrócenie samowoli bankierów i zapobieżenie dalszemu pogłębianie się kryzysu finansowego. Wobec zmarginalizowaniu prezydenta i prezydentury (wpuszczono go w maliny reformy systemu ubezpieczeń, odebrano kilka krzeseł w Senacie) szanse na nowe regulacje są nikłe.
Przez analogie do Wielkiego Kryzysu dynamika wydarzeń osadza nas dziś gdzieś w końcówce 1932 roku. Mamy przed sobą okres ubożenia społeczeństw, wykluwania się ideologii populistycznych, pseudo-przywódców, którzy będą w stanie "pociągnąć masy" i w końcu konfliktów, oby tylko regionalnych. A w finansach słowa klucz to deflacja, hiperinflacja, spekulacje finansowe. Spiralę zadłużania trudno bowiem przerwać.. biorąc więcej kredytów. Wie o tym adept finansów, wiedzą bankowcy, którzy oczywiście dawno nie wierzą w bilanse i sprawozdania finansowe swoich własnych instytucji…
W tej niewesołej sytuacji jestem za protekcjonizmem, w dobrym tego słowa znaczeniu. Należy dbać oto, aby wartości na których opiera się świat zachodu pozostały nienaruszone. A mam tu na myśli tak ważne wyznaczniki porządku publicznego jak prawa człowieka, trójpodział władzy, sprawny i niezależny wymiar sprawiedliwości, przejrzystość reguł, którymi kierują się rządzący, czy dochowanie wartości chrześcijańskich. Może dbałość o standardy życia politycznego, gospodarczego i społecznego to jedyna skuteczna droga wyjścia z kryzysu?
Muzyka na niedzielę!"Fear the Boom and Bust" Hayek vs. Keynes napisy PL CLICK
Cóż ten zabawny klip, pokazuje, że od stu lat ekonomiści drepcą w miejscu.
Lektura na niedzielę:
Dwa "grubasy" zidentyfikowane CLICK
Podejrzane interesy wspólników Bieleckiego CLICK
Unicredit/JP Morgan, a opcje walutowe CLICK
Employment situation in the US CLICK
Raport wskazuje, że ogólna liczba Amerykanów, którzy mają kłopoty z zatrudnieniem w pełnym wymiarze lub też niezatrudnionych przekroczyła 26 milionów.
Goldman Sachs: The Great American bubble machine CLICK
Like a bad penny Goldman always turns out CLICK
W Dzienniku ukazał się bałwochwalczy artykuł o Goldman Sachs. Coś tak wazeliniarskiego nie miałoby szansy publikacji nawet w najbardziej liberalnych mediach Wielkiej Brytanii czy USA. A u nas proszę. Dla równowagi zamieszczamy krytyczne artykuły o Goldmanie. Pozostaje pytanie co też Goldman Sachs załatwia właśnie z rządem Tuska (?).
Piątek, 5.03.2010
USA grozi kryzys większy niż ten z 2008r. CLICK
To wszystko prawie prawda. Jednak świat finansów i gospodarki wg mojej oceny jest już zdeterminowany. Na reformy był czas rok, pól roku temu. Ultimatum Obamy stanowiło jeszcze iskierka nadziei.
Wystąpienie Prezydenta Obamy (ang.) CLICK
Teraz wobec wszechpotężnego lobbyingu ze strony sektora bankowego - zmarginalizowaniu Prezydenta i Prezydentury (wpuszczono go w maliny reformy systemu ubezpieczeń, odebrano kilka krzeseł w Senacie) nie widzę szans na rychłe zmiany. Przez analogie do Wielkiego Kryzysu dynamika wydarzeń osadza nas dziś gdzieś w końcówce 1932 roku. Mamy przed sobą okres ubożenia społeczeństw, wykluwania się ideologii populistycznych, pseudo-przywódców, którzy będą w stanie "pociągnąć masy" i w końcu konfliktów, aby tylko regionalnych. A w finansach słowa klucz to deflacja, hiperinflacja, spekulacje finansowe. Spiralę zadłużania trudno bowiem przerwać.. biorąc więcej kredytów. Wie o tym adept finansów, wiedzą bankowcy, którzy oczywiście nie wierzą w bilanse i sprawozdania finansowe swoich własnych instytucji... Wychodzą z założenia, że skoro jeszcze przed wielkim buuum da się coś uszczknąć to czemu nie... A i na wielkim buuum też pewno nieźle zarobią... I tylko póki co winnych kryzysu i czekających nas perturbacji nie ma i chyba nie będzie. I tak to wygląda.
Pittsburgh... i co dalej? CLICK
Rachunek sumienia CLICK
Czwartek, 4.03.2010
Rządy UE i władze USA wspólnie przeciw spekulacji na parze Euro/$ (ang) CLICK
Podobne działania proponowałem gdy przedmiotem ataku spekulacyjnego była złotówka. Nie zostały podjęte przez polski rząd. Sądzę, że z greckiej lekcji powinny zostać wyciągnięte właściwe wnioski. Ciągle jeszcze można odsłonić mechanizm i aktorów ataku na złotego, zwłaszcza że polskie firmy poniosły w wyniku manipulacji walutowych olbrzymie straty. Ciągle w Sejmie RP czeka na rozstrzygnięcia ustawa dotycząca opcji walutowych.
W końcu ubiegłego roku Ministerstwo Finansów weszło w transakcje walutowe typu SWAP. Istnieje zatem ryzyko, że scenariusz obserwowany w Grecji może się powtórzyć wobec kłopotów Polski z deficytem finansów publicznych. Czy Polska zdoła pozyskać równie potężnych sojuszników jak Grecja?
Gra na spadek złotego dopiero się zaczyna CLICK
Opcje walutowe to czysta spekulacja CLICK
Środa, 3.03.2010
Grad ma w ręku TVP CLICK
Dziennik ujawnia cenę jaką będzie musiało zapłacić TVP za kredyt w Pekao SA. Należy dodać, że poza TVP również przetrwanie TVN zależy od Pekao SA (zrestrukturyzowało jako lider konsorcjum dług TVN po załamaniu złotego). Tylko "oficjalne" długi TVN i ITI do Pekao sięgają obecnie grubo ponad miliard złotych. Cały majątek TVN jest zastawiony w Pekao SA pod kredyty i obligacje w rękach tego banku. Również Agora jest po uszy zadłużona właśnie w Pekao SA. Tak więc włączając teraz TVP, Pekao SA będzie miało realny - finansowy wpływ na kluczowych graczy rynku mediów w Polsce. Z pewnością jest to aberracja niespotykana nigdzie indziej poza krajami postkomunistycznymi.
TVP i politycy z nią związani strzelą sobie w głowę, gdy TVP zaciągnie kredyt w Pekao SA. Przeciwnie TVP powinno szukać konkurencyjnego banku i jednocześnie wytoczyć sprawę sądową przeciwko premierowi rządu, że swymi wystąpieniami i zachętą do nie płacenia abonamentu doprowadził stację i spółkę skarbu państwa do obecnej sytuacji finansowej.
Na marginesie, warto zauważyć, że informacje takie jak ta zawarta w artykule Dziennika zwykle umyka uwadze elit politycznych, opozycji i kręgom opiniotwórczym. Polacy zapominają, że polityką rządzi pieniądz, a gdy zaczyna go brakować, partia u władzy nie waha się przed uzurpowaniem dominującej pozycji poprzez działania niezgodne z prawem, a nawet niszczenie spółek Skarbu Państwa.
Również zaangażowanie Pekao w tzw Projekt Chopin oraz niezwykła wręcz przychylność obecnego rządu wobec Grupy Unicredit powinny dawać wiele do myślenia.
Pozew CLICK
Ulubiony doradca rządu CLICK
Oświadczenie
Do wyroku ( Przewodniczący SSO - Agata Saryusz Szarska) w sprawie (Sygn. Akt: XX GC 317/08) toczącej się przed Sądem Okręgowym w Warszawie (XX Wydział Gospodarczy), podważającej z woli akcjonariusza uchwały podjęte na ZWZ Pekao SA w 2008 roku, z dniem dzisiejszym została złożona apelacja.
Oto sentencja złożonej apelację: "Wyrok sądu stoi w sprzeczności nie tylko z literą prawa (Prawo Bankowe, KSH, obowiązujące Standardy Księgowe) ale też z interesem ogólnym o czym mogą świadczyć choćby liczne interpelacje poselskie dotyczące Projektu Chopin przeprowadzanego w ramach Grupy Unicredit.
Przykładowo, Poseł do Parlamentu Europejskiego Pan Ryszard Czarnecki w trosce o interes Państwa Polskiego wystosował w tej sprawie interpelacje do Komisji Europejskiej (w załączeniu).
W dniu 23 lutego 2010 roku Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek wraz z posłem na Sejm RP Panem Zbigniewem Kozakiem i posłem Czarneckim wystąpiło z zapytaniem (w załączeniu) do Przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego o praktyki biznesowe Unicredit na rynku w Polsce.
W mediach ukazało się na temat Projektu Chopin wiele publikacji (część w aktach sprawy).
Jednak sędzia orzekający wydał skandaliczny wyrok bez powołania choć jednego dowodu wniesionego przez powoda.
Czy niezawisłość sądów w Polsce ma polegać na wydawaniu wyroków w całkowitym oderwaniu od litery i ducha prawa, bez właściwego przewodu sądowego, z karygodnym lekceważeniem powołanych dowodów, wbrew ekspertyzom autorytetów i z pogardą dla praw obywatelskich?"
Omawiany wyroku sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem, logiką i poszanowaniem faktów przynosi ujmę wymiarowi sprawiedliwości.
Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek
Prezydent JK Bielecki CLICK
Wtorek, 2.03.2010
W oczekiwaniu na trzęsienie ziemi CLICK
Z pewnością powyższy tekst ma wymiar czysto polityczny. Niezwykle ciekawa okazuje się dyskusja internautów na zadany temat. Skąd na naszej stronie z gruntu wydawałoby się nakierowanej na finanse polityka. To proste. Zarówno system komunistyczny jak i fasadowa demokracja z którą mamy do czynienia dziś nagradza hojnie swoich popleczników. Patrzy przez palce na nieczystą grę, przekręty i oszustwa finansowe, jeśli tylko sprawcy mają właściwe poglądy polityczne. Wręcz w wielu przypadkach zachęca do takich czynów jeśli potencjalne ofiary, przedsiębiorstwa lub organizacje stanowią zagrożenie dla panującego status quo. Przykładów jest bez liku. Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek pod presją zainteresowanych zmienia właśnie swój statut. Poza finansami zajmie się sferą obrony praw obywatelskich. Kryzys finansowy obnażył prostą i znaną zależność: w polityce liczą się pieniądze, a gdy zaczyna ich brakować, rządzący uciekają w nieczystą grę by pozostać przy władzy - wbrew interesowi ogólnemu.
Gigantyczna patologia w systemie bankowym CLICK
Poniedziałek, .01.03.2010
Od: Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek
Do: Przewodniczący Stanisław Kluza
Komisja Nadzoru Finansowego
Szanowny Panie Przewodniczący.
W ramach Projektu Chopin w Grupie Unicredit, do której należy Bank Pekao, naruszono zasady konkurencji i transferów kapitałowych UE. Chodzi o zmowę i wykorzystanie pozycji dominującej przez Unicredit. Unicredit i deweloper Pirelli, działając wspólnie i w porozumieniu, przymusiły Pekao SA w czerwcu 2005 r. do podpisania tzw. Porozumienie Chopin – o czym mimo wymogu informacyjnego nie poinformowano rynku i nadzoru finansowego. W konsekwencji w kwietniu 2006r. UniCredit, właściciel dominujący, doprowadził Pekao do zawarcia niekorzystnej długoterminowej (25 lat) umowy wspólników z Pirelli - Pirelli i Unicredit są w tym czasie powiązane kapitałowo poprzez spółkę Olimpia, gdzie prezes Unicredit Alessandro Profumo pełni funkcję wykonawczą. Równolegle w Olimpii dochodzi do asymetrycznej transakcji - wykupu od Unicredit przez Pirelli bezwartościowych opcji na akcję Telecom Italia.
W tej sprawie Komisji Europejskiej wskazuje, że „mimo że Bank Pekao SA jest częścią (spółką córką) Grupy UniCredit, podlega nadzorowi polskiego organu nadzoru finansowego (KNF)”. Jednocześnie podkreśla: „transakcje między przedsiębiorstwami macierzystymi a ich spółkami córkami są uważane za transakcje powiązanych stron, a zatem powinny podlegać obowiązkowi ujawniania informacji. Dlatego też transakcje te powinny być ujawnione w sprawozdaniach finansowych spółek, zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Rachunkowości (IAS) 24, które nakładają na podmiot obowiązek ujawnienia charakteru związku z jednostkami powiązanymi oraz informacji na temat transakcji i nierozliczonych sald, co jest konieczne dla zrozumienia potencjalnego wpływu tego związku na sprawozdania finansowe.”
W związku z powyższym niżej podpisani proszą o odpowiedź Komisji na następujące pytania:
- Czy Komisja wystąpiła do Banku Pekao SA o wgląd w umowę „Porozumienie Chopin” i umowę wspólników pomiędzy Pekao i Pirelli?
- Czy fakt zatajenia tych umów przed rynkiem publicznym nie narusza prawa?
- Czy zapisy ww umów zgodne są z prawem polskim i prawem międzynarodowym, które obowiązuje na terytorium Polski i dlaczego zostały zatajone przed rynkiem?
- W jaki sposób Komisja zamierza wypełnić cele do których została powołana w kontekście przytoczonych wyżej faktów?
A także:
- Czy Komisja wydała zgodę na wypłatę dywidendy przez Bank Pekao SA za rok 2007 w kwocie przekraczającej zysk netto tego banku? Czy takiej zgody wymagają obowiązujące zapisy Prawa Bankowego?
Jak również:
- Czy Komisja ma wiedzę o wysokiej ekospozycję finansowej Pekao SA do Unicredit Ukraina?
- Czy Komisja uważa, że fakt braku jakichkolwiek rezerw na należności ukraińskiej spółki córki w bilansie Pekao SA stoi w zgodzie z wymogami sprawozdawczości i wymogiem konserwatyzmu finansowego?
- Czy Komisji wiadomo o planowanej transakcji sprzedaży Unicredit Ukraina przez Pekao SA do Bank of Austria.? Czy Komisja aprobuje strukturę tej transakcji?
Wg naszej oceny praktyki biznesowe Unicredit w Polsce powinny być przedmiotem energicznych działań ze strony Komisji Nadzoru Finansowego. Z tych też względów prosimy o rychłą odpowiedź.
Ryszard Czarnecki, Poseł, Parlament Europejski
Zbigniew Kozak, Poseł, Sejm RP
Za Stowarzyszenie: Jerzy Bielewicz i Artur Zawisza
Oświadczenie Prasowe CLICK
KNF prześwietli Pekao SA CLICK
Lektura na niedzielę:
Pięknoduchy, a świat władzy i pieniądza
Wielkie dzięki Lewin za twoje spostrzeżenie i odnotowanie faktu zapytania skierowanego do KNF!
lewin.salon24.pl/159780,watpliwosci-zwiazane-z-unicredito-i-pekao
Może Projekt Chopin to temat tabu (?), którego nie należy tykać, bowiem na umowach zawartych w jego ramach swój podpis złożył nie kto inny tylko sam Jan Krzysztof Bielecki, wg wielu przyszły Prezydent Polski.
O projekcie informowałem w salonie kilkakrotnie:
jerzybielewicz.salon24.pl/159595,czy-knf-okaze-sie-integralna-instytucja-nadzoru-finansowego
jerzybielewicz.salon24.pl/157403,ulomnosci-polskiego-panstwa
jerzybielewicz.salon24.pl/155253,tryby-machiny-panstwowej-czyli-republika-bananowa
Projektowi poświęcona jest strona internetowa, ba w trakcie batalii z Unicredit powstało Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek:
unicreditshareholders.com/association_stowarzyszenie
Oczywiście dziwi brak zainteresowania ze strony społeczności Salonu24, gdyż umowy zawarte w ramach Projektu Chopin dotyczą milionów obywateli i tysięcy firm - klientów Banku Pekao SA - tyczą naszych kieszeni.
O projekcie informowały tylko niektóre media: Nasz Dziennik, Niezależna.pl, Gazeta Polska, Gazeta Bankowa, Wprost. Ostatni artykuł z zeszłego tygodnia poniżej.
Nie dziwi natomiast fakt, że nie palą się do nagłaśniania sprawy Agora czy ITI. Oba te koncerny medialne są po uszy zadłużone w Pekao. W przypadku TVN przetrwanie tej stacji wręcz zależy od Grupy Unicredit, Pekao był bowiem liderem konsorcjum finansowego, które zrestrukturyzowało niedawno dług TVN. Zadłużenie ITI i TVN w Pekao sięga obecnie grubo ponad miliard złotych.
Przez kilka dni w zeszłym tygodniu - jak zwróciłem na to uwagę - Salon24 w bloku tematycznym Ekonomia i Biznes zyskał nowego (?!) sponsora - nomen omen - Bank Pekao SA.
Pięknoduchy a świat władzy i pieniądza - stąd tytuł niniejszej notki. Otóż, moim zdaniem, tak długo jak tego typu informacje nie powodują należytej reakcji w elitach władzy, w kręgach opiniotwórczych, czy wreszcie na portalach jak Salon24 tak długo nasze państwo pozostanie bytem słabym wręcz iluzorycznym. Co więcej, w tym kontekście gorzko bawią podsuwane przez media dla pięknoduchów "polityczne dyskusje" w oderwaniu od rzeczywistego świata i twardych reguł nim rządzących.
Poniedziałek, 22.02.201
Czy Unicredit nadużył pozycji dominującej?
Czy Komisja Europejska zainteresuje się transferami finansowymi w Grupie UniCredit? Poseł do Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki jest przekonany, że doszło do naruszenia zasad konkurencji, i po raz kolejny indaguje Komisję w tej sprawie. - Były już przypadki, gdy KE interweniowała w sprawach transgranicznych - argumentuje.
Poseł do parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy) wystąpił do Komisji Europejskiej o interwencję w sprawie naruszenia zasad konkurencji i transferów kapitałowych w Grupie UniCredit. W piśmie Czarnecki postawił zarzut "zmowy i wykorzystania pozycji dominującej przez UniCredit".
"UniCredit i deweloper Pirelli, działając wspólnie i w porozumieniu, podpisały z Pekao SA w czerwcu 2005 tzw. Porozumienie Chopin, nie informując o tym rynku i nadzoru finansowego. W konsekwencji w kwietniu 2006 r. UniCredit - właściciel dominujący, zmusił Pekao SA do podpisania niekorzystnej umowy wspólników z Pirellim" - czytamy w dokumencie przekazanym KE.
Oba podmioty - Pirelli i UniCredit - były w tym czasie powiązane kapitałowo poprzez spółkę Olimpia, w której prezes UniCredit - Aleksandro Profumo, pełnił funkcje w organach wykonawczych.
Czarnecki wskazuje, że równolegle do owych niekorzystnych dla polskiego banku umów zawartych przez Pekao SA z Pirellim - w Olimpii dochodziło do asymetrycznej transakcji, która polegała na wykupie przez Pirellego od UniCredit bezwartościowych opcji na akcje Telecom Italia. Może to, zdaniem Czarneckiego, wskazywać na przepływ kapitału z Pekao SA poprzez Pirellego do UniCredit. Naruszenie zasad konkurencji polega, jego zdaniem, na nadużyciu pozycji dominującej przez włoski bank w celu uzyskania profitów kosztem polskiego banku. O tego rodzaju przepływach transgranicznych w ramach podmiotów powiązanych rynki powinny być - zgodnie z prawem Unii Europejskiej - poinformowane.
- Wprawdzie nadzór nad rynkiem finansowym należy do krajowych organów nadzorczych, ale znane są precedensy, że Komisja Europejska interweniowała w sprawach transgranicznych, które dotyczyły podmiotów działających w dwóch krajach UE - tłumaczy Czarnecki, przywołując jako przykład interwencję KE na rzecz udzielenia przez Komisję Nadzoru Finansowego zgody na fuzję Pekao SA z BPH, a także interwencję w obronie hiszpańskiego sektora energetycznego i samochodowego, który Niemcy próbowali przejąć.
Odpowiedź Komisji Europejskiej na interwencję Czarneckiego będzie znana 10 marca.
Małgorzata Goss, Nasz Dziennik
Naruszenie zasad konkurencji i transferów kapitałowych przez Unicredit CLICK
Spekulacja racją stanu? CLICK
Nie czas na walkę z inflacją CLICK
Wall Street shifts political contributions to Republicans CLICK
List Olewnika do premiera CLICK
Wtorek, 16.02.2010
Ułomności Polskiego Państwa
Pozwalam sobie zamieścić poniższy tekst, bo pokazuje jak w soczewce ułomności Polskiego Państwa: nadużycia na styku polityki z biznesem, siłę i wszechwładzę lobbysty, jak niewątpliwie należy określić byłego prezesa banku i byłego/obecnego polityka, moda na uwłaszczanie kosztem obywateli i klientów, bezgraniczna służalczość wobec mocodawcom oraz brak podstawowych norm moralnych i etycznych części rządzących elit.
Jednak to nastawienie wymiaru sprawiedliwości przeciw obywatelowi bulwersuje najbardziej. Wydawałoby się, że w wolnej Polsce obywatel winien stać się podmiotem i beneficjentem wymiaru sprawiedliwości. Tak z pewnością nie jest. Odwrotnie jak za komuny i zaborów wymiar sprawiedliwości dyscyplinuje Kowalskiego, jeśli ten wystąpi przeciw interesowi polityka, zagranicznego banku i na dodatek trwa w uporze dochodzenia swoich praw. Jak w tej sytuacji napełnić treścią takie podstawowe pojęcia jak racja stanu, interes ogólny czy narodowy? Jakimi kryteriami skutecznie wartościować działalność polityków, partii i urzędników państwowych?
Zapłaci bank i kredytobiorcy
Z Jerzym Bielewiczem, prezesem Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek",
rozmawia Małgorzata Goss
Jako akcjonariusz mniejszościowy alarmuje Pan, że bank Pekao SA zawarł niekorzystne umowy z podmiotami powiązanymi, które narażają go na drenaż finansowy. O jakie umowy chodzi?
- UniCredit, właściciel dominujący, nakłonił polską spółkę Pekao SA do podpisania bardzo niekorzystnych umów z włoskim deweloperem Pirelli. Pirelli i UniCredit w chwili zawierania umów były powiązane kapitałowo poprzez wspólną spółkę pod nazwą Olimpia, która zarządzała Telecom Italia. Co więcej, prezes UniCredit Alessandro Profumo pełnił funkcję wykonawczą w Olimpii. UniCredit i Pekao SA jako spółki publiczne, notowane na giełdzie, miały obowiązek przekazania rynkom informacji o podpisaniu tzw. Porozumienia Chopin. Akcjonariusze muszą mieć wgląd w tego typu umowy, ponieważ mogą być one podpisane na korzyść jednej ze stron, drugą narażając na straty. Niestety, oba banki nie wypełniły tego obowiązku.
Umowa, którą zawarto na 25 lat, zabrania bankowi wszelkich transakcji na nieruchomościach i trudnych kredytach z innymi podmiotami niż Pirelli. Ponieważ każdy kredyt może stać się trudny, to w praktyce prawa te dotyczą wszelkich kredytów, według umowy przekraczających 200 tys. złotych. Pirelli otrzymał wobec nich prawo wyłączności, czyli może te złe kredyty odkupić, a jeśli Pekao SA chciałoby sprzedać innemu podmiotowi, musi uzyskać zgodę Pirelli. Podobne umowy UniCredit narzucił także swoim spółkom-córkom w Bułgarii i Rumunii.
Dlaczego to jest niekorzystne dla banku?
- Posłużę się przykładem z życia. Oto, mam mieszkanie i zawieram umowę, w której stoi, że gdybym chciał je sprzedać w ciągu 25 lat, to tylko Kowalskiemu, i jeszcze godzę się, żeby ten Kowalski mógł wyznaczyć cenę. Gdyby pani chciała sprzedać swoje mieszkanie, to z pewnością nie dałaby prawa wyłączności na przeprowadzenie tej transakcji tylko jednemu pośrednikowi. Właśnie takie prawa oddał bank Pekao SA na rzecz Pirelli. Włoski deweloper będzie zainteresowany odkupieniem złych kredytów (wraz z zabezpieczeniem w formie hipoteki na nieruchomości) po jak najniższej cenie. Istnieje duże niebezpieczeństwo, że odbywać się to będzie ze szkodą dla banku, a także - ze szkodą dla klienta - kredytobiorcy. Niewielu klientów zdaje sobie sprawę, że w Polsce w odniesieniu do kredytów zabezpieczonych hipotecznie obowiązuje zasada, że kredytobiorca musi zwrócić bankowi całość kredytu, a nie tylko wartość zabezpieczenia. Jeśli klient zalega ze spłatami pożyczki, a wartość zabezpieczenia w formie np. mieszkania czy innej nieruchomości okaże się zbyt niska, by pokryć dług wobec banku, klient nadal pozostaje dłużnikiem i bank prowadzi wobec niego windykację. Jeśli więc bank sprzeda Pirelli zły kredyt wraz z zabezpieczeniem zbyt tanio, odzyskując tylko część należności, to różnicę będzie musiał pokryć kredytobiorca. I to on straci. Pozostała należność banku nie będzie już zabezpieczona hipotecznie, a więc istnieje ryzyko, że bank jej nie odzyska. W takim przypadku to bank poniesie stratę. Niestety, prawo bankowe zostawia furtkę do tego rodzaju nadużyć.
Jak duży segment polskiego rynku nieruchomości może być potencjalnie objęty umową z włoskim deweloperem?
- Niemal wszystkie nieruchomości są w ten czy inny sposób zastawione w bankach. Pekao SA posiada ok. 20 proc. rynku kredytów. Można więc powiedzieć, że 20 proc. rynku nieruchomości w Polsce oddano na przestrzeni 25 lat włoskiemu deweloperowi.
Jako akcjonariusz mniejszościowy Pekao SA zwrócił się Pan do sądu ze skargą na działania banku...
- Zaskarżyłem m.in. sprawozdania finansowe, w których te umowy nie znalazły odbicia, oraz uchwałę o absolutorium dla prezesa. Założyłem kilka spraw, ale w żadnej sąd nie zajął się merytoryczną stroną zarzutów. Na podstawie rzekomych uchybień formalnych starano się odrzucić pozwy. W jednym wypadku sąd zmusił Pekao SA do udostępnienia mi tekstu umów pomiędzy Pekao SA a UniCredit i Pirelli. Generalnie jednak sądy uciekały od merytorycznych orzeczeń w tej sprawie.
W naszym kraju liczy się prawo potężnej instytucji finansowej, a nie akcjonariuszy mniejszościowych. Zwłaszcza gdy ta instytucja zatrudnia jako prezesa wpływowego polityka. Przykładowo: były prezes udzielił niebotycznych kredytów właścicielom imperiów medialnych - "Gazety Wyborczej" i TVN. Media te nigdy nie nagłośniły projektu Chopin.
Złożył Pan zawiadomienie do prokuratury na działania banku. Z jakim skutkiem?
- Jako dowód złożyłem w prokuraturze oryginalne teksty umów, które otrzymałem z sądu. Prokuratura odmówiła jednak wszczęcia śledztwa, a sąd tę decyzję potwierdził. Prywatnie zostałem poinformowany, że prokuratura nie ma pieniędzy na przetłumaczenie dokumentów z języka angielskiego... Byłem tym zbulwersowany, bo przecież moje doniesienie dotyczyło nadużyć na skalę miliardów złotych! Ostatnio z interwencją w tej sprawie wystąpił rzecznik praw obywatelskich, zawiadomiony przez posła Zbigniewa Kozaka. RPO zwrócił się do Prokuratury Krajowej o zbadanie, czy odmowa wszczęcia postępowania nie była przedwczesna.
Zwracał się Pan w tej sprawie do Komisji Nadzoru Finansowego?
- Zwracałem się z kilkoma skargami, zarówno przed, jak i po otrzymaniu z sądu dokumentów. W momencie zatwierdzenia przez KNF prospektu emisyjnego pozwalającego na połączenie Pekao SA z BPH zaskarżyłem tę decyzję w sądzie administracyjnym, ponieważ w prospekcie nie było informacji, że bank oddał wcześniej innemu podmiotowi prawa do swoich aktyw. Tego rodzaju umowa automatycznie rozciąga się na przejmowany bank i jego aktywa. Niestety, wojewódzki sąd administracyjny odmówił mi prawa do kwestionowania decyzji KNF. Złożyłem skargę kasacyjną. Obecnie sprawa jest w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. To niewątpliwie nie jest zgodne z Konstytucją, żeby obywatel nie miał prawa kwestionować decyzji organów państwa, gdy ma w ręku dowody nadużyć.
Fuzja Pekao SA z BPH miała znanych orędowników. Osobiście zaangażował się w nią ówczesny prezes NBP Leszek Balcerowicz.
- To był prawdziwy pokaz potęgi lobbingu na rzecz Pekao SA. Zmieniono nawet ustawę Prawo bankowe, aby umożliwić podział banku BPH i przyłączenie jego części do Pekao SA. Nawiasem mówiąc, zmiana tej ustawy utorowała drogę kreatywnej księgowości i wypłacie przez Pekao SA nadmiernej dywidendy, przekraczającej zysk banku. W ten sposób wydrenowano z Polski dodatkowy miliard złotych. Podczas fuzji złamano także umowę prywatyzacyjną Pekao SA, która nie pozwalała UniCredit na dalsze przejęcia na rynku polskim. Przypomnę, że UniCredit kupił HVB, a w portfelu HVB poprzez Bank Austria znajdował się BPH.
Dotychczasowy prezes Pekao SA Jan Krzysztof Bielecki podał się do dymisji przed upływem kadencji. Na jego miejsce wybrana została Alicja Kornasiewicz. Czy to coś zmienia?
- Prezes Kornasiewicz będzie musiała zmierzyć się z zaszłościami. Mam nadzieję, że zmieni stosunek banku do akcjonariuszy mniejszościowych i przyjmie bardziej klarowną politykę informacyjną wobec rynków, ujawniając podpisane umowy. Za umowy odpowiadają ci, którzy je podpisali. Jednak na niej ciąży odpowiedzialność za wizerunek Pekao SA jako spółki publicznej.
Poniedziałek, 15.02.2010
Sprzedali Statuę Wolności
teraz próbują sprzedać nam... Akropol
Jeśli przy okazji kolejnego spotkania G20 dojdzie do propozycji rozwiązania problemów Grecji i innych krajów poprzez zastosowanie podatku od transferów finansowych to znak, że podatnicy powinni szperać po kieszeniach, bowiem bankowcy chcą nam tym razem sprzedać Akropol.
Powoli zbliża się kolejne spotkanie G20. Tym razem w centrum zainteresowania znajdą się kłopoty finansowe państw takich jak Grecja, Portugalia, Hiszpania, Włochy, Ukraina czy Wenezuela. Zgodnie z przewidywaniami MFW kryzys bankowy przekształca się w kryzys finansowy krajów, które w wyniku rozluźnienia polityki fiskalnej i monetarnej gwałtownie zwiększyły swoje zadłużenie. A dotyczy to także takich kolosów gospodarczych jak USA, Wielka Brytania, Japonia czy Francja. Budżet niemiecki również trzeszczy z powodu pogarszającej się sytuacji w strefie Euro. Tajemnicą poliszynela jest, że to właśnie niemieckie banki są wystawcą CDS-ów gwarantujących wymagalne w tym roku długi Grecji, które notabene zostały zaciągnięte przez Grecję w znakomitej większości w bankach francuskich. NIc więc dziwnego, że to właśnie te kraje prą z pomocą dla Grecji. Oto mały wycinek globalnych powiązań. Czy Grecja otrzyma pomoc z UE? Musi bo inaczej w kłopotach znalazłyby się Francja i Niemcy.
Czy Polskę stać na udzielenie pomocy Grekom? Z pewnością nie. Potrzeby pożyczkowe Państwa Polskiego sięgną wg oficjalnych danych 155 miliardów złotych w 2010 r. Do tego należy wskazać na wzrost zadłużenia zagranicznego sektora bankowego (wynosiło 63 miliardy Euro, III kwartał 2009r.), i sektora pozarządowego, pozabankowego (123 miliarda Euro, III kwartał 2009 r.). Znakomita część tych długów będzie również rolowana właśnie w 2010 roku.
Oczywiście pod hasłem "pomóżmy Grecji" wspomożemy kolejny raz system bankowy.
W tym kontekście warto przyjrzeć się propozycji Browna, którą nazwano przewrotnie podatkiem Robin Hooda. Wg. mnie premier Wielkiej Brytanii stracił szanse na reelekcję i szuka właśnie sponsorów w sektorze bankowym. Bowiem taki podatek, jak zwał to zwał, to złowieszczy pakt między politykiem a bankierem. Zyski ze spekulacji finansowych będą po prostu wyższe o nowy podatek, a beneficjentem będzie, obok banków, państwo. Da się zrobić? Wystarczy podjąć większe ryzyko. Kilka nowych zawiłych derywat, bez pokrycia w kapitale, no np CDS od upadłości wszystkich krajów jednocześnie. Bowiem CDS-y zabezpieczające przed upadłością wszystkich krajów jednocześnie z finansowego punktu widzenia są równie wiarygodny (lub jak kto woli niewiarygodne) jak CDS-y, które zabezpieczały od upadłości Lehman Brothers. Te kosztowały AIG, rząd i amerykańskiego podatnika 180 miliardów dolarów. Bo przecież ile CDS-ów "zabezpieczających" przed upadłością Grecji, Portugalii, Hiszpanii, Włoch czy Ukrainy znajdziemy w pozycjach poza-bilansowych wielu banków na świecie, a trudno wykluczyć scenariusz, w którym niewypłacalność jednego kraju spowoduje reakcję łańcuchową. Teraz mamy do czynienia z małą Grecją, co jednak gdy przyjdzie ratować Hiszpanię lub Włochy.
Co należy zrobić, aby uniknąć pogłębiania się kryzysu? Podzielić finansowe giganty i uregulować rynek derywat - tyle i aż tyle. Tzw podatek Robin Hooda zwiększy jedynie skalę spekulacji - w żadnym przypadku ich nie ukróci. Bankierzy po prostu podzielą się odpowiedzialnością z politykami i będą mieli jeszcze jeden argument by wspólnie z nimi sięgać po pieniądze podatników.
Jeśli przy okazji kolejnego spotkania G20 dojdzie do propozycji rozwiązania problemów Grecji i innych krajów poprzez zastosowanie podatku od transferów finansowych to znak, że podatnicy powinni szperać po kieszeniach, bowiem bankowcy chcą nam tym razem sprzedać Akropol.
Pittsburgh... i co dalej? CLICK
A Greek crisis is coming to America CLICK
Rostowski: Polska może pomóc Grecji CLICK
Rząd przekreśla energetyczną niezależność CLICK
Lektura na niedzielę:
Skołowana Europa CLICK
Dług emerytalny CLICK
Nie obcinać inwestycji CLICK
Polska idzie hiszpańską drogą CLICK
Polski dług też drożeje CLICK
Ministerstwo Finansów interweniuje na rynku walutowym CLICK
Piątek, 12.02.2010
Podatek Robin Hooda, czyli kolejna mistyfikacja
Trudno znaleźć słowa rozsądku by skomentować propozycje Browna nazwaną przewrotnie podatkiem Robin Hooda. Wg. nas premier Wielkiej Brytanii stracił szanse na reelekcję i szuka właśnie sponsorów w sektorze bankowym. Bowiem taki podatek, jak zwał to zwał, to złowieszczy pakt między politykiem a bankierem. Zyski ze spekulacji finansowych będą po prostu wyższe o nowy podatek, a beneficjentem będzie, obok banków, państwo. Da się zrobić? Wystarczy podjąć większe ryzyko. Kilka nowych zawiłych derywat, bez pokrycia w kapitale, no np CDS od upadłości wszystkich krajów jednocześnie. Bowiem CDS-y zabezpieczające przed upadłością wszystkich krajów jednocześnie z finansowego punktu widzenia są równie wiarygodny (lub jak kto woli niewiarygodne) jak CDS-y, które zabezpieczały od upadłości Lehman Brothers. Te kosztowały AIG, rząd i amerykańskiego podatnika 180 miliardów dolarów. Bo przecież ile CDS-ów "zabezpieczających" przed upadłością Wenezueli, Grecji, Portugalii, Hiszpanii, Włoch czy Ukrainy znajdziemy w pozycjach poza-bilansowych banków na świecie. Politycy pokroju Browna chcą uciec do przodu, bez rozwiązania realnych problemów. A nóż się uda i obywatele wybiorą na następną kadencję! Co należy zrobić? Podzielić finansowe giganty i uregulować rynek derywat - tyle i aż tyle. Tzw podatek Robin Hooda zwiększy jedynie skalę spekulacji - w żadnym przypadku ich nie ukróci. A bankierzy podzielą się odpowiedzialnością z politykami i będą mieli jeszcze jeden argument by wspólnie z nimi sięgać po pieniądze podatników.
G20 zdecyduje o opodatkowaniu banków CLICK
Kolejny kryzys w USA? CLICK
Hulaj dusza piekła nie ma, czyli więcej kasy dla banków, tym razem tych mniejszych! Podatnik zapłaci.
Ukraińskie banki ze stratami i w zapaści CLICK
Znalezione w internecie: http://rosemann.salon24.pl/156381,platformie-obywatelskiej-gratuluje-kolegow-nowa-klasa
Platformie Obywatelskiej gratuluję kolegów (nowa klasa)
Po przesłuchaniu pana Sobiesiaka spodziewałem się wiele. Przyznaje, że gdzieś tam w mojej hierarchii „dobrze poinformowanych w sprawie”, zajmował miejsce poczesne. Oczywiście z uwagi na to, że dysponował wiadomościami dotyczącymi tego wszystkiego, co składa się na tak zwaną „aferę hazardową” w skali, z która równać się nie mogła nawet wiedza Donalda Tuska mimo omnipotencji tego ostatniego.
Powinienem być więc szczerze rozczarowany tym, co mogłem zobaczyć. Z ciągłego odmawiania odpowiedzi a później z powtarzania, że się nie pamięta trudno jakąkolwiek wiedze wynieść. Choć, patrząc na oddanych bez reszty PO, mogę się mylić. Wszak „zwłaszcza uwaga o posiadanym przez niego dokumencie, którego nie ma komisja i który on może komisji udostępnić – zapowiadają, że mogą zostać ujawnione niewesołe dla PiS i SLD fakty” to cos naprawdę sensacyjnego.
Ale ja nie o tym, czego pan Sobiesiak nie powiedział. A o tak zwanym „ogólnym wrażeniu” i tym, co jednak z ust świadka się wydostało. Przyznam, że największym szokiem polskiej polityki był powrót „człowieka niegodnego” na stanowisko wicepremiera. Mogło się zdawać, że tego nic nie jest w stanie przebić. Myślałem tak do dziś. Do momentu w którym nie usłyszałem co ma do powiedzenia człowiek, wokół którego, jak lokaje, biegali ludzie, będący ministrami i prominentnymi parlamentarzystami. Wydawało się, że esencją zjawiska „Sobiesiak” był ten język, który wylał się wraz z „przeciekiem” stenogramów do „Rzepy”. Język, o którym pan Sobiesiak powiedział dzisiaj: „Nie z mojej woli, moje własne słowa wypowiadane w prywatnych rozmowach, przyznam słowa wulgarne, znalazły się w obiegu publicznym. Każdego kto poczuł się nimi dotknięty, kogo uraziłem – przepraszam**.Ale podkreślam i przypominam, to nie ja upubliczniłem te słowa, nie ja wprowadzam do dyskusji publicznej język kłamstwa, agresji i pomówień.” W tej wypowiedzi zauważam cos, co się panu Sobiesiakowi napisało chyba z rozpędu. Kiedy tłumaczy się, że przecież te jego bluzgi to żaden dowód bo to nie on je upublicznił. Nie on upublicznił „język kłamstwa, agresji i pomówień”. Taka samokrytyka…
Jeśli by chcieć w tym „strumieniu myśli” znaleźć jakiś spójny motyw wiodący to jest nim oczywista pogarda do funkcjonariuszy publicznych, w tym posłów. Co ciekawe, ten watek pojawia się pierwszy raz, gdy Sobiesiak zapewnia „Chcę zaznaczyć, że nie znam […], nigdy z nim nie rozmawiałem, ani nie telefonowałem do niego. Podobnie, jak nie znam większości posłów, senatorów i urzędników .”
Pewność mamy jedynie, że spośród wymienionych kategorii ludzi znał z całą pewnością Schetynę, Drzewieckiego i Chlebowskiego. Jak na przeciętnego, prostego obywatela i przedsiębiorcę z prowincji, jak w którymś miejscu się sam nazwał to i tak wielu. Któż by nie chciał tak jak on, gdyby mógł wybierać czy zna czy nie zna tych panów, móc powiedzieć „Znam!”. Choć może raczej nie akurat teraz … W każdym razie, gdy przywołuje „głupich, tępych, albo skorumpowanych urzędników, którzy z zawiści lub chciwości próbują ci odebrać twoją krwawicę”to, przy jego wcześniejszym twierdzeniu, że niewielu zna, trudno nie mieć wrażenia, że taki obraz funkcjonariusza wyrobił sobie właśnie poprzez kontakty z tymi… których znał. Nie krył zresztą tej swojej opinii o nich gdy mówił „Przecież te ch... mówili, że jest odłożona.”***
Sobiesiak wygłosił też swoja opinie generalną, adresowana do naszych reprezentantów. Powiedział „Nie jesteście panie i panowie posłowie mądrzejsi od milionów obywateli tylko dlatego, że was wybraliśmy”.To, przynajmniej, w moim odbiorze zakorespondowało ze słowami pana Koska użytymi w jednej z rozmów z panem Sobiesiakiem „Jak już my nie będziemy na nich głosować, to nikt nie będzie głosować na nich.”
Dzisiejszego dnia wyłonił się całkowicie jasny obraz tego, z jakim autoramentem ludzi przestają czołowi politycy PO. Zatrważające jest to, ze przystają nie na zasadzie kumpla, przyjaciela czy jakiegoś dalszego znajomego. Są złem koniecznym, tępym i zawadzającym ale tolerowanym póki to jest korzystne. Taka symbioza, jak skarabeusza z g****m.
Jeśli kiedyś mięliśmy problem z autoramentem ludzi, którzy pojawili się w polityce to teraz mamy nieco inny. Teraz mamy problem z ludźmi, którym nasi politycy się wysługują. Przed którymi stoja składając łapki i aportują na zawołanie. Myślę, że długo będę słyszał ten ton dzisiejszego przesłuchania.
A politykom z PO gratuluję kolegów. To nowa jakość w polityce. Nawet ci od Pęczaka nie byli tak bezczelni.
Czwartek. 11.02.2010
Umowa gazowa z Rosją ratyfikowana CLICK
Grecka tragedia finansowa CLICK
Coraz więcej zagrożonych kredytów. Odsetek niespłacanych kredytów konsumenckich przekroczył 10% CLICK
Kłopoty Unicredit z obligacjami (ang.) CLICK
Poniedziałek, 8.02.2010
Tryby machiny państwowej, czyli republika bananowa
Zarówno Projekt Chopin, w którym główne skrzypce gra JK Bielecki - wg wielu przyszły prezydent, afera hazardowa jak i sprawa Olewników świadczą, że III RP dawno osiągnęła status republiki bananowej. Prawda o tym wylewa się co dzień z mediów, gazet i orzeczeń sądów.
Kiedy przed 3 laty Bank Pekao SA zmuszony został orzeczeniem Sądu, by przekazać na moje ręce (akcjonariusza banku) dokumenty związane z tzw. "Projektem Chopin" sądziłem, że wymiar sprawiedliwości zadziałał tak jak powinien w praworządnym państwie. Nie wiedziałem jeszcze, że tłumaczenie dokumentów w trybie sądowym potrwa dwa lata - bank przedstawił je w języku angielskim, a jako takie nie mogły stanowić dowodu w sprawie. Trwałem w naiwnym przeświadczeniu, że zawartość dokumentów mówi sama za siebie, potwierdza moje zarzuty wobec zarządu Pekao SA, ba, ich treść okazała się tak skandaliczne, że wyrok korzystny dla akcjonariuszy mniejszościowych banku był kwestią najbliższej przyszłości. Nie wahałem się ani chwili by powiadomić prokuraturę i przestrzec Komisję Nadzoru Finansowego. Wg mojego osądu, jako finansisty, doszło do popełnienia przestępstwa i nadużyć na kwoty przekraczające wiele miliardów złotych. Co więcej fakt zatajenia umowy ze spółką powiązaną i dominującą - Unicredit (tzw. "Porozumienie Chopin") i drugiej, długoterminowej z włoskim deweloperem Pirelli (Umowa Wspólników) potwierdzał popełnienie przestępstwa i nadużyć. Prokuratura Okręgowa nie wszczęła śledztwa. Prokurator argumentował prywatnie, że nie mają pieniędzy na kosztowne tłumaczenie... To orzeczenie prokuratury zakwestionował niedawno Rzecznik Praw Obywatelskich - zwrócił uwagę Prokuratury Krajowej, że jej organ podrzędny podjął decyzję pochopnie bez właściwych procedur sprawdzających. A KNF? Od lat ignoruje informacje o istnieniu umów podpisanych na szkodę spółki publicznej jaką jest Pekao SA i zatajeniu ich przed rynkami finansowymi. W najbliższych tygodniach zapadnie wyrok w sprawie przeciw KNF przed Najwyższym Sądem Administracyjnym. Wojewódzki Sąd nie dał prawa akcjonariuszowi banku, uczestnikowi obrotu publicznego do kwestionowania postawy oraz wskazania zaniechań ze strony Nadzoru Finansowego.
Z czym jeść tzw. "Projekt Chopin"
Aby zobrazować skalę nadużyć należy wskazać, że Pekao oddał (bez zapłaty) na okres 25 lat na rzecz włoskiego dewelopera, Pirelli prawo wyłączności do hipotek na nieruchomości swoich klientów będących zabezpieczeniem wszystkich udzielanych kredytów przekraczającą 200 tysięcy złotych. Pirelli wyznacza też cenę za taki "trudny" kredyt. Nadto, bank zgodził się, że jeśli któraś ze spółek Grupy Kapitałowej Pekao SA będzie chciała sprzedać swoją nieruchomość lub nieruchomość klienta może tego dokonać tylko na rzecz włoskiego dewelopera lub też za jego zgodą.
Poczucie déjà vu
Członek komisji śledczej i poseł na Sejm RP, Pan Zbigniew Wassermann pod koniec przesłuchania premiera Tuska prosił go usilnie, aby ten ułatwił pracę komisji poprzez udostępnienie stenogramów z podsłuchów, materiałów z prokuratury i billingów potrzebnych do pracy w komisji. Poseł tym samym uznał kompetencje premiera i jego dobrą wolę. Zrobił tak na oczach milionów widzów. Owładnęło mną poczucie déjà vu i niesmaku. Czyż moje starania o sprawiedliwość w sądach, aby nie są równie naiwne jak prośba Wassermanna? Czy, aby nie powinienem jako oskarżający prosić o łaskę, bo śmiałem wystąpić przeciw osobie, która stoi ponad prawem? Bo czyż komisja nie ma zbadać mechanizmu przecieku, a głównym podejrzanym nie jest sam premier? Jednak do tego byłyby nieodzowne silne instytucje państwa i wola przestrzegania prawa coś czego przez ostatnie 20 lat nie byliśmy w stanie ustanowić i wypracować.
Załatwiacze
Pełno ich w naszym życiu. Naciągnęli na grube miliony rodzinę Olewników. Najlepsze interesy robią gdy są częścią aparatu władzy lub wymiaru sprawiedliwości. Do dziś w żadnej z prowadzonych spraw przeciwko Pekao (poza tą jedną z przed trzech lat, która toczy się z wolna) nie dopuszczono dowodu z umów podpisanych w ramach "Projektu Chopin". Żadna ze spraw nie została rozpatrzona merytorycznie. Wydawane są absurdalne wyroki na podstawie zastrzeżeń formalnych. Zarówno Projekt Chopin, w którym główne skrzypce gra JK Bielecki - wg wielu przyszły prezydent, afera hazardowa jak i sprawa Olewników świadczą, że III RP dawno osiągnęła status republiki bananowej. Prawda o tym wylewa się co dzień z mediów, gazet i orzeczeń sądów. Prerogatywą jest przyjąć to do wiadomości nie tylko przy okazji wyborów, ale też przeciwdziałać wszelkimi środkami by sytuację tą zmienić - byle jak najszybciej.
Jerzy Bielewicz
Wyrok zapadł 28 stycznia 2010 r.
Zarząd Banku Polska Kasa Opieki S.A. ("Bank") informuje, iż wyrokiem z dnia 28 stycznia 2010 roku Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił w całości powództwo akcjonariusza banku o uchylenie uchwał Walnego Zgromadzenia Banku z dnia 23 kwietnia 2008 roku w sprawie zatwierdzenia sprawozdań finansowych Banku i Grupy kapitałowej Pekao S.A. za rok 2007, zatwierdzenia sprawozdania z działalności Rady Nadzorczej Banku w roku 2007 oraz udzielenia absolutorium obecnym członkom Zarządu i Rady Nadzorczej Banku za rok 2007. Jednocześnie Sąd zasądził na rzecz Banku od powoda kwotę 8.640 zł tytułem kosztów zastępstwa procesowego oraz w związku z cofnięciem zwolnienia od kosztów sądowych zobowiązał powoda do zapłaty na rzecz Sądu kwoty 48.000 zł tytułem nieuiszczonej opłaty sądowej.
Przedmiotowy wyrok jest nieprawomocny.
Oczywiście zostanie złożona apelacja.
Pozew CLICK
Powołać w sejmie komisję d/s nadużyć w wymiarze sprawiedliwości CLICK
Lektura na niedzielę
Prezydent JK Bielecki CLICK
Oczywiście w sprawie sądowej przeciwko Pekao zostanie złożona apelacja. Inną i o wiele bardziej ważną sprawą z punktu widzenia interesu publicznego jest stan polskiego sądownictwa jak i jakość wyroków, które zapadają w sądach gospodarczych. Akurat w przypadku JK Bieleckiego trudno przecież mówić o rozdziale między biznesem a polityką, a co gorsza między polityką a wymiarem sprawiedliwości.
Kurs tańca na linie CLICK
Artykuł z przed dwóch tygodni szybko znalazł swe potwierdzenia w rzeczywistości. W ciągu ostatnich dwóch dni tygodnia giełda w Warszawie tąpnęła o 8%, a za dolara płacimy 3 zł. Osłabienie waluty i spadki na giełdzie były wyższe niż u naszych sąsiadów. Rozwój sytuacji wokół afery hazardowej jak i postęp w negocjacjach nad kontraktem gazowym śledzone są uważnie przez zagranicznych obserwatorów życia politycznego, jak i gospodarki. Niekoniecznie dają oni wiarę komentarzom w naszych mediach. Dodatkowo bezrobocie w ciągu ostatniego miesiąca wzrosło o ponad jeden procent. Plan naprawy finansów publicznych ciągle nie istnieje, a jego założenia przedstawione przez Tuska i Rostowskiego budzą jedynie wzruszenie ramion.
Debt crisis unsettles European economy CLICK
Piątek, 5.02.2010
Sobie Tusk
W państwie Tuska nie ma miejsca dla partii politycznych, CBA czy wymiaru sprawiedliwości. Jest za to miejsce dla Tuska, Sobietuska. Egocentryzm premiera szokował podczas przesłuchania przed komisją. Sposób odbioru przez premiera otaczającej go rzeczywistości jest groźny dla każdego z nas z osobna. Podobne cechy charakteru doprowadziły do upadku Richarda Nixona po ujawnieniu afery Watergate. Prezydent USA przed niepełna 40-tu laty, podobnie jak Tusk dzisiaj, brnął coraz dalej w przykrywanie afery, niszcząc przy tym podstawy porządku prawnego. Nie świadom własnych ułomności, przeświadczony o słuszności działań w myśl zasady, że cel uświęca środki, ratował za wszelką cenę własną karierę polityczną.
Przeciek z 18 sierpnia, czyli zamiatanie afery pod dywan
Spotkanie z Kamińskim miało miejsce w piątek 14 sierpnia. Szef CBA prosił o dyskrecję. Jednak premier już 18-tego sierpnia (we wtorek) doprowadził do postawienia w stan alarmu Ministerstwo Sportu. Urzędnicy mieli stawić się do pracy z rana by przygotować ministra Drzewieckiego na spotkanie z premierem. Szef gabinetu politycznego Ministra Sportu podjął rozpaczliwe próby tuszowania afery i prawdziwych intencji Drzewieckiego. Zapewne już wtedy wymyślono Drzewieckiemu "alibi" o błędzie urzędnika, który to doprowadził do wycofania z dopłat (200 Euro miesięcznie od jednorękiego) przez Ministerstwo Finansów.
Polityczne targi czyli jak złamać Kamińskiego
Tusk nie dymisjonuje Drzewieckiego i Chlebowskiego, choć jak przyznał w trakcie wczorajszego przesłuchania, ich przewiny były od początku oczywiste w świetle notatki Kamińskiego. Wierzy, że uratuje swoich ministrów przed kompromitacją. Dymisje następują dopiero na początku września po ujawnieniu przez Rzeczpospolitą stenogramów z podsłuchów. Premier przestraszył się reakcji opinii publicznej.
Słodka zemsta
Odwołanie Kamińskiego stanowi nie tylko akt zemsty, ale dalszą próbę zamiatania afery pod dywan. Zdyskredytować szefa CBA, dobić targu z PSL, zwalić przewiny na PIS i nadać aferze wymiar walki politycznej - taką taktykę podjął premier wraz ze soją świtą. Wydano wojnę opozycji w Sejmie. Jednak i ten plan z spalił na panewce. Kamiński okazał się pryncypialny, a widzowie spektaklu czekali pół roku (do wczoraj) by dowiedzieć się o przecieku z 18 sierpnia.
Obraz po bitwie
Scena polityczna wraz z przesłuchaniem Tuska zawaliła się na naszych oczach. Będziemy świadkami otwartej walki w Platformie, która doprowadzi do całkowitej dezintegracji. Bo premier poświęcił wczoraj partię w imię ochrony własnej kariery politycznej. Wszak przyznał - afera była. Zapowiedział przeprosiny. Co jednak z dymisją Kamińskiego? Z pewnością w świetle faktów była bezprawna - racjonalnie można ją tłumaczyć jedynie emocjami premiera i jego egocentrycznym charakterem. Czy szef rządu tak właśnie powinien reagować na informacje o korupcji wśród własnych ministrów? Czy atmosfera zagrożenia w Kancelarii Premiera, ubezwłasnowolnienie prokuratury, sparaliżowanie na miesiące prac komisji nie stanowią win nie do wybaczenia? Przeprosiny, czy obietnica poprawy nie wystarczą.
Stock tumble on worries about jobs, European debt CLICK
Środa, 3.02.2010
Unicredit popełnił błędy w angielskojęzycznym prospekcie emisyjnym? CLICK
Należy przypomnieć, że akcje Unicredit są notowane na giełdach w Mediolanie, Frankfurcie i Warszawie.
To przepis z poprzedniej epoki CLICK
Kwiatkowski w obronie wolności słowa CLICK
Przeciwko cenzurowaniu internetu CLICK
Tusk mógł wiedzieć wcześniej CLICK
Mechanizmy władzy
Proces przyjmowania nowego prawa, kształtowania zapisów ustaw odsłoniła raz jeszcze afera hazardowa. Co jednak z innymi ustawami, które budziły wątpliwości, jak na przykład specustawa stoczniowa, dzięki której firma Misiaka zarobiła krocie. Jaki jest rzeczywisty wpływ lobbistów, rola posłów i polityków? Czy jednak mimo braku dowodu na przepływy pieniędzy między zainteresowanymi daną ustawą, a załatwiaczami nie należy mówić o korupcji, a przynajmniej o korupcji politycznej? Czy oficjalne wpłaty na fundusze wyborcze (mogą być wielokrotne przez podstawione osoby) nie uzależniają polityków na tyle silnie, że czują się w obowiązku do spłaty długu? I wiele, wiele innych pytań, na które to właśnie premier powinien odpowiedzieć.
Pytania do Tuska powinny rozstrzygnąć czy mechanizmy odkryte przy okazji afery hazardowej są wyjątkiem w działaniach ekipy rządowej i parlamentarnej PO. Wypada też dopytać : "Czy, aby nowa ustawa anty-hazardowa nie zmniejszy wpływów do budżetu państwa w porównaniu z wersją, gdy miesięczne dopłaty od pojedynczego jednorękiego wynosiłyby 200 Euro". Tajemnicą poliszynela jest, że właśnie ta branża może łatwo manipulować zarówno wysokością przychodów jak i zysków. I na koniec "dlaczego nowa ustawa w praktyce ustanawia monopol dla już istniejących kasyn?"
Jak powstało imperium Sobiesiaka i Koska CLICK
Od Kubiaka do Sobiesiaka CLICK
Wtorek, 2.02.2010
Unicredit, Pekao: Odpowiedzialni KNF, Komitet Stabilności Finansowej, Banca d'Italia i Consob CLICK
Budżet Obamy (ang.) CLICK
Poniedziałek, 1.02.2010
Tusk obiecał poprawę
Na początku stycznia w prognozie na ten rok napisałem (komunikat z 4.01.2010): „(…) na start w wyborach prezydenckich większe szanse mają Komorowski, Sikorski czy nawet Palikot od przewodniczącego partii i premiera rządu w jednej osobie.” Dwa dni temu Tusk właściwie ocenił swoje szanse w rozgrywce z partyjnymi kolegami - zrezygnował z kandydowania na urząd Prezydenta.
Dzień później, jako premier obiecał poprawę. Czyżby? Jednak jego pisane w pośpiechu przemówienie było niespójne i stanowiło zbiór przypadkowych życzeń. Podobnie zaprezentowali się jego pretorianie w osobach ministra Boniego i Rostowskiego. Wszystkie trzy wystąpienia podszyte były strachem. Powszechny system emerytalny brzmiało zachęcająco. Jednak z jakich powodów jedynie policjantom zamierzają odebrać przywileje emerytalne. Co z wymiarem sprawiedliwości? Z prokuratorami? Z sędziami? Tych Tusk po prostu się boi. Strach wypisany na twarzy prowokuje atak. Związek zawodowy policjantów ogłosił, że podejmie wszelkie kroki by przeciwstawić się planom rządu. Podział na równych i równiejszych: policjantom - tak, prokuratorom – nie, wywołał już i wywoła jeszcze dużo szkód.
Czy można mu wierzyć?
Z pewnością nie. Wystarczy spojrzeć na harmonogram proponowany w wystąpieniu ministra Boni i porównać go z kalendarzem wyborczym. Ustawy mają być przedstawione już po wyborach prezydenckich i stanowią swoistą (czytaj swojską) kiełbasę wyborczą. Jeśli wybierzecie naszego prezydenta dostaniecie reformy - by żyło się lepiej. A ostatnio, jeśli zagłosujecie na naszych to sprzedamy stocznie Katarczykom. Skąd my to znamy? Czy ktokolwiek uwierzy, że w 2011 roku tuż przed wyborami do sejmu, podczas polskiej prezydencji w Unii, zmanierowane PO zaryzykuje jakiekolwiek reformy. Obiecanki cacanki, a głupiemu ludowi radość - i tym razem, w myśl tej samej zasady, Platforma skrada się po władzę.
Podwórkowa lojalność
Kiedy Tusk deklaruje w przeddzień przesłuchania Drzewieckiego, że obu panów łączą bliskie i przyjazne stosunki należy wziąć owo zwierzenia za dobrą monetę. Tenże Drzewiecki następnego dnia idzie w zaparte przed komisją hazardową i przedstawia wersję sprzeczną z dokumentami Ministerstwa Finansów (pismo Pani Anny Cendrowskiej) i zeznaniami swoich własnych podwładnych (Rafał Wosik w prokuraturze). Co więcej okazuje się, że szef gabinetu politycznego ministra sportu, łącznik z rodziną Sobiesiaków i protektor panny Sobiesiakówny, osławiony Pan Rosoł, zdobył zaufanie skarbnika PO, po tym jak prokuratura z braku dowodów umorzyła śledztwo w sprawie defraudacji partyjnych pieniędzy z kampanii 2005 roku.
Z ziemi polskiej do włoskiej
Tusk darzy przyjaźnią również byłego prezesa Pekao SA pana Jana Krzysztofa Bieleckiego. Ba, w swym wystąpieniu przedstawił go jako kandydata na prezydenta. Od 3 lat akcjonariusze Pekao nie mogą doprosić się wyjaśnień dlaczego Bielecki złożył swój podpis pod niekorzystną dla banku umową z włoskim deweloperem Pirelli. 25 letnia umowa oddaje Pirelli prawa do nieruchomości klientów (!) banku stanowiących zabezpieczenie ich kredytów (patrz pozew). Czy za prezydentury Bieleckiego będziemy śpiewać: „Z ziemi polskiej do włoskiej”? Czy aby na pewno to właściwy pretendent do fotela Prezydenta?
Rozwiązanie
Przywódcą z pewnością Tusk nigdy nie był i nie będzie. Nie ma też dobrej ręki w doborze współpracowników. Gdy wybiera między lojalnością wobec państwa, a rezygnacją ze starych, a złych przyjaźni popełnia ciągle ten sam grzech, ze szkodą dla nas wszystkich. Pozostaje jedyne wyjście – szybka dymisja tego rządu.
Pozew CLICK
Vivendi quity of misleading inwestors CLICK
W Polsce niestety sądy zawodzą w sprawach gospodarczych. Sędziowie nie podejmują decyzji przeciwko wpływowym i majętnym firmom, tym bardziej przeciwko ich akcjonariuszom większościowym, zwłaszcza gdy mają oni przełożenie polityczne (TVN), Pekao SA). Bez zmiany w nastawieniu środowiska sędziowskiego akcjonariusze mniejszościowi będą narażeni na straty, a inwestycje na giełdzie zwyczajnie tracą sens. Cierpi rynek kapitałowy.
Wicepremier Pawlak - więzień bez dylematu. CLICK Złoża gazu w Polsce. Czy potrzebna nam wieloletnia umowa z Rosją? CLICK
Gaz
W interesie Polski jest stworzenie w Europie wolnego rynku na gaz ziemny. Podobnie jak w USA zabieg ten spowoduje obniżenie cen tego surowca. Podpisanie długoterminowego kontraktu z Rosją, podanie pomocnej ręki monopoliście jest sprzeczne z interesem naszego kraju. W obecnej sytuacji wybudowanie konektorów z siecią gazociągów UE wraz z połączeniem ze złożami w Danii i Norwegii jak i wykorzystanie rodzimych złóż z pokładów łupkowych powinny być naszymi priorytetami w energetyce. Zwłaszcza, że jak pokazuje obecna sytuacja możliwości wydobywcze i przesyłowe Rosji są niewystarczające przy podwyższonym zużyciu gazu. Podpiszemy jednostronną umowę, a i tak przypadnie nam rola chłopca do bicia pod byle pretekstem. Tylko ośmielimy Rosjan do dalszej agresji i manipulacji. Umowa parafowana przez PGNiG powinna być poddana szerokiej społecznej kontroli. Wszak każdy z nas bezpośrednio lub pośrednio staje się klientem Gazpromu. Czy, aby straceńcze wystąpienia Tuska w ostatnich dniach nie miały przykryć postępu w negocjacjach z Rosją? Czy słaby Tusk zagrożony przez komisję hazardową, zdany na łaskę PSL i wyobcowany we własnej partii będzie równoprawnym partnerem w negocjacjach z Rosją? A może decyzje zostały już podjęte?
Grube ryby z Wall Street gotowe do walki z Obamą CLICK
Germany opposes banka rescue plan as Davos draws to a close CLICK
Wyobcowanie bankowców w Davos daje nadzieję na uregulowanie sektora bankowego i uniknięcie konsekwencji podobnych do tych jakie przyniósł Wielki Kryzys lat trzydziestych. Tezy z artykułu "Pittsburh... i co dalej" są jak najbardziej aktualne.
Pittsburgh... i co dalej? CLICK
Piątek, 29.01.2010
Oszczędzają na reformie emerytalnej CLICK
Zyta Gilowska: PO bez miliardów i bez księżniczek CLICK
Davos chief warns of futher crisis CLICK
Wtorek, 26.01.2010
Perspektywa ratingu Japonii w dół i jej konsekwencje CLICK
Poniedziałek 25.01.2010
Cenzura, by żyło się lepiej CLICK
Tusk pójdzie w zaparte
Po przesłuchaniu w komisji śledczej Tusk ogłosi swój start w wyborach prezydenckich - niezależnie od wrażenia i komentarzy co do jego roli w aferze hazardowej. Będzie dążył by wraz ze swoim najbliższym zapleczem uzyskać 5-letni azyl w pałacu prezydenckim. Bowiem po stoczniowej, hazardowej, Grasia, Palikota, Misiaka z całą pewnością ujawnione zostaną kolejne afery. Choćby wydatkowanie środków unijnych (patrz poniżej: Minister do rozliczenia), czy inwestycje drogowe i te związane z EURO 2012 (patrz: Zwyczaje z epoki Rywina). Nie przypadkiem właśnie teraz menedżerowie austriackiej firmy, która utraciła kontrakt na budowę autostrady (dalej buduje Stadion Narodowy) ogłaszają rewelacje dotyczące brata byłego ministra sportu. Walka buldogów pod dywanem o unijne i budżetowe dotacje i pieniądze trwa. Kto będzie rozdawał karty po byłym szefie ministerstwa sportu i skarbniku Platformy? Kandydatów jest wielu.
Media do wzięcia
Jeszcze półtora miesiąca temu niemożliwym byłoby, by TVN wyemitował materiał obraźliwy dla swego głównego sponsora finansowego - Banku Pekao SA. Od tego czasu pod naciskiem większościowego akcjonariusza banku, włoskiego Unicredit z funkcji prezesa zrezygnował Jan Krzysztof Bielecki. TVN zadłużone jest w Pekao na ponad miliard złotych. Czyżby stacja nabawiła się instynktów samobójczych emitując materiał o libacji w siedzibie banku? Nie, po zakupie platformy "n" TVN może utracić płynność finansową i zawczasu przystępuje do negocjacji o prolongatę zadłużenia... Były prezes banku przyznając TVN setki milionów Euro nie zważał na nadmierne ryzyko, przeciwnie drogo kupował milczenie stacji, by obchodziła tematy niewygodne dla banku i jego osobiście. Wraz z transferem zagranicę środków na zakup nomen omen Platformy reguły gry zmieniły się, a bank z biegiem czasu może stracić część z blisko 300 milionów Euro.
Scenariusz na przyszłość?
Karty są już rozdane. Mamy do czynienia z dezintegracją Platformy Obywatelskiej. Co po niej? To zależy od dociekliwości dziennikarzy, śledczych z komisji, wymiaru sprawiedliwości, a ostatecznie od wyborców. Jedno jest pewne. Jeśli Tusk miałby wygrać wybory prezydenckie, będziemy mieli do czynienia z przeszczepieniem na wiele lat wzorców zachowań i mechanizmów sprawowania władzy, które wnieśli do naszego życia Drzewicki z Chlebowskim, skarbnik z szefem klubu PO. Co gorsze utracimy resztki kontroli nad sektorem bankowym, mediami, czy rynkiem nieruchomości, nie wspominając o energetyce. Małe interesy Drzewieckiego i Chlebowskiego to jedynie czubek góry lodowej. Meandry "dużego biznesu" ciągle skrywane są przed opinią publiczną. Jak choćby Projekt Chopin w Grupie Kapitałowej Unicredit (patrz: pozew).
Minister do rozliczenia CLICK
Wstrzymano program, Bruksela ma zastrzeżenia CLICK
Zwyczaje z epoki Rywina CLICK
Pozew CLICK
Unicredit won't join toxic asset scheme for now CLICK
Lektura na niedzielę:
Wystąpienie Prezydenta Obamy (ang.) CLICK
Stock slide as Obama calls for tougher bank rules CLICK
German Finance MInister: Need international revied of Obama plan CLICK
UK opposition backs Obama CLICK
Prezydent Obama i Amerykanie w końcu uznali problem instytucji finansowych zbyt dużych by upaść. Wracamy do Aktu Glass Seagall, rozdzielającego bankowość komercyjną od inwestycyjnej?! Więcej Obama proponuje oddzielenie bankowości detalicznej od handlu instrumentami finansowymi oraz ograniczenia wielkości instytucji finansowych do maksymalnie 10% danego segmentu rynku. Co z innymi bolączkami systemu bankowego wskazanych w artykułach zamieszczonych poniżej?
Pittsburgh... i co dalej? CLICK
Rachunek sumienia CLICK
Złoża gazu w Polsce. Czy potrzebna nam wieloletnia umowa z Rosją? CLICK
Będzie kłótnia w Pekao CLICK
Wtorek, 19.01.2010
USA: Globalizacja czy kolonizacja? - felieton prof. Andrzeja Targowskiego
Po około 10 latach funkcjonowania globalizacji okazało się, że nie prowadzi ona do dobrych wyników. Bowiem została przekształcona w finansową kolonizację i to omal całego Globu. W przeszłości było kilka państw kolonialnych, takich jak np. Hiszpania, Portugalia, W. Brytania, Holandia, Francja, Belgia, Niemcy a nawet Włochy. Sowiety w praktyce miały swe kolonie także w Europie Wschodniej i w Azji. W Polsce w latach 1920-30-tych myślano o kolonii na Madagaskarze. W latach 1960-tych zaczął się proces dekolonizacji. Warto przypomnieć, że prezydent Roosevelt zgodził się na wejście do wojny podczas spotkania z premierem Churchillem na okręcie koło Nowej Fundlandii w 1941 r. pod warunkiem, że po wojnie Brytyjczycy zlikwidują swe kolonie w świecie. Co zostało zrealizowane.
Jednakże, chciwość ludzi nie została „zdekolonizowana.” Dziś mamy do czynienia z kolejną falą kolonizacji, tym razem nie surowce a finansowe zyski są wysysane z nowych kolonii. Choć nie ma już jednego kolonialnego imperium, bowiem prawie wszystkie państwa stały się koloniami bezpaństwowych korporacji i inwestorów. W ten sposób Stany Zjednoczone po 400 latach zostały skolonizowane po raz drugi. Inne kolonie to Chiny, Indie, Indonezja……Polska. Oczywiście stopień skolonizowania jest w tych krajach różny.
Chyba najbardziej skolonizowane zostały Stany Zjednoczone. I to przez niektórych swych obywateli a de facto miliarderów. Weźmy pierwszy z brzegu przykład największego amerykańskiego banku inwestycyjnego Goldman Sachs. W 2009 r. firma ta wypłaciła bonusy menadżerom w wysokości 4,8 miliarda dolarów, za wypracowanie zysku 2,4 miliarda (Hufftinton Post 01-8-2010). Czyli bonusy wyniosły dwa razy więcej niż „wypracowany” zysk.
Gdyby jednak nie pomoc podatników amerykańskich udzielona tej firmie w wysokości 10 miliardów i odszkodowaniu wypłaconemu przez AIG, które także zostało wypłacone z pomocy 180 miliardów udzielonej przez podatników amerykańskich, to firma Goldman Sachs też by splajtowała. Czyli owe 4,8 miliarda bonusów nie zostało wypłacone zgodnie z regułami etycznego biznesu a z regułami Imperium Kolonialnego, które robi to, co jest mu wygodne. Nota bene przy wypłacie owych bonusów pominięto zupełnie wypłacenie dywidend akcjonariuszom, takim jak ja i Ty czytelniku. A przecież my też jesteśmy „kapitalistami?”
Przykład ten każe uzupełnić teorię finansowej kolonizacji faktem, że jest ona sterowana Rewolucją Menadżerów, którzy przechwytują dywidendy akcjonariuszy „tu i teraz” póki nikt nie jest w stanie zatrzymać owej Rewolucji. W tym stanie rzeczy finansowa kolonizacja jest atakiem na istotę kapitalizmu, jaki reprezentują akcjonariusze. Joseph Stiglitz, Noblista, w swej ostatniej książce Free Fall (Wolny Upadek) szuka winy w zbyt zintegrowanym systemie finansowym. Twierdzi, chyba słusznie, że w tym nanosekund-owym sieciowym systemie przenoszenie się „wirusa kryzysu” do innych krajów jest natychmiastowe. Stąd uważa, że zbytnia integracja jest kryzysogenna.
Może warto uzupełnić jego wywody bardziej uniwersalnym spostrzeżeniem, że planeta Ziemia rozwinęła się dzięki zróżnicowaniu przyrody a nie dzięki jej ujednoliceniu. Nie szukajmy, zatem wspólnego systemu finansowego ani wspólnego rządu dla całego Globu. Zwłaszcza działającego w nanosekund-owym cyklu. Bądźmy zintegrowani w uniwersalnych prawach, ale zróżnicowani w poszczególnych kulturach. Gdzie człowiek jest ważniejszy od rynku.
Andrzej Targowski, USA
http://polonia.pap.com.pl/
Poniedziałek, 18.01.2010
Rząd bez głowy
I nie chodzi o 5-cio dniowy wyjazd premiera na narty. Zarówno premier jak i jego ministrowie wielokrotnie w ciągu dwóch lat składali puste deklaracje, co więcej podejmowali nieskoordynowane działania. Przyjrzyjmy się proponowanej przez Ministerstwa Pracy i Finansów obniżce wpłat z ZUS do OFE. Warto przy tym pamiętać, że do budżetu na 2010 rok wpisano 25 miliardów złotych wpływów z prywatyzacji. Jakie będą skutki obniżenia składek na OFE? Przede wszystkim Fundusze Emerytalne będą alokowały proporcjonalnie mniej środków w inwestycje na giełdzie, a tym samym zmniejszy się popyt i obniżą ceny akcji. Jak zatem pogodzić ten fakt z ambitnym planem prywatyzacji? Nie da się. Przy czym należy postawić w wątpliwość zasadność prywatyzacji, a tym bardziej "za wszelką cenę", w strategicznych dla państwa sektorach jak np. energetyka. Bo przecież, mamy nadzieję, nie chodzi o wyprzedaż resztek majątku po zaniżonych cenach. Na marginesie należy wskazać, że wg. tego co deklaruje rząd, OFE są niemile widziane jako nabywca obligacji Skarbu Państwa! Kto więc będzie finansował dług publiczny. Odpowiedź brzmi, że z chęcią uczynią to banki, które przy niższym popycie na obligacje państwowe uzyskają wyższe oprocentowanie i korzyści. Tym samym udzielą mniej kredytów przedsiębiorcom prywatnym.
Bez przekonań
Demontowanie w miarę dobrze działającego systemy Otwartych Funduszy Emerytalnych i powrót do państwowego ZUS wydają się w jaskrawej sprzeczności z ideą wolnego rynku i konkurencji jakimi ponoć kieruje się rząd i Platforma Obywatelska. Warto zwrócić uwagę, że pieniądze przekierowane do ZUS zostaną natychmiast wydane na bieżące potrzeby. Podczas gdy OFE inwestując je tworzą kapitał, który zabezpiecza rzeczywiste wypłaty przyszłych emerytur. Doraźne dziury w budżecie łata się kosztem bezpieczeństwa finansowego obywateli. Nacjonalizacja systemu emerytalnego - bo tak należy nazwać proponowane zmiany - zachwieje z pewnością stabilnością rynków finansowych.
Bez serca
Poseł Arłukowicz: "Mamy tu do czynienia z najbardziej drastyczną formą oszczędzania, która dotyka ludzi najciężej, śmiertelnie chorych. Jeśli to ma być ceną za to, że będziemy "zieloną wyspą" na tle "czerwonej Europy", to w mojej ocenie koszty tego są zbyt wysokie. Państwo nie może uciekać od odpowiedzialności za zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego ludzi. Szukanie oszczędności w tej najbardziej drażliwej społecznie sferze, którą jest opieka medyczna nad ludźmi najciężej chorymi, jest niedopuszczalne. (...) Ostatnia awantura wokół chemoterapii ponadstandardowej pokazują, że rząd Donalda Tuska nie ma żadnej polityki, która gwarantowałaby bezpieczeństwo osobom najciężej chorym". Nie tylko zamieszanie wokół chemoterapii ponadstandardowej, ale także utrudniony dostęp do badań specjalistycznych czy ograniczanie profilaktyki, przykładem, badania mammograficzne świadczą niezbicie, że ten rząd oszczędza na najsłabszych, najstarszych i ... najmłodszych, którzy sami nie będą się bronić.
Zombi
Obecny rząd przypomina zombi. Jego słabość bierze się z genezy i struktury Platformy Obywatelskiej jak i drogi jaką ta partia pokonała w drodze po władzę. Pamiętamy hasło "Razem", które w ustach Tuska brzmiało cokolwiek fałszywie, a stawiało przyszłego premiera w roli marionetki. Dzisiaj to pospolite ruszenie żąda specjalnego traktowania. Ci co nie płacą podatków w Polsce (Palikot), unikają podatków (Graś), lobbują (Chlebowski i Drzewiecki) po beneficjentów układu politycznego (Misiak, Sobiesiak), wszyscy oni RAZEM znaleźli spokojną przystań pod parasolem PO. Teraz boją się, że tak jak miało to miejsce u schyłku rządów SLD, wewnętrzne walki spowodują rozkład i wzajemne oskarżenia, a ujawniane konflikty przeniosą do województw i rozleją po Polsce. Ceną za "spokój" jest całkowity bezwład rządu i organów państwa. A zeznania Chlebowskiego z Drzewieckim potwierdzą w tym tygodniu jeszcze raz postawioną tu tezę.
Jerzy Bielewicz
Stowarzyszenie "Przejrzysty Rynek"
Tracimy bazę podatkową CLICK
Ręce precz od OFE CLICK
Onkologia dziecięca w finansowym dołku CLICK
The debt bomb facing the world CLICK
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ogłoszenie
Pilnie! W całości upublicznię jawne stenogramy rozmów bohaterów afery hazardowej, które znajdują się w tajnej kancelarii komisji hazardowej. W zamian zapewniam rozwikłanie afery, wyższe standardy i przejrzystość w polityce oraz zadowolenie szarych obywateli.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lektura na niedzielę:
World Economic Forum: Global Risk Report 2010 CLICK
Główna teza raportu, że ekspansja fiskalna i monetarna doprowadziła do nadmiernego zadłużenia wielu krajów, co stanowi obecnie główne zagrożenie dla stabilności finansowej świata, podnoszona już była w raportach organizacji finansowych, jak choćby MFW.
Debt Risk to spark new crisis CLICK
Właśnie te główne problemy do rozwiązania - deficyt budżetowy, finansów publicznych i wzrastający dług publiczny - stoją również przed polskim rządem. Przesłuchania Rostowskiego i Gilowskiej w komisji hazardowej pokazało jasno, brak profesjonalizmu tego pierwszego. Odpowiedzią na kryzys powinna być konsolidacja finansów publicznych, a nie wypychanie wydatków i zadłużenia poza budżet. Rostowski po prostu nie radzi sobie z sytuacją i utracił kontrolę nad finansami państwa (przykłady: dopłaty dopłaty do automatów vs finansowanie EURO 2012, Fundusz Drogowy, FUS itd), bowiem brak mu kompetencji, motywacji i zwykłej solidności. Z drugiej strony, Zyta Gilowska wyrasta na męża stanu, której wiedza, kompetencja i ogląd sytuacji finansowej kraju powinny być jak najszybciej wykorzystane.
Leaders of SEC and FDIC say agencies' failings contributed to financial crisis CLICK
Czwartek, 14.01.2010
Platformerski biznes Sobiesiaka CLICK
Sobiesiaka pozwolenie na budowę CLICK
Co za smakowity kąsek jak korupcyjny rak toczy organa państwa, a przykład (choroba) idzie (rozprzestrzenia) z góry (od ogniska zapalnego)! Czego jeszcze dowiemy się przy okazji afery hazardowej!
Wtorek, 12.01.2010
Rada Nadzorcza Pekao SA wybrała Panią Alicję Kornasiewicz na stanowisko Prezesa Banku. Wierzymy, że nowe władze dochowywać będą standardów księgowych, naprawią politykę informacyjną Banku, zmienią stosunek do akcjonariuszy mniejszościowych i ustrzegą błędów takich jak "Projekt Chopin", wypłata nadmiernej dywidendy za rok 2007 (bez wymaganej prawem zgody nadzoru), czy pochopne pompowanie środków w inwestycje na Ukrainie.
Poniedziałek, 11.01.2010
Komitet d/s standardów księgowych w bankowości - współczesny Syzyf
Zimowy blues zawładnął Europą i Stanami Zjednoczonymi pogrążonymi w zaspach śniegu. Sparaliżowana kolej, zasypane drogi, autostrady i tylko bankowcy wraz z przedstawicielami nadzory stanęli na wysokości zadania. Komitet z Bazylei wydał właśnie nowe rekomendacje, które w niedalekiej przyszłości mają sprostać wyzwaniom kryzysu finansowego. Pobieżna lektura nie napawa optymizmem. Wygląda na to, że wszystko ma się zmienić, by wszystko mogło zostać po staremu. Prawnicy żwawo i z ochotą wezmą się do szukania dziur w regulacjach. Audytorzy już liczą przychody z konsultingu pod marketingowym hasłem "tylko my rozumiemy nowe zasady". Agencje ratingowe dopisują do swego słownika chwytliwe i dobrze brzmiące czynniki ryzyka w rodzaju: hybrydowy współczynnik adekwatności kapitałowej. A banki szykują środki na nowe platformy softwarowe i modele komputerowe. Interes kręcił się i kręcić sie ma. Za to akcjonariusze banków zmuszeni będą przeczytać o 100 stronic więcej sprawozdań finansowych. Cóż to dla nich? Wg nas ceny akcji banków obniżą się w nadchodzącym tygodniu, gdyż nowe regulacje są nieadekwatne do sytuacji i doświadczeń, które przyniósł światowy kryzys. Z drugiej strony, wartość aktyw w sektorze bankowym można zwielokrotnić wprowadzając ograniczenia natury strukturalnej w duchu Aktu Glass Seagall.
Basel Committee publishes reform package CLICK
Tymczasem,
FSB warns markets excess optimism and risk taking CLICK
Rynek
Zimowy blues udzielił się także komentatorom rynków finansowych. Dane z amerykańskiego i europejskiego rynku pracy wskazują na pogłębiające się bezrobocie. 80 tysięcy miejsc pracy wyparowało z w grudniu w samych USA. Komentarzy twierdzą, że dane są zaniżone, gdyż wielu bezrobotnych straciło nadzieję i nie rejestruje się w urzędach pracy. Niepokój bankowców budzi również zapowiedź FED o zaprzestaniu wykupu kredytów hipotecznych z sektora bankowego z końcem marca. Oby w nadchodzącym tygodniu rynki finansowe przetrwały złe wiadomości i nie poddały się zimowej hibernacji.
US Unemployment rate up, unoficially CLICK
Hazardowa komisja śledczą - reaktywacja
W tym tygodniu przesłuchani będą ministrowie finansów w tym Pani Zyta Gilowska i Pan Jacek Rostowski. W końcu dowiemy się ile i dlaczego wzrosło zadłużenie państwa w kolejnych latach. I czy 500 milionów złotych dla budżetu to dużo czy mało? Czy uzyskamy jasne odpowiedzi na zadane pytanie?
Czarny piątek Donalda Tuska CLICK
Chiny
Chiny wyprzedziły Niemcy jako największy światowy eksporter. Co dalej? Dynamika zmian w światowej gospodarce zaskakuje z każdym dniem. Na ile jednak dane z Państwa Środka można traktować z pełnym zaufaniem? Czy juan wzmocni się (zostanie wzmocniony) w stosunku do dolara? Czy chiński pakiet stymulacyjny wykorzystywany jest w sposób racjonalny? Czy zainwestowane środki przyniosą zyski czy straty w niedalekiej przyszłości? Kto zna odpowiedź na te pytania? Stawiamy piwo.
China overtakes Germany as biggest exporter CLICK
China will likely spend full amount of stimulus CLICK
Lektura na weekend:
Jak rządzić krajem. którym rządzi mafia CLICK
We wzorcowym obozie koncentracyjnym CLICK
Wróciła normalność? Brawo PiS, PSL i SLD. Powrót Kempy i Wassermana do komisji przywracają normalność do polskiej polityki, a zwycięzcą okażą się w długim okresie instytucje państwa z sejmem na czele. Siła argumentów i dążenie do wyjaśnienia afery hazardowej przeważyły. Po głosowaniu uderza brak pokory Platformy i odwołania do pomocy świadków - namowy by odmawiali zeznań przed komisją. Platforma dalej chce za wszelką cenę zamieść aferę pod dywan.
Będzie kara za zerową wycenę Lotosu CLICK
Unicredit stock price at discount for rights offer CLICK
US Consumer Credit drops record $17.5 billion CLICK
Gethner's FED and AIG CLICK
Czwartek, 7.01.2010
Partyjni działacze i wierni żołnierze
Czy Wasserman i Kempa wrócą do komisji hazardowej (?) to pytanie o wiarygodność Sejmu i polskiej demokracji. Alternatywą zdaje się przeszczepienie do polskiej polityki i wymiaru sprawiedliwości wzorów mafijnych, gdy rozstrzygnięcie sądu (czytaj: komisji śledczej) zależy od składu i stopnia zastraszenia członków ławy przysięgłych. Mówią, że ryba psuje się od głowy. Trudno o lepszy przykład. Schetyna zapowiada dyscyplinę partyjną w głosowaniach nad składem komisji. Ci z posłów PO, którzy zagłosują za powrotem Wassermana i Kempy narażą się na partyjne represje. Przekaz jest prosty, robisz co każą bossowie lub ... wydajesz na siebie wyrok: polityczny niebyt. Tymczasem, Sejm poza losami dwójki posłów z PiS rozstrzygnie w tym samym głosowaniu, czy polityków obowiązują jeszcze standardy państwa prawa, zasady etyki i lojalność wobec wyborców.
Tusk, Schetyna, Komorowski na tej samej tratwie
Medialnym mitem są tezy o sprzeczności interesów w łonie władz Platformy. Tusk, Schetyna i Komorowski wspólnie i za wszelką cenę zawzięcie wiosłują do brzegu, w sytuacji gdy dziurawa szalupa nabiera coraz szybciej wody. Bowiem afera hazardowa podobnie jak afera Rywina - SLD pogrąży zapewne Platformę na wiele lat. Kto się uratuje? Ci, którzy dostrzegą w porę zło i zagrożenie dla demokracji, dobra wspólnego i przyszłości ustrojowej kraju. Co więcej PSL, SLD czy PiS nie mogą czuć się bezpieczne. Targi polityczne, zamiatanie afery pod dywan czy zbijanie kapitału politycznego niezależnie od przynależności partyjnej doprowadzą do re-interpretacji dekalogu politycznego i sposobów sprawowania władztwa, a tym samym ustanawiają na lata złe i mętne wzory. Polska polityka może okazać się równie jałowa jak bezbarwni i wyzbyci standardów moralnych jawią się dzisiaj przedstawiciele PO w komisji hazardowej. Czy wybraliśmy posłów na Sejm, by wściekle i bezproduktywnie, niczym skołowany pies gonili za własnym ogonem? Nie, oczekujemy skuteczności, jednoznacznych sądów i przede wszystkim szybkich propaństwowych decyzji.
Środa, 6.01.2010
Ryszard Czarnecki do Komisji Europejskiej CLICK
Słowo o pieniądzach z Unii. W ostatnim programie Bronisława Wildsteina (wczoraj) przeegzaminowano rolę dotacji z Unii Europejskiej. Panowie, nie pora płakać nad rozlanym mlekiem. Polska jest płatnikiem do Unii i jeśli nie wykorzysta przyobiecanych pieniędzy stanie się płatnikiem netto. Te środki nam się po prostu należą. Warto, w tym kontekście spojrzeć na strategię rozwoju Państwa Polskiego po decyzjach sądu międzynarodowego (Francja przeciw Komisja Europejska) dotyczącej wspomagania firm należących do Skarbu Państwa. Państwa Unii uzyskały furtkę - prezent na gwiazdkę - możliwość stymulowania rozwoju w wybranych dziedzinach. Z pewnością odpada przemysł motoryzacyjny. Może warto zainwestować np. w zaawansowane technologie w telekomunikacji? Albo rozwiązania z pogranicza internetu i telekomunikacji? Może w biotechnologię? Pogodzić rację stanu z zarabianiem pieniędzy (najpierw inwestycje) i modernizacją kraju? Uzyskać przewagę konkurencyjną na miarę XXI wieku?
Poniedziałek, 4.01.2010
Ponury ślepy zaułek
Aferalnie rozpoczął się rok i nie sądzę by skończył się lepiej. Hazardowa, czy przebrzmiała już stoczniowa to zaledwie przedsmak. Rok – jakby nie patrzeć wyborczy – na chwilę przed objęciem przewodnictwa w Unii Europejskiej, dopiecze rodakom bardziej niż 2009. Postara się o to Platforma Obywatelska, która niczym małpa z brzytwą, niszczy czego się tylko dotknie.
Aby określić możliwy scenariusz polityczny na nadchodzący rok, zacznę od zdefiniowania punktu wyjścia.
Osią sporu politycznego w nadchodzących miesiącach będzie niewątpliwie afera hazardowa, która osiągnie kulminację w najgorętszym okresie czyli podczas ostatniej fazy wyborczej kampanii prezydenckiej. Tymczasem w komisji śledczej mamy do czynienia z pozornym patem. Opozycja została wycięta, co pozwoliło przełożyć przesłuchania Drzewieckiego, Tuska i Chlebowskiego co najmniej o miesiąc. Jednak taktyczna przewaga Platformy jest pozorna, a gra na czas nieuchronnie prowadzi do tym większej klęski. Nie ulega bowiem wątpliwości, że lobby hazardowe osiągnęło zamierzony cel. Po pierwsze, były już minister sportu, Mirosław Drzewiecki, w swym słynnym liście upoważnił ministra finansów do uszczuplenia budżetu państw o 500 milionów złotych! Nikt i nic nie zmieni tego faktu. Po drugie, już nazajutrz po spotkaniu Tuska z Kamińskim, medialni bohaterowie afery hazardowej, panowie Drzewiecki i Chlebowski dowiedzieli się o akcji CBA. Po trzecie, beneficjentami ustawy anty-hazardowej, w pośpiechu przepchniętej przez Sejm, okazali się potentaci przemysłu hazardowego - właściciele kasyn. Oto punkt wyjścia.
Aparat partyjny i rządowy
Afera hazardowa niewiele różni się w swym przebiegu jak i konsekwencjach od afery Rywina. Nieznaczna odmienność wynika z faktu, że Kamiński widząc zagrożenia dla porządku prawnego, politycznego jak i stabilności finansowej budżetu państwa upublicznił rolę i dążenia lobby hazardowego. Nie doszło do politycznych targów.
Michnik odwrotnie, mając dowody w ręku, przez wiele miesięcy skrywał je przed opinią publiczną, ba, dążył do zażegnania konfliktu - w kuluarach sejmu i zaciszu gabinetu ówczesnego premiera. Z korzyścią wyłącznie dla Agory.
U zarania obu afer pozycja rządzących partii była równie silna. Tak jak dziś Platforma, wówczas SLD dysponowała większością w Sejmie, aparatem rządowym i władzą w województwach. Próbowała w podobny sposób ukręcić łeb sprawie jak czyni teraz Platforma. Arogancja wobec prawa i opinii publicznej stanowią wspólny mianownik obu afer. I ta, a nie inna okoliczność powoduje niemal otwarty bunt w służbie cywilnej, bezwład w organach państwa i osamotnienie premiera Tuska (jak kiedyś Millera). W obecnej sytuacji na start w wyborach prezydenckich większe szanse mają Komorowski, Sikorski czy nawet Palikot od przewodniczącego partii i premiera rządu w jednej osobie. Choć podobnie jak na Tusku będą na nich ciążyły aferalne uwikłania od Sobiesiaka, Grasia, Palikota do rajów podatkowych i Katarczyków w stoczniach.
Strony gotują się do walki
Kiedy w centrum i po lewej stronie spektrum politycznego kandydaci na prezydenta mnożą się jak grzyby po deszczu, to po prawej panuje niczym niezmącony spokój. PiS, wydawać się może, zwyczajnie nie pali się do władzy. Niepokoją odrobinę deklaracje negocjacji z PO za pośrednictwem Jana Krzysztofa Bieleckiego. Wszak Jarosław Kaczyński został już raz wpuszczony w POPiS-owe maliny przez Tuska i ówczesnego prezesa banku Pekao (vide wywiad rzeka z Ludwikiem Dornem).
Paradoksalnie cisza płynąca z pałacu prezydenckiego gra na korzyść Lecha Kaczyńskiego. I choć harcownicy po lewej stronie mogą jeden po drugim wypalić się za nim dojdzie do kluczowego starcia, to jednak oni kształtują obecnie agendę wyborczą. Gdzie skrywają się Marek Jurek, Artur Zawisza czy Kazimierza Ujazdowski? Co z kandydaturą Rafała Dudkiewicz, prezydenta Wrocławia?
Uwarunkowanie ogólne
Konsensus panuje tylko wśród komentatorów życia gospodarczego. Rząd Tuska nie powinien chwalić się sytuacją gospodarczą Polski, ponieważ jedyną jego zasługą było to, że nie zdołał wbrew wcześniejszym deklaracjom, wprowadzić euro. To właśnie słaby złoty ochronił polskie miejsca pracy. Wzrost gospodarczy stymulowano obniżką podatków i składki zdrowotnej, które, wprowadzone decyzją rządu PiS z początkiem 2009 roku, stanowiły ozdrowieńczy pakiet stymulacyjny wielkości prawie 30 miliardów złotych - przypadkiem - w początkach światowego kryzysu. Rezygnacja z emerytur pomostowych również wymuszone było decyzjami podjętymi jeszcze przez poprzedni rząd. Jedynym przyczynkiem do chwały PO staje się więc przyśpieszenie wykorzystania środków unijnych, a i to pod niezwykle silnym naciskiem zarówno opozycji, ekspertów jak i opinii publicznej. Pozostaje poczekać czy zawarte kontrakty na budowę dróg okażą się rzetelne, realne i przyniosą końcowy efekt. Oby i ta „zasługa” PO nie okazała się prezydencką kiełbasą wyborczą, a drogi i autostrady nie podzieliły losu stoczni!
Tu słowo o deficycie. W gospodarce, jak świat światem, liczą się zamierzenia i plany rozwoju, ale uwaga, na ich drodze może stać twarda rzeczywistość związana właśnie z deficytem finansów publicznych. Przekroczenie ustawowych i konstytucyjnych progów zadłużenia państwa doprowadzi przecież do okrojenia budżetu i odcięcia kraju od niemal 300 miliardów złotych finansowania ze środków unijnych w perspektywie do 2015 roku. Byłaby by to katastrofa gospodarcza rozmiarem przekraczająca zapaść w krajach bałtyckich czy na Ukrainie. Igranie z tym ryzykiem nie jest do wybaczenia! Dlatego rząd Tuska, Rostowski i PO odejdą w niesławie do lamusa historii. Przyszły prezydent i rząd muszą zmierzyć się z problemem rosnącego zadłużenia państwa polskiego. Lekarstwem na zło są fachowcy, którzy okazali się skuteczni w działaniu, jak choćby była Minister Finansów Zyta Gilowska. Antybohaterami tej bajki zdają się dzisiaj Balcerowicz, Rostowski i spółka.
Umowa społeczna
Głęboko poruszyła mnie ostatnio rozmowa z podeszłym w wieku działaczem społecznym. Stwierdził, mimo niewątpliwej wrażliwości na sprawy państwa, że polska służba zdrowia dokonuje… holokaustu na chorych i zaawansowanych wiekiem obywatelach Polski. Swoją tezę podparł opisem własnej sytuacji - na niezbędny zabieg będzie czekał, wszystko na to wskazuje - do śmierci…
Czy politycy mogą uczciwie spojrzeć w oczy swoim wyborcom i pytać o kolejne wyrzeczenia? Czy politycy, notable, biznesmani, których recepty są w równym stopniu dotowane jak recepty biednych emerytów, a z drugiej strony górnicy, policjanci, sędziowie czy prokuratorzy wyjęci z powszechnego systemu emerytalnego to jedyni wyborcy w Polsce w 2010? Czy rzesza zamożnych obywateli, którzy przekwalifikowali się na rolników, by zaoszczędzić na opłatach ZUS ma stanowić języczek wyborczej wagi? Polska potrzebuje nowej Umowy Społecznej. Jej elementem powinna być sprawna służba zdrowia za głęboką reformę finansów publicznych (przykład idzie z USA). Podobnie reforma podatków, zmniejszenie kompetencji państwa w gospodarce (mowa choćby o licencjach czy funduszach celowych), walka z korupcją, bezpieczeństwo energetyczne czy określenie ponadpartyjnych elementów racji stanu. Obywatel Polski, powinien bowiem stać się w końcu - po 20 latach niepodległości, podmiotem, a nie przedmiotem dla organów państwa i partii politycznych. W sporach przed sądami czy organami wymiaru sprawiedliwości winien czuć się w pozycji uprzywilejowanej w stosunku do graczy z krajów Unii. Ich bowiem świetnie chronią prawodawstwo, sądy i aparat państwowy Niemiec, Włoch czy Wielkiej Brytanii.
Co tam na świecie?
Również sytuacja w światowej gospodarce nie nastraja optymistycznie. Zapaść w gospodarcza przywodzi porównania z Wielkim Kryzysem, którego konsekwencją była II Wojna Światowa.
Problemy sektora bankowego ciągle zamiatane są pod dywan. Banki zbyt duże by upaść rosną w siłę i wpływy polityczne. Rynek derywat i długu ma się dobrze i przynosi rekordowe zyski głównym graczom jak Goldman Sachs i JP Morgan. Nadmierne lewarowanie leczymy jeszcze większy lewarowaniem. Banki centralne i rządy dokonały ekspansji fiskalnej i monetarnej rzędu 15 bilionów dolarów. Średnie zadłużenie każdego obywatela świata (wliczając dzieci i starców) wzrosło o ponad 2 tys. dolarów w ciągu roku! Pęcznieją kolejne, nowe bańki spekulacyjne. 2010 zapowiada się jako finansowy roller coaster. Obawiam się, że za rok będziemy z nostalgią wspominać spokojny i nudny rok 2009. Brzmi ostro? Gorsze byłoby zaklinanie rzeczywistości.
Trzecia siła
Wracając na nasze podwórko, jeśli PiS w przekonywujący sposób nie odegra roli jaka przypada opozycji zarówno w wyjaśnianiu afery hazardowej jak i w sferze polityki gospodarczej, nieuniknione zdaje się wejście na scenę polityczną nowej siły politycznej. Poprzedzi je polityczne tsunami, nie w perspektywie 5 lat, lecz już w roku wyborów prezydenckich i samorządowych - 2010.
A politykom należy życzyć, jak co roku - by pamiętali o swej służebnej roli - wobec społeczeństwa i porzucili myślenie kadencyjne.
Jerzy Bielewicz
Stowarzyszenie Przejrzysty Rynek
Stracona dekada w USA (ang.) CLICK
23.12.2009 - 4.01.2010
Stabilność rynku finansowego w Polsce
Zapytanie Posła Ryszarda Czarneckiego do Komisji Europejskiej
23 grudnia 2009 roku
Europejski Bank Centralny w dniu 18 grudnia 2009 r. opublikował półroczny raport nt. stabilności finansowej w strefie euro, w którym wskazuje, że banki ze strefy euro będą musiały podjąć 187 miliardów rezerw w 2010 roku, przy czym jedną z dwóch głównych przyczyn wymienia straty wynikające ze złej sytuacji ekonomicznej w Europie Środkowej i Wschodniej (CEE). W tym kontekście komentarz Wall Street Journal do raportu EBC wymienia z nazwy Unicredit.
Czy Komisja Europejska nie uważa, że praktyki biznesowe i procedury księgowe w Grupie Unicredit prowadzą do ukrywania rzeczywistych strat finansowych, co w średnim i długim okresie może narazić stabilność systemu finansowego w UE? Mam tutaj na myśli sztuczne podtrzymywanie wyników i płynności Unicredit Ukraina przez Bank Pekao SA poprzez tzw. rolowanie złych długów i ciągłe zwiększanie finansowania. Biorąc ten fakt pod uwagę jestem zaniepokojony o stabilność rynku finansowego w Polsce, gdyż Pekao SA dotąd nie podjął wymaganych prawem europejskim (Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej, w skrócie MSSF) rezerw na swoje inwestycje na Ukrainie.
Czy drenaż finansowy spółki córki Pekao SA przez spółkę matkę Unicredit zgodny jest z prawem europejskim? Czy narzucanie spółkom córkom w ramach tzw. "Projektu Chopin" (Polska, Rumunia, Bułgaria) niekorzystnych kontraktów z protegowaną przez Unicredit Pirelli Real Estate SpA w sytuacji jaskrawego konfliktu interesów Prezesa Unicredit, Pana Alessandro Profumo (w momencie podpisania kontraktów pełnił funkcję w Radzie Dyrektorów spółki z Grupy Pirelli), nie doprowadza do naruszenia zasad konkurencji w UE? Komisja sobie, EBC sobie CLICK
Polskie mieszkania zlicytują Włosi CLICK
Kryzysowe Święta w TVN CLICK
Debata na światowym poziomie? CLICK
Bielecki wiedział, kiedy odejść
Bank Pekao SA, jak wskazuje na to jego sprawozdanie, wspomaga finansowo swoją ukraińską spółkę-córkę UniCredit Bank, nie tworząc na ten cel odpowiednich rezerw.
Rezygnacja szefa Pekao SA Jana Krzysztofa Bieleckiego to nie jedyna zagadka dla akcjonariuszy tego banku. Czy Pekao SA wspomaga transferami finansowymi swoją spółkę-córkę na Ukrainie? Rzecznik banku stanowczo temu zaprzecza. Sprawozdanie finansowe wskazuje jednak na istnienie takich przepływów i wysoką, sięgającą ponad 3 mld zł ekspozycję banku wobec ukraińskiego UniCredit Bank, bez utworzenia odpowiednich rezerw po stronie polskiej na poczet ryzyka związanego z pogrążonym w kryzysie ukraińskim rynkiem. Taka sytuacja stwarza potencjalne zagrożenie dla polskiego systemu finansowego.
Bank Pekao SA, należący do włoskiej grupy UniCredit, wspomaga finansowo swoją ukraińską spółkę-córkę UniCredit Bank (UCB), nie tworząc na ten cel odpowiednich rezerw - wynika z przeanalizowanego przez "Nasz Dziennik" sprawozdania finansowego Pekao SA na 30 czerwca 2009 roku. Czyżby rzecznik Pekao SA Arkadiusz Mierzwa nie widział tych dokumentów, skoro zapewniał nas kilka dni temu, że takiej pomocy ze strony polskiej nie ma, a jedyne środki z Polski w ukraińskim banku to te w jego kapitale zakładowym?
- Niewątpliwie transfery nie są dokonywane, bo nie ma takiej potrzeby, skoro UCB przynosi zyski. W przeciwieństwie do innych ukraińskich banków nie zagraża mu bankructwo. Czym innym jest natomiast kwestia kapitalizacji i dokapitalizowania banku. Oczywiście w kapitale zakładowym tego banku są środki z Polski, dlatego że Pekao SA tworzył ten bank - powiedział rzecznik Pekao SA.
Tymczasem według sprawozdania za pierwsze półrocze br. wartość bilansowa należności z tytułu finansowania udzielonego UCB przez Pekao SA wynosi, bagatela, blisko 2,5 mld zł (dokładnie 2 mld 479 mln 34 tys. zł) oraz ponad 0,7 mld zł (705 mln 348 tys. zł) z tytułu udzielonych gwarancji i akredytyw. W sumie ponad 3,2 mld zł środków z Polski bank uplasował w swojej ukraińskiej spółce, aby zwiększyć jej płynność i umożliwić funkcjonowanie w kraju, który balansuje na krawędzi załamania finansowego.
"Pod koniec 2008 r. w wyniku nagłego spadku popytu krajowego i zagranicznego spowodowanego cenami towarów, ostrym spowolnieniem gospodarczym u największych partnerów handlowych, ograniczonym dostępem do kredytu i deprecjacją hrywny nastąpiło znaczące spowolnienie gospodarki ukraińskiej" - wyjaśnia w sprawozdaniu Pekao SA. Dodajmy, że to "spowolnienie", jak delikatnie określił zarząd banku, objawia się skurczeniem ukraińskiej gospodarki aż o jedną piątą, gdyż na Ukrainie nastąpił 20-procentowy spadek PKB. W sytuacji tak głębokiego załamania gospodarczego wszystkie banki u naszych wschodnich sąsiadów popadły w kłopoty z płynnością, a ich zagraniczne centrale - zmuszone do zasilania córek gotówką - dla celów bezpieczeństwa utworzyły rezerwy finansowe na poczet ewentualnych strat na ukraińskim rynku. Dla banków to spora przykrość - zmniejszać zysk i wartość bilansową przez odpisanie pokaźnych kwot na rezerwy, ale tego wymaga konserwatywna polityka niezbędna w kryzysie finansowym. W wypadku 3-miliardowych transferów na Ukrainę rezerwa powinna wynieść co najmniej 30 proc., tj. 1 mld zł, i o tyle też bank powinien zmniejszyć swój zysk. Tak zrobił m.in. PKO BP posiadający bankową córkę na Ukrainie. Ale nie Pekao SA.
"Zważywszy na klimat niepewności związany z rynkiem ukraińskim, Bank dokonał szacunku wartości odzyskiwalnej inwestycji Banku na Ukrainie (...). W opinii Banku szacunek potwierdza odzyskiwalność inwestycji" - czytamy w sprawozdaniu finansowym Pekao SA. Innymi słowy - Pekao SA uznał, że tworzenie rezerw nie jest potrzebne, ponieważ... nie będzie na Ukrainie strat. Zarząd banku najwyraźniej liczy na to, że bezpieczeństwo ukraińskiego systemu finansowego zapewnią instytucje międzynarodowe.
"Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju wsparły Ukrainę dotkniętą kryzysem w odbudowie finansowej i makroekonomicznej stabilności" - czytamy w sprawozdaniu.
Prezes Jan Krzysztof Bielecki, szykujący się do odejścia ze stanowiska w pierwszych dniach nowego roku, wielokrotnie zapewniał w mediach o swoim konserwatywnym podejściu do zarządzania finansami Pekao SA. Powstaje pytanie, czy wpompowanie ponad 3 mld zł bez zabezpieczenia w rezerwach w bank osadzony w morzu gigantycznego kryzysu to przykład "konserwatywnej polity